Recenzentka

Wpisy otagowane „2014”

  • wtorek, 13 września 2016
    • Grząskie piaski, Henning Mankell, czyli jak żyć według mistrza szwedzkiego kryminału

      Mistrz szwedzkiego kryminału wchodzi w buty Kurta Wallandera i ścigając się ze śmiercią próbuje rozwikłać zagadkę życia. Swojego i życia człowieka na Ziemi. Oto Henning Mankell bez retuszu; odkrywający siebie z umiarem typowym dla Szweda, dla którego wszystko jest najważniejsze, poza nim samym. Jeśli więc żyć, to jak? 

       

      Grzskie_piaski_Henning_Mankell1

       

      Grząskie piaski zapamiętane zostaną, jako testament literacki – manifest Mankella. Osobliwy i wyjątkowy głos pisarza, który bardzo świadomie odmierza ostatnie godziny życia. Wraca do przeszłości po refleksję i zadumę nad światem. Konstatuje jego przemijalność; wychwytuje chwile istotne dla wyostrzenia prawdy o otaczającej nas rzeczywistości. Chce koniecznie powiedzieć nam coś ważnego, dokończyć to, na co już nie znalazł miejsca w swoich książkach; coś co potrzebował poddać głębszemu namysłowi, ująć w ramy dosłowności, która jest konieczna, gdy rzeczy wymagają nazwania ich po imieniu. Powie, że pisanie oznacza dla niego „zaglądanie w najciemniejsze kąty i oświetlanie latarką tych miejsc, które inni starają się ukryć”. Podobnie będzie z jego autobiograficzną książką. Pojawi się tu uczucie dyskomfortu, tak naturalne dla rozmowy na trudne i niewygodne tematy. Henning Mankell przenosi nas z oswojonego poziomu kryminalnej rozrywki na półkę dedykowaną zadumie. Wypuszczając się na filozoficzno-etyczne rozważania chce jeszcze raz użyć swojej popularności, żeby uderzyć w sumienia czytelników.

       

      Jeśli ktoś szuka książki o pasji życia, to chyba najlepiej oddaje ją człowiek świadomie przeżywający każdy dodatkowy, podarowany niejako dzień. Wspomnienia układają się w Grząskich piaskach w przemyślany scenariusz, w którym praca pamięci służy zgłębieniu zagadki i udzieleniu odpowiedzi na pytanie, jak żyć. Myślowy skrót i z premedytacją wyselekcjonowane prywatne informacje przenoszą nas z punktu do punktu, a na linii czasu powstaje osobliwy wzór: bez zawahań, wyraźnie nakreślony, jakby świadomość odpowiedzi wyostrzała się ze strony na stronę. Henning Mankell staje się tutaj mędrcem, dla którego literacka przestrzeń jeszcze raz posłuży ważnej sprawie.

       

      Prywatne miesza się publicznym, jakby z premedytacją Mankell chce podkreślić, że nie ma decyzji bez związku na rzeczywistość. Że każdym swoim krokiem coś w niej poruszamy, coś odciskamy, coś przesuwamy na mapie dnia. „Mój kraj jest zbudowany na imigracji i emigracji. Wszyscy skądś przybyliśmy lub wyjechaliśmy i potem powracaliśmy. Moi przodkowie pochodzili z Francji i z Niemiec”, napisze odnosząc się do bieżących spraw, z którymi świat nie potrafi sobie poradzić. „Z matką spotkałem się dopiero, kiedy skończyłem piętnaście lat”, powie i doda, że „zrobiła to, co zwykle robią mężczyźni – zostawiła nas”. A za chwilę przedłoży argumenty przemawiające za większą obecnością kobiet w polityce, podkreślając niesprawiedliwość świata, w którym „mężczyźni mają władzę, a kobiety odpowiedzialność”. Wspomnienia z prowincji Härjedalen, z długimi i mroźnymi zimami, gdzie dorastał, przeplata Mankell z opowieścią o Gustawie Fredriku Hjortbergu, jednym z uczniów Linneusza i uczestnikiem co najmniej trzech wypraw do Chin ze szwedzką Kompanią Wschodnioindyjską. Wspomnienia z Zambii, gdzie mieszkał przez część lat osiemdziesiątych przeplatają się z historią o wyprawie Thora Heyerdahla na legendarnej tratwie „Kon-Tiki” między wyspami Oceanu Spokojnego a wybrzeżem Ameryki Południowej, gdzie Norweg zaobserwował niezliczone ilości śmieci unoszących się na morzu. Opowiada Mankell o ludziach próbujących wyrwać się z koszmaru nędzy i wojny, usiłujących dostać się do bogatej Europy, o ich życiu pozbawionym radości, żeby za chwilę wrócić do 1972 roku, pokazać się nago i oddać zimno, jakie poczuł w stopy stojąc zdumiony odpowiedzią od wydawcy, który zdecydował się opublikować jego pierwszą powieść. Henning Mankell ucieka od siebie i pewnie niejeden czytelnik poczuje, że jego ciekawość pisarzem nie została zaspokojona. Ale migawki z życia prywatnego, choć tak skąpo serwowane, wiele mówią. To nie przypadek nimi rządzi, a rozmyśle rozplanowanie tej autobiograficznej historii.

       

      Zafundował sobie Mankell wyjątkowo trudne dojrzewanie. Czuć w nim ogromną potrzebę wolności i równie dużą świadomość, jak ją osiągnąć. Rezygnuje z filologii klasycznej w Wyższej Szkole Powszechnej w Borås, bo nie widzi sensu w narzucanej edukacji; woli własną ścieżkę, własne wybory. Książki, które dźwiga ze sobą w najdalsze zakątki świata podpowiadają mu tropy, którymi eksploruje rzeczywistość. Bierze garściami od innych pisarzy, od Hemingwaya nauczył się nie patrzeć wstecz, przeć na przód. „Moim nauczycielem byłem ja sam oraz ludzie mijający mnie na ulicach, spiesznie zbiegający schodami do metra”, napisze w jednym miejscu. A ma wyjątkowe szczęście do ludzi. Pozna właściciela hotelu, Francuza, który w swoim czasie studiował filozofię w Paryżu z Michelem Foucaultem. Miał okazję przyglądać się pracy Dario Fo i jego żony Franki Rame i założonej przez nich trupie teatralnej La Comune. W latach sześćdziesiątych pracuje na czarno w małym warsztacie renowacji klarnetów i saksofonów. To tam nauczy się, że w życiu trzeba dokonywać wyborów. Zmieniają się kontynenty, kraje. Zmienia się świat. „Dorastałem w epoce kartonu, ale z czasem zastąpiła ją era plastiku”, powie. Zmienia się Mankell. Gdy zaczyna pisać, wie już, że ma raka. To tu zaczyna się opowieść, która kończy się w miejscu fundamentalnych reguł, tego co esencjonalne. Tego, dla czego warto żyć.

       

      I pisze Mankell o odkrywaniu własnej tożsamości. O tym dziwnym przekraczaniu granicy samoświadomości. Pokazuje nam człowieka współczesnego w swojej bezrefleksyjnej działalności. Jego samotność, bezradność i rosnące tempo życia. Obnaża nas w brutalny sposób. Pokazuje prawdę, od której się zasadniczo odwracamy. Pokazuje ludzi w pogoni za pieniądzem, zachłystujących się bogactwem, skupionym na jego pomnażaniu, tracących sens życia. Ludzi w cyklu niszczenia, siebie i natury, coraz bardziej bezbronnej w morderczej walce o przetrwanie. A w nieustannym cyklu narodzin i śmierci rodzi się refleksja, że najważniejsza jest nadzieja. „Musimy nieustannie dbać o to, by nadzieja była w nas silniejsza od rezygnacji. Tam, gdzie umiera nadzieja, kończy się życie”, powie. Ale ważna jest też radość, bo „odebranie człowiekowi radości życia jest niczym amputowanie jego duszy”. Ważna jest również zdolność zadawania pytań, bo jak wyjaśni Mankell, to „czyni nas ludźmi”. A być może najważniejsza jest miłość, zakończy mistrz mrocznych historii ze Szwecji. Zaskakując. Bo przewrotnie radość jest tym, co najmocniej wybrzmiewa z tej smutnej książki.

