Recenzentka

Wpisy otagowane „2008”

  • wtorek, 19 sierpnia 2014
    • Izabela Sowa - Ścianka działowa

      Gdy Bóg stworzył mężczyznę zrozumiał, że się pomylił i zabrał się do tworzenia kobiety. Mam nadzieję, że wpadka Izabeli Sowy ze „Ścianką działową” to taki wypadek przy pracy, literackie qui pro quo, i że to co najlepsze przede mną. To nie jest zła propozycja, jest po prostu zdumiewająco blada na tle tak wyrazistych poprzedniczek.


      Izabela Sowa porzuciła swoją frazę, przechodząc na stronę, po której stoi większość niczym się niewyróżniająca. Cięte riposty, gęsty humor, charakterystyczny rytm zdań oddała na rzecz: no właśnie czego? Fabuły? Motywów? Jestem rozczarowana, bo to był znak rozpoznawalny Sowy. Po przeczytaniu akapitu wiedział człowiek, że to jej tekst a ten pachnie jak zupa na glutaminianie sodu. Niby jest to, co powinno być, a jednak czuję, że to mi smakuje jak cała reszta. Nie kupiłabym i nie umiałabym wyobrazić sobie scen batalistycznych w wykonaniu Edwarda Hoppera. Myślę Tahitanki i widzę Gauguina. Myślę baletnice, widzę Degasa. Myślę meksykańska rewolucja, widzę Kahlo. A teraz myślę Izabela Sowa i widzę „Ściankę działową”, która oddziela się od reszty. Odzywa się we mnie rozpaczliwe: WHY?

       

      Zazwyczaj już w pierwsze zdanie wpadałam, oddając się rozkoszy czytania. Tutaj czekam na ten moment, mija ponad pięćdziesiąt stron i dopiero zaczynam się wciągać w fabułę. Zabrakło tej historii impetu, iskry bożej. Jest jak tlące się ognisko chucherko. Dokładasz kolejne motywy, a te ani nie grzeją ani ziębią. Co się stało, przecież tematy, które wywołuje Sowa to samograje. Weźmy Marsz Tolerancji, życie dla przedmiotów i przegapianie tego, co najważniejsze w życiu, rozpisywanie życia na zadania, krwiożerczy kapitalizm, wyzysk chińskich robotników, łańcuszek rodzinnego nieszczęścia. Mam wrażenie, że ten tekst był pisany na rozczarowaniu, na powietrzu, które opuściło nadmuchany balonik, na zmęczeniu życiem. 


      Dionizy Fiotroń, doktor nauk społecznych, żyje trochę w potrzasku. Nie może zmobilizować się do zrobienia habilitacji, zaszył się w firmie w Krakowie, w poukładanym, perfekcyjnie zaprojektowanym mieszkaniu, w którym nawet księgozbiór został dobrany przez fachowca. Jego żona Szarlota to ikona doskonałości. Pewnego dnia Dionizy dostrzega jakieś zmiany w zachowaniu żony, podejrzewa ją o zdradę. Zatrudnia Brzytwę – detektywa amatora, która w bardzo niestandardowy sposób szuka dowodów zdrady. Dionizy musi jej poświęcić tydzień swojego życia, w ciągu którego pozna nie tylko żonę, ale zobaczy też siebie i własne życie w zupełnie nowej odsłonie.


      Takie rozwiązanie fabularne powinno samo pociągnąć tekst a ten jakoś słabo współgra. Nie pomogą mu literackie nawiązania, cytaty, wtręty, które w tym przypadku wyglądają jak silenie się na wrażenie. Coś jest nie tak z tym pomysłem. Wygląda na to, że tym razem Sowie nie udało się zagrać tekstem i historią na tyle mocno, żeby odcisnęła swoje piętno w pamięci. I jeżeli coś się nie zmieniło, to zaangażowanie Sowy w sprawy ważne. Gdy pisze o Marszu Tolerancji, opowie o jego oponentach, zakapturzonych anonimowych chłopakach, z zasłoniętymi twarzami, skandującymi hasła, nie wiadomo skąd wzięte. Opowie o znajomej Brzytwy, która zakocha się w takim zwolenniku „normalności” i stanie obok niego i jego kumpli obrzucających Marsz jajkami, kamieniami. Opowie Sowa o ludziach, którzy nie potrafią się wyrwać z narzuconego schematu życia. Ludziach, którzy wyszukują się w tłumie dla świętego spokoju, potem żyją obok siebie, realizując wzorzec doskonałej pary, zapełniają czas planowanymi remontami, zakupami, obowiązkowymi spotkaniami rodzinnymi, ze znajomymi. Cyzelują swoje życie, doskonaląc pomieszczenia, w których mieszkają, kupując coraz droższe przedmioty, wypoczywając w coraz bardziej luksusowych miejscach. Ludzi, dla których sensem życia jest opakowanie a gdy wszystko wokół nich wygląda doskonale i perfekcyjnie, zabija ich nuda, brak pasji, którą porzucili dla tego uporządkowanego i bezpiecznego życia. Sowa pokaże świat w pazernej pogoni za zyskiem, świat, w którym chiński pracownik amerykańskiego koncernu produkującego buty sportowe musiałby pracować 4 500 lat, żeby zarobić na roczną pensję prezesa tegoż koncernu. Opisze świat, w którym „3 procent zysku firmy NIKE jest przeznaczany dla indonezyjskich robotników – reszta idzie na pensje zarządu, kontrakty reklamowe Tigera Woodsa i wypasione klipy”. Wreszcie powie o przekazywanej z pokolenia na pokolenie krzywdzie, traumie, upokorzeniu, którą udaje się przerwać tylko tym nielicznym, którzy rezygnują z rodzicielstwa.


      Jak pokazuje historia z Bogiem i jego nieudaną pierwszą próbą stworzenia człowieka, każda pomyłka, jeśli na nią spojrzymy z odpowiedniej strony, ma sens . Bo, jak widać, gdy ktoś ma tyle do zrobienia lub powiedzenia, ma prawo zrobić coś słabiej. 


      Anna Dutka

       

      Izabela Sowa, Ścianka działowa, Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2008. Projekt okładki i stron tytułowych: Agnieszka Herman. Redakcja: Katarzyna Kowalska. Korekta: Ewa Chmielewska. Wydanie I. Stron 240.

       

      POLECAM RÓWNIEŻ:
      Izabela Sowa - Smak świeżych malin

      Izabela Sowa - Cierpkość wiśni

      Izabela Sowa - Herbatniki z jagodami

      Izabela Sowa - Zielone jabłuszko

      Izabela Sowa - Agrafka

      Izabela Sowa - Podróż poślubna

      Dlaczego warto oglądać Seks w wielkim mieście

      Izabela Sowa - Świat szeroko zamknięty

      Izabela Sowa - Części intymne

      Czym ludzie wypełniają pustkę w życiu?

      Izabela Sowa - Powrót

      Katarzyna Targosz - Wiosna po wiedeńsku

      Ałbena Grabowska - Grzyb - Coraz mniej olśnień

      Ałbena Grabowska - Lot nisko nad ziemią

      Ralph Sarchie, Lisa Collier Cool - Zbaw nas ode Złego

      Grażyna Obrąpalska - Przystanek Kostaryka

      Renata Salecl - Tyrania wyboru

      Cecilia Randall - Hyperversum. Sokół i Lew

       

      Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 sierpnia 2014 11:50
  • środa, 05 czerwca 2013
    • Aż gniew twój minie - Åsa Larsson

      Pewnego dnia poczuła, że jej życie jest puste i brakuje w nim głębszej wartości, zapisała się na kurs kreatywnego pisania. Rocznik 1966. Urodziła się w Uppsali, wychowała w Kirunie, mieszka w Mariefred. Zadebiutowała w 2003 powieścią Solstorm nagrodzoną za najlepszy debiut przez Szwedzką Akademię Pisarzy Kryminalnych (Svenska Deckarakademin); powieść została sfilmowana a rolę prokurator Rebeki Martinsson zagrała Izabella Scorupco. O jej roli w filmie Åsa Larsson, bo o niej mowa wypowiada się bardzo ciepło, podkreślając, że wprawdzie scenariusz pozbawił graną przez nią postać wewnętrznego niepokoju, to widać go jednak cały czas w oczach aktorki. W 2004 r. druga powieść Larsson, Det blod som spillts (Krew, którą nasiąkła) otrzymała nagrodę za najlepszą szwedzką powieść kryminalną (Bästa Svenska Kriminalroman). Ponownie zdobyła ją w 2012 r. za piątą powieść z cyklu o prokurator Rebece Martinsson. Tylko w Szwecji , w której mieszka ok. 9,5 mln osób jej książki sprzedały się w liczbie ponad 1 miliona egzemplarzy a prawa do tłumaczenia jej książek sprzedano w ponad 30 krajach. Ma dwójkę dzieci. Jest wnuczką słynnego szwedzkiego biegacza narciarskiego Erika Augusta Larssona (Kiruna-Lasse), złotego medalisty olimpijskiego z 1936 r. W jednym z wywiadów na pytanie, czy czuje się królową szwedzkiego kryminału odpowiedziała, że z rodziną królewską łączy ją to, że mieszka w Mariefred, gdzie czasem w swoim zamku przebywa król Szwecji.

      Cykl o prokurator Rebece Martinsson i komisarz Annie Marii Melli to już kilka powieści. Czym zaskarbiły sobie sympatię, że książki o nich czyta niemal cały świat? Prokurator Martinsson, to niezależna kobieta, kwintesencja szwedzkiej nowoczesności, świetna prawniczka z karierą w znanej sztokholmskiej kancelarii wraca w rodzinne strony na dalekiej północy. Świat blichtru stolicy zamienia na dziką przyrodę, skutą przez większość lodem, schowaną pod ciężkim puchem grubego śniegu. Żyje w związku na odległość z partnerem, który mieszka w Sztokholmie. O swojej bohaterce pisarka mówi, że jest samotnym wilkiem, wciąż zapracowana a z drugiej strony bardzo delikatna. I rzeczywiście najbardziej przyciąga do niej ten dualizm, kobiety, która potrafi być profesjonalna, działać bez emocji a z drugiej strony kobiety delikatnej, która potrafi przyznać, że potrzebuje wsparcia. Jej przeciwieństwem jest komisarz Anna Maria Mella, matka czwórki dzieci, o której Martinsson mówi, że mieszka w niej dzika klacz. Dwie charyzmatyczne kobiety robią porządki na północy.

      Morderstwo jest tutaj tylko pretekstem do opowiedzenia o czymś innym, ważnym. Åsa Larsson na długo przed nieżyjącym już twórcą Millennium zaczęła odważnie podnosić w swoich powieściach kwestie, o których zazwyczaj w Szwecji się milczy. Chociaż akcja Aż gniew twój minie rozgrywa się współcześnie, to rozwiązania zagadki morderstwa trzeba szukać nieco wcześniej. Gdy cofamy się do czasów drugiej wojny światowej stajemy przed problemem szwedzkiej polityki neutralności, która miała chronić Szwecję przed agresją Niemiec, w dużej mierze stała się okazją do przyspieszonego wzrostu gospodarczego. Larsson pisze o tej stronie polityki szwedzkiej, o której milczą i podręczniki i nauczyciele historii. Przestała jednak za sprawą literatury milczeć Szwecja, którą autorka kryminału obudziła z letargu i zmusiła do gorącej dyskusji. Szwedzi dopiero teraz są stawiani do odpowiedzialności moralnej za konsekwencje swojej polityki. Literatura opisuje mroczną stronę najbardziej znanej i lansowanej na świecie demokracji, prekursorki praw dziecka, praw kobiet, praw ojców, najlepszego kraju do życia. Jak się okazuje w tym najlepszym kraju do życia narosło sporo napięć, które eskalują jak pokazują ostatnie wydarzenia w Husby na przedmieściach Sztokholmu, czy wcześniejsze w Malmö. A Larsson umiejętnie porusza i kwestie moralne pokolenia drugiej wojny światowej, i pochyla się nad problemem starości i opieki nad ludźmi starszymi. Pokaże świat dorosłych, którzy niszczą świat własnych dzieci, samotność małego chłopca, która zostanie na całe życie w dorosłym mężczyźnie, talent i pasję, która jest ucieczką od tej samotności.

      Nic nie jest czarno-białe, jak widać w książce. Nawet krajobraz dalekiej północy zmienia się w końcu, śniegi topnieją a świat wybucha orgią kolorów. I zmieniają się ludzie. Gdy trzeba potrafią zawalczyć o życie, swoje, swoich bliskich. Potrafią się załamać i potrafią się podnieść. Dla niektórych nie ma ratunku, ale to też część rzeczywistości, z którą trzeba się pogodzić, bo jak śpiewa Szwedka Laila Adele nie da się kierować życiem, gdy o nim decyduje przeznaczenie. Ważna jest umiejętność przetrwania, której nie brakuje człowiekowi od zarania dziejów, gdy widzi sens życia, to widzi sens przeżycia. Szwecja słynie, choć niesłusznie z wysokiego procentu samobójstw, nie ma to kluczowego znaczenia, więc zdradzę, że i prokurator Martinsson ma za sobą próbę samobójczą. Podnosi się po załamaniu i w zimnej, wyludnionej Norrlandii odnajduje siebie, wilczycę z silnym instynktem przetrwania, której sprzyja dzika przyroda Północy. Widać, jak powoli, jakby mimochodem tworzy swoje symboliczne stado, wokół którego coraz częściej krąży inny samotny wilk.  Ale tego wątku akurat ani nie rozwinę, ani przekornie nie zdradzę, powiem tylko, że nie ma nic zabawniejszego od mężczyzny, który nagle stwierdza, że się zakochał, chociaż nie wie, jak to się stało.

      A tak przy okazji, wiadomo już, że Åsa Larsson będzie gościem tegorocznego krakowskiego Festiwalu Conrada.

      Åsa Larsson, Aż gniew twój minie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012. Przełożyła: Beata Walczak-Larsson. Tytuł oryginału: Till dess din vrede uppör (2008).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      środa, 05 czerwca 2013 07:17
  • piątek, 18 stycznia 2013
    • Bora Ćosić - Podróż na Alaskę

      Co wiemy o byłej Jugosławii? Co pamiętamy o tej dziwnej unii narodów, która rozpadła się krwawo na oczach całego świata, zaznaczając się wymownie na mapie ludobójstwa, wojen bratobójczych? Bora Ćosić proponuje nietypową podróż sentymentalną do miejsca swojego urodzenia, po latach nieobecności na emigracji wraca do rodzinnego kraju. Dystans, który zyskał, i uczucia, które towarzyszą mu w tej podróży, dają mu sprawne narzędzie do wyrażenia wszystkich emocji, za sprawą których kreśli ostre i wyraźne obrazy, bez patosu, czasem z żalem, głównie pod wpływem bezradności. Poznajemy społeczeństwo „hajduckie i chłopskie” taplające się w „błocie ubóstwa i beznadziei”, żyjące w kraju „częstych krzyków w gospodzie i strasznego pijaństwa”. Taka jest jego Serbia.

