Recenzentka

Wpisy otagowane „2016”

  • czwartek, 13 kwietnia 2017
    • #YOLO - Jakub Koisz

      #YoloJakuba Koisza to bardzo udany z wielu względów debiut, który przypomina wypadkową „Gry w klasy” Julio Cortázara, prozy beatników i fali książek w stylu „My, dzieci z dworca ZOO”. Jest tu nieśpieszne tempo nieustannego melanżu, wspomnienia z urwanych filmów, atmosfera nieprzerwanego ciągu narkotyczno-dopalaczowego. Jest seks, kłamstwa i wpisy w mediach społecznościowych. Kilka rzeczy sprawia jednak, że proza Koisza wtapia się w literackie czeluście, nie wyróżniając się niczym szczególnym.

       

      #Yolo Jakub Koisz

       

      Zacznijmy jednak od początku. Pisarzy, którzy zostawiają po sobie stylistyczny, rozpoznawalny trop jest w sumie niewielu. Jakub Koisz niewątpliwie językowo postawił kropkę nad wybijającym się, charakterystycznym „i”. Ma świetne ucho, bardzo dobre wyczucie stylu i pisze językiem, który ani na chwilę nie traci na impecie. Podejrzewam wręcz, że jeśli jest w trakcie kolejnej powieści, to będzie ona zupełnie inna. Wyczuwam u niego potrzebę mierzenia się z różnymi materiami. Nie będzie to jednak eksperyment na miarę Korporacji Ha!art czy Lampy i Iskry Bożej. Jakub Koisz nie stanie się Dorotą Masłowską w spodniach, ani nawet Małgorzatą Rejmer, która na nowo opowiada nam Warszawę w „Toksymii”. Będzie raczej chodzącym lustrem, w którym, jak w „#Yolo”, odbija obraz zblazowanych warszawskich dwudziestoparolatków. Potrafi pisać naśladując, nie wyczuwam w nim autora, który ma zadatek na wywracanie literatury. Chociaż wyraźnie chce zostawić po sobie coś oryginalnego. Językowo wyczuwam swobodę mówienia slangiem, bez wpisanego w to ryzyka ośmieszenia. Koisz wtopił się w słowotwórcze wygibasy; jest cięty, dowcipny i mocny. Czy to jednak wystarczy?

       

      Postać, którą wybrał na najważniejszego bohatera, to obserwator, kontestator i główny komentator. To dzięki niemu wchodzimy w zamknięty świat (części) pokolenia 20+. Moim zdaniem też dość charakterystyczny. Bo spójrzmy kto i o czym pisze. A potem kim jest i jak żyje. Sporo mamy literatury o problemach zblazowanych, zamożnych dzieciaków (czy dorosłych), które mogą sobie pozwolić na alternatywne wybory, kosztowne imprezowanie i drogie upijanie się życiem. Tego prawdziwego (równa się zwyczajnych Polaków) jest mało, stąd tyle powieści o pisarzach w roli głównej, środowisku artystycznym, wszelkiej maści dziennikarzach, pracownikach teatru itp.. Uwikłani w życie, zmęczeni ludzie - jak widzę - nie mają czasu i siły, żeby pisać książki. Piszą je w większości ci, którzy na taki luksus mogą sobie zwyczajnie pozwolić. Brak prawdziwego życia i wracanie do przepisanych już po raz setny problemów, po prostu jest wtórne. No i nudne. Ciężko jest mi się zdobyć na zainteresowanie kolejną prozą w stylu „ćpanie, bzykanie i melanżowanie”.

       

      Gdy sięgam po powieść w stylu „#Yolo” czekam na odrobinę świeżości, ale otrzymuję bardzo dobrze odtworzony fragment zamkniętej rzeczywistości. I nic więcej. Nawet jeśli Koisz językowo odlatuje, to wyłącznie na poziomie odtwarzania stylu małolatów silących się na oryginalność. W dodatku jest kolejnym polskim prozaikiem, który upaja się własnym wyrafinowaniem słowotwórczym na niekorzyść historii, która wymyka mu się z rąk i staje się nieciekawa. Wolałabym tę powieść otrzymać w formie nowelki lub opowiadania, bo w takiej objętości błysnęłaby, tu jednak przedłuża się o niepotrzebne strony.

