Recenzentka

Wpisy otagowane „2012”

  • środa, 24 sierpnia 2016
    • Córki marionetek – Maria Ernestam, czyli jak nie pisać powieści

      Jak bardzo zwodnicze są rekomendacje okładkowe można się przekonać na przykładzie Córek marionetek Marii Ernestam, lansowanych jako thriller psychologiczny, w którym, żeby znaleźć napięcie, trzeba by je sobie dopisać i wydrukować na własną rękę. I w tym miejscu należałoby się zastanowić, dlaczego wydawca wprowadzający tę pisarkę po raz pierwszy na polski rynek zdecydował się właśnie na ten tytuł? Jeśli jest on najlepszym w dorobku Szwedki, to niniejszym sugeruję podarować sobie zapoznawanie się z jej dalszą twórczością.  

       


      Maria Ernestam ma takie zaplecze zawodowe, że teoretycznie moglibyśmy spodziewać się wyrobionego pióra i doświadczenia w opowiadaniu. Wielu dziennikarzy, tak jak ona, porzuciło z ogromnym powodzeniem pracę dla mediów i odniosło sukces pisarski. Jeśli jednak Zygmunt Miłoszewski, Majgull Axelsson czy Stieg Larsson są najlepszym dowodem na to, że takie rozstania służą literaturze, o tyle Marii Ernestam raczej doradzałabym powrócić do roli korespondentki, bo literacko nie dość, że nie ma nic do powiedzenia, to najzwyklej w świecie potwornie nudzi. 


      Urok i powodzenie literatury szwedzkiej w Polsce zasadza się w dużej mierze na klimatyczności tych północnych opowieści. Maria Ernestam urodziła się i dorastała w Uppsali, wakacje spędzała na zachodnim wybrzeżu Szwecji w maleńkim Frillesås, czego kompletnie nie czuć w jej powieści. Przeciwnie zamiast wnieść powiew szwedzkości, dusi fabułę przyciężkim niemieckim rysem, który unosi się nad historią wpędzając ją w tryby źle naoliwionej machiny, która dyszy pod naporem kolejnych coraz nudniejszych rozwiązań fabularnych. Być może to jedenaście lat spędzonych w Niemczech i mąż Niemiec odciskają się tutaj negatywnie. A może Ernestam nie ma po prostu talentu do opowiadania historii.


      Nie można jej odmówić wyczucia. Dobrze trafiła tą powieścią w toczącą się wówczas dyskusję i świetnie wybrała temat. Córki marionetek ukazały się w Szwecji w 2012, tuż po głośnej i bardzo dyskutowanej książce W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa, zdobywczyni najważniejszej szwedzkiej nagrody literackiej – Augustpriset - w kategorii literatury faktu, ale też w roku premiery innej równie dyskutowanej książki Krótki przystanek w drodze z Auschwitz Görana Rosenberga. Reportaż  Åsbrink bardzo podzielił opinię publiczną, której nie w smak było wyciąganie pronazistowskiej historii Szwecji a zwłaszcza kalanie szwedzkiej ikony Ingvara Kamprada. Książka Rosenberga dorzuciła do tej dyskusji kolejne niewygodne fakty, które zaprzeczały szwedzkiej hojności i ujawniały nieprzyjazny klimat, w jakim nie wszystkim uratowanym w akcji białych autobusów udawało się zaadaptować do nowego powojennego życia. W klimacie rosnącej popularności Sverigedemokraterna – antyimigranckiej partii i dzielącego się coraz bardziej społeczeństwa, taka historia, jak w Córkach marionetek z pozytywną postacią Szweda stającego po stronie uchodźców, mogła zostać odebrana w Szwecji pozytywnie. I mam wrażenie, że tak się stało. Że Szwedzi byli nieco zmęczeni zmasowaną falą krytyki i potrzebowali ponownie uwierzyć, że nie są złym społeczeństwem. Słaba książka Ernestam, która nie ma nic do zaoferowania, do tego napisana ciężką ręką znalazła swoich wybawców, którzy patrzyli na nią łaskawym okiem. Na szczęście w Szwecji słynącej z wolności słowa nie zabrakło też obiektywnych recenzji, które punktowały niedociągnięcia powieści. Maria Nyström w na łamach Unt wprost nazwała książkę Ernestam żałosną i napakowaną kliszami, przewidywalną jak hollywoodzkie produkcyjniaki i tak słabą, że aż żal tych, którzy muszą ją przeczytać.