      Początkowy zamysł, opisania relacji z podróży w rodzinne strony, zamienia się w syntetyczną, nacechowaną uniesieniami rozprawą z wszystkimi i wszystkim, co rujnowało lub nadal rujnuje kraj, z „nacjonalistycznymi bandytami rozrywającymi własną ojczyznę, zabijając własnych obywateli, paląc i kradnąc, co tylko zdążyli”, zamieniając wszystko w „dom starców, w przytułek ubogiego narodu i śmietnisko”, z nowobogackimi mieszkańcami luksusowej dzielnicy Belgradu, „spółczesnych milionerów, bandytów kryjących się pod postacią biznesmenów i ordynarnych prostaków, którzy wzbogacili się na ostatniej wojnie”.

      Tę książkę powinno się szczególnie czytać w krajach, w których do głosu dochodzą nacjonaliści, którzy pod płaszczykiem walki o Boga, honor i ojczyznę, rujnują własny kraj i niszczą jego społeczeństwo. Ćosić patrząc na swój kraj z perspektywy berlińskiego imigranta, który przechadza się starymi znanymi sobie traktami, spotykając dawnych przyjaciół i wrogów, pozwala sobie na ostry komentarz do rzeczywistości. Na zuchwalstwo szczerości, do rozprawiania się z bolesną prawdą. I przez to lektura tej książki jest miejscami tak trudna, jak zwiedzanie miejsc zagłady. Osobiście po kilku krokach, czuję, że nie dam rady zobaczyć wszystkiego do końca, że w niektórych miejscach przemknę, spuszczając wzrok, unikając patrzenia na drastyczne obrazy. A Ćosić ma już tę wiedzę o współczesności, że wie, że zatrzymanie czytelnika przy ważnym temacie wymaga jednak często epatowania najcięższymi opisami, jasnymi i bezkompromisowymi komentarzami. Bardzo cenię sobie intelektualistów, którzy swoją pozycję i miejsce w historii rozpisują na jej kolejne akapity, dbając o przyszłość, pielęgnując w czytelnikach cenne wartości, podburzając do walki o dobro. W konfrontacji z rzeczywistością, łatwo dostrzec, że w swojej narracji Ćosić często staje się donkiszotowskim bohaterem jutra. Pokazuje bezsilność literatury, która mimo doskonałego poziomu jest nieczytana, czy nietłumaczona; przypomina Radomira Konstantinovicia, autora „Filozofii zaścianka”, według niego autora najmądrzejszej książki, jaka powstała w języku serbskim, a która doczekała się tłumaczenia wyłącznie na węgierski.

      Autor chciał być obiektywny w opisach Serbii, górą biorą jednak emocje człowieka, który nie może patrzeć, jak niszczy się jego dawną ojczyznę. Dla Polaków była Jugosławia w wielu przypadkach zamieniła się w słoneczną Chorwację, która jest tańszą alternatywą dla egotycznych wczasów. Dla Serba to miejsce na mapie świata z rozdrapaną raną. To pogorzeliska po spacyfikowanych wioskach, na których nie odrodziło się życie. To odnajdywane cmentarze – świadectwa bestialstwa człowieka wobec człowieka. Dzięki tej książce odbyłam dziwną i trudną podróż, do kraju podzielonego w imię partykularnych interesów kilku polityków. Odbyłam podróż historyczną, poznając naród, w którym kiełkowały zalążki wielkości, który odegrał ważną rolę w historii świata, żeby współcześnie stać się ledwie drugiej jakości newsem w informacyjnym show.

      Bora Ćosić, Podróż na Alaskę., Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008. Przełożyła Danuta Cirlić-Straszyńska.

      Anna Dutka

      Tagi: recenzja książki, recenzje książek, recenzja literatury, recenzje literatury, lubię czytać, portal z książkami, strona z książkami, blog z książkami, blog o książkach, strona z recenzjami książek, strona z recenzjami literatury, blog o literaturze, pisarz serbski, literatura serbska, seria SULINA, proza podróżnicza, literatura faktu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      piątek, 18 stycznia 2013 07:26

Kalendarz

Luty 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014