Recenzentka

Wpisy otagowane „2017”

  • niedziela, 09 lipca 2017
    • Jak pisać o zimie? - cytat

      Ziemia chwilowo jest martwa. Kilka miesięcy zimy i łagodne stoki z obu stron doliny pokrył pancerz śniegu. Twardy, ale cienki, chroniący miękki biały miąższ. Zwierzęta i ludzie stąpają po nim lekko jak duchy. Nie wszystkie zwierzęta, tylko te na miękkich łapach, trochę popękanych od mrozu, ale pewnie unoszących ich gęste futra metr czy dwa nad zamarzniętą ziemią. Inne co trzy, co dziesięć, co dwadzieścia kroków zapadają się po wzdęte z głodu brzuchy. Dlatego starają się przeczekać. Unikają polerowanych zimnym wiatrem łąk szeroko opadających do potoku na dnie doliny. Polegują między mocnymi pniami drzew u podstawy niewysokiej, ale stromej góry. Góry, za którą - pozornie, bo tak naprawdę za kolejną i kolejną, i kolejną, i jeszcze dalszą - właśnie zachodzi wyblakły księżyc. Przez całą noc cierpliwie prowadził korowody śniegowych wdów, diabłów, wiedźm i bałwanów zastygłych na stromej leśnej rafie zalanej stężałym śniegiem i perłowym światłem. Góra niczym się nie wyróżnia. Ciekawe, czy kiedy powstawała podczas fałdowania była wulkanem, czy może przeciwnie, oazą spokoju, całą w prawkwiatach albo praśniegu, w którym mrużąc oczy, tonęły prakopytne.

       

      Pan_wszystkich_krow_Andrzej_Dybczak1

       

      Cytat str. 117: Pan wszystkich krów, Andrzej Dybczak, Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2017. Wydanie I. Redakcja: Krystyna Bratkowska. Korekta: Dorota Dul. Projekt graficzny, skład i łamanie: Anna Zabdyrska. Stron 200. ISBN 978-83-62795-49-9.



      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo Wydawnictwo Nisza

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 lipca 2017 23:53
  • środa, 05 lipca 2017
    • Słońce kryło się właśnie za górami

      Słońce kryło się właśnie za górami, pomiędzy mną a szybko matowiejącym niebem rozpościerał się tylko dziurawy parasol z długich listków wierzby. Za chwilę miały pojawić się między nimi pierwsze gwiazdy. Przerzedzonymi koronami drzew kołysał wieczorny wietrzyk. Było bardzo cicho. Już daleko za nami pozostała wiosna, skończyło się burzliwe lato, nawet ten przejrzysty, rudy jesienny dzień chylił się ku końcowi. Został tylko biorący wszystko w posiadanie chłód. Cisza też była chłodna. Podobnie jak pustka. Pustka nad pochylonymi łąkami poprzecinanymi w poprzek językami skłębionych iw i zwarzonej tarniny. Pustka wzgórz otaczających te łąki. Pustka tego przezroczystego nieba, prawie pozbawionego koloru, jakby kryło w sobie już tylko stały, monochromatyczny blask. Wszystko to sprawiało wrażenie opuszczonego nie tylko przez zwierzęta, owady i wszystkie inne możliwe formy życia, ale jeszcze przez kogoś. I nie, nie chodzi o człowieka. Niestety, akurat człowiek tam był.

       

      Pan_wszystkich_krow_Andrzej_Dybczak

       

      Początek książki: Pan wszystkich krów, Andrzej Dybczak, Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2017. Wydanie I. Redakcja: Krystyna Bratkowska. Korekta: Dorota Dul. Projekt graficzny, skład i łamanie: Anna Zabdyrska. Stron 200. ISBN 978-83-62795-49-9.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

        

      Logo Wydawnictwo Nisza

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      środa, 05 lipca 2017 20:54
  • poniedziałek, 19 czerwca 2017
    • Zaczytana Łódź na zielonym szlaku Górnej

      Pomagając przy krakowskim Festiwalu Miłosza dostałam kiedyś bojowe zadanie. Miałam odprowadzić Jerzego Jarniewicza z Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego do Pawilonu Wyspiańskiego, gdzie prowadził „Lekcję czytania”. I wówczas jeden z najsłynniejszych łodzian opowiedział mi o jego rodzinnym mieście znanym m.in. z największej liczby parków. Pomyślałam wówczas, że chciałabym je zobaczyć. W niedzielę w samo południe idę aleją lip ciągnąca się od pl. Niepodległości. Potężne pnie drzew trzymają w mocnym uścisku sąsiadujący plac tworząc coś w rodzaju zielonej bramy - wejścia do niemal 10 hektarowego Parku im. Legionów. Spotykam, jak zwykle w Łodzi, zaczytanych mieszkańców.

       

      Lodz_Park_im_Legionow_aleja_lip

       

      Zdjęcie: Zapytałam, co czyta Pani na zdjęciu. Okazało się, że „Księżyc nad Zakopanem” Marii Nurowskiej, na zmianę z książkami Olgi Tokarczuk.

       

      Niedzielny spacer z „Zieloną Łodzią” z założenia miał prowadzić zielonym szlakiem Górnej. Nie rozróżniam jeszcze za bardzo tutejszych dzielnic. Sama mieszkam na ulicy, która w połowie należy do Śródmieścia, tu stoi mój blok, reszta to Widzew. Górna z niczym mi się nie kojarzyła, a już najmniej z literaturą. A powinnam się już przyzwyczaić, że w Łodzi wszystko ma coś wspólnego z książkami. Więc jeśli kiedyś przyjedziecie tutaj, przejdźcie się tym szlakiem. A żeby Wam się dobrze szło polecam bajecznie miękkie tenisówki Newfeel soft 540 (Decathlon, 129,99 zł), które testuję już od pewnego czasu podczas miejskich ekspedycji i mój entuzjazm dla nich rośnie z każdym dniem.

       

      A historia szlaku Górnej zaczyna się tak. Kiedyś łódzka ziemia obiecana przyciągała marzących o fortunie cudzoziemców. Reymont to najlepiej opisał. Należał do nich Ