Recenzentka

Wpisy otagowane „2006”

  • czwartek, 17 listopada 2011
    • Jacek Dehnel - Lala

      Ta inkrustowana słowem rzeczywistość przypomina mi perforowane magią przemijanie. Zaklęta w wielowarstwowej czasoprzestrzeni zostaję wprowadzona na salony historii rodziny autora, w których wśród gwaru rozmów dominuje subtelność wypowiedzi, szacunek dla słowa, w miłym dla ucha koncercie dźwięków porcelany, kruchych talerzyków, grawerowanych łyżeczek.

      Dzięki tej książce uciekłam w świat niekończących się dyskusji o sztuce, filozofii, literaturze. Świat wiary w rozmowę, która przynosi radość, pobudza wyobraźnię, syci doskonałością. W magiczne oddalenie od szarej rzeczywistości ulicy, która rządzi się wielofunkcyjnym zastosowaniem słowa na „k”. Dehnel podarował mi świat, który przeminął, umarł, wraz z jego utracjuszami, których cieszyły spotkania z książką, muzyką, teatrem.

      Mogłabym otworzyć „Lalę” na dowolnej stronie z komentarzem nie lubię a uwielbiam. Tak, uwielbiam to dobre słowo, choć wciąż niedoskonałe. Bo uwielbiam Dehnela, za to, że zanim coś napisze dobiera w tak misterny sposób słowa. Lubię go za to, że podobnie do ludzi Północy, którzy mają setki określeń na śnieg tak Dehnel ma setki sposobów opowiadania o jednej rzeczy. Przy okazji wystawy Lecha Majewskiego, która miała miejsce w Muzeum Narodowym w Krakowie tuż po projekcji filmu „Młyn i krzyż” przeczytałam gdzieś recenzję, że twórczość Majewskiego przypomina ogromny cyfrowy gobelin, zbudowany z wielowarstwowych przestrzeni, żywiołów przyrody i postaci ludzkich. Dehnel też tworzy takie literackie gobeliny zbudowane ze wspomnień, rodzinnych historii, dykteryjek, które rozgrywają się w domu dziadków w Oliwie, gdzieś na Kresach, w utraconym majątku rodzinnym, w pokoju dziadka, który wyjmuje z pudełka głęboko schowany sygnet rodzinny, przy stole u babci, która zwołuje gości na uroczysty obiad. Dehnel podobnie do Majewskiego w „Młynie i krzyżu” rozkłada na czynniki pierwsze rodzinę, to odchodząc w dygresjach to powracając do jej głównej bohaterki. Lala jest tak charyzmatyczną kobietą, że nawet gdy autor wydaje się przez moment o niej nie pamiętać, to ja przez cały czas widzę jej roześmiane oczy i czekam, na kolejną porcję o babci. Dehnel napisał, że pochodzi z rodziny, w której „kobiety były dumne, uparte i silne”. W każdym akapicie i każdym słowie czuję siłę tej kobiety. Ogromną determinację, żeby przeżyć życie i godnie i z upodobaniem do rzeczy pięknych.

      Wzruszyło mnie bardzo odchodzenie babci. Jej zapominanie. Stawanie się bezradną. Ile czułości i szacunku jest w tym dawaniu z siebie, żeby uratować dla babci jeszcze jeden dzień. Sprawić jej i sobie z bycia z nią jeszcze jedną chwilę radości. Chciałabym, żeby mężczyźni i mieli i potrafili okazywać swoim najbliższym przywiązanie, oddanie, szacunek w tak ciepły, życzliwy i wzruszający sposób.

      Jacek Dehnel, Lala., Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2006.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Jacek Dehnel - Lala”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 listopada 2011 14:56
  • czwartek, 17 lutego 2011
    • Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki - Mario Vargas Llosa

      Gdybym chciała oddać oblicza toksycznej miłości odwoływałabym się do uczucia Ricardito do niegrzecznej dziewczynki, kobiety o wielu obliczach, nieodgadnionych pragnieniach. Bezlitosnej, zimnej, wyrachowanej łowczyni bogaczy, która wyrwała się ze slumsów peruwiańskiej ulicy, i za wszelką cenę zaciera za sobą wszelkie ślady swojego ubogiego pochodzenia.

      W dzieciństwie pozna chłopaka Ricardito, który zakocha się w jednym z pierwszych jej wcieleń, wymyślonej historii rodziny, która przyjechała do Peru z Chile. Dziewczyna uczy się sztuki przetrwania w świecie mężczyzn, gdzie sukces zależy od szlaku wyścielanego rozbabranymi łóżkami. Uczy się posługiwania własnym ciałem i emocjonalnym szantażem do zdobywania zaufania i pomocy kolejnych mężczyzn. Staje się żoną francuskiego dyplomaty, kochanką japońskiego voyeurysty, który doprowadzi ją do wycieńczenia, poddając kobietę bolesnym seksualnym perwersjom. Ricardito w tym czasie zostaje znanym tłumaczem współpracującym m.in. z UNESCO. Ich losy stale się przeplatają, para spotyka się w najmniej oczekiwanych momentach, raz jedno, raz drugie odnajduje się nawzajem. Mężczyzn mimo upływu lat stale kocha niegrzeczną dziewczynkę, która co jakiś czas wykorzystuje jego uczucia, przywiązanie.

