Recenzentka

Wpisy otagowane „2009”

  • niedziela, 19 sierpnia 2018
    • Nocny człowiek - Jørn Lier Horst

      Jørn Lier Horst „Nocnym człowiekiem” spycha z piedestału Henninga Mankella (Grząskie piaski) - pierwszego znanego szerszemu odbiorcy kontynuatora skandynawskiej szkoły kryminału. To, na czym wyraźnie zależało Szwedowi nabiera wyrafinowanego poziomu dopiero u Norwega. To książka i autor, który najlepiej wpisuje się w moje oczekiwania co do powieści kryminalnej. Właściwie omawianie mogłabym zakończyć proroczymi słowami: bierzcie i czerpcie z niego wszyscy, oto rasowy nordycki kryminał. A do tego wczytanie się w tę powieść pozwala na rozwikłanie zagadki, której nie udało się rozszyfrować ani Åsnie Seierstad w jej dwóch ostatnich reportażach, ani Erikowi Poppe w jego filmie.

       

      Nocny_czowiek_Jrn_Lier_Horst_Recenzentka_Anna_Dutka

       

      Akcja „Nocnego człowieka” rozgrywa się w norweskim Larvik oraz z epizodycznym interwałem w Afganistanie. Pewnego dnia na jednej z głównych ulic miasteczka - zostaje znaleziona wbita na pal głowa nastolatki pochodzenia azjatyckiego. Sposób pozostawienia ofiary sugeruje, że chodzi być może o morderstwo na tle rasowym lub o zabójstwo honorowe. Dochodzenie obserwujemy dwutorowo: przyglądając się pracy komisarza Williama Wistinga, dowodzącego tamtejszym Wydziałem Śledczym oraz Line – jego córki, pracującej dla jednego z największych dzienników norweskich.

       

      Od razu czuć subtelność, z jaką Jørn Lier Horst obudowuje wątek kryminalny głębszym sensem. Pod tym właśnie względem bije na głowę Henninga. Zbrodnia służy tu do pokazania pewnych zmian, jakie zachodzą w społeczeństwie norweskim. Jeśli więc ktoś naprawdę szuka lekkiej lektury, dobrze jednocześnie wprowadzającej w realia norweskie, to książka Horsta będzie temu służyła. Nie tylko dlatego, że Norweg przekłada na fabułę pewne współczesne problemy, z którymi boryka się społeczeństwo norweskie. Ale okrasza to dodatkowo mieszanką własnych opinii i komentarzy, co w całości daje dobrze skonstruowane, przekrojowe spojrzenie na kraj, który co pokazuje w „Nocnym człowieku” nie poradził sobie z wielokulturowością, islamizacją, rasizmem, nacjonalizmem i boryka się z nowym rodzajem przestępczości, która od sił porządkowych wymaga zupełnie innych technik operacyjnych. Tak było zresztą już od jego debiutanckiej powieści. Ruszając na ścieżki kryminału chciał Horst dać wyraz swojej determinacji z jaką wziął się za rozwiązanie sprawy, w jaką został zaangażowany rozpoczynając pracę w policji. Nierozwiązana zagadka związana z zabójstwem pewnego starszego mężczyzny skłoniła go do napisania dziesięć lat później książki, która mogłaby pomóc w znalezieniu sprawcy. Do napisania „Jaskiniowca” (2013) zainspirował go tabuizowany w Norwegii problem samotności. Za twórczością Horsta od początku stało coś dobrego i porządnego; z pewnością nie chęć zysku i zbijania kapitału na popularnym gatunku doprowadziła go na sam szczyt rankingów książkowych i pozwoliła pokonać w tych rankingach w jego własnym kraju Jo Nesbø – goniącego byłego śledczego od pewnego czasu, w nieustannej zadyszce.

       

      U Horsta nie ma epatowania przemocą dla fetyszyzowania się nią. Nie ma tutaj pisania dla udziwnień i szukania coraz wymyślniejszych sposobów na opis zbrodni. Norweg unika drobiazgowej eksploracji drastycznych scen, bo jak podkreślił w wywiadzie dla „Newsweeka” „przemoc opisuje tam, gdzie wydaje mu się ona niezbędna”. Widać też wyraźnie czego szuka w tym gatunku, gdy Horst wskazuje swoich gatunkowych mistrzów. Tu odwołuje się do Hitchcocka i słynnej sceny pod prysznicem a to plasuje go na półce z kryminałem psychologizującym. Widać, że bardziej chodzi mu o oddanie psychologicznej strony zbrodni i napięć jakie one wywołują u: ofiary, w przestępcy i otoczeniu, różnie radzącym sobie z poczuciem zagrożenia. W jego powieści jest mniej akcji, niewiele fabularnych zwrotów. Dla poszukujących napięcia może go więc zabraknąć, chociaż ciekawość potrafi Horst rozkręcić już od pierwszych stron i bardzo sprawnie trzymać do końca powieści. Inspirują go stare sprawy, ale też życie, jak historia wyjątkowo miłego Anglika, jego byłego sąsiada z Hiszpanii, który okazał się seryjnym mordercą. A to wszystko potęguje wrażenie, że mamy do czynienia nie z wydumaną fabułą a grozą codzienności.

       

      Wczytując się w „Nocnego człowieka” nie tylko dostaniemy opis istotnych według Horsta problemów w pigułce, ale też sporą dawkę prewencyjnej literatury. Były policjant ma bardzo trzeźwe podejście do obrazu własnego kraju, chociaż jak widać pisze też bardzo osobiście i łatwo odczytać komu i w jakiej sprawie grozi palcem lub dopinguje w swojej książce. O ile pokazuje życzliwy stosunek do norweskich mediów, które ceni sobie za przestrzeganie wysokich standardów etycznych i dobrych obyczajów, o tyle upomina je za brak etyki podczas zbierania informacji. Zarzuca dziennikarzom nakręcanie nieuzasadnionej spirali strachu i nadmierne epatowanie przestępstwami w kraju, który na tle innych państw europejskich jest wyjątkowo spokojnym w jego opinii miejscem do życia. W „Nocnym człowieku” czytamy: „W trudnych momentach media przedstawiały Norwegię jako miejsce o wiele niebezpieczniejsze, niż było naprawdę. Gwałtowne zainteresowanie przestępczością siłą rzeczy wpływało niekorzystnie na zachowanie obywateli. Ludzie stali się lękliwi, rzadziej wychodzili z domu i podejmowali nadzwyczajne środki ostrożności w obawie przed przemocą, której najprawdopodobniej nigdy nie doświadczą. Nie zachowując odpowiednich proporcji przy nagłaśnianiu przestępstw, media przyczyniły się do tego, że poczucie bezpieczeństwa Norwegów wyraźnie malało. Każdego roku w Norwegii popełniano około czterdziestu zabójstw. W kontekście międzynarodowym wskaźnik był tak niski, że sam w sobie świadczył o tym, że w Norwegii żyło się bezpiecznie. W większości spraw o zabójstwo ofiarę i sprawcę łączyła bliska więź. Były to morderstwa popełniane z zazdrości lub pod wpływem alkoholu, najczęściej na krewnych i przyjaciołach. Rzadko można było dopatrzyć się w nich elementów wskazujących na udział osób trzecich. Nie tworzyły jasnego wzorca, nie odsłaniały ważnych trendów i zwykle niewiele mówiły o polityce i rozwoju społecznym. Nie było w nich nic, co nadawałoby im taką rangę, żeby cała Norwegia musiała być na bieżąco informowana o wszystkich szczegółach”.

       

      Pamiętacie, jak ostatnio omawiając książki Åsne Seierstad (Jeden z nas, Dwie siostry) mówiłam, że Norweżce nie udało się rozwiązać zagadki rasizmu w Norwegii, coś co dużo lepiej udało się Szwedom z imigranckimi korzeniami: Tamasowi Gellertowi, który napisał reportaż o Szwedzie, którego potem naśladował Breivik, Göranowi Rosenbergowi opisującemu m.in. szwedzki antysemityzm w „Krótkim przystanku w drodze z Auschwitz” czy Elisabeth Åsbrink oddającej historię szwedzkiego nazisty Ingvara Kamprada, późniejszego założyciela IKEA. Chcecie zrozumieć norweski rasizm i problemy społeczeństwa wielokulturowego, sięgnijcie po „Nocnego człowieka”. U Horsta ten zły, to ten obcy. Tak jak w przekonaniu wielu antyimigrancko nastawionych Norwegów. Mamy tutaj Tommy’ego Duńczyka, który jest Norwegiem tylko w połowie. I chłopak i jego ojciec mają grubo za uszami. Horst opisuje go z wyraźną niechęcią, to człowiek „zimny i obojętny”. Mamy tutaj Azjatkę - ofiarę mafii narkotykowej. Mamy szlak przestępczy, który prowadzi prosto do Afganistanu. Gdy Norweg opisuje Wistinga, mam wrażenie, że pokazuje go tak, jak przeciętni Norwedzy widzą siebie i swój kraj: „zawsze miał szacunek dla człowieka. Dzięki temu był w stanie odrzucić własne uprzedzenia i wczuć się w położenie drugiej osoby, wejść w jej buty i to bez względu na to, czy chodziło o kłamcę czy mordercę”. W wymienionych przeze mnie książkach Seierstad, ale też w filmie Erika Poppe widać, że obcym nie żyje się najlepiej w Norwegii, że kwestia odrębności rodzi tam konflikty i uprzedzenia, że będąc obcym żyje się niejako w nieustającej konfrontacji i walce. A taki stan wywołuje poczucie niższości i może skończyć się albo przerostem ambicji jak u bohaterów „Jednego z nas”, albo ekstremizmem jak w przypadku „Dwóch sióstr”, które radykalizują się i finalnie uciekają do Państwa Islamskiego.

       

      Ani Seierstad nie miała odwagi napisania tego wprost, ani nie robi tego Horst, ale w przeciwieństwie do swojej koleżanki Norweg daje nam podłoże do zrozumienia rasizmu w jego kraju. I znowu „prosty” kryminał bije na głowę aż dwie książki non-fiction, które nie udźwignęły tego tematu.

       

      Horst ma też dużo lepszy wgląd w to co się dzieje w jego ojczyźnie. Lepiej od słynnej reportażystki oddaje tło społeczno-obyczajowe, pozwalając nam wczuć się w nastroje w kraju, w panujące powszechnie opinie. Jak życie pokazało – niekiedy błędne. Pisząc w 2009 w „Nocnym człowieku”, że „Policja do pewnego stopnia kontrolowała radykalne środowiska prawicowe i nie widziała w nich żadnego realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego” Horst nie mógł przewidzieć, że dwa lata później atak Breivika zbierze żniwa w Oslo i na wyspie Utøya. Wtedy uważano, że dużo większe zagrożenie wzbudza radykalna lewica, a to jednak młodzieżówka lewicowej Partii Pracy stała się ofiarą ataku terrorysty. To właśnie przekonanie Norwegów, że wszystko mają pod kontrolą, stało się zalążkiem największej tragedii współczesnej Norwegii, która do dzisiaj nie rozumie, co właściwie wydarzyło się 22 lipca 2011 roku. Horst nie mógł też przewidzieć, że Seierstad krótko po wydarzeniach na wyspie Utøya napisze reportaż, w którym w dużej mierze winę za zaistniałą sytuację przerzuca na policję, jej niewydolność, braki organizacyjne. Norweg w „Nocnym człowieku” polemizuje z takim sposobem szukania winnego pisząc, analogicznie do sytuacji, gdy wybucha pożar, że „jeszcze tego samego wieczoru media szukają winnych i za to, że wybuchł pożar, że akcja gaśnicza została przeprowadzona nie dość sprawnie, że syreny alarmowe obrony cywilnej nie zadziałały, że pogorzelnicy nie otrzymali wystarczającej pomocy”.

       

      Widać też, że Jørn Lier Horst dużo odważniej rysuje postaci tzw. etniczych Norwegów, coś co powinno być domeną dobrego reportażu. Chyba jako jedyna osoba, która literacko podejmowała się tematu rasizmu, nie bał się pokazać Norwegów w złym świetle. Co więcej mówi też, chociaż implicite, że jego współrodacy są słabo wykształceni, że nadmiar pieniędzy pozbawił ich wielu cech, które wcześniej sprawiały, że Norwegowie byli społeczeństwem konsensusu, dobrosąsiedztwa, empatii. Te cechy zbudowały ich siłę, a ich brak współcześnie, według Horsta, powoduje rozpad więzi międzyludzkich, zagubienie, samotność. Jest początkiem końca kiedyś wspaniałego społeczeństwa. Jaskrawym przykładem takiej postaci jest Cato Dalen, który powie w jednym miejscu: „Od 1926 do 1939 Polska była faszystowską dyktaturą wojskową, w której Żydzi byli prześladowani. Wielu z nich uciekło. Między innymi stroniący od pracy, zagubiony i zgorzkniały żydowski chłopak, który nazywał się Herszel Grynszpan. Zaopiekowali się nim krewni mieszkający w Paryżu. Grynszpan stał się aktywnym członkiem żydowskiej organizacji bojowej, która w 1933 roku wypowiedziała wojnę Niemcom. 7 listopada 1938 wszedł do niemieckiej ambasady i zabił dyplomatę Ernsta vom Ratha, strzelając do niego pięć razy. W kolejnych dniach przebrani żydowscy prowokatorzy wszczęli zamieszki w wielu miejscach w Niemczech i Austrii. Dokonywali grabieży na swoich rodakach, w krótkim czasie doprowadzając do tego, że sytuacja wymknęła się spod kontroli władz. Noc kryształowa była żydowską operacją, która miała na celu oczernić Rzeszę Niemiecką na arenie międzynarodowej. Organizatorzy akcji odnieśli pełny sukces dzięki kontroli, jaką sprawowali nad mediami. To, że Żydzi mają w kieszeni media, sprawia, że również dzisiaj żydowskie kłamstwa są utrzymywane przy życiu”.

       

      Horst w przemyślany sposób, nie robiąc tego wprost, pokazuje nam, że to jak oceniamy sytuację jest po części kwestią naszej wiedzy, uprzedzeń, braku umiejętności analizy i samodzielnego wyciągania wniosków. Pisarz polemizuje w „Nocnym człowieku” z wieloma powszechnie panującymi w Norwegi opiniami. Jako były policjant, stawia znak równości pomiędzy zabójstwem honorowym, tak często piętnowanym w mediach a zabójstwem dokonanym przez przeciętnego Norwega, który tak naprawdę zabija z takich samym pobudek: „Kiedy Norweg zabija swoją żonę i dzieci” – pisze Horst – „a potem popełnia samobójstwo, o ile starczy mu odwagi, równie często chodzi o brak szacunku dla samego siebie, urażoną dumę, zazdrość lub poczucie wstydu. O to, by mieć ostatnie słowo, czyli inaczej o honor. W ciągu ostatnich dziesięciu lat ponad pięćdziesiąt Norweżek zostało zamordowanych przez swojego norweskiego męża, aktualnego lub byłego. Chociaż w naszym kraju nie obowiązuje kultura ani tradycja oparta na patriarchacie, zasada jest ta sama”.

       

      Wreszcie Horst ma odwagę, której zabrakło Seierstad zwłaszcza w „Dwóch siostrach”, żeby pokazać twarz radykalnego islamu. Pokazuje co tak naprawdę jest zagrożeniem i mówi niemal wprost, że to, co nam zagraża to nie religijność a fundamentalizm. Córka Wistinga, prowadząc dochodzenie dziennikarstwie w sprawie zamordowanej Azjatki, będzie miała okazję usłyszeć publiczną wypowiedź imama, który twierdzi, że „kobiety powinny być poddane autorytetowi mężczyzny. Niezamężna dziewczyna musiała być bezwzględnie posłuszna ojcu i swoim braciom, a mężatka – swojemu mężowi. Bóg uważał kobietę za element destrukcyjny w ustalonym porządku społecznym, ponieważ odciągała uwagę mężczyzny od Boga i Jego napomnień. Z tego powodu należało ją odseparować od mężczyzn i zabronić uczestniczenia w aktywnościach poza domem. Dzięki temu ograniczono ryzyko, że kobiety będą przeszkadzać mężczyznom w ich najważniejszym zadaniu: oddaniu się Bogu”.

       

      Widać też trzeźwe stanowisko byłego szefa wydziału śledczego do sposobu penalizacji niektórych przestępstw. W „Nocnym człowieku” Horst jednoznacznie opowiada się za zmienieniem polityki antynarkotykowej. Jako modelowe i sprawdzające się sposoby walki z mafią narkotykową, nielegalną sprzedażą narkotyków wskazuje model szwajcarski. Pisze, że skoro tygodniowe zapotrzebowanie na narkotyki w Norwegii wynosi ok. 100 mln koron, skoro szacuje się, że ok. 15 000 osób jest uzależnionych w takim stopniu np. od heroiny, że muszą ją regularnie przyjmować, żeby uniknąć zespołu abstynencyjnego, to musi się znaleźć ktoś, kto dostrzeże w tym intratny i szybki biznes. Biznes, którego ofiarą nie będą tylko osoby uzależnione od narkotyków.

       

      Zabawne jest to, że Horst w swoich zapędach proedukacyjnych trochę się zagalopował. Chcąc pokazać pracę śledczego i dochodzeniówki robi to tak skrupulatnie, że od dawna jego książki biją rekordy popularności w więziennych bibliotekach. Osadzeni uczą się na nich kuchni policyjnej pracy i sposobów na ukrywanie zbrodni. Jako, że Horst napisał też książkę non-fiction dla dzieci o technikach kryminalnych, można się spodziewać wzrostu bardziej wyrafinowanych zbrodni w Norwegii, która ma według Horsta jak widać trochę problemów do ogarnięcia.

       

      Coś czym Horst dodatkowo zbudził moją sympatię jest odejście od ugruntowanego w kryminale skandynawskim bohatera – policjanta, który niepowodzenia w życiu osobistym regularnie zapija. Wisting w „Nocnym człowieku” wreszcie jest normalnym policjantem, który dobrze dzieli profesjonalizm z oddaniem pracy. Jest rzetelny w sposób, który sprawia, że budzi respekt nie tracąc sympatii. I chociaż to właśnie bohater „Mordercy bez twarzy” Mankella stał się dla Horsta wzorem śledczego, jakim sam chciał być, to z pewnością chodziło mu o pewien etos pracy policyjnej, nie o jego osobiste przymioty. Ceni w Wallanderze szczególnie jego zaangażowanie i dociekliwość w rozwiązywaniu spraw.

       

      Ta powieść jest tak sprawnie napisana, że aż dziw bierze, że Horst został pisarzem przez przypadek. Jego prywatna historia pokazała, że czasem zamiast boksować się z życiem warto dać się ponieść fali przypadków. Ten też sprawił, że został policjantem. W wywiadzie dla „Polska Times” opowiedział, że pracując jako recepcjonista pewnego wieczoru odstawiając kubek z kawą pobrudził gazetę. Ślad po kubku podkreślił ogłoszenie o naborze do szkoły policyjnej. Szukano wówczas ludzi, którzy potrafią myśleć nieszablonowo. Dzisiaj były szef wydziału śledczego to jeden z najlepiej sprzedających się autorów norweskich kryminałów. Stał się tak popularny, że gmina, w której rozgrywa się akcja jego powieści stworzyła mapę wszystkich opisanych w nich zbrodni, niedługo tym szlakiem będzie można zwiedzać słynne dzięki Horstowi Larvik. Co roku dostaje kartki bożonarodzeniowe od Ministra Sprawiedliwości. Jest też cenionym dramatopisarzem, regularnie piszącym dla Teater Ibsen. W lutym 2018 stworzył własne wydawnictwo Capitana Forlag we współpracy z inwestorem Petterem Stordalen. Tak zakończył około piętnastoletnią współpracę z Gyldendal, wydawcą, który wydawał go od początku jego kariery pisarskiej, który był też - dodajmy - wydawcą wszystkich dzieł Ibsena. Niektórzy przypuszczają, że może to oznaczać większą komercjalizację powieści Horsta i dużo większy nacisk na działania marketingowe. Czy to przysłuży się pisarzowi dowiemy się jak wyda pierwszą powieść pod skrzydłami nowego wydawnictwa.

       

      Recenzja: Nocny człowiek - Jørn Lier Horst, Wydawnictwo Smak Słowa, Sopot 2018. Tytuł oryginału: Nattmannen (2009). Przekład z języka norweskiego: Milena Skoczko. ISBN 978-83-65731-53-1. Stron: 374. Edytor: Anna Świtajska. Redakcja i korekta: Anna Mackiewicz. Projekt graficzny i skład książki: Agnieszka Karmolińska. Projekt okładki: Agnieszka Karmolińska.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Smak Słowa

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Nocny człowiek - Jørn Lier Horst”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 sierpnia 2018 12:57
  • sobota, 09 kwietnia 2016
  • wtorek, 01 września 2015
    • Wybawienie – duński kryminał, który rozbawił Szwedów

      Pierwszą książką Jussiego Adler-Olsena, która została przetłumaczona na szwedzki było „Wybawienie”, trzecia część serii „Departament Q”. Pisarz tak się tym wkurzył, że kazał wycofać książkę z rynku i zmusił wydawcę do wydania najpierw dwóch pierwszych części. Lotta Olsson, bezdyskusyjnie największa szwedzka specjalistka od kryminałów, umieściła „Wybawienie” na wysokim 27 miejscu listy, według niej 100 najlepszych kryminałów wszech czasów, pisząc, że Jussi Adler-Olsen to taki wesolutki Leif GW Persson, a jego „Wybawienie” to zajmujący, rozbrajająco zabawny kryminał o ksenofobii. Tym samym Adler-Olsen zostawił daleko w tyle świetne przecież kryminały innych Skandynawów: „Punkt Borkmana” Håkana Nessera (30), „Pierwszy śnieg” Jo Nesbö (38), „Mordercę bez twarzy” Henninga Mankella (55), ”Złą krew” Arnego Dahla (56), czy ”Umierającego detektywa” Leifa GW Perssona (77). Ale, jak dodała Olsson, wprawdzie autor „Wybawienia” pokazał już w debiutanckiej powieści, że potrafi pisać, to jednak zajęło mu nieco czasu zanim nauczył się opowiadać dobre historie.

       

      Zdjęcie: Jussi Adler-Olsen / Strona pisarza

      Duńczyk miał od początku i dobrą prasę, i spore szczęście. „Wybawienie” zgarnęło wszystkie możliwe nagrody: nagrodę Harald Mogensen dla najlepszej duńskiej powieści kryminalnej roku (2010), nagrodę Glasnyckeln przyznawaną przez Skandinaviska Kriminalsällskapet dla najlepszego skandynawskiego kryminału roku (2010), Læsernes Bogpris przyznawaną przez duńską gazetę „Berlingske Tiderne” (2010), w Niemczech nagrodę Krimi Blitz (2011). Audiobook „Wybawienia” w wykonaniu Stefana Sauka zdobył w 2013 szwedzką nagrodę Stora ljudbok, która po raz pierwszy była wówczas przyznawana również w kategorii „kryminał”. Ekranizacja „Kobiety w klatce” i „Zabójców bażantów”, ze świetnymi rolami Nikolaja Lie Kaasa, („Anioły i demony”, „Jabłka Adama”) i Fares Faresa („Wróg numer jeden”), stały się sukcesem kinowym w Danii. „Kobieta w klatce” przez pierwszy tydzień od premiery zgromadziła w Danii rekordową widownię 120 522 osób, autorem scenariusza filmu jest Nikolaj Arcel znany z adaptacji powieści „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, a książka trafiła na listę bestsellerów „The New York Timesa”. Kilka dni temu reżyser obu filmów Mikkel Nørgaard zdobył za „Zabójców bażantów” nagrodę Svend dla najlepszego filmu duńskiego. Jak podał Duński Instytut Kultury na swoim fanpage’u „jest to jedyne takie wyróżnienie w Danii, kiedy to decydujący głos ma publiczność”. Autor zdradził też „Svenska Dagbladet”, że powstaje kolejny film, a oprócz tego pisarz prowadzi rozmowy z amerykańskim scenarzystą Scottem Frankiem, znanym między innymi ze scenariuszy do „Raportu mniejszości”, „Marley i Ja”, „Dorwać małego” i serialu „Cudowne lata”. Pokłosiem tych rozmów ma być serial, bazujący na „Kobiecie w klatce”, którego akcja zostanie jednak przeniesiona z Kopenhagi do Bostonu. Jussi Adler-Olsen wydawany jest w 47 krajach, a sprzedał trzy razy tyle książek ile wynosi liczba mieszkańców Danii. Gdy miał się ukazać „Den grænseløse” (2014), szósty tom z serii „Departament Q”, prognozowano kolejny sukces i wypuszczono go na duńskim rynku od razu w nakładzie 230 000 egzemplarzy! Biorąc pod uwagę, że w Danii liczba mieszkańców wynosi 5 627 235 osób (dane z 2014, europa.eu), to wydawca zakładał, że książkę kupi 4% Duńczyków. To tak jakby w Polsce autor sprzedawał się tuż po premierze w nakładzie ponad półtora miliona egzemplarzy! Duńczyk ma wiernych czytelników w Norwegii, chociaż uczciwie mówiąc nie tylu, co szwedzkie kryminały, uwielbiane tutaj już od sukcesu pary Sjöwall i Wahlöö. W samej Szwecji nie jest wprawdzie pierwszym wyborem dla tych, którzy szukają kryminałów, ale uchodzi za pisarza wartego przeczytania, jak powie Lotta Olsson duńskiej „Politiken”.

      W wywiadzie dla Huffingtonpost Jussi Adler-Olsen opowiedział, że miał około trzydziestki, gdy napisał swoją pierwszą powieść. Wykorzystał półroczną przerwę, którą razem z żoną spędzili w Holandii. Książka jednak przeleżała się w szufladzie, bo jak zaznaczył Adler-Olsen, stwierdził, że zanim zadebiutuje musi zdobyć nieco więcej życiowych doświadczeń. Dopiero w wieku 47 lat wydał pierwszą książkę, ale od tamtej pory jest już pisarzem na cały etat.

       

      Zdjęcie: Jussi Adler-Olsen / Strona pisarza

      W komentarzach o książce powtarzają się opinie, że atutem Jussiego Adler-Olsena jest portret psychologiczny postaci książkowych i w tym miejscu zdania się różnią, bo jedni twierdzą, że to wielowymiarowy opis, inni, że wprawdzie nie pogłębiony, ale wystarczająco przekonywujący. Szwedzcy krytycy wspominają o poczuciu humoru Duńczyka, co dobrze świadczy o reakcji Szwedów na wtręty na ich temat, które w „Wybawieniu” nie pozbawiają złudzeń, jak rozkładają się emocje Adler-Olsena, gdy pisze o Szwedach i Szwecji. Podkomisarz kryminalny Carl Mørck uważa, że Szwecja to „kraj największych na świecie komarów i najgorszego jedzenia”, a szwedzka północ, z Luleå, czy Kebnekaise to miejsca, gdzie „nawet renifery błądzą”, a szwedzki to taki język, którego nikt, kto pochodzi z Jutlandii nie jest w stanie zrozumieć. Wygląda na to, że kontakt ze Szwecją to niemal traumatyczne przeżycie. Droga główna E22 prowadząca przez Skanię to „teren dość płaski, wyeksploatowany i zupełnie bez wyrazu”. Opis Blekinge nie pozostawia złudzeń: „Dużo drzew, dużo kamieni, mało atrakcji i bonusów. Wciąż Szwecja”. Nawet w wywiadach pisarz nie oszczędza sąsiadów. Według niego „Duńczycy tym różnią się od reszty Skandynawów, a zwłaszcza od Szwedów, że są zabawni”.

      Liczba nagród, jakie zdobyło „Wybawienie” mówi sporo o tym, co jest najlepsze w skandynawskich kryminałach. Sama intryga i wydarzenia z nią związane właściwie służą czemuś więcej. Zostaniemy skonfrontowani z pewnym problemem społecznym, w tym przypadku chodzi o wspólnoty religijne. To tu dojdzie do zbrodni, a Jussi Adler-Olsen poprowadzi nas przez perypetie szukając odpowiedzi na pytanie o źródło zła, które w jego powieści niezmiennie towarzyszy dobru, przypominając nieustannie, że nic nie jest czarno-białe. W wywiadach Adler-Olsen podkreśla, że jego postaci zawsze balansują na granicy, skrywają w sobie ciemne i jasne strony. Pisarz jest synem duńskiego psychiatry i seksuologa, dzieciństwo spędził na terenie szpitali psychiatrycznych, w których pracował ojciec. W wieku sześciu lat poznał jednego z leczonych pacjentów, który zwariował po popełnionej zbrodni. Nazywał się Mørck, czyli „mroczny” w języku duńskim i jak widać zaznaczył się w twórczości pisarza. Fakt, że akcja rozgrywa się w bezpiecznej Danii, kraju uznawanym za jeden z najlepszych do życia dodatkowo podkręca napięcie i wzmacnia efekt grozy. Łatwiej jednak byłoby zrozumieć takie przestępstwo w zatłoczonych amerykańskich metropoliach, tutaj akcja rozgrywa się niemal intymnie. Mieszkańców jest niewielu, przestrzenie ogromne, niby wszyscy wszystkich znają, a jednak nic o sobie nie wiedzą. Najbardziej uderzająca jest wiedza, że można spędzić z kimś kawał życia bez świadomości niebezpieczeństwa, które taki kontakt oznacza. Zło według Duńczyka to proces, którego źródeł należy szukać głęboko w dzieciństwie i to też przekłada się na sukces jego powieści, która nie epatuje nieuzasadnioną przemocą, a tylko taka mogłaby być dla masowego czytelnika nie do zniesienia. Jest jednak na tyle mroczny, że zaszufladkowano go w kategorii nordic noir.

       

       

      Zdjęcie: Jussi Adler-Olsen / Strona pisarza


      W „Wybawieniu”, i to też jest coś, za co kochamy skandynawskie kryminały, mamy kawał współczesnej Danii w krytycznym, nie pozbawionym ironii ujęciu. Asystentem podkomisarza Carla Mørcka jest Assad, muzułmanin, imigrant, który łamiącą się duńszczyzną rzuca jeszcze inne spojrzenie na wydarzenia. (Grający go w filmie Fares Fares jako nastolatek przeniósł się z rodzicami z Libanu do Szwecji, więc duńskiego musiał się nauczyć na potrzeby roli.) Dowiadujemy się, że społeczeństwo duńskie jest teraz wielonarodowościowym. Ulice przejęły z jednej strony gangi imigrantów, które walczą o wpływy na rynku haszu, z drugiej przedsiębiorczy napływowi mieszkańcy, których sklepy mnożą się w odczuciu Carla, jak kretowiska. Imigranci kojarzą się tutaj z łotewskimi bandami samochodowymi, które skorzystają z każdej nadarzającej się okazji zarobku, czy z grupkami chłopaków jeżdżących ulicami miast w wytuningowanych, drogich autach. Przybywa dzielnic, do których nawet karetki nie ośmielają się zapuszczać. Dowiadujemy się o strzelaninie, trzeciej w ciągu tygodnia w kopenhaskiej dzielnicy Nørrebro, „wielu kolegów na własną rękę zainwestowało w lekkie kamizelki kuloodporne, a w tej chwili kilku z nich miało je na sobie pod swetrem”, co Carl skomentuje: „czy przeważająca część ludzi stąd nie zagłosowała na partie, które wepchnęły kraj w to gówno? W reformę policji i chybioną politykę integracyjną?”. Czytanie „Wybawienia” teraz w świetne ostatnich wydarzeń z falą uchodźców nabiera dodatkowego sensu. Parę lat temu uwagę czytelnika chyba w minimalnym stopniu przyciągnęłyby opisy problemów multikulturalnej Danii, nieco w szachu dobrobytu zagrożonego nierozwiązanym problemem z ogromną imigracją. Jussi Adler-Olsen balansuje tutaj niebezpiecznie opisem, którego ksenofobiczne odcienie rozbijają się o bańkę szczęśliwej, homogenicznej niegdyś Danii, w której zarodku kłębią się równie mroczne historie jak na ubogich, imigranckich przedmieściach. I jak sądzę wiele spośród tych uprzedzeń znajdzie swoje rozwiązanie w kolejnych tomach. Autor opisuje dwuznaczne sytuacje, w które zamieszany jest Assad, którego Mørck podejrzewa, że może mieć coś wspólnego z aranżowanymi małżeństwami, czy zabójstwami honorowymi. My z kolei podejrzewany go o konszachty z islamskimi terrorystami, a dwuznacznych sytuacji Adler-Olsen pozostawił wystarczająco dużo, żeby pomieszać naszymi emocjami i przykuć uwagę.

      Sam podkomisarz Mørck raczej nie zaskakuje na rynku skandynawskich kryminałów, na którym dominują policjanci w średnim wieku, nieco opryskliwi i z odwiecznymi problemami z kobietami. Mørck wpisuje się w ten opis, a jego nieporadność w kontaktach z Viggą, byłą żoną i Moną psycholożką, która pomaga mu się pozbyć traumy z pewnej akcji, dla mnie okazała się najmniej ciekawą stroną powieści. Generalnie mam zastrzeżenie do postaci kobiecych, które są albo zbyt przerysowane jak w przypadku Viggi, albo za słabo opisane jak Mona, ale być może więcej miejsca przeznaczył dla nich wcześniej, lub może szykuje jakąś bombę na potem. Sekretarka Mørcka, chociaż akurat wyrazistością wręcz powala, ale zdecydowanie pozostawia nas w niezachwianym przekonaniu, że nie tylko - jak uważa jeden z bohaterów - zakochane kobiety zachowują się irracjonalnie, co ma często fatalne konsekwencje.

