Recenzentka

Wpisy otagowane „2013”

  • piątek, 28 września 2018
    • Bernadotte - szwedzki król, który w testamencie zobowiązał syna do czytania książek

      Jean Baptiste Bernadotte - prosty, francuski żołnierz, który dał początek obecnie panującej w Szwecji rodzinie królewskiej. Nie miał wykształcenia, nie miał pieniędzy, nie miał szlacheckiego pochodzenia. Miał urok osobisty, umiejętność wkradania się w łaski właściwych osób, zgrabne uda, fart, doskonały PR i podobno krew Maurów w żyłach. Jak to się stało, że człowiek znikąd zdobył wszystko? Dlaczego Dumas zbudował postać d’Artagana wzorując się na jego gaskońskich cechach? Jak doszło do tego, że Bernadotte został szwagrem Józefa Bonaparte? Dlaczego Napoleon poparł jego małżeństwo z Désirée, którą kochał, i której poświęcił jedno z własnych dzieł literackich inspirowanych „Cierpieniami młodego Werthera” Goethego? W jaki sposób dziadek Maneta pomógł Bernadotte zdobyć szwedzki tron? Co wiązało Madame de Staël ze Szwecją i Jeanem? Krzysztof Mazowski w „Bernadotte – żołnierz fortuny” kreśli portret władcy jakiego z pewnością nie stworzyliby dworscy biografowie. Czyta się go w duchu powieści przygodowych. Z mocnym tłem, esencją faktów i dobrą ręką do układania z takich ingredients smakowitego kawałka soczystej historical non-fiction.

       

      Bernadotte_zolnierz_fortuny_krzysztof_Mazowski

       

      Gdyby nie rewolucja francuska Bernadotte w najlepszym razie doszedłby do stanowiska sierżanta. Na tyle mógł liczyć ktoś jego pochodzenia. Ale ma szczęście. Potrafi też zabiegać o awanse dla siebie, prosi o protekcje właściwe osoby. 14 lipca 1789 pada Bastylia, symbol dawnego ładu, a wraz z nią system feudalnych przywilejów. Raport ministerstwa wojny z tego okresu mówi o poważnych deficytach w armii. Rewolucja zbiera krwawe żniwa. Generałowie są odwoływani lub gilotynowani. Brakuje 1900 oficerów, a tymczasem zanosi się na wojnę, którą w końcu Francja wypowiada królowi Czech i Węgier, czyli praktycznie Austrii. W tym momencie Bernadotte jest już po awansie na porucznika 36 regimentu piechoty. Ma też już słynny tatuaż z napisem „śmierć tyranom”, który bardzo zabawnie będzie się prezentował na ramieniu późniejszego króla Szwecji i Norwegii. Cztery lata później jest już kapitanem. Rok potem pułkownikiem. Wówczas też trafia pod przyjazne skrzydła generała Armii Sambry i Mozy. Wiele zawdzięcza Kléberowi, świadczy o tym między innymi to, że wiesza jego portret w królewskiej sypialni na zamku w Sztokholmie. Mija kolejny rok, jest 1793 a Napoleon mianuje Bernadotte generałem brygady za zasługi przy oblężeniu Tulonu. Rotacja wśród rządzących elit jest miażdżąca. Przetasowania uderzają ostrzem gilotyny w Robespierre’a. Wojna trwa i sprzyja kolejnym awansom. Trzydziestojednoletni Bernadotte, po 14 latach służby zostaje generałem dywizji. Idzie łeb w łeb z Napoleonem w nominacjach, ten jednak miał zaledwie 26 lat, gdy został generałem, chociaż nie tak jak Bernadotte za odwagę na froncie, a za stłumienie rojalistycznego powstania.

       

      Klan Bonapartów nie tylko chce mieć po swojej stronie ambitnego i młodego generała, ale też chce go lepiej kontrolować, więc proponuje, żeby ożenił się z byłą kochanką Napoleona. Désirée zdążyła ochłonąć i pocieszyć się w kilku romansach po koszu Napoleona, kwitując, że jej przeznaczeniem jest kochanie bohaterów. Ślub z nią wprowadziłby Jean'a do rodziny Bonapartych, a takich szans się nie przepuszcza. Désirée też jest niezła w matematyce uczuć i widzi, że dobrze jej zrobi mariaż z drugim po Napoleonie człowiekiem. Wesele odbywa się w domu Józefa Bonaparte. Jeśli do tej pory kariera Bernadotte’a pędziła, to po ślubie dostała piorunującego rozpędu. Generał w 1798 otrzymuje doktorat honorowy miasta Giessen, w 1799 zostaje ministrem wojny. Potem ambasadorem, chociaż nie ma w ogóle doświadczenia dyplomatycznego. Napoleon nadaje mu arystokratyczny tytuł książęcy związany z rejonem Ponte Corvo. Herb dynastii Bernadotte do dzisiaj zachował symbolikę tego miejsca.

       

      Opinie na temat Bernadotte są podzielone i wszystkie bardzo żywe, ale co do jednego nikt nie ma wątpliwości. To naprawdę świetny strateg i dowódca. I potwornie ambitny. Wyprawa z 1797 na odsiecz Armii Italii porównywalna jest do przeprawy Hannibala przez Alpy. Ale jak podkreśla Krzysztof Mazowski - pamięta się tych, którzy sterują machiną propagandową, a ta należy do Napoleona, który nada odpowiednią rangę i rozgłos własnemu przejściu przez Przełęcz Świętego Bernarda. Bernadotte’a kochają żołnierze. Mówi się, że ma na nich elektryzujący wpływ. Zmiękczy też serce Napoleona, który w pewnym momencie nie będzie mu szczędził komplementów. Ale popularność w szeregach armii to zbyt duże zagrożenie. W dodatku istnieje ryzyko, że jak dłużej będzie ministrem wojny, to wkrótce podporządkuje sobie pozostałych ministrów. Zostaje więc pierwszym porewolucyjnym ambasadorem. Wystarczająco daleko od Paryża, żeby osłabić jego wpływy na szczytach władzy.