      W wywiadzie, który pisarka udzieliła dla „Głosu Kultury”, Maria Ernestam wyjaśnia autobiograficzne zaplecze opisanej w Córkach marionetek historii. Jej dziadek pomagał uchodźcom przybywającym do Szwecji po wojnie. To nim inspirowała się tworząc powieściową postać prawnika. A ojciec innego bohatera tej historii, Amnona, ma sporo wspólnego z pewnym żydowskim uciekinierem, któremu dziadek Ernestam pomógł kiedyś finansowo. Czytamy o rodzinie romskiej, którą dotknęła nietolerancja we współczesnej Szwecji. Zamordowany zostaje mężczyzna, a jego zwłoki, z niezrozumiałych powodów, ktoś przywiązuje do karuzeli, należącej do rodziny zmarłego. Osierocone córki próbują sobie ułożyć życie. Ponura przeszłość odciśnie się najbardziej na tej, która odkryła zwłoki ojca. Mijają lata, a z miasteczka znika kolejna osoba, porzucając dorobek życia. Gdy dziewczynki są już dorosłymi kobietami, a wszystko niemal przybrało normalny rytm, pozorny spokój zburzy pojawienie się cudzoziemca grzebiącego w przeszłości miasteczka. Temat, który porusza powieść, był w czasie jej publikacji jednym z częściej pojawiających się w szwedzkich mediach. Prasa ciągle donosiła o nieprzyjemnościach, które spotykają osoby pochodzenia romskiego i o fali romskich żebraków, których ilość stawała się coraz poważniejszym, i zresztą nierozwiązanym do dzisiaj problemem na szwedzkich ulicach. Dwa lata później po Córkach marionetek Majgull Axelsson pojawi się przecież z poruszającą powieścią o romskiej dziewczynce, która kradnie tożsamość pewnej Żydówce. A Ja nie jestem Miriam przywróci właściwe proporcje dyskusji o Romach w Szwecji. Potencjał, jaki miała historia rodzinna Ernestam został zaprzepaszczony. Szwedce zabrakło wszystkiego, począwszy od talentu, żeby opowiedzieć nam równie dobrze udokumentowaną, jak w przypadku Rosenberga, poruszającą, jak u Axelsson czy literacko fenomenalną, jak u Åsbrink historię. A próba wpisania się w konwencję thrillera jest tak nieporadna, boleśnie słabiutka i zatrważająco kiepska, że żal mi tłumaczki i redaktorki, które musiały męczyć się nad tą powieścią


      Pozytywnym aspektem tej literackiej porażki jest fakt, że takie książki mają szansę na publikację, a nawet na karierę międzynarodową. Najwyraźniej polski rynek książki jest łaskawy i daje szanse każdej książce, która pojawi się na Północy. Ponownie potwierdza się zasada świetnego PR, którego wciąż nie brakuje popularnej u nas literaturze skandynawskiej, kupowanej przez wydawców na potęgę, chyba jednak w ciemno i jak widać bez względu na jakość literacką. Żal tylko ludzi, którym przychodzi pracować nad coraz słabszymi pozycjami, a i czytelników, którzy mamieni są obietnicami, ulegają kolejnym niespełnionym zapewnieniom dobrej rozrywki. I zamiast świetnego, trzymającego w napięciu thrillera psychologicznego, dostają źle napisaną, nużącą, raczej powieść obyczajową, do której nieporadnie przyklejono niepasujące łatki. 

       

      Recenzja: Córki marionetek, Maria Ernestam, Czwarta Strona, Poznań 2015. Przekład: Magdalena Anna Kostrzewska. Tytuł oryginału: Marionetternas döttrar (2012). Redakcja: Natalia Pecyna, Magdalena Mwaba. Korekta: Malwina Błażejczak. Projekt okładki: Mariusz Banachowicz. Projekt typograficzny, skład i łamanie: Stanisław Tuchołka. ISBN 978-83-7976-215-6. Stron: 432.

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1537 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      środa, 24 sierpnia 2016 19:44
  • wtorek, 12 lipca 2016
    • Upalny początek książki

      Mój ojciec zmarł na końskim grzbiecie. Miał brudne buty, a na dłoniach białe rękawiczki.

           Dzień, w którym to się wydarzyło, był szczególny. Nieustający deszcz padał tygodniami wzdłuż zachodniego wybrzeża, a zrezygnowani mieszkańcy pogodzili się z faktem, że przyjdzie im spędzić wakacje w czterech ścianach. Wtedy nagle pewnego ranka obudziliśmy się z wrażeniem, że coś się stało. Mieliśmy rację - to słońce zaświeciło z bezchmurnego nieba.

           Wkrótce potem na sznurkach łopotało pranie, a słodkie bułeczki wyprzedano w piekarni jeszcze przed południem. Ze schowków wyciągano poduszki, a wzdłuż płotów słychać było buczenie kosiarek. Robiono zakupy, aby przygotować obiady na świeżym powietrzu. Ludzie z uśmiechem mówili do siebie "nareszcie"; kobiety zakładały cienkie spódnice, a mężczyźni po raz pierwszy w tym roku koszule z krótkimi rękawami. Upał był całkiem znośny, bo wyczekiwany z utęsknieniem. Łódki wypływały z portu, kierując się ku wyspom, a młodzież przechadzała się po skałkach, dotykając swoich bladych jeszcze ciał.

           Atmosfera w domu była inna niż zwykle. Tata próbował czarować przy śniadaniu, ale był bardzo rozkojarzony i nie udało mu się oszukać ani mnie, ani moich sióstr. Jego twarz była biała niczym maska, a zdenerwowany głos zdawał się wypełniać wszystkie pokoje jednocześnie. Wydarzenia ostatniej nocy nadal wisiały w powietrzu, a gdy z zabawkami pod pachą wybierałyśmy się nad morze, mama starała się uśmiechać. Jej twarz wyrażała jednak nieszczęście.

       

      Crki_marionetek_Maria_Ernestam

       

      Pierwsze zdanie: Córki marionetek, Maria Ernestam, Czwarta Strona, Poznań 2015. Przekład: Magdalena Anna Kostrzewska. Tytuł oryginału: Marionetternas döttrar (2012). Redakcja: Natalia Pecyna, Magdalena Mwaba. Korekta: Malwina Błażejczak. Projekt okładki: Mariusz Banachowicz. Projekt typograficzny, skład i łamanie: Stanisław Tuchołka. ISBN 978-83-7976-215-6. Stron: 432.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_Czwarta_Strona1

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1509 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 lipca 2016 09:35
  • środa, 06 lipca 2016
    • Ostatnia wola Sonji - Åsa Hellberg, czyli szwedzka królowa powieści feel good dla kobiet 50+

      W Fjällbacke chodziły do jednej klasy dwie dziewczynki. Obie później urodzą córki, które będą pisarkami. Córka jednej z nich zostanie okrzyknięta królową szwedzkiego kryminału, drugiej królową literatury feel good dla kobiet 50+. A tymi córkami są Camilla Läckberg (o której więcej przeczytasz tutaj) i Åsa Hellberg.