       


      Kilka dni temu o Jussim Adler-Olsenie zrobiło się głośno za sprawą jego wypowiedzi dla duńskiej „Politiken” odnośnie kontynuacji „Millennium”. Pisarz powiedział, że nie przyjąłby takiego zlecenia, nie przeczyta powieści i zachęca do bojkotu książki Davida Lagercrantza. Dla niego taka pośmiertna kontynuacja dzieła Larssona jest wyrazem braku szacunku. I nie jest bynajmniej człowiekiem, który rzuca słowa na wiatr. Sam kilka lat temu, będąc już znanym pisarzem, otrzymał od duńskiego producenta filmowego propozycję stworzenia kontynuacji klasycznej już szwedzkiej serii o komisarzu Martinie Becku stworzonej przez parę Sjöwall & Wahlöö. Jednak odmówił, bo chciał zachować wolność twórczą i to właśnie wówczas postanowił stworzyć własny cykl z podkomisarzem Carlem Mørckiem.

      A czy czytać książki Jussiego Adler-Olsena? Podobnie do Lotty Olsson, zaczęłam czytać serię od „Wybawienia”, więc pewnie dostałabym burę od autora. Z informacji, do których dotarłam wynika, że trafiłam od razu na najlepszy tom z serii. Sam pisarz podkreśla, że można je czytać osobno, ale w końcu kontynuuje pewne wątki przez całą serię, więc lepiej poznawać je od początku. Dopiero na 174 stronie wciągnęłam się; powiedzmy, że przy tomiszczu na 534 strony to może nie jest zły wynik, ale faktem jest, że odkładałam kilka razy książkę, której akcja na początku jak dla mnie nieco się rozwlokła. Zostajemy rzuceni w sam środek wydarzeń, a te się początkowo kotłują i być może fakt, że zaczęłam czytać serię od trzeciego tomu sprawił, że trochę mi zajęło wejście i w klimat powieści, i rozeznanie się, o co tutaj chodzi. Departament Q jest czymś w rodzaju krakowskiego Archiwum X; to tu trafiają nierozwiązane przez lata sprawy. Mørck dostaje butelkę z listem wyłowioną w okolicach Orkad kilka lat wcześniej. List jest napisany krwią po duńsku. Zaczyna się śledztwo. My, jako czytelnicy bardzo szybko dowiadujemy się kto zabił, całe napięcie sprowadza się do śledzenia pracy Mørcka i jego asystenta. Czy trafią na trop zabójcy, czy uwolnią jego kolejne ofiary? Wcześniej widziałam jedynie „Zabójców bażantów”, naprawdę bardzo dobrze zrobiony, trzymający w napięciu film. Na mojej prywatnej liście „Wybawienie” zajęłoby nieco niższe miejsce od lokaty, którą przypisała mu tuza szwedzkiej krytyki literackiej. Wolę mniej mroczne skandynawskie klimaty i nordic noir nie ukradł mi czytelniczego serca, chociaż nie ukrywam, że po dotarciu do strony 174 nie byłam już w stanie oderwać się od tej powieści.

      Recenzja Wybawienie, Jussi Adler-Olsen, Słowo/ obraz terytoria, Gdańsk 2014. Tytuł oryginału: Flaskepost fra P (2009). Przełożyła: Joanna Cymbrykiewicz. Redakcja i korekta: Anna Mackiewicz. Projekt typograficzny: Stanisław Salij. Projekt okładki: Jan Rosiek. Wydanie pierwsze. ISBN 978-83-7453-211-2. Str. 534. Książka zawiera przypisy.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwo słowo / obraz terytoria.

       



      Źródła: www.gp.se (Stefan Sauk får Stora ljudbokspriset), ”Dagens Nyheter” (Lotta Olsson: Jussi Adler-Olsen kunde skriva redan i debuten), Huffingtonpost ('The Marco Effect' A Talk With Jussi Adler-Olsen), „Politiken” (Derfor læser europæerne Jussi Adler-Olsen), „Der Spiegel” (Bestsellerprojekt: Jussi Adler Olsen ruft zu "Millennium"-Boykott auf), Booklips.pl (Ekranizacja „Kobiety w klatce” z najlepszym otwarciem w 2013 roku! W Polskich kinach od 29 listopada), Wyborcza.pl (Skandynawski kryminał na ekranie: świetna „Kobieta w klatce”)

       

      Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 września 2015 12:49

Kalendarz

Grudzień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014