       

      Bernadotte ma ogromną świadomość swoich braków. Nadrabia je czytając jak wściekły. Wkrótce będzie czarował na salonach cytatami z klasyków. Gdy zostaje ministrem wojny wstaje o 3 rano i jest pierwszy w pracy.

       

      A co tymczasem z Napoleonem? Człowiek rewolucji nie może być królem, ale może zostać cesarzem, którym pierwszy konsul wkrótce się mianuje, upodabniając się coraz bardziej do reszty panujących w tamtym czasie. Jak trafnie podsumuje Krzysztof Mazowski „Jerzy III był szalony i często zakładano mu kaftan bezpieczeństwa, jego syn także nie budził zaufania i miał napady histerii, królowa Portugalii, Maria I chodziła w ubrankach dziecięcych, co było jednym z mniejszych jej dziwactw, król Hiszpanii, Karol IV nie należał do błyskotliwych i był groteskowo otyły, szwedzki Gustaw IV Adolf to neurotyk, król Danii, Kristian VII był szaleńcem trzymanym pod kluczem przez 33 lata”. Bernadotte w orszaku koronacyjnym Napoleona, w katedrze Notre Dame, będzie niósł łańcuch koronacyjny na szyję. To wyróżnienie i dowód zaufania. Ale nie wszyscy to wydarzenie przyjmują z entuzjazmem. Beethoven zniesmaczony cofa swoją dedykację na symfonii „Eroica”, którą skomponował zachwycony Napoleonem.

       

      Jean naprawdę związał się z właściwą kobietą. Napoleon nigdy nie zapomniał o swoim młodzieńczym uczuciu do Désirée, co objawia się między innymi kolejną nominacją Bernadotte’a. Tym razem na marszałka. Ten, zaraz po odebraniu buławy marszałkowskiej, wyjeżdża do Hanoweru, gdzie w 1804 zostaje gubernatorem. Będzie tam korzystał z rezydencji po diuku of Cambridge, angielskim wicekrólu, który za miastem miał pałacyk Herrenhausen, który później w Szwecji Bernadotte będzie chciał skopiować budując Rosendal na Djurgården. To moment, kiedy osiąga szczyt swojej francuskiej kariery. Zostaje oficerem Legii Honorowej i dowódcą jej ósmej kohorty. W armii zajmuje trzecie miejsce, Napoleon zwraca się do niego „drogi kuzynie”. Żeby osiągnąć coś więcej, musiałby go obalić.

       

      Ale jest 1805 i Szwecja wypowiada wojnę Francji. Bernadotte znowu wskakuje w mundur i rusza na kolejną wyprawę. Po drodze narusza neutralność Prus i wkracza do prowincji Ansbach, gdzie pozna czarującą hrabinę Lucie Anne von Pappenheim. Ją i jej córkę – a może ich córkę - będzie wspierał finansowo gdy zostanie królem Szwecji. Wojna zatacza coraz szersze kręgi. W Tylży spotyka się Napoleon z Aleksandrem uznając rosyjską strefę wpływów w Szwecji i Finlandii. Planują rozbiór tej pierwszej i jej podział pomiędzy Rosję a Danię o ile Dania przyłączy się do blokady kontynentalnej. Przez Danię i Holstein trafiały do Europy towary angielskie, więc Napoleon rozkazuje Bernadotte zając kraj. W Fontainebleau Francja podpisuje z Danią układ. 5 miesięcy później, 14 marca 1808 Dania wypowiada Szwecji wojnę. Dzień później Bernadotte zjawia się w Kopenhadze z rozkazem uderzenia na szwedzkie Skåne. Gdy angielska flota zjawia się w Göteborgu, aby uniemożliwić planowaną inwazję na Skåne, robi – jak podkreśli Krzysztof Mazowski – wrażenie „budzące żal i smutek” i doda, że „mieszkańcy zajmowali się głównie upijaniem i popełnianiem samobójstw”. Napoleonowi świta myśl, żeby osadzić Bernadotte na tronie duńskim lub go adoptować i zrobić swoim następcą. Sam Bernadotte rozważa zostanie królem Danii, Polski lub Hiszpanii. W Szwecji dochodzi do przewrotu i obalenia Gustava IV Adolfa. Major Johan Georg de la Grande przywozi list z propozycją zawieszenia broni pomiędzy Francją a Szwecją. I to w tym mniej więcej czasie Bernadotte dostaje propozycję objęcia szwedzkiego tronu. Szwedzi sądzili, że Bernadotte jest ulubieńcem Napoleona, ale jest niestety przeciwnie. Panowie się nie lubią, Jean nie rozumie posłuchu jakim cieszy się Napoleon. Ale jest sprytny. Inni mówią, że dwulicowy. Manewruje wokół swojego szefa umiejętnie bawiąc się w grę pozorów. I stawia go dyplomatycznie w takiej sytuacji, że Napoleon nie ma po części wyboru i wyraża zgodę na objęcie przez niego tronu Szwecji.

       

      Ta jest wówczas drugim co do wielkości państwem Europy, zamieszkałym przez ok. 3,5 mln osób, niejednorodnym etnicznie, jednocześnie jednym z najbiedniejszych i o krok od całkowitej zagłady.