      Losy kochanków są równie burzliwe, jak czasy, w których przyszło im żyć. Mija epoka świetności artystycznego Paryża, który staje się stacją przesiadkową dla kolejnych grup adeptów na partyzantów, szkolonych na Kubie, bohema przenosi się do Londynu. Peru przeżywa kolejne przewroty, fale aresztowań, zaginięć tysięcy ludzi. Po drugiej stronie kontynentu zapanuje Peace and Love, dzieci kwiaty, swoją świetność przeżyje brytyjska muzyka. Llosa z wyczuciem przeplata losy świata z dramaturgią związku Ricardita i niegrzecznej dziewczynki. Wydaje się, że w tym pogmatwanym świecie nie ma miejsca na normalne uczucie, że każdy związek jest przeinterpretowaną pomyłką, źle odebraną wolą jednej ze stron, układem handlowym, zmową stron. Świat związku jest równie okrutny, jak bolesna potrafi być historia, czego dowodem jest zaadoptowany chłopczyk z Wietnamu przez małżeństwo Wenezuelki i Belga o dziwnie polsko brzmiącym nazwisku. Dziecko po traumie wojennej przestaje mówić, oddalając się w głąb swojego świata, z którego o dziwo wyrwie go spotkanie z niegrzeczną dziewczynką. Llosa kpi z naszego poczucia przyzwoitości, przywiązania do dobrze kończących się bajek, w których to dobro wygrywa, dając popisową lekcję przypadku, który sieje najdziwniejsze sploty wypadków.

      Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki., Wydawnictwo Znak, Kraków 2007. Przekład Marzena Chrobak. (2006).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 lutego 2011 15:20
    • Festung Breslau - Marek Krajewski

      Nie przepadam za kryminałami, więc postanowiłam, potraktować tę książkę, jak powieść historyczną z wątkiem kryminalnym. Tylko pod takim pretekstem mogłam sięgnąć po tę książkę.  Długo przymierzałam się do Krajewskiego. Zniechęciła mnie do niego uwaga koleżanki, że to mroczna twórczość, w której zawsze ktoś pastwi się nad kobietami. Na jakiś czas chodziłam szerokim łukiem koło jego książek. W końcu przełamałam się po recenzji, że to dobrze osadzone historycznie powieści.

      Faktycznie jest mrocznie, powiedziałabym duszno, ciasno i groźnie. Akcja rozgrywa się w czasie II Wojny Światowej i tuż po niej. Wrocław staje się coraz bardziej skurczoną w uścisku aliantów strefą ostrzału, bombardowań. Ludzie przemykają pod murami, szybko, cichcem. Tynki się osuwają, słychać głuche dźwięki ostrzeliwań. Pociski przelatują ze świstem. Trup gnije. Często ulegam takim filmowym książkom a ta czyta się, jak scenariusz filmowej adaptacji. Czuje się zapach skóry munduru oficera niemieckiego, groteskę karności i posłuszeństwa wobec Führera, stukot obcasów o suchy beton, popiskujące szczury uwięzione w ciasnej klatce. Krajewski potrafi dobierać „narzędzia” wywierania i wzmacniania nastroju grozy.

      Bohaterowie wymykają się jednoznacznej ocenie. Jak w życiu, dobra antyfaszystka okazuje się masochistką, zły oficer marionetką zboczenia. Sam Eberhard Mock raz odpycha raz wzbudza uczucie współczucia, innym razem trzyma się za niego kciuki. Nie wiem, czy jeszcze sięgnę po Krajewskiego, bo za dużo tu złego, niedobrego, fatum, za dużo epatowania złem, ale to w końcu kryminał. Wydaje mi się, że dużo łatwiej napisać coś dobrego o czymś złym, i Krajewski zatrzymał się na granicy dobrego, niż nie przesadzić pisząc dobrze o czymś dobrym. Doceniam, więc dużo bardziej literaturę, po której rozgrzewa mnie od środka dobra i pozytywna energia, jak choćby po lekturze Dehnela. I w jego przypadku nie mam wątpliwości, że jeszcze go będę czytała. Krajewskiego odhaczam, jako „zaliczonego” i raczej nie do ponownej lektury, choć uczciwie przyznaję, że po mistrzowsku opisuje stary Wrocław.

      Marek Krajewski, Festung Breslau, W.A.B., Warszawa 2006

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 lutego 2011 15:19

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014