       

      Kolejne pytanie, to czy naprawdę potrzebujemy jeszcze jedną powieść o mężczyźnie, oczywiście inteligentnym, oczytanym, tym razem też ze znajomością filmu, który patrząc na kobiety, widzi wyłącznie dziwadła, zazwyczaj głupie, wyskakujące z majtek, nawet wówczas, gdy panowie są zmęczeni i właściwie od niechcenia „spuszczają się w rozjechane i suche szparki hipsterek”. Czy potrzebujemy kolejnych reprezentantek kultury obrazkowej, z których „żadna nie zwróciła uwagi na książki, ale od razu wpadły im w oko obrazy z superbohaterami”. Nic nie przekonało mnie do powieści Jakuba Koisza, nic nie sprawiło, że chciałabym zaakceptować ten opis świata i jego literacki wybór. Na miliony jest w literaturze głupiutkich panienek, „lubiących się z kimś przelizać”, rozkładających non stop nogi. Bohaterki Koisza tym różnią się od bohaterek rocznikowo od niego starszych panów pisarzy, że środek głupoty krąży w ich przypadku po nieco innej orbicie. Bo mamy inne czasy, więc Karolina „już osiągnęła to, o czym marzyła w gimnazjum: pełne zblazowanie, sporą grupę wyznawców na swoim modelingowym fanpejdżu oraz całkiem sporą wiedzę na temat środków psychotropowych”. Koisz przypomina mi Augusta Strindberga, tyle, że kilkanaście dekad później, gdy pisze: „Jeśli waginy samic homo sapiens wytwarzały śluz każący mężczyznom, niczym mrówkom, zapieprzać od świtu do zmierzchu na dwie zmiany, pokonywać kilometry, pocić się krwią, to ona była tutaj alfą, prawdziwą królową feromonów”.

       

      Jakub Koisz jest trochę jak jego bohater, który poznając dziewczynę, stwierdza, licząc, że dziewczyna „odczyta erotyczny podtekst tego bełkotu”, że „każdy mężczyzna tworzy. Z każdego z nas wypływa energia, która pozornie rzucona na pastwę chaotycznego świata znajduje jednak swój dom, wchodzi w relacje, łączy się w jeden niezależny byt. To jest architektura życia…”. I podobnie do tej postaci sam sporo tworzy, przekładając otaczający go świat na kolejne projekty, tym razem literacki. W pisaniu najważniejsze jest dla mnie pytanie „Po co?”. Jeśli jest sens, to wówczas warto pisać. I jeśli miałabym coś doradzić debiutującemu pisarzowi, to postawienie sobie tego pytania i powtarzanie go tak długo, aż zrozumie: po co pisać kolejną książkę?

       

      Recenzja książki: #YOLO, Jakub Koisz, Wydawnictwo Ovo, Wrocław 2016. Redakcja: Katarzyna Kostołowska. Korekta: Anita Baraniecka-Kozakiewicz. Grafika na okładce: Miedzioryt "Kot" Marcin Makarewicz. Projekt okładki i skład: Marcin Makarewicz. Zdjęcie na okładce: Evilvision. Wydanie I. ISBN: 978-83-935709-7-3. Stron: 269.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Wydawnictwo Ovo

       

      KONKURS!!! Chcesz mimo wszystko przeczytać tę książkę? Jeśli tak jej egzemplarz może być Twój. Napisz do mnie, dlaczego chcesz przeczytać "#Yolo". Skontaktuję się wyłącznie z autorem najciekawszego uzasadnienia i tę osobę poproszę o adres do wysyłki książki. Na Wasze odpowiedzi czekam dzisiaj, do godz. 23:59.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 kwietnia 2017 19:55
  • środa, 22 marca 2017
    • Dawniej, kiedy mi się nudziło, spotykałem się z gościówą od towaru na Gocławiu

           Dawniej, kiedy mi się nudziło, spotykałem się z gościówą od towaru na Gocławiu, brałem trzy sztuki. Starczyło na dwa dni resetu i czas modelował się sam, raz kurczył, raz wydłużał, cokolwiek więc zdarzyło się po zeżarciu grama, było przynajmniej na początku nowe.

           Teraz, gdy melatonina mi wysycha, a pod powiekami zalega sen, wychodzę. Prosty myk. Idę do pobliskiej stacji paliw, na uszach mam słuchawki, zamawiam jedną z tych rozbełtanych kaw, czasem zwykłą czarną, kiedy indziej latte, a potem napawam się myślą, że kofeina to już najmocniejsze, co pływa w moich żyłach. Pan Wspaniały. Nowy i Pachnący.

           Gdy kobieta za kasą pyta o coś jeszcze, automatycznie odmawiam. Nie słyszę jej, ale pamiętam, że zawsze chodzi o pieprzone, ryjące kichy hot dogi, idealny posiłek dla wymiętych imprezami spierdolin, do których kiedyś należałem. Przykładam kartę płatniczą, biorę kubek i idę w kierunku domu, słuchając audiobooka. Pokonuję przejście dla pieszych, uśmiecham się, jeśli kogoś minę, choć to akurat nie zawsze. Różnie tak chodzę, w południe lub wieczorem. Wtedy był wieczór.

       

      Yolo_Jakub_Koisz

       

      Początek książki: #YOLO, Jakub Koisz, Wydawnictwo Ovo, Wrocław 2016. Redakcja: Katarzyna Kostołowska. Korekta: Anita Baraniecka-Kozakiewicz. Grafika na okładce: Miedzioryt "Kot" Marcin Makarewicz. Projekt okładki i skład: Marcin Makarewicz. Zdjęcie na okładce: Evilvision. Wydanie I. ISBN: 978-83-935709-7-3. Stron: 269.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_Wydawnictwo_Ovo

       

      KONKURS!!! Spodobał Ci się początek książki? Jeśli tak jej egzemplarz może być Twój. Napisz do mnie, co Ci się spodobało w tym fragmencie. Skontaktuję się wyłącznie z autorem najciekawszej odpowiedzi i tę osobę poproszę o adres do wysyłki książki. Na Wasze odpowiedzi czekam dzisiaj, do godz. 23:59.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      środa, 22 marca 2017 21:24
  • niedziela, 19 lutego 2017
    • Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia - Hectór García, Francesc Miralles

      Czy można cieszyć się monotonną pracą? Czy pasja potrzebna jest w życiu? Jak żyć, żeby dożyć stu lat w zdrowiu i poczuciu szczęścia? Na japońskiej wyspie Okinawa żyje najwięcej stulatków na świecie. Wiecznie uśmiechniętych, zadowolonych z życia i wyjątkowo krzepkich. Na czym polega tajemnica ich długiego i bardzo szczęśliwego życia? „Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia” to malutki, kompaktowy poradnik, którego autorzy Hectór García i Francesc Miralles rozmawiając z długowiecznymi Japończykami, zaglądając im w talerze, podglądając ich codzienne życie, odkrywają tajemnicę ich wyjątkowo długiego i udanego życia.

       

      Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia - Hectór García, Francesc Miralles


      Każdy z nas przynajmniej raz w życiu znalazł się w stanie takiego wewnętrznego wrzenia, że tylko totalne wyłączenie pozwalało ugasić pożar i stłumić narastającą furię. Żyjemy szybko, dynamicznie i chociaż świat tak się poukładał, że można z niego czerpać garściami, to jednak wciąż narasta w ludziach jakiś rodzaj niespełnienia. Jakby szczęście, którego smakują codziennie, uchodziło z nich zaraz po obudzeniu. Spirala uzależnienia od chwytania chwil wcale nie daje ukojenia. Paradoksalnie, mając wszystko, nieustannie czegoś nam brakuje. Z nadmiaru wrażeń uciekamy w minimalizm przeżyć. Ale to nie pomaga, bo wiercące się w nas poczucie niewygody emocjonalnej pozostaje.


      CO ZROBIĆ, ŻEBY BYĆ SZCZĘŚLIWYM?

      Co zrobić, żeby uspokoić w sobie tę burzę i poczuć wreszcie całym sobą szczęście? Co zrobić, żeby nie dołączyć do trzydziestolatków z zawałem? Jak żyć, żeby czuć się żywym? Jak osiągnąć spełnienie? ? Zachęcam, żeby się na moment zatrzymać i sięgnąć na chwilę po „Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia”. To malutka książeczka. Odniesiesz wrażenie, że wręcz mikroskopijna, na godzinę może dwie szybkiej lektury. Co można oddać w tak niewielkiej formie? Może sedno pozbawione niepotrzebnego nadmiaru? Tak jest właśnie w tej książce: oszczędna kreska, surowy layout i słowna dyscyplina to wyznaczniki poradnika Hectóra Garcíi – inżyniera i autora książki „Geek w Japonii” i Francesc Mirallesa – hiszpańskiego pisarza i autora „Miłość pisana małą literą”. Kompaktowa, przejrzysta forma budzi też skojarzenia z haiku, zamieniając porady w impresję na temat szczęścia, gdzie nadzieja na osiągnięcie pełni życia miesza się z prostymi radami długowiecznych Japończyków.


      ODNAJDŹ SWOJE IKIGAI, CZYLI FLOW PO JAPOŃSKU

      Japonia słynie z wielu rzeczy, ale chyba ostatnim skojarzeniem z tym krajem jest szczęście. Myślę, że powodzenie tego tytułu zasadza się na zaskoczeniu. I to tam rodzi się ciekawość. Jak to możliwe, że właśnie wśród Japończyków żyją najstarsi, ale też najszczęśliwsi ludzie na świecie? Znamy Japonię od nieco innej strony. „W Azji” Tiziano Terziani pokazał japoński kult pracy. Wykańczający terror kariery i osiągania wyśrubowanych rezultatów zabijający w Japończykach radość życia. Ich codzienność w reportażu Terzianiego wręcz uwłacza poczuciu godności. Nieco bardziej pozytywny obraz wyłaniający się z antropologicznych wrażeń Joanny Bator w „Japońskim wachlarzu” w niewielkim stopniu zmienia to odczucie. Kultura, którą rządzą skomplikowane kody począwszy od kulinarnych łamigłówek na talerzu do wysublimowanych potrzeb erotycznych plus ogromne poczucie samotności, które tak boleśnie uderza w „Babel” Alejandro Gonzáleza Iñárritu nie sprowadza myślenia o Japonii do rozważań o szczęściu po japońsku. Więc o co chodzi?

      Sprawa jak zwykle nie jest jednoznaczna. I to właśnie mówią nam autorzy „Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia”. Najpierw zatrzymują się nad tym, co znamienne dla Japończyków. I na pierwszy rzut oka można podejrzewać, że tu tkwi odpowiedź. I to jest trochę taki podstęp w stosunku do tych, którzy oczekują szybkich i prostych recept.  Niewątpliwie jest coś w japońskiej kulturze, co ich wyraźnie odróżnia. Takie duńskie hygge czy szwedzkie lagom. To ikigai. Coś, co według Japończyków każdy musi w sobie odkryć. I jak w przypadku pojęć, które nie mają jednoznacznych odpowiedników w innych językach, trudno o krótkie tłumaczenie. Będzie to swojego rodzaju pasja, egzystencjalne życiowe paliwo, pewien rodzaj satysfakcji, cel, coś co nadaje naszemu życiu sens, coś dla czego chce nam się żyć. My na Zachodzie trochę żyjemy wbrew temu, bo często rozsądek bierze u nas górą i naprawdę wiele razy słyszałam, że ktoś studiuje nie to, co kocha, tylko to, co w przyszłości zagwarantuje finansowe bezpieczeństwo. Spotykam ludzi, którzy nienawidzą swojej pracy i tkwią w niej z braku pomysłu na życie, dla pieniędzy lub z ze strachu. Ale japońskie ikigai też się pojawia poza Krajem Kwitnącej Wiśni. Csikszentmihalyi określił to „flow”, logoterapia skupia się na poszukiwaniu sensu, celu życia, Nietzsche powtarzał „kto ma po co żyć, może znieść prawie każde jak”. Wiemy, o co chodzi, ale z pewnością nie przykładamy do ikigai takiej miary jak Japończycy. Wyrażamy często zgodę na tkwienie w niezadowoleniu i niespełnieniu.

      Można by więc powiedzieć, że „Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia” wywarza otwarte drzwi i tylko inaczej nazywa to, co już wiemy. Po części tak. Wciąż jednak to właśnie na północy Okinawy w miejscowości Ogimi znajduje się „miasteczko stulatków”, gdzie wskaźnik długowieczności jest najwyższy na świecie. Więc nie może chodzić wyłącznie o ikigai, jakkolwiek byśmy tego nie nazywali.