       

      Wydarzenia nabierają rozpędu. Bernadotte ma dobry PR, teraz potrzebuje nieco reklamy. Do Szwecji przyjeżdża dziadek Maneta. Zaczyna się cyrk typowy dla kampanii wyborczej. Józef Antoni Ennemond Fournier nie cofając się przed oszustwem podaje się za przedstawiciela cesarza. Wszem i wobec obwieszcza, że „Bernadotte jest jedynym księciem krwi, którego wybór cesarz i cała Francja powitałaby z radością”. Składa obietnice finansowe, które nie mają pokrycia. W rzeczywistości Bernadotte zjawi się w Szwecji bez kasy i z długami. I wymyśla hasło, które łyknął nieroztropni Szwedzi łudząc się, że marszałek francuski odzyska utraconą Finlandię. Potem Bernadotte za tę „pomoc” zgrabnie się odwdzięczy, zostając ojcem chrzestnym córki Fourniera, czyli mamy Maneta. Postawiony pod murem Napoleon złośliwie skomentuje kandydaturę Bernadotte’a mówiąc, że Szwedzi są przyzwyczajeni do szalonych królów. Ale robi sobie też polityczne nadzieje z tym wyborem.

       

      Król Karl XIII w 1811 dopuszcza Bernadotte do najwyższego masońskiego kręgu wtajemniczenia. Adoptuje go, żeby Jean mógł zostać królem. Zwolennik republiki i detronizacji Ludwika XVI zostaje oficjalnie następcą tronu, który robi w kraju porządki, czekając cierpliwie na śmierć Karola XIII. Świadek francuskiej rewolucji wie jak może się skończyć panowanie niechcianego władcy. Bernadotte, teraz Karl Johan boi się. Zaczyna więc od zorganizowania tajnej policji i wprowadzenia kontroli prasy. Pasjami zamyka gazety, zwłaszcza „Aftonbladet”, która odradza się w kolejnej odsłonie. Jest to strach spryciarza, który za chwilę pokaże środkowy palec i Szwecji, i Napoleonowi. Spotyka się z Rosjanami i zgadza się, że Finlandia geograficznie bardziej pasuje do Rosji niż do Szwecji i nie ma wobec niej żadnych roszczeń. Ale, żeby jakoś wybrnąć z tej sytuacji przed narodem zaczyna „starać się” o Norwegię. To jednak nie było w interesie Napoleona, którego wiernym sojusznikiem była Dania, prawowita „właścicielka” Norwegii. Napoleon sugeruje alians Szwecji, Danii i Księstwa Warszawskiego, a nawet ściślejszy związek tych państw na podobieństwo Związku Reńskiego. Odmawiając Napoleonowi pomocy przekreśla szansę na powodzenie kampanii moskiewskiej. I nazwijmy to wprost: zostaje zdrajcą.

       

      Do Sztokholmu przyjeżdża, związana ze Szwecją przez pierwszego męża, najsłynniejsza kobieta XIX wieku – Anne Louise Germaine de Staël. Za jej sprawą zamek królewski zmienia się w paryski salon. Urok osobisty króla przyciąga do niego kobiety, ale jego nie ciągnie po porostu do kobiet, wybiera te wpływowe, które umiejętnie rozkochuje znajdując w nich sojuszniczki na całe życie. Madame de Staël jest wówczas w trakcie pracy nad książką i wspomnieniami. „Reflexions sur le suicie” zadedykuje Jeanowi. Nie brakuje plotek, że ma taką chrapkę na Jeana, że próbuje doprowadzić do rozwodu króla. Bernadotte zdaje sobie sprawę z siły pióra i wie, że sojusznik taki jak Madame to skarb. Zatrudnia zresztą pisarzy do własnych spraw. Niemiecki romantyk August Wilhelm Schlegel przygotuje na jego zlecenie memorandum w kwestii niemieckiej.

       

      Ale politycznie Karlowi Johanowi zaczyna się osuwać grunt pod nogami. Wie, że Finlandii nie odzyska, Norwegii najwyraźniej też nie dostanie. Car Aleksander robi mu jednak nadzieje. Jeśli wesprze go w pokonaniu Francji, to odwdzięczy się pomocą w otrzymaniu Norwegii. Ale przecież to oznacza zdradzę własnej ojczyzny i pokazanie nielojalności wobec człowieka, któremu wszystko zawdzięcza. W dodatku Szwedzi naprawdę go nie lubią. I tu objawia się jego talent w lawirowaniu pomiędzy zobowiązaniami a obietnicami. Lord Byron najlepiej to skwituje: „Bernadotte to zbuntowany bękart adoptowany przez Skandynawów”. Karl Johan unika wkroczenia do Francji jako wróg, idzie jednak z armią na Holandię. Zajmuje Danię, która jest sojusznikiem Napoleona, który dostaje spazmów. Jest tak wściekły, że każe usnąć z budowli państwowych wszystkie portrety Bernadotte, a jego nazwisko z wszelkich dokumentów.

       

      Norwedzy mają dość przechodzenia z rąk do rąk. Ale to kraj bez własnej arystokracji czy elity, którą stanowi ta napływowa z Danii. Wykorzystują zamieszanie wojenne i 17 maja 1814 ogłaszają przyjęcie własnej konstytucji. Bernadotte początkowo nie ma ochoty godzić się na stawianie go przed faktami i mobilizuje armię do działania. Madame de Staël podszeptuje Jeanowi, że nie opłaca mu się to. Wtedy to w stolicy Norwegii pojawiają się przedstawiciele największych graczy politycznych tych czasów i przemawiają do rozsądku Norwegom, którzy ostatecznie godzą się z postanowieniami traktatu kilońskiego. Bernadotte próbuje złagodzić niepewność i gniew norweski i to wtedy kreśli coś na wzór sojuszu nordyckiego, podtrzymując, że Norwegia ma większe szanse na przetrwanie pod skrzydłami Szwecji. 14 sierpnia 1814 Norwegia podpisuje w Moss konwencję o zawieszeniu broni co dla Szwecji oznacza zakończenie ostatniej w jej historii wojny i rozpoczęcie trwającego do dziś pokoju.

       

      W tle rozpoczyna się Kongres Wiedeński a władcy biorący w nim udział wyrażają swoje niezadowolenie z francuskiego kaprala na tronie królewskim. I dają mu wyraźnie do zrozumienia, że jest królem drugiej kategorii. Później biograf Bernadotte napisze, że Szwedzi powinni być wdzięczni, że ich władcą nie został „któryś z mało rozgarniętych książąt duńskich”. Dzieją się i inne rzeczy, które mogą zmienić siatkę wpływów i granic. Aleksander I przyjmuje pod opiekę rodzinę swojego kuzyna, zdetronizowanego króla Gustava IV Adolfa. Rozważa nawet przyznanie mu jakiegoś księstwa, może Krakowa, ostatecznie z tego rezygnuje.

       

      Gdzieś muszą się podziać uchodźcy polityczni i wtedy Jean otwiera szwedzkie granice dla przedstawicieli reżimu napoleońskiego. Do dziś żyją w Szwecji, w nadanej przez Bernadotte’a posiadłości Elghammar w Södermanland potomkowie księcia d’Otrante. Jedna z córek Lucjana Bonaparte wyszła za szwedzkiego dyplomatę i trafiła na dwór królewski w Sztokholmie. Synowie rozstrzelanego marszałka Ney’a, syn generała Jean-Baptiste Drouet’a otrzymują stopnie wojskowe w szwedzkiej armii.

       

      Rząd szwedzki zostaje tak przeorganizowany, żeby wszyscy ministrowie mówili po francusku. Ustawy i przepisy miały być sformułowane w możliwie najprostszy do zrozumienia sposób, co do dzisiaj obowiązuje w prawie szwedzkim. W lutym 1818 umiera Karl XIII. Karl Johan zostaje prawowitym władcą, a jego mottem koronacyjnym będzie: „Miłość ludu mą nagrodą”. Wtedy też sformułuje obowiązującą do dziś szwedzką zasadę neutralności mówiąc, że „pokój może być jedynym celem, do jakiego powinien dążyć mądry rząd”. Szwedzi zawdzięczają mu wprowadzenie nowinek technicznych, m.in. telegrafu optycznego, prawdziwka w szwedzkim jadłospisie nazwanego na jego cześć grzybami Karla Johana.

       

      Bardzo dziwne było małżeństwo Bernadotte z Désirée, która wolała tęsknić za mężem w Paryżu. Mówiła, że na dźwięk słowa „Sztokholm” dostaje kataru.

       

      Karl Johan spędził w Szwecji 34 lata. Zmarł w 1844, pochowany został w Riddarholmskyrka w Sztokholmie obok Gustava II Adolfa, Karla XII i Gustava III. W swoim testamencie zostawił wytyczne jak wychowywać jego syna. Życzył sobie, żeby Oscar czytał książki najsłynniejszych autorów. „Powinien przeznaczyć jakiś czas na zagraniczną literaturę, aby zorientować się, co jest charakterystyczne dla innych nacji”, żeby umieć rozmawiać z cudzoziemcami.

       

      Bernadotte_szwedzki_krol_ktory_w_testamencie_zobowiazal_syna_do_czytania_ksiazek

       

      Wpis o Bernadotte powstał w oparciu o książkę: "Bernadotte - żołnierz fortuny", Krzysztof Mazowski. Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2013. Cytaty pochodzą z wyżej wymienionej książki. Książkę można kupić w krakowskim Składzie Tanich Książek, ul. Grodzka 50.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Bernadotte - szwedzki król, który w testamencie zobowiązał syna do czytania książek”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      piątek, 28 września 2018 15:14
  • sobota, 12 marca 2016
    • Jeden z nas. Opowieść o Norwegii - Åsne Seierstad

      Jest 2002, gdy dziesięcioletni Mobarak Haji przyjeżdża do Norwegii. Jego rodzice kłamią we wniosku o azyl, podając, że są Somalijczykami. W rzeczywistości pochodzą z Dżibuti. Chłopak i jego dwaj bracia zapisują się do młodzieżówki lewicowej Partii Pracy. W 2011 pojadą w trójkę na obóz letni na wyspę Utøya. Zostanie tam zabity Ismail.

       

      Jeden_z_nas_Opowie_o_Norwegii_Asne_Seierstad

       

      BESTSELLER O MASAKRZE

       

      22 lipca 2011 roku oczy całego świata zwracają się w kierunku maleńkiej Norwegii. Jeden człowiek, 32 letni Anders Behring Breivik podkłada bombę w rządowej dzielnicy Oslo, która zabija 8 osób. Potem jedzie na obóz młodzieżówki lewicowej Partii Pracy i morduje 69, głównie nastolatków. Statystyki to chłodne dowody jego zbrodni: 77 zabitych, kilkadziesiąt rannych, kilkaset najbliższych wstrząśniętych, cały naród sparaliżowany. To się nie miało prawa zdarzyć. Nie w jednym z najbardziej demokratycznych krajów świata. Nie w jednym z najlepszych miejsc do życia. Jeden z nas Åsne Seierstad stał się opowieścią o Norwegii, jakiej nikt nie znał i nikt nigdy nie przypuszczał, że pozna. „Bestseller o masakrze”, powtarzano. „Paraliżująca”, napisze Paulina Wilk w „Tygodniki Powszechnym”. „To lektura, która dławi, wprawia mięśnie w dygot, rozdziera uczucia”, doda Wojciech Tochman w „Dużym Formacie”. „Tę książkę (…) czyta się jak kryminał, tyle że niestety to wszystko wypłynęło z życia, z rzeczywistości, w całym swoim absurdzie, przerysowaniu... Gdyby to mogła być jedynie literatura...” – to Kiljan Halldórsson na swoim blogu. „Historia, która nokautuje i rozwala na łopatki” – doda Marta na blogu „Ma_Ruda czyta”. „Przejmujące” - podsumuje Bartosz Raducha z „Kuriera Literackiego”.

       

      Rok po masakrze na wyspie Utøya Partia Pracy traci poparcie społeczne. Nacjonalistyczna Partia Postępu, której członkiem był Breivik ma już kilkanaście procent społecznego poparcia. W 2013 „Daily Mail” publikuje zdjęcia osób, które przeżyły masakrę na Utøya. Wśród nich jest Mobarak. Wszyscy zapamiętają ich twarze. Uciekające spojrzenia i pustkę, w którą wpatrują się, gdy patrzą prosto w obiektyw aparatu. Dwa lata później szwedzka popołudniówka „Aftonbladet” informuje o kolejnym zwycięstwie Andersa Behringa Breivika. Mobarak zostanie wydalony z Norwegii, bo odkryto kłamstwo związane z jego pochodzeniem. Jest wówczas mężem Norweżki, z którą wychowują niedawno urodzoną córeczkę. Ma 23 lata. Opowiada o sobie na You Tube (po angielsku). Mediom mówi, że nie opuści dobrowolnie Norwegii. Tu się wychowywał, tu skończył szkołę. Czuje się Norwegiem, z Dżibuti nic go nie łączy.

       

      KIM JEST ANDERS BEHRING BREIVIK?

       

      Sięgając po książkę Åsne Seierstad dostajemy coś więcej niż opowieść o Norwegii. Doświadczona reportażystka spędziła całe swoje zawodowe życie na obserwowaniu świata w stanie wojny, codzienności w okopach zagrożenia. Światowy rozgłos przynosi jej historia z Afganistanu, w której opisuje życie kobiety zza burki. Bardzo dobrze została przyjęta jej książka „Dzieci Groznego”. Nigdy nie zajmowała się własną ojczyzną, którą wielokrotnie opuszczała jako reporterka pracując m.in. w Rosji, Chinach, Kosowie, Czeczenii, Iraku. Tekst, który miał być relacją dla „Newsweeka” z procesu sądowego Andersa Behringa Breivika rozrasta się jednak w błyskawicznym tempie. Åsne Seierstad zaczyna sobie uświadamiać, że portret mordercy wymaga dopełnienia. Sam proces to za mało, żeby zrozumieć sens jego zbrodni. Zaczyna misterną rekonstrukcję począwszy od jego dzieciństwa; sprawdza co działo się w domu Breivików, jak przeszedł okres dojrzewania, co go ukształtowało. Fabularyzuje swoją opowieść na wzór powieściowy. Wyłaniający się obraz jest ponurym dowodem kryzysu człowieczeństwa. Zawodzą rodzice, nawet nie tyle niedojrzali do pełnienia swojej roli, co wręcz dysfunkcyjni. Emocjonalnie skrzywieni nie radzą sobie ani z własnym małżeństwem, które rozpada się wkrótce, ani z ciężarem wychowawczym, a tak odbierają swoją odpowiedzialność wobec chłopca, który staje się coraz trudniejszy w kontakcie. Próby oddania go pod tymczasową, choćby weekendową opiekę rodziny zastępczej, to jedyne jaśniejsze chwile w życiu dziecka, którego matka nalega, żeby ojciec z opieki pozwalał Andersowi na dotykanie jego penisa. To ma go nauczyć męskości i wypełnić pustkę po nieobecnym ojcu. Rodzina zstępcza jest w szoku. Czy tak Seierstad próbuje usprawiedliwić późniejszego zabójcę z wyspy Utøya? Przeciwnie, nie chce po prostu pominąć żadnego ważnego szczegółu, który mógłby się złożyć na odpowiedź na pytanie dlaczego? Co się musi stać w życiu człowieka, żeby tak dalece zamknął się we własnym świecie, z zamysłem przygotowywał masakrę i z taką konsekwencją zabijał?

       

      QUO VADIS NORWEGIO?

       

      Jeden z nas staje się opowieścią o Norwegii, która od początku lat 70. zaczyna się zmieniać na ogromną skalę. Państwo przybiera coraz bardziej ludzką twarz, role społeczne się rozluźniają, system czeka gotowy w każdej chwili na interwencję. Ułatwienia w pełnieniu obowiązków rodzicielskich, prawo dla ojców w towarzyszeniu na porodówce rodzącej kobiecie, aborcja na życzenie, elastyczny czas pracy dla rodziców małych dzieci, specjalnie zaprojektowane dla nich osiedla z niską zabudową, zielenią i infrastrukturą do zabawy. Cały ten „feminizm państwowy”, państwo matriarchatu, czy wręcz „państwo waginalne”, to z tym będzie walczył dorosły Anders. Rodzina Breivików nie nadąża za zmianami, Jens to mężczyzna starej daty. To na Wenche spadną obowiązki domowe, to ona będzie „karmiła, kołysała i śpiewała”. Kiedy Anders ma pół roku jego ojciec zostaje mianowany radcą ambasady norweskiej w Londynie. Kobieta w jego życiu ma pełnić funkcje reprezentacyjne i zadbać o jego wygodne życie. Wenche wychowuje się jednak w zupełnie innej Norwegi. Pół roku później, po głębokiej depresji ma dość roli gospodyni dziwaka, jak go określi i podejmuje decyzję o separacji. Anders nie odstępuje matki na krok. Wyrasta na grymaśnego i agresywnego chłopca. Ma dwa lata i zmienne nastroje. To wówczas trafia do rodziny zastępczej, Wenche zgłasza pomocy społecznej, że nie daje sobie rady z rolą matki i musi odpocząć. Norwegię stać na to, dochody państwa z ropy naftowej rosną, wreszcie można je zacząć konsumować na niewyobrażalną skalę.

       

      Pół roku później premierem Norwegii zostaje po raz pierwszy kobieta. Gro Harlem Brundtland wyróżniła się jeszcze czymś, była pierwszym szefem rządu z ramienia Partii Pracy ze świetnym wyższym wykształceniem. Podczas, gdy jej poprzednicy wywodzili się z klasy robotniczej, ona była reprezentantką elity politycznej. Stanie się ikoną i idolką dla wielu pokoleń Norwegów. To w jej biografii będzie się zaczytywał Elling znany z cyklu Ingvara Ambjørnsena, u nas raczej kojarzony z brawurowej adaptacji filmowej w reżyserii Pettera Næssa (2001). Gdy Gro Harlem Brundtland zostaje premierem Anders ma 2,5 lat. Była na Utøya, miała tam zginąć. Wszystko jednak nie poszło zgodnie z planem.

       

      Urząd Ochrony Praw Dziecka zaczyna się interesować małym agresywnym chłopcem i jego silnie patologicznymi relacjami z matką. Ale wówczas włącza się w Wenche instynkt samozachowawczy. Przecież wszystko jest w porządku. Nastoletni Anders przez jakiś czas trzyma w klatce kilka szczurów, które lubi dręczyć kłując je ołówkiem lub długopisem. Kilka lat wcześniej nikt jednak nic nie zrobił z opinią psychiatrów, żeby przedsięwziąć wszelkie kroki mające uchronić chłopca przed poważnymi zaburzeniami rozwoju. Tymczasem Norwegia coraz bardziej się bogaci, a Norwedzy już nie chcą wykonywać każdej pracy, robi się więc miejsce i zapotrzebowanie na siłę roboczą, tę jednak trzeba sprowadzać z zewnątrz. Na osiedlu Silkestrå, jednym z tych specjalnie zaprojektowanych dla młodych małżeństw, pojawia się pierwsza rodzina cudzoziemców. Anders zaprzyjaźni się z chilijską dziewczynką.

       

      DORASTANIE W NORWEGII

       

      W tym miejscu historia rozgałęzia się. Åsne Seierstad wprowadza nowych bohaterów reportażu. Najpierw rodzinę kurdyjskich uchodźców i ich dwie dziewczynki Bano i Larę. Potem trzech przyjaciół Simona, Andersa i Viljara. Wszyscy spotkają się w pewne wyjątkowo deszczowe lato na wyspie Utøya. Rodzina Rashidów otrzyma azyl w Norwegii i wyląduje w słynącym ze swojej otwartości Nesodden, „to okolica, w której pedagogika alternatywna i wegetarianizm mają więcej zwolenników niż gdzie indziej w kraju, a zagęszczenie artystów, zarówno tych sławnych, jak i tych nieznanych, przydaje kolorytu tej idylli”, ale jak napisze Seierstad „dwie małe Kurdyjki miały tutaj trudny start”. Nie są mile widziane, jasnowłose Norweżki nie będą się z nimi bawić. Powtarza się motyw, który tak dobrze znamy z historii innego rasisty: Szweda Johna Ausoniusa, słynnego mężczyzny z laserem. Bycie dzieckiem, a potem nastolatkiem w Norwegii okazuje się sporym wyzwaniem, w które wpisana jest nieustanna walka o akceptację, wyrafinowane sposoby mobbingu pod okiem dorosłych, którzy uważają, że stawianie dzieciom wymagań to ingerencja w ich wolność.

       

      Anders Breivik przegrywa swoje dzieciństwo, potem okres dojrzewania, szukając akceptacji na ulicy dołącza do gangów grafficiarzy, ale w tym hermetycznym środowisku trzeba przestrzegać reguł, a on tego nie chce i nie potrafi. W dysfunkcyjnej rodzinie nie ma miejsca na normalne uczucia, chłopak nie potrafi budować relacji. Jest dziwny. Krótkie intensywne przyjaźnie szybko się wypalają. Wpada z jednego ekstremizmu w drugi. Jest mu obojętne, która grupa go przyjmie. Chłopak z bogatej, norweskiej dzielnicy poszuka przyjaciół wśród „kebabowych” Norwegów, tak mówi się o imigrantach mówiących z arabskim akcentem. Przyjaźni się z Ahmedem z rodziny pakistańskich imigrantów. Nauczy się ich slangu, w rytm hip-hopu, w opuszczonych spodniach i puszką spreju w ręce szuka akceptacji. Chce być podziwiany. Może to kwestia tego, że był niechcianym dzieckiem, może pokłosie odrzucenia przez ojca, który zerwie kontakt z chłopakiem, może toksyczna relacja z matką. Nigdy nie pozbędzie się poczucia niedopasowania. Tak jak na siłę szuka grupy, która by go zaakceptowała, równie intensywnie zmienia wygląd, wciąż z niego niezadowolony; zrobi korektę nosa za pierwsze zarobione pieniądze, dba o cerę, używa pudru brązującego, kremów, perfum. Gdy ulica go ostatecznie odrzuci zmieni radykalnie towarzystwo i wygląd zewnętrzny, spodnie z opuszczonym dołem zamieni na koszulę polo Lacoste’a i wąskie dżinsy Levisa.