       

      sa_Hellberg

       

      Åsa Hellberg, ur. 1962, zaczęła pisać tuż przed pięćdziesiątką. Jej nastawione na nieustanny rozwój życie, szukanie wyzwań i stawianie sobie poprzeczek na coraz to innych polach zawodowych, ukształtowało kobietę wyjątkową, która odważnie chwyta chwile, nieustannie się dokształca, pozytywnie patrzy w przyszłość. Była stewardessą, szefową produktu w Kraft Foods, coachem specjalizującym się w kwestiach uzależnienia od seksu, niewierności. I to nie są wszystkie zawodowe wyzwania, którym przyszło jej sprostać. Gdy mówi, daleko ucieka przed stereotypem typowej Szwedki. Zamiast chłodnego opanowania i dyscypliny emocjonalnej, spotykamy kobietę, wypełniającą swoim głosem i entuzjazmem całą przestrzeń. Jest przesiąknięta energią: wyczuwalną i zaraźliwą. Zadbana blondynka robi wrażenie co najmniej dziesięć lat młodszej. Uśmiech to jej znak rozpoznawalny.

       

      ÅSA HELLBERG – CHCĘ PISAĆ DLA KOBIET PO PIĘĆDZIESIĄTCE

       

      W wywiadach opowiada, że chciała pisać dla kobiet po pięćdziesiątce. Takich, które nie boją się marzyć, wyrażać swoich emocji, odważnie szukać tego, co najlepsze w życiu. Chciała pisać dobrze o dobrych ludziach, stąd w jej powieściach wybrzmiewa pozytywne nastawienie do świata. Czerpie garściami z konwencji komedii romantycznych, więc w jej prozie nie brakuje zabawnych zwrotów, pomyłek, które komplikują bohaterom życie, nietrafionych ocen. Hellberg tworzy w zawrotnym tempie; jej pierwsza powieść powstała w pięć tygodni. Pisarka stawia na partie dialogowe; pisze szybko, do szybkiego czytania. To naturalne odprężacze na kilka godzin totalnej rozrywki. Åsa Hellberg zawsze podkreśla, że nie ma ambicji literackich, ani czasu czy ochoty na szlifowanie stylu, wymyślanie metafor i komplikowanie formalne swojej powieści. Lubi pop i jest konsumentką popkultury. Często na swoim fanpage’u poleca zresztą, według niej, udane komedie romantyczne.

       

      Czytając Ostatnią wolę Sonji trzeba koniecznie zawrzeć z pisarką pakt i uzmysłowić sobie, że to książka stworzona w pewnej konwencji. Jeśli tak, to stawiamy jej wyłącznie oczekiwania typowe dla tego gatunku. Szukających nowego Joyce’a czy Prousta odsyłam na inną literacką półkę i mam szczerą nadzieję, że osoba, która sięgnie po tę książkę zrobi to z przekonaniem, że właśnie takiej lekkiej, niewymagającej rozrywki szuka. Åsa Hellberg to literacka siostra Helen Fielding czy Katarzyny Grocholi. A zatem krytykom marudom, którzy nie rozumieją, że utrzymana równo w danej konwencji powieść, to zaleta, zapraszamy gdzie indziej.

       

      Mimo, że tworzy literaturę w konwencji feel good, Hellberg nie stroni od tematów ważnych. Jest nim dla niej prawo dojrzałych kobiet do miłości i seksu. Tabuizowany niekiedy motyw zakochanej pięćdziesięciolatki zostanie przepracowany w jej powieści Ostatnia wola Sonji. Pisarka jest na tyle odważna, żeby w jednej z otwierających scen przedstawić kobietę onanizującą się. Seks jest zresztą tym, co wyzwala w bohaterkach jej powieści to, co najlepsze. Ale też Åsa Hellberg robi wiele, żeby bohaterki Ostatniej woli Sonji czuły się świetnie w roli kobiety, ale przede wszystkim w swoim ciele. Maggan rozbierając się przed Paulem „nie czuła się skrępowana, wprost przeciwnie, rozbierała się z dumą. Jej wielkie piersi zwisały bezradnie, a pupa od dawna już nie znajdowała się tam, gdzie powinna. Zamiast jednego brzucha miała trzy, zaś licznych zmarszczek na udach nie sposób już było przysłonić. Mimo to jeszcze nigdy nie czuła się tak piękna”.