       

      Recenzja: Grząskie piaski, Henning Mankell, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015. Przełożyła: Ewa Wojciechowska. Tytuł oryginału: Kvicksand (2014). Wydanie I. Redakcja: Jan Koźbiel. Korekta: Małgorzata Denys, Magdalena Marciniak, Dorota Nowak. Adiustacja: Karolina Wąsowska, Marta Radziwonka. Projekt okładki i strona tytułowych: Krzysztof Rychter. ISBN 978-83-280-2688-9. Stron 318.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_W.A.B.3

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1546 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 września 2016 19:16
  • niedziela, 04 września 2016
    • Tym były książki dla Henninga Mankella

      Książki. Zawsze sięgam po nie w ciężkich chwilach, uciekam w tekst w poszukiwaniu ukojenia, pocieszenia czy choćby odrobiny przestrzeni. Uciekałem do nich, gdy kończyła się miłość, kiedy jakiś spektakl okazywał się klapą albo nie udało mi się dokończyć pisania książki. Teraz miały przede wszystkim zająć moje myśli czymś innym niż choroba, abym mógł zebrać siły.

           Tak też się stało. Na moim biurku zawsze leżą nieprzeczytane książki, ale tym razem zrobiłem coś nietypowego. Pomyślałem, że nie mogę sięgnąć właśnie po nie, te, których jeszcze nie znam, mimo że ich autorami są cenieni przeze mnie pisarze. Nie mogłem sięgnąć po nic nowego, nieznanego. Otwarcie nowej książki jest jak wyruszenie na ekspedycję, badanie nowych terenów, a ja mogłem tylko dreptać w miejscu. Przeczytałem nawet jedną stronę, ale niczego nie zrozumiałem. Słowa były jak zamknięte drzwi, a ja nie miałem klucza, by je otworzyć.

           Na moment ogarnął mnie strach. Czyżby książki miały mnie zdradzić? Właśnie teraz, kiedy najbardziej ich potrzebuję?

           Na szczęście tak się nie stało. Kiedy sięgnąłem po przeczytaną już wcześniej książkę, słowa otworzyły przede mną drzwi. Zrozumiałem, że nie mam siły na to, co nowe, nieznane. Ale to, co już znałem z wcześniejszego, czasem nawet kilkakrotnego czytania, oddziaływało  na mnie tak samo jak zawsze. Czytałem więc, odsuwając myśli od choroby.

       

      Grzskie_piaski_Henning_Mankell

       

      Cytat z: Grząskie piaski, Henning Mankell, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015. Przełożyła: Ewa Wojciechowska. Tytuł oryginału: Kvicksand (2014). Wydanie I. Redakcja: Jan Koźbiel. Korekta: Małgorzata Denys, Magdalena Marciniak, Dorota Nowak. Adiustacja: Karolina Wąsowska, Marta Radziwonka. Projekt okładki i strona tytułowych: Krzysztof Rychter. ISBN 978-83-280-2688-9. Stron 318.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       Logo_W.A.B.2

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1546 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 września 2016 14:04
  • poniedziałek, 11 lipca 2016
    • Płyń z tonącymi – Lars Mytting, czyli najlepsza współczesna powieść norweska z Szetlandami w tle

      Jest dwóch żyjących, współczesnych pisarzy, którym można powierzyć napisanie instrukcji obsługi odkurzacza, z absolutnym prawdopodobieństwem, że to będzie światowy bestseller. Jeden z nich to Zygmunt Miłoszewski (o jego „Gniewie” piszę tutaj), drugi to Norweg Lars Mytting znany z hitu „Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie”. I w przeciwieństwie do, potężnie lansowanego Knausgårda, Mytting naprawdę ma talent. Na przykładzie Płyń z tonącymi można doświadczyć kompulsywnego ataku czytania. I wiele składa się na to, że powieść o rodzinnej tajemnicy, z Norwegią i Szetlandami w tle, jest tak uzależniająca.

       

      Py_z_toncymi_Lars_Mytting2

       

      Ale zacznijmy od tego, co się tutaj w skrócie dzieje. Lars Mytting z głównej postaci Edvarda Hirifjella robi swojego równolatka. Obaj urodzili się w 1968, ale Edvarda poznajemy, gdy ma 23 lata. Jest 1991 rok, a my przenosimy się ok. 170 km na północ od Oslo, na wysokość Lillehammer, na tyły Saksum do niewielkiej norweskiej wioski, od której nigdy nie odklei się określenie: zwyczajna. „Znaleźć tu można to wszystko, co w każdej wsi. Spółdzielnię rolniczą, krawcową, pocztę i sklep. Lokalną drogę, na której zimą karetki pogotowia zakopują się w śniegu. Odrapane domy zamieszkane przez ludzi, którym nie chce się nawet wypełniać deklaracji podatkowych”. Chłopak mieszka ze swoim dziadkiem Sverre, wspólnie uprawiają ziemniaki, które z powodzeniem sprzedają dalej i hodują owce. Rodzinny interes i pola malowniczo położone 540 metrów nad poziomem morza, to kwintesencja ich małego życia. Ale od zawsze działo się coś, co zakłócało idyllę. Spojrzenia, zaczepki. Komentarze niedające spokoju. Przeszłość dziadka budziła w mieszkańcach coś nieprzyjemnego, co wprawdzie nie wymknęło się nigdy poza pewne granice, ale wypełniło mężczyzn substancją, która starszego pana trzymała z dala od sąsiadów, a w Edvardzie wywoływała odruch obrony. Dowiadujemy się, że chłopak został osierocony. W nie do końca wyjaśnionych okolicznościach w 1971 giną jego rodzice na wycieczce we Francji, gdy ma zaledwie trzy lata. On sam przez kilka dni jest zaginiony w miejscu wypadku, po czym zostaje podrzucony do lokalnej przychodni. To właśnie dziadek i jego zmarła później żona Alma zajmie się wychowywaniem chłopaka, i jak okazuje się, całe życie próbował przekazać wnukowi pewną informację, trzymając go jednocześnie z dala od jej najważniejszej części. Jego śmierć otwiera drzwi do kilku odpowiedzi, które komplikuje fakt, że na starszego pana czeka od 1979 gotowa, piękna trumna z brzozy płomienistej, zrobiona i przysłana dla niego z Szetlandów przez jego brata Einara, co jest o tyle niemożliwe, że brat zginął na wojnie.

       

      Na chwilę przerwijmy ten opis, bo żeby lepiej zrozumieć, to, co dzieje się w powieści trzeba na moment pochylić się nad kilkoma źródłami. Polecam w tym miejscu „Drogę na Północ. Antologię norweskiej literatury faktu” i jej najbardziej wstrząsający czwarty rozdział „Rozliczenia 1945 – 1959” (piszę o nim więcej tutaj). Dopiero teraz lepiej odczujemy presję i ciężar życia dziadka naznaczonego stygmatem zdrajcy i kolaboranta i chłopaka, stającego w jego obronie. Kolejną literacką wycieczkę musimy zrobić do dwóch reportaży Ilony Wiśniewskiej Białe. Zimna wyspa Spitsbergen i "Hen. Na północy Norwegii" (piszę o niej w trzech odsłonach: tutaj, tutaj i tutaj), to z kolei, żeby jeszcze głębiej zajrzeć w duszę Norwegów. Ale też, żeby zrozumieć, dlaczego Edvard broni się przed związkiem z Hanne. Dlaczego trzyma się gospodarstwa dziadka i prostego życia. Dlaczego nigdy nie wyjeżdża dalej, a jego świat kończy się na ulicy Søre Ål w Lillehammer.

       

      Dziwna sytuacja z trumną prezentem od nieżyjącego brata dziadka i rozmowa z pastorem Thallaug sprawiają, że Edvard uświadamia sobie, że ma do czynienia z rodzinną tajemnicą, skrzętnie ukrywaną przed nim przez dziadka. Sprawę komplikuje informacja o rzekomym majątku, który należy do rodziny. Czy Edvard odkryje prawdę i co ona będzie dla niego oznaczać? Znamienne są słowa pastora „Niektórzy żyją najlepiej, zbijając prawdę jak z desek. Nawet jeśli wyjdzie trochę krzywa i dziurawa, to może wytrzyma. I dla wielu trzyma całe życie”. Ale chłopaka nie zaspakaja połowa prawdy. Rusza w drogę szlakiem skąpych znaków, szczątkowych informacji. Układa z nich mapę, która prowadzi go do kolejnych miejsc i ludzi. Co tam znajduje? Czy pogodzi się z prawdą? I jak go odmieni to poszukiwanie?

       

      Powieść Larsa Myttinga to piękna, wieloznaczna historia o odkrywaniu siebie. Siebie jako człowieka. Siebie jako mężczyzny. Ale też własnego pochodzenia i tego, co ono oznacza dla człowieka. Ale Płyń z tonącymi to też powieść o Norwegach i ich duszy, w której to co dawne, zakorzenione w świecie wikingów, wciąż ożywa w pamięci zbiorowej. O ich poczuciu wspólnoty i dbaniu, żeby trwała godnie. O ich związkach z naturą, rozpoznawaniu jej skomplikowanej gry i dostrajaniu się do jej rytmów. To piękna historia o pięknym kraju, któremu udało się zachować charakter narodowy, ale też zawalczyć o dobre życie. I o tym, że o życie w zgodzie ze sobą, własną przeszłością trzeba nieustannie zabiegać. Ale to też powieść o pasji i poświęceniu. O wyborach, które zawsze odbywają się czyimś kosztem. O chciwości dziedziczonej z pokolenia na pokolenie, która zamienia ludzi w polującą i bezwzględną zwierzynę. O pozorach szczęścia, którymi są status, majątek i prestiż. Wreszcie o wielkiej miłości, która wiąże się z jeszcze większym poświęceniem. I w końcu o tym, ile kosztuje chronienie najbliższych przed prawdą, która mogłaby ich zabić.

       

      Sukces tej powieści zasadza się na zetknięciu dojrzewającego, młodziutkiego chłopaka z przeszłością, którą nosi w sobie jego dziadek. Elektryzujące napięcie budowane przez lata, gdy starszy pan z taką konsekwencją broni wnuka przed nieoczekiwaną dla niego prawdą, mówi nam więcej o miłości, oddaniu i przywiązaniu, niż jakakolwiek deklaracja. Edvard jest dwudziestotrzyletnim chłopakiem. Do tej pory świat docierał do niego za pośrednictwem dziadka. A dziadek, to to, co piękne, trwałe i niezmienne. Czy jednak zawsze? Przy kojących dźwiękach kantat Bacha, symfonii Beethovena i Mahlera dyrygowanych przez Furtwänglera albo Klemerera słuchanych przez starszego pana, przy „szeleście dochodzącym z zagajnika, gdzie rosły brzozy płomieniste” dorastał chłopak zżywający się z naturą, której oswajanie oznaczało pokonywanie strachu przed jej siłą, rozumienie potrzeb ziemi, dostrajanie się do zmieniającej się pogody i coraz lepsze rozpoznawanie znaków przyrody. Dziadek będzie drogowskazem, swojego rodzaju wskazówką w kompasie życia, według której Edvard porusza się po świecie. Chłopak jest przesiąknięty wiedzą, której nie da się zdobyć z podręczników. Jest współodczuwającą częścią tego ekosystemu. Jest coś pięknego i jednocześnie pogańskiego, gdy Lars Mytting pisze o nagiej ziemi, dodając, że nie może leżeć naga, bo „każdy rozkopany kawałek czarnoziemu był jak rana. Przyciągał chwasty, które na nim rosły i go okrywały”. I można się zastanawiać, do jakiego stopnia, gdy pisze te słowa, wciąż są to tylko opisy natury, a w którym miejscu mówi o nas, ludziach i naszej bezbronności, gdy otwarci na świat, tuż po okresie dojrzewania przyciągamy do siebie niewłaściwych ludzi. Po części stanie się tak z Edvardem, którego niewinność, mieszająca się z naiwnością słabo go chroni przed cynizmem i wyrachowaniem, z jakim zetknie się już za chwilę.

       

      Płyń z tonącymi w poruszający sposób pokazuje też chłopaka, dorastającego do dojrzałego uczucia. Inicjacja Edvarda do głębokiego związku prowadzi ścieżkami ślepych fascynacji, uleganiu chwili, podczas których miesza się rozsądek z nagłymi olśnieniami. Walczy o siebie, prawo do bycia sobą, ulegając jednocześnie pokusom wygodnego życia. Uwielbia „ciepło i równowagę” Hanne, ale ucieka od „ołowianego ciężarka, który w sobie nosiła i który chciała przywiązać mu do nogi”. Wzdryga się, na jej oczekiwania, żeby robić to, czego oczekuje społeczeństwo. On szuka. Nie tylko wyjaśnienia zagadki rodzinnej, czuje, jakby „stał przed zamkniętymi drzwiami, za którymi kotłuje się przeszłość. I jakby szukał kluczy, wiedząc, że ta przeszłość po drugiej stronie robi to samo”. Ale po drugiej stronie jest też on, rozdarty, szukający odpowiedzi na niepokojące pytanie: „Kim jestem, kim jest prawdziwy ja, ten którym jestem przede wszystkim”. A rozdarty ulega impulsom. Fizyczne zauroczenie, zbliżenie dają pozory związku, ale też uzależniają. To chłopak, który nie potrafi powiedzieć kim będzie po odkryciu prawdy o swojej rodzinie, ale świadomy tego, że na końcu tej drogi będzie innym człowiekiem. I świadomy też wewnętrznej walki, jaką toczy sam z sobą o siebie dorosłego. Bo w zależności, kto w nim teraz zwycięży, zaważy to przecież na całym jego życiu. Czy stanie się spełnionym czy pozostanie rozdartym na zawsze człowiekiem?

       

      Szukając tła dla opowiedzenia tej historii Lars Mytting zbudował misterną konstrukcję, gdzie historia współczesnej Norwegii miesza się z jej korzeniami w świecie wikingów, co tak znamiennie jest widoczne na Szetlandach, gdzie prowadzą poszukiwania Edvarda. W nazwach miast i wsi, w nazwach kutrów wciąż drzemie tam pamięć o dawnej, norweskiej przeszłości wysp utraconych w tak absurdalny sposób w 1472 na rzecz Szkotów. Pamiętają też współcześni mieszkańcy Szetlandów, którzy wciąż nie mogą zapomnieć swojej przeszłości, życia wśród wolnych wikingów, którzy tak brutalnie zostali zdegradowani do pańszczyźnianych chłopów przez zaborczych Szkotów. Przeszłość Einara, którego zawierucha wojenna sprowadziła na wyspy łączy się z historią norweskiego ruchu oporu, który stąd właśnie organizował swoje akcje. Ale „stare ślady, które nie dają spokoju” prowadzą też Edvarda nad Sommę, do jednej najkrwawszych bitew z pierwszej wojny światowej, do obozu dla kobiet na północ od Berlina i „księżycowego krajobrazu sadyzmu i cierpień” w Ravensbrück.

       

      Odkrywane dokumenty, listy, ukryte przesłania, zakamuflowane wskazówki, rozmowy z kolejnymi osobami prowadzą Edvarda coraz bliżej rozwiązania zagadki. Hipnotyczna, wciągająca narracja łączy w sobie najlepsze przykłady świetnej szkoły pisania, gdzie nie brakuje fabularnych twistów znamiennych dla najbardziej wytrawnych autorów thrillerów czy kryminałów. Z podobnym napięciem i oczekiwaniem, zachłannie poruszamy się po kolejnych stronach powieści. Język Larsa Myttinga przesiąknięty jest magnetyczną i jednocześnie kojącą dawką pierwotnej siły, wewnętrznego ciepła i spokoju. Gra emocji rozgrywa się na jednej linii melodycznej z szaleństwami przyrody. Tutaj pełnej furii, jak morze uderzające o brzegi, niemal połykające otaczającą rzeczywistość, groźne w swojej sile, jednocześnie piękne, uderzająca kolejnymi odsłonami.

       

      Parafrazując Kanta, Lars Mytting napisze w pewnym momencie „niebo nade mną, morze wokół mnie”. I gdyby prześledzić powieść to zawsze te najbardziej dramatyczne, wymagające najtrudniejszych decyzji sytuacje rozgrywają się w żywiole wody. Na morzu giną Norwedzy walczący w ruchu oporu, woda zabije jego rodziców, morze rozstrzygnie jego związek z Gwen i przywróci mu utraconą pamięć o przeszłości. W morzu znajdzie Einar sojusznika do ukrycia swojej tajemnicy. I tak, jak wyspa, na której Edvard szuka odpowiedzi na temat swojej przeszłości, rano po szetlandzkiej wichurze, objawi się „wymyta przez morze”, tak my ostatecznie poczujemy oczyszczającą moc poszukiwania prawdy. 

       

      Recenzja: Płyń z tonącymi, Lars Mytting, Smak Słowa, Sopot 2016. Przekład: Karolina Drozdowska. Tytuł oryginału: Svøm med dem som drukner (wrzesień 2014). Edytor: Anna Witajska. Redakcja i korekta: Małgorzata Jaworska. Projekt graficzny i skład książki: Agnieszka Karmolińska. Projekt okładki: Agnieszka Karmolińska. ISBN 978-83-64846-54-0. Stron: 470.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_Smak_Sowa2

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1504 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Płyń z tonącymi – Lars Mytting, czyli najlepsza współczesna powieść norweska z Szetlandami w tle”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lipca 2016 16:39

Kalendarz

Maj 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014