       

      LICZĄ SIĘ TYLKO PIENIĄDZE

       

      W szkole handlowej zacznie z powodzeniem grać na giełdzie, podobnie jak podziwiany przez niego Szwed John Ausonius dorobi się majątku na oszustwach. Podobnie jak mężczyzna z laserem rzuci szkołę średnią przed maturą. Zakłada jedną firmę po drugiej, ale szybko bankrutuje. To, co go intensywnie zajmuje to myśl o wzbogaceniu się. Jeszcze wówczas nie myśli o polityce, więc nie zainteresuje go, że w 1993 dochodzi do zamachu na norweskiego wydawcę „Szatańskich wersetów” Salmana Rushdiego. Pieniądze i dziewczyna, to jego plan. W serwisie randkowym, specjalizującym się w szukaniu dziewczyn ze wschodu dla cudzoziemców znajduje Nataszę z Białorusi. Próbuje też skrócić drogę na szczyt i usilnie zabiega do dostanie się do loży masońskiej, to tam są przecież elity biznesowe. Nie wie nawet, że jego kuzyn jest masonem ósmego stopnia. Już 11 lat nie odzywa się z ojcem, który zdążył ożenić się po raz czwarty i z żadnym ze swoich czworga dzieci nie utrzymuje kontaktu. Biznes polegający na handlu fałszywymi dyplomami amerykańskich uczelni wyższych naprawdę przynosi zyski; ukrywa je w rajach podatkowych. Sprawą interesują się media, boi się ujawnienia jego danych, więc zamyka firmę . Ma 22 lata i wraca do matki. To wówczas powstanie Andersnordic. World of Warcraft pochłonie go. Musi być najlepszy. Spędzi 5 lat zamknięty przed komputerem.

       

      Gdy Breivik podbija internet trójka przyjaciół postanawia naprawić świat: Viljar ze Svalbardu, Anders z Bardu i Simon z Salanger. Gdy Simon jako szesnastolatek zostaje delegatem na zjazd krajowy Partii Pracy, Breivika pochłania temat islamizacji Europy, zbiera materiały do książki na ten temat, bo „trzeba powstrzymać masakrę narodu europejskiego”. Tak powstaje Andrew Berwick, pseudonim pisarski Breivika. W tym samym czasie tato Bano, inżynier i specjalista od systemów wodno-kanalizacyjnych próbuje znaleźć pracę w zawodzie, ostatecznie zostanie dozorcą w szkole na zastępstwie. Rodzina każdego roku musi przedłużać zezwolenie na pobyt w Norwegii. Niepewność, czy będą mogli zostać w kraju towarzyszy im nieustannie. Åsne Seierstad opisuje walkę: Viljara, Andersa i Simona o lepszą i równą dla wszystkich Norwegię, Breivika o Norwegię czystą etnicznie i Bano walczącą, żeby w niczym nie ustępować jej norweskim koleżankom.

       

      INTEGRACJA PO NORWESKU

       

      Sen o norweskim szczęściu zamienia się w koszmar. Co właściwie tutaj zawodzi? System, któremu mały Anders wymknął się? Społeczeństwo, które sprzyja rozwijaniu się rasistowskich przekonań w pewnych kręgach? Emocjonalny chłód i dystans, który każde trzymać relacje na wodzy i nie przekraczać granic wścibstwa? Z czym mamy do czynienia? Jakkolwiek Åsne Seierstad w żadnym miejscu nie przejmuje roli komentatora, to komentarze cisnął się usilnie. Z jednej strony fundamenty norweskiego raju, na których tak mocno stała Norwegia w oczach międzynarodowej opinii publicznej, tutaj rozsypują się. Integracja jest właściwie pojęciem, które w niewielkim stopniu wypełnia poczucie, że działa. Cudzoziemcy z jednej strony obejmowani są strukturalną pomocą, mogą liczyć na wsparcie w zamieszkaniu, dostępie do edukacji. Z drugiej strony o dostęp do rynku pracy i szacunek muszą walczyć, pokonując liczne uprzedzenia. Można w tej książce wyczuć, że coś w Norwegii nie działa na poziomie czysto ludzkim. W tym bogatym kraju nie ma granicy dla przebierania w marzeniach. Życie w państwie, które docenia zaangażowanie, pomaga w rozwijaniu talentów, sprzyja aktywnym, naprawdę wyzwala w tych ludziach ogromną energię. Wielką przyjemnością jest śledzenie pokonywania kolejnych stopni kariery młodziutkiej trójki przyjaciół, przyglądanie się upartej walce Bano, która też dostanie swoją szansę, bo w Norwegii docenia się pracowitość. Jednocześnie dało się odczuć, że dystans w kontaktach, udawanie, że nie widzi się pewnych spraw, pozostawianie dzieci na pastwę samych siebie, ignorowanie mobbingu wśród nastolatków, brak interwencji dorosłych, którzy pozwalają młodym ludziom na ogromną niezależność, sprawia, że dla słabszych emocjonalnie, dla osób w trudnej sytuacji życie tutaj może być koszmarem.