       

      DOJRZAŁY SEKS

       

      Rewolucja w pokazywaniu dojrzałych kobiet idzie dwutorowo i widać, że kino świetnie wspiera literaturę w tym względzie. Powstaje coraz więcej bardzo dobrych filmów, utrzymanych w konwencji feel good dla kobiet po pięćdziesiątce, jak „Dwoje do poprawki” z rewelacyjną Meryl Streep próbującą odzyskać utracony wigor w związku ze swoim mężem, w tej roli kapitalny Tommy Lee Jones, „To skomplikowane” i ponownie Meryl Streep tym razem uwodzona przez byłego męża, a nikt tak dobrze nie pasuje do roli uwodziciela, jak Alec Baldwin. Czy wreszcie najlepszy, według mnie, „Lepiej późno niż wcale” z obłędnym duetem miłosnym Diane Keaton z Keanu Reevesem. O ile jednak w filmie potrzeba miłości i seksu jest nieco dramatyzowana i przedstawiana, jak coś niecodziennego, gorszącego, wymagającego wręcz terapii, to u Åsy Hellberg przeciwnie, jest to coś naturalnego i przyjemnego. Niewątpliwie takie podejście jest typowe dla Szwecji, gdzie związki raczej zaczyna się w łóżku, sprawdzając, czy się do siebie pasuje, a dopiero potem przechodzi w fazę zaprzyjaźniania się. 

       Ostatnia_wola_Sonji_Asa_Hellberg

       

      Ale sukces Ostatniej woli Sonji widzę też w dawce nadziei, jaką pisarka zaszczepia sugerując, że na każdym etapie życia jest dobra pora na zmianę. Bohaterki powieści, za sprawą ich zmarłej przyjaciółki, otrzymają okazję totalnej odmiany własnego losu. Zastajemy je krążące ślepo po życiu, które wyssało z nich radość. Są zmęczone, uczepione dziecka, czym rekompensuje sobie jedna z nich brak osobistego życia, u szczytu kariery, w zaułku życiowym pełnym nietrafionych romansów. Gdy umiera Sonja, niespodziewanie dowiadują się o przyszykowanej przez nią niespodziance. Testament przyjaciółki będzie tym zwrotem, który możne kompletnie odmienić ich tu i teraz, ale muszą wypełnić dość precyzyjne polecenia zmarłej koleżanki. Czy zechcą ją wysłuchać? Czy zaryzykują i podejmą się wyzwania, które dla każdej z nich Sonja przyszykowała?

       

      TRUDNE DOŚWIADCZENIA

       

      To, że tak wiele czytelniczek uwierzyło w historie opisywane przez Hellberg, zawdzięcza pisarka pewnie też swojej przeszłości, po której można by przypuszczać, że zostanie raczej autorką mrocznych i smutnych powieści obyczajowych. Åsa Hellberg urodziła się w czasach, gdy jeszcze w Szwecji nie obowiązywały długie okresy macierzyńskiego i rodzicielskiego. Jej mama była matką samotnie wychowującą dziecko. Dwa miesiące po urodzeniu Åsy musiała wrócić do pracy w aptece szpitalnej w Sahlgrenska sjukhuset, a dziewczynkę oddała na wychowywanie dziadkom. Dopiero, gdy ułożyła sobie życie w nowym związku wzięła, dwunastoletnią wówczas dziewczynkę z powrotem. Dla Åsy, która celebrowała każde odwiedziny mamy u dziadków, pojawienie się w nowym domu, w nowej roli siostry małego braciszka zaowocowało poczuciem deficytu miłości i swojego rodzaju zaborczością w uczuciach. W tym „odrzuceniu” Hellberg widzi swoje późniejsze niepowodzenia w związkach, w których nigdy nie czuła się wystarczająco kochana. Jako dziecko nauczyła się trudnej sztuki przeżycia, instynktownie dopasowując się do potrzeb innych, żeby jak najbardziej im się przypodobać. Brak bezpieczeństwa w relacjach jest swojego rodzaju stygmatem przekazywanym z pokolenia na pokolenie w rodzinie Hellberg. Babcia Åsy ze strony mamy też została porzucona w wieku dwóch lat, gdy zmarła jej mama, a ojciec nie mając możliwości opieki nad córką, oddał ją do domu dziecka. Z kolei dziadek ze strony mamy miał zaledwie pięć lat, gdy jego ojciec wyjechał do Ameryki, a on jako najstarszy odpowiadał za rodzeństwo. Mimo, że dziadkowie włożyli serce w opiekę nad małą Åsą, dziewczynka czuła się przez nich kochana i ciepło wspomina dorastanie w gospodarstwie w Fjällbacke, zaledwie 300 metrów od morza, to jednak gdzieś w środku pozostała małą dziewczynką z deficytem miłości. A postać nieobecnego ojca, który wdał się w romans z jej matką, podczas, gdy sam był żonaty będzie jej ciążyć, jak wspomnienie widmo.

