Recenzentka

Wpisy otagowane „2010”

  • środa, 15 kwietnia 2015
    • Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji - Witold Szabłowski

      Nigdy już nie pojedziesz do Turcji po przeczytaniu tych reportaży. Nigdy już nie spojrzysz na Turcję z taką melancholią i nostalgią, jak to robi Orhan Pamuk czy Geert Mak w „Moście”. Co więcej nie opuści cię obraz mężczyzny z gęstym, czarnym wąsem bezlitośnie zabijającym własną córkę za to, że wysłała SMS-a do radia z życzeniami dla chłopaka. Nie opuści cię obraz ukamienowanej dziewczyny na oczach dzieci. Brata próbującego siostrze poderżnąć gardło. Matki, która nie ochroniła własnej córki. Za co? Za cień podejrzenia, że mogły splamić honor rodziny.

       


      Jest XXI wiek, ale nie w części Turcji, która tkwi w kulturowym rozkroku. Jedna Turcja to nowoczesne państwo laickie, wyzwolone z bierzma religii, bliżej współczesnej Europy. I druga Turcja jątrząca, nienawistnie przyjmująca wszelkie przejawy nowoczesności, okopana w wielowiekowej tradycji. Turcja mroczna, Turcja mężczyzn, Turcja mściwa. I nikt jej ani lepiej, ani pełniej, ani mocniej nie opisał od Witolda Szabłowskiego, który rozpisuje tutaj popisowe partie. Gra z rozmachem na naszej wyobraźni. To ogromny, wielopoziomowy tekst. Bez tezy, ale i bez litości. Bardzo, bardzo mocna rzecz i bardzo mądra.

      Zaczyna się niewinnie. Na początku będzie trochę kultury, tej egzotyki, która tak bardzo ciągnie nas na Wschód, oczarowuje ferią kolorów, bogactwem smaków. Odmienność przyciąga spojrzenia, kusi do odkrywania nieznanego. Więc eksplorujemy tę nieznaną przestrzeń zachwyceni jej różnorodnością. Ale gdzieś głębiej jątrzy się coś niepokojącego i Witold Szabłowski bardzo konsekwentnie do tego zmierza. Prowadzi nas krętymi ścieżkami, zbacza, wodzi. Gdzieś, gdzie jest jądro tureckiej ciemności. Gdzie jątrzy się jej okrucieństwo, jej mrok.

      Turcja zawsze będzie fascynować, bo jest coś niesamowitego w fakcie, że islamskie państwo daje się zlaicyzować. Że na jednej plaży kąpią się kobiety topless i kobiety ubrane w burkini. Ulicą idą Turczynki w chustach i Turczynki w mini. To kraj, w którym legalna jest prostytucja i kraj, w którym kobieta może stracić życie za uśmiechnięcie się do obcego mężczyzny. To kraj, w którym co trzeci Turek zaczyna życie płciowe z prostytutką.  Kraj, w którym już w 1979 roku powstała pierwsza, legalna turecka produkcja porno i kraj, w którym nieustannie dochodzi do zabójstw honorowych. Rządzony przez twardogłowego muzułmanina pchającego państwo do chrześcijańskiego klubu. Kraj, w którym w 2007 do Meclisu – tureckiego parlamentu wystartowały Ayşi i Saliha, byłe prostytutki. Wydawać by się mogło, że Turcja osiągnęła maksimum skrajności, łącząc brutalną tradycję z nowoczesnością.

      Położenie kraju sprawia, że Turcja jest jednocześnie częścią Bliskiego Wschodu, Kaukazu i Bałkanów, pisze Witold Szabłowski, dodając, że niespokojne sąsiedztwo z Syrią, Iranem i Irakiem nauczyło Turków dogadywania się niemal ze wszystkimi. „W mig zjednują sobie ludzi z każdej szerokości geograficznej”, napisze Szabłowski. Opowie historię poety Nazıma Hikmeta Borzęckiego, którego Swietłana, córka Stalina nazwie romantycznym komunistą. Człowieka, który „nie bał się ani więzienia, ani Stalina; który rozdawał pieniądze na lewo i prawo, ale który zupełnie nie sprawdził się ani jako mąż, ani jako ojciec”. Opowie Witold Szabłowski o Sinanie, najwybitniejszym architekcie sułtanów, tureckim Michale Aniele, któremu jednak Michał Anioł mógłby buty wiązać. Opowie o producencie butów „Bye Bye Bush”, którego marka zasłynęła jako buty bajbajbusze, którymi Bush został uderzony w Iraku. Opowie też o plakacie z Barackiem Obamą reklamującym morele z Malatyi, które skubnął na targu podczas wizyty w Stambule. Opowie o Erdoğanie, absolwencie liceum, którego dyplom, jak mówi się w Turcji, uprawnia do robienia cudów, bo uczy się tam wyłącznie modlitw i teologii, więc trzeba cudu, żeby dostać po takiej szkole pracę. Opowie wreszcie Witold Szabłowski o Diyarbakır – stolicy kraju, którego nie ma – Kurdystanu.

      Ale to, co tę niesamowitą opowieść o Turcji zamieni we wstrząsającą historię będzie codzienność, w której każdego roku na wschodzie kraju zabijanych jest kilkadziesiąt dziewczyn. Giną, bo chcą być niezależne. Zginie zabita przez ojca córka, bo splamiła swoje dziewictwo wysyłając SMS-a z życzeniami dla swojego chłopaka do radia. Dzieje się to w kraju, w którym już w latach trzydziestych kobiety mogły głosować i kandydować do parlamentu. Prostytucja jest legalna, ale wiele kobiet jest do niej zmuszanych. Te, którym uda się uciec z burdeli, policja odwiezie z powrotem, a wieczorem ten ci sami policjanci przyjdą skorzystać z ich usług, z rabatem, który dostaną od szefa burdelu za przywiezienie dziewczyn.

      Witold Szabłowski studiował politologię w Stambule. Jako stażysta telewizji CNN Türk zjeździł całą Turcję. Czuć w jego reportażach, że zrozumiał dwoistość Turcji. Dociera do ludzi, którzy innym odmawiają wywiadów. W ten sposób porozmawia z bratem Ali Ağcy – tytułowym zabójcy z miasta moreli. Opisze sprawy, które do tej pory w ogóle nie trafiały do obiegu informacji. Zaskakujący był dla mnie fakt, że Turcy są obrzezani, w dodatku jako kilkulatkowie, co dla mężczyzn jest swojego rodzaju rytuałem inicjacyjnym. Z tym, że u wielu już dorosłych mężczyzn ten rytuał zmienia się w syndrom obrzezania, przez który nawet co piąty Turek ma później problem ze wzwodem. Wstrząsające są opowieści o około dwóch milionach imigrantów, którzy przez Turcję próbują dostać się każdego roku do lepszej części świata. A historia z trupem pośpiesznie wyłowionym z morza przed hotelem w pewnym kurorcie, zdecydowanie burzy obraz błogiego wakacyjnego lenistwa.

      To, co bezapelacyjnie stawia reportaże Witolda Szabłowskiego wysoko, to bliskość z jaką dotyka Turcji. Jest uczciwym obserwatorem, który dostrzega jej koloryt i egzotykę, ale ma ogromną świadomość, co się pod tą powierzchnią kryje.  Pokazuje społeczeństwo rozdarte, podzielone. Konserwatywne i wyzwolone. Tradycyjne i nowoczesne. Współistniejemy na świecie ze społeczeństwem, które ma najdłuższy staż państwa oczekującego na wejście do Unii Europejskiej, do której Turcja nieubłaganie puka. Czy wpuścić do niej kraj, w którym kamieniuje się ludzi, dokonuje zabójstw honorowych? Kraj, w którym rozpustą może być chęć ubrania się w dżinsy? Moim zdaniem sytuacja jest patowa. Z jednej strony, jak pisze Witold Szabłowski organizacje praw człowieka apelują, że tylko jako członkowie Unii Europejskiej zdobędą narzędzia do walki z Turcją tradycyjną. Ja mam jednak ogromne wątpliwości. Patrząc na Szwecję, jeden z najbardziej demokratycznych krajów świata, w którym co jakiś czas dochodzi do zabójstwa honorowego, nie widzę prawnego sposobu na poradzenie sobie z czymś takim jak tradycja, mentalność. W Szwecji muzułmańskie dziewczynki są obrzezane, chociaż jest to niezgodne ze szwedzkim prawem. Pewnego dnia dziewczynki z rodzicami jadą niby na wakacje do kraju dziadków i wracają obrzezane. Nie widzę efektu łagodzenia, europeizowania się muzułmanów pod wpływem zachodniej kultury. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo niepoprawne politycznie jest to, co teraz piszę. Jeden z rozmówców Witolda Szabłowskiego mówi, że przegramy z muzułmanami, bo nie chcemy rodzić dzieci. I to jest coś o czym głośno mówiła Oriana Fallaci. Za co została równie głośno skrytykowana. A powtarzała, że „synowie Allacha chcą nas sobie podporządkować. Podbić nas. Żeby nas podbić, nie muszą obracać w perzynę naszych drapaczy chmur czy naszych zabytków. Wystarczy im nasza słabość i ich płodność”.

      PS Wytropiłam błędy. Na str. 97 „On ocenia, czy jeśli obiecają, że nie zabiją, to można im ufać”. Na str. 194 „Mehmet sprzedaje na ulicy podobne do krakowskich bajgli precle, nazywane tu simit”. Precle są m.in. w Przemyślu, bajgle w Nowym Jorku, a w Krakowie jemy obwarzanki.

       

      Recenzja Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji, Witold Szabłowski, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010. Wydanie I. Redakcja: Justyna Wodzisławska. Redakcja merytoryczna: Agnieszka Ayşen Kaim. Korekty: Zuzanna Szatanik, Magdalena Kędzierska / D2D.pl. Projekt typograficzny i redakcja techniczna: Robert Oleś / D2D.pl. Skład: Zuzanna Szatanik / D2D.pl. Stron:206. Książka zawiera 10 zdjęć, mapkę i spis treści.

       

      POLECAM RÓWNIEŻ:

      Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji, Witold Szabłowski, Wydawnictwo Czarne, 2010 - Pierwsze zdanie

      Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji, Witold Szabłowski, Wydawnictwo Czarne, 2010 - Cytat

      Tańczące niedźwiedzie. Reportaże z transformacji - Witold Szabłowski - Wydawnictwo Agora, 2014

      Tańczące niedźwiedzie. Reportaże z transformacji - Witold Szabłowski - Pierwsze zdanie

       

      Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      środa, 15 kwietnia 2015 14:37
  • wtorek, 14 kwietnia 2015
  • poniedziałek, 13 kwietnia 2015
    • Stieg Larsson. Mężczyzna, który odszedł zbyt szybko - Barry Forshaw

      Jest dwóch chłopców urodzonych w gminie Skellefteå w Västerbotten, którzy identycznie się nazywają: Stig Larsson. Są niemal równolatkami; jeden urodził się w 1954, drugi rok później. Obaj dorastają w Umeå, gdzie zostają aktywnymi działaczami ruchu lewicowego, należą jednak do innych młodzieżówek. Młodszy do KPML(r), a starszy do trockistów, Kommunistiska arbetarförbundet, która później przekształciła się w Socialistiska partiet. Obaj sporo piszą i marzą o tym, żeby zostać pisarzami. Obu myli listonosz, więc co jakiś czas dostają pocztę adresowaną do tego drugiego. Dzięki temu poznają się ich matki. Twórczość młodszego o rok Stiga w lutym 1973 zostaje pokazana na wystawie debiutantów w Stadsbiblioteket (Miejskiej Bibliotece). Chłopak dostaje dobre recenzje, a gazety piszą o nim. Czy to wówczas ten drugi postanawia zmienić imię na Stieg, żeby nie mylono go z innym początkującym pisarzem? To tylko przypuszczenia, którymi dzieli się z „Folkbladet” Stig Larsson, kilka lat po śmierci Stiega Larssona. Chłopcy znali się, jak większość mieszkańców małego Umeå, ale nie należeli do tej samej paczki. Gdy Stig wziął do ręki Millennium był już pisarzem z kilkoma książkami, sztukami teatralnymi i wyreżyserowanymi przez siebie filmami na koncie. Podobało mu się to, co stworzył jego imiennik.