       

      Znaczna część książki to opis przygotowań Breivika do zamachu i masakry na Utøi. Śledząc niemal każdy jego krok poraża jego upór, zacięcie z jakim zbliża się do celu. Jesteśmy świadkiem każdego pojedynczego strzału. Seierstad opisuje, gdzie i w jaki sposób zabijał, a strzelał prosto w twarz, miał broń, z której na kilometr mógłby oddać precyzyjny strzał, wolał kontakt bezpośredni i dobijanie ofiar kolejnymi pociskami, najlepiej w głowę lub w serce. Odrzucony przez ojca, przyjaciół, przez partię, w której nie znalazł sojuszników swojej walki, ale nawet przez prawicowych ekstremistów, którzy nie odpowiadali na jego próby nawiązania kontaktu tworzy własną armię nacjonalistów. Jeszcze nie ma ani jednego żołnierza, ale mianuje się już komandorem Antykomunistycznego Ruchu Oporu. Cieszy się na proces, który wkrótce się odbędzie, bo wreszcie będzie miał szansę trafić ze swoimi przekonaniami do opinii publicznej. I włoży wiele wysiłku, żeby udowodnić, że był poczytalny, przecież uznanie go za szaleńca zniszczyłoby cały plan.

       

      KTO TAK NAPRAWDĘ ZAWINIŁ?

       

      Gdy pewien kierowca autobusu został oskarżony o nieumyślne zabójstwo, bo przez jego nieuwagę zginęły dwie osoby, jedna z osób zapytała „czy zawsze jest tak, że karę ponoszą jedynie ci najsłabsi, anonimowi?”. Bo „czy można powiedzieć, że 22 lipca to policja nie zachowała należytej czujności? Czy można powiedzieć, że należytej czujności nie zachowały wcześniej władze? Czy można nazwać nieodpowiedzialnym to, że cała załoga jedynego w Norwegiihelikoptera policyjnego poszła na urlop? Czy można uznać, że poszczególni funkcjonariusze policji nie zastosowali się do obowiązującej instrukcji na wypadek >>trwającej strzelaniny<

       

      PS Autorka cały zysk ze sprzedaży książki przeznaczyła na fundację "Jeden z nas", w której rodziny ofiar będą decydować o przeznaczeniu środków na przedsięwzięcia m.in. kulturalne, sportowe, edukacyjne.

       

      Jeden z nas. Opowieść o Norwegii, Åsne Seierstad, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015. Przełożyła Iwona Zimnicka. Tytuł oryginału: En av oss. En fortelling om Norge (2013). Wydanie I. Redakcja: Ewa Serzysko. Korekta: Małgorzata Denys. Adiustacja: Jacek Modrzejewski. Projekt okładki i stron tytułowych: Krzysztof Rychter. ISBN 978-83-280-2065-8. Stron: 525. Książka zawiera bibliografię.

       Utoya_norwegia

       

      Na zdjęciu Utøya w Norwegii. Google Mapy

       

      Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów bezpłatny newsletter i polub Fanpage Recenzentka.blox.pl.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      sobota, 12 marca 2016 17:37
  • poniedziałek, 07 marca 2016
    • Odpowiedź premiera Norwegii na tragedię na wyspie Utøya

      Katedra była wypełniona po brzegi. Na zewnątrz leżało morze kwiatów, róż, lilii, niezapominajek. Miasto było w szoku, kraj w żałobie.

           Jens Stoltenberg miał wygłosić najważniejsze przemówienie w życiu. W kościele walczył ze łzami.

           - Mam wrażenie, że minęła wieczność - mówił. - To były godziny, dni i noce wypełnione szokiem, rozpaczą, gniewem i łzami. Dziś przyszedł czas na żałobę.

           Jako szef państwa nie mógł jednak zbyt długo koncentrować się na żałobie, musiał również wezwać do jedności i działania.

           - W obliczu tych tragicznych wydarzeń odczuwam dumę z tego, że mieszkam w kraju, który w takim momencie nie pozwolił się złamać. Zaimponowała mi godność, troska i niezłomność, z którymi się zetknąłem. Jesteśmy małym krajem, ale dumnym narodem. Wciąż pozostajemy w szoku po tym, co nas spotkało, ale nigdy nie porzucimy naszych wartości. Naszą odpowiedzialnością będzie jeszcze więcej demokracji, jeszcze więcej otwartości i jeszcze więcej człowieczeństwa. Ale nigdy naiwność. 

           Te ostatnie słowa miały stać się mantrą - wciąż powtarzaną odpowiedzią Norwegii na tragedię. W ciągu jednej nocy Jens Stoltenberg z premiera z ramienia Partii Pracy zmienił się w przywódcę całego narodu. 

           Odpowiadanie na nienawiść miłością stało się sposobem, w jaki Norwegia początkowo radziła sobie z atakami. Słowa Stoltenberga pobudziły poczucie wspólnoty narodowej. Premier wychwalał naród. Mówił, że liczył się z tym, iż reakcją będą nienawiść i pragnienie zemsty. Nastąpiło jednak coś zupełnie innego. Ludzie trzymali się za ręce i płakali.

       

      Jeden_z_nas_opowie_o_norwegii_asne_seierstad1

       

      Cytat str. 505-406: Jeden z nas. Opowieść o Norwegii, Åsne Seierstad, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015. Przełożyła Iwona Zimnicka. Tytuł oryginału: En av oss. En fortelling om Norge (2013). Wydanie I. Redakcja: Ewa Serzysko. Korekta: Małgorzata Denys. Adiustacja: Jacek Modrzejewski. Projekt okładki i stron tytułowych: Krzysztof Rychter. ISBN 978-83-280-2065-8. Stron: 525. Książka zawiera bibliografię.

       

      Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów bezpłatny newsletter i polub Fanpage Recenzentka.blox.pl.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 marca 2016 19:22

Kalendarz

Listopad 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014