      SZTUKA STARZENIA SIĘ MŁODO

      Są uśmiechnięci, zadowoleni, radośni. Bez względu na okoliczności, a te w przeszłości Okinawy były dramatyczne. W czasie drugiej wojny światowej na wyspie zginęło 200 tys. niewinnych osób, ale zamiast hodować w sobie urazę i nienawiść do agresorów z przeszłości, zamiast żyć jej kultywowaniem, oni odcinają się od niej, bo w Ogimi ważne jest to jak traktuje się człowieka. Myślenie o innych z urazą to zaprzeczenie ich filozofii bycia. A relacje z innymi ludźmi wydają się być tym, co utrzymuje tkankę tej miejscowości na nienaruszalnym poziomie maksymalnego zaufania, wsparcia i życzliwości. To wytrawni tytani pracy zespołowej. Każdy tu może liczyć na każdego. Polega to nie tylko na wsparciu, gdy trzeba komuś postawić dom, ale na przekonaniu, że każdy ma jakąś umiejętność, talent, który może się przydać innym. I wyspie, bo wiele prac na jej rzecz mieszkańcy wykonują samodzielnie. Zgłaszają po prostu swoje umiejętności, a ratusz organizuje, jak je wykorzystać. W ten sposób na Okinawie ludzie tworzą układ naczyń powiązanych, których serce najmocniej tętni w Ogimi.

      Niemal wszystkie zasady, zgodnie z którymi żyją mieszkańcy Okinawy są w sprzeczności z warunkami życia człowieka Zachodu. Zaniedbujemy swoje ciało, umysł i nie rozwijamy ducha. Jemy byle co i szybko. Przemieszczamy się wszędzie samochodami, odpoczywając przed telewizorem. Żyjemy w okrutnym oderwaniu od własnych potrzeb, których często nie potrafimy ani nazwać, ani określić, ani rozwijać. Mobilność zabija w nas ducha wspólnoty, o którą trudno po kolejnej przeprowadzce. Żyjemy w ulotnych związkach, które nie dają potrzebnego nam wsparcia. Brak czasu nie pozwala zadbać o jakość życia i zastanowić się nad jego sensem. Wpisana w kulturę Zachodu wielozadaniowość oczekiwana przez pracodawców kłóci się z japońską kulturą „takumi”, czyli superekspertów w określonej czynności manualnej, a jak podkreślają autorzy „Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia” „praca nad wieloma rzeczami jednocześnie zmniejsza naszą produktywność o przynajmniej 60%, a nasz iloraz inteligencji o ponad 10 punktów”.


      ODKRYJ PATENT NA SZCZĘŚCIE

      Nie zdradzę Wam szczegółów tajemnicy stulatków z japońskiej Okinawy, bo ogromną frajdą jest poznawanie ich na własną rękę. „Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia” w przeciwieństwie do wielu innych tego typu książek stawia nam wymogi. Przede wszystkim pokazuje, że praca nas sobą, którą każdego dnia oddają się mieszkańcy Ogimi wymaga konsekwencji i systematyczności. Jest projektem zaplanowanym na CAŁE życie. I to od Was zależy, czy się go podejmiecie.

      Recenzja książki: Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia, Hectór García, Francesc Miralles, Muza, Warszawa 2017. Przełożyła: Katarzyna Mojkowska. Tytuł oryginału: Ikigai. Los secretos de Japón para una vida larga y feliz (2016). Projekt okładki: Ewa Iwaniuk. Redaktor prowadzący: Aleksandra Janecka. Redakcja: Sławomira Gibka. Redakcja techniczna: Anna Sawicka-Banaszkiewicz. Korekta: Renata Kuk. ISBN 978-83-287-0484-8. Stron: 222. Premiera: 25.01.2017. Cena: 34,90.


      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

       

      Logo Wydawnictwo MUZA

       

      KONKURS! Dla osób, które chciałaby poznać japoński sekret długiego i szczęśliwego życia mam egzemplarz książki. Wyślij e-mail na adres, który znajdziesz w zakładce „Kontakt” i napisz, dlaczego chcesz przeczytać tę książkę. Egzemplarz wyślę osobie, która mnie przekonana. Z tą osobą skontaktuję się i poproszę o adres do wysyłki książki. Osobę z Łodzi poproszę o osobisty odbiór książki. Na Wasze maile czekam do końca dzisiejszego dnia (19 lutego), do 23:59.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 lutego 2017 17:43

Kalendarz

Kwiecień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014