       

      Hellberg nie układa się w związkach. Po wielu nieudanych znajomościach Åsa postanowiła nieco inaczej szukać miłości i zakłada profil w portalu randkowym. Jest 2005, kiedy poznaje tam Jonasa (pod takim pseudonimem cały czas go przedstawia). Po czterech latach związku z nim Hellberg debiutuje autobiograficzną książką „Kobieta Casanovy. Prawdziwa historia” („Casanovas kvinna. En sann historia”, Kalla kulor förlag), gdzie opisuje relację z mężczyzną uzależnionym od seksu. Wyjaśnia w niej, dlaczego nie opuściła Jonasa mimo jego wielokrotnych zdrad. Jak oboje poradzili sobie w tym trudnym związku, wychodząc z czasem na prostą. Premiera książki zbiegła się z głośną aferą wokół małżeństwa Szwedki Elin Nordegren z golfistą Tigerem Woodsem, który zdradzał żonę z 13 kochankami. Nagle książka Hellberg stała się najbardziej aktualnym dokumentem wyjaśniającym kulisy życia w takim związku. Po szumie medialnym i zainteresowaniu jej autobiografią dużo łatwiej było zadebiutować powieścią.

       

      Ale to nie oznacza, że Åsa Hellberg nie ryzykowała decydując się na pisanie. Po swojej debiutanckiej książce zwolniła się z pracy, sądząc, że będzie mogła pogodzić pisanie z mniej czasochłonnym dodatkowym zajęciem, o co było jednak bardzo trudno. Wtedy zaczęła dorabiać, jako coach dla uzależnionych od seksu. I postanawia napisać powieść. Ostatnia wola Sonji nie do końca pozwoliła jej się utrzymać z pisania, ale pojawiły się wkrótce pieniądze ze spotkań autorskich, wykładów i odczytów. Pomogło też sprzedanie nieruchomości. Prawdziwą zmianę przyniosła jednak powieść „En liten värld”, która stała się książką roku w klubie książki wydawnictwa Bonnier.

       

      Dzisiaj Åsa jest w związku na odległość z 61-letnim Nisse. A odkąd Jonathan, 22-letni syn Åsy wyprowadził się, pisarka cieszy się totalną wolnością. Publikuje jedną książkę rocznie, słusznie utwierdzając swoją pozycję i dzierżąc tytuł królowej powieści feel good dla kobiet 50+. I udowadniając własnym przykładem, że w życiu jest miejsce i na bajkę, i na happy end.

       

      Ostatnia wola Sonji, Åsa Hellberg, Wydawnictwo Czarna Strona, Poznań 2014. Przełożyła Dominika Górecka. Tytuł oryginału: Sonjas sista vilja (2012). Redakcja: Karolina Borowiec. Korekta: Magdalena Owczarzak, Magdalena Ciszewska. Projekt okładki: Krzysztof Kibart. Projekt typograficzny, skład i łamanie: Mateusz Czekała. ISBN 978-83-7177-918-3. Stron: 344.

       

      Żródła, z których korzystałam: Sverigesradio.se, www.hemmets.se, www.aretrunt.se, www.mynewsdesk.seyohannahleidefors.blogg.se, www.mabra.se, www.dn.se, www.svd.se.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_Czwarta_Strona

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1488 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      środa, 06 lipca 2016 16:18

Kalendarz

Kwiecień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014