       

      Chociaż Skellefteå rozsławił Stieg Larsson, to gmina na długo przed fenomenalnym debiutem „Millennium” znana była jako miejsce pisarzy. Z Skellefteå wiążą się takie nazwiska, jak Sara Lidman, P.O. Enquist, Torgny Lindgren. Z Umeå, gdzie dorastali obaj chłopcy pochodzi przetłumaczona niedawno przez Justynę Czechowską Ida Linde. Rok przed śmiercią Stiega Larssona jadę do Skellefteå, potem do Umeå, ale tropem jego imiennika. Pani w Stadsbiblioteket mówi, że zna jego rodzinę. Jest marzec, na ulicach leży śnieg, co nie przeszkadza Szwedom wysiadywać na ławkach, czy jeździć rowerami. Kupujemy kiełbaski z łosia w budce na ulicy, idziemy do teatru. Szwendamy się po mieście. O autorze „Millennium” i my, i świat usłyszy dopiero po jego śmierci.


      Dzisiaj oglądam zdjęcia z miejsc, w których urodził się i dorastał Stieg Larsson. Zupełny zbieg okoliczności sprawił, że kiedyś odbyłam całą tę trasę od Skellefteå, przez Umeå do Sztokholmu; śladami innego pisarza, które okazały się śladami twórcy „Millennium”. Trzymam też w ręce jego biografię i nie mogę wyjść ze zdumienia, że można tak bardzo spieprzyć tak kapitalny temat na książkę. Barry Forshaw ma kompetencje do tego, żeby pisać, i żeby pisać o kryminałach. To dziennikarz zajmujący się literaturą kryminalną, pisał do „The Independent”, „The Times”, „The Times Literary Supplement”. Był wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Autorów Literatury Kryminalnej. A jednak spieprzył temat.  I nawet wiem, dlaczego. Stieg Larsson. Mężczyzna, który odszedł za wcześnie jest pierwszą brytyjską biografią autora „Millennium”. Barry Forshaw napisał ją po sukcesie trylogii w Wielkiej Brytanii, w roku, gdy ostatni tom trylogii wchodził na rynek amerykański. Spieszył się, bo jak się domyślam chciał się załapać na falę sukcesu książki. Załapał się podobnie, jak Świat Książki, który w jeszcze większym tempie zajął się polską edycją biografii, która niechlujstwem aż bije po oczach.


      Skellefteå

       

      Zacznijmy od tego, że nazywanie Stieg Larsson. Mężczyzna, który odszedł za wcześnie biografią jest sporym nadużyciem. Więcej niż jedna trzecia książki to streszczenie całej trylogii. Jeśli więc ktoś chce sobie oszczędzić czytania około półtora tysiąca stron, to ta książka genialnie odpowiada na tę potrzebę. Byłabym wprawdzie niesprawiedliwa, gdybym nie zaznaczyła, że to streszczenie doskonałe, rozpracowujące warsztat Stiega Larssona, z wieloma nawiązaniami do twórczości brytyjskich autorów kryminałów. Sięgając jednak po biografię raczej nie spodziewam się tak obszernej krytycznej analizy tekstów autora, tylko historii jego życia w połączeniu z twórczością. Kolejna spora część książki to wypowiedzi innych pisarzy na temat trylogii Stiega Larssona. Każda z nich jest poprzedzona krótkim wprowadzeniem danego autora, co w dużej mierze służy upowszechnieniu literatury kryminalnej jako takiej. Dalej znajdziemy krótki subiektywny przegląd nordyckiej literatury kryminalnej, informację o wydawcach Larssona i adaptacjach filmowych. Książkę rozpoczyna biograficzne wprowadzenie i rozwinięcie życiorysu autora trylogii, które w połączeniu z pozostałymi częściami ma się złożyć na jego obraz. Czy pozwala poznać Stiega Larssona i wyjaśnia zagadkę jego fenomenalnego sukcesu?

      Barry Forshaw jest erudytą swobodnie poruszającym się po zakamarkach literatury, stąd jego opowieści nie brakuje dobrych porównań, ciekawych odniesień literackich. Opowiadając o Szwedzie potrafi opowiedzieć sporo o literaturze, a zwłaszcza mistrzach kryminału. Jest to jednak narracja brytyjskocentryczna i jeśli jeszcze ktoś ma wątpliwości, że Polska nie jest pępkiem świata, to w tej książce znamiennie doświadczymy innego punktu wyjścia do wszelkich refleksji. Brytyjski rynek książki jest jednym z najtrudniejszych dla przekładów literackich, które są tam przyjmowane niechętnie i opornie. Brytyjczycy kochają brytyjską literaturę i niewielu z nich ma potrzebę dzielenia swojej uwagi na produkcje literackie z innych krajów. Niedawno prowadziłam debatę poświęconą sytuacji finansowej polskich pisarzy, jedna z osób na widowni stwierdziła, że literatura polska jest u nas źle promowana, bo najbardziej widoczne są tytuły zagraniczne. Problemem jednak jest nie tyle promocja, co liczba przekładów. W Wielkiej Brytanii ok. 3% to przekłady z języków obcych, w Polsce to ok. 40%. Konkurowanie w tej sytuacji z tytułami, które za granicą odniosły ogromny sukces i docierają na nasz rynek poprzedzone uwagą czytelników, krytyków i mediów jest nierealne i skazuje rodzimą produkcję na porażkę. Ta kwestia przewija się w wielu miejscach biografii Larssona, w dwuznaczny sposób pokazując niechęć i brak zainteresowania tamtejszych odbiorców do poznawania literatur innych krajów. Sukces Larssona, jak czytamy, można poniekąd wytłumaczyć ciekawością dla małego kraju i tak to wybrzmiewa w ustach wielu rozmówców, którzy podkreślają, że czytając „Millennium” chcieli przeczytać coś o nieznanym im kraju, wejść w jego klimat, smaki, zapachy.

       

      Czy jednak dowiemy się czegoś o samym Stiegu Larssonie? Tak, ale niewiele więcej niż pisze o nim Wikipedia, czy donosiły media. „Leonard Bernstein, podobnie jak Stieg Larsson, palił ogromne ilości papierosów, ale za to wolał kuchnię francuską niż <> - nieodłączny element lekkomyślnego stylu życia Larssona”, tak zaczyna się opowieść o twórcy „Millennium”. Wyłania się z niej nieco autodestrukcyjny typ człowieka, który jak się niebawem dowiemy wplata w swoją prozę życie, podkręcając narrację tak, żeby osiągnąć jak najlepszy efekt. A to, do czego zmierza Larsson, to jak największy wpływ na opinię publiczną, której sumieniem od lat porusza zajmując się takimi kwestiami jak skrajna prawica, nazizm, zabójstwa honorowe.


      Generalnie zaledwie ok. 70 na 318 stron składa się na opis życia Larssona. W telegraficznym skrócie Barry Forshaw szuka związku pomiędzy młodzieńczym zaangażowaniem społecznym Stiega Larssona, jego późniejszymi publicystycznymi decyzjami, a wychowaniem. W ciekawy sposób buduje relację chłopaka z jego dziadkiem, który na wiele lat przejmuje obowiązki rodzicielskie i wychowuje Stiega. Staje się dla niego niemal niedoścignionym wzorcem, swojego rodzaju bohaterem z dzieciństwa. Dziadek za swój jawny sprzeciw wobec nazizmu zapłaci uwięzieniem podczas drugiej wojny światowej. Próbuje też zrozumieć jak młodzieńcze lektury mogły zaważyć na stylu Larssona. Porównuje jego sytuację do Selmy Lagerlöf, która podobnie jak Larsson swoją pierwszą powieść pisała pracując jednocześnie na pełen etat, w jej przypadku jako nauczycielka w szkole dla dziewcząt.
       
      Umeå


      Sporo informacji w książce nie wychodzi poza wiedzę wyniesioną z Wikipedii. Larsson po odbyciu służby wojskowej rozpoczyna trzydziestoletnią współpracę z magazynem „Searchlight”. Nietolerancja, radykalna prawica, totalitaryzm, rasizm, antysemityzm to powracające tematy w jego publicystyce, ale też w książkach, które wyda przed słynną trylogią. Dowiadujemy się, że był znawcą i miłośnikiem literatury science-fiction; wydawcą i współwydawcą kilku fanzinów i prezesem najbardziej prestiżowej szwedzkiej organizacji science-fiction Skandinavisk Förening för Science Fiction. Gdy decyduje się założyć fundację Expo w 1995 szwedzcy neonaziści mają silniejszą pozycję niż neonaziści w Niemczech. Dowiadujemy się o podróży Larssona po Afryce, gdzie jest naocznym świadkiem wojny domowej w Erytrei. Na wiecu przeciwników wojny w Wietnamie Larsson pozna swoją partnerkę Evę Gabrielsson, historyczkę architektury, z którą spędzi ponad 30 lat.

      Barry Forshaw streści sprawę walki o spuściznę po pisarzu, która odbiła się szerokim echem w mediach. Sam Stieg Larsson, żeby chronić Evę nigdy z nią nie bierze ślubu. Gazeta, którą wydaje, a tym samym redakcja często przyjmuje groźby od organizacji skrajnie prawicowych. Dobrze uchwycony jest tutaj nastrój ciągłego zagrożenia i powiązanie postawy Larssona z upadkiem szwedzkich wartości, o które bezskutecznie próbuje walczyć, krytykując szwedzką korupcję lat 90., ówczesny system nagród, hojnych odpraw. Forshaw oddaje głos ludziom, którzy znali Larssona i tutaj, jak to bywa w podobnych sytuacjach następuje pewien rozdźwięk w informacjach o pisarzu, dla jednych pracoholiku, którego zabił niezdrowy tryb życia, dla innych normalnym człowieku, który lubi sobie poleniuchować. Barry Forshaw dementuje plotki o domniemanym innym autorstwie „Millennium”, a po jego śmierci mówiło się, że trylogię mogła napisać Eva Gabrielsson. Dementuje również przypuszczenia o jego zabójstwie.

       

       

      Umeå

       

      Dla zainteresowanych rynkiem książki może okazać się ciekawe zaprezentowanie wydawców Stiega Larssona, zwłaszcza – Christophera MacLehose’a, co jest o tyle ciekawe, że pokazuje też specyfikę brytyjskiego rynku. Ta książka może się okazać gratką nie tyle dla miłośników Stiega Larssona, co po prostu kryminału, bo to gatunek jest tutaj najlepiej zaprezentowany. Nie dziwi mnie to, w końcu właśnie na kryminałach Barry Forshaw zna się najlepiej. A dla fanów Marka Krajewskiego powiem, że pada tutaj jego nazwisko. Próbując zrozumieć fenomen szwedzkiego kryminału pisze Barry Forshaw nieco o popularności gatunku w samej Szwecji. Trochę poplotkuje i miejscami jego narracja przypomina tę z tabloidów pełnych ciekawostek. Dowiemy się, że córka Ingmara Bergmana jest żoną Henninga Mankella. Yrsa Sigurdadóttir to inżynier budowlany z Reykjaviku, ma na swoim koncie kilka prestiżowych projektów hydrobudowlanych. Barry Forshaw wybierze się na typowy spacer śladami Stiega Larssona, który trafił na stałe do oferty turystycznej Sztokholmu. Poznamy jego trasę począwszy od sklepu 7-Eleven, gdzie można zobaczyć opakowanie Billy’s Pan Pizza, która występuje we wszystkich częściach trylogii. Miejsca te stara się Forshaw przybliżyć brytyjskiemu czytelnikowi porównując Södermalm – modną część Sztokholmu z niektórymi miejscami w Londynie. W trylogii Barry Forshaw wyszuka kryminały, którymi zaczytuje się Mikael Blomkvist.

      Wracając do pytania, czy poznajemy samego Stiega Larssona w tej książce? Z pewnością jest to pewnego rodzaju kompendium wiedzy o nim, ale ubogie i nie wnoszące wiele poza krążące zwłaszcza w internecie informacje. Uważam, że życie Lassona, postawa i osobiste decyzje zasługują na nieco bardziej dogłębną refleksję i opis. Polecam tę książkę miłośnikom kryminałów, którzy słabo znają zwłaszcza pisarzy brytyjskich, bo Stieg Larsson. Mężczyzna, który odszedł za wcześnie więcej mówi o brytyjskim rynku książki i brytyjskich autorach kryminałów niż o samym Stiegu Larssonie. Upchniętym tutaj dla ozdoby i zachęty.

      PS Literówki: Książka przeszła niechlujną korektę, która nie wyłapała faktu, że miasto Skellefteå pisane jest np. „Skellfteå”. Na str. 144 sklejone słowa „Alejuż”. Str. 274 Camilla Låckberg.

       

      Recenzja książki Stieg Larsson. Mężczyzna, który odszedł zbyt szybko, Barry Forshaw, Świat Książki 2010. Tłumaczenie: Jerzy Malinowski.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Stieg Larsson. Mężczyzna, który odszedł zbyt szybko - Barry Forshaw”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 13 kwietnia 2015 17:00

Kalendarz

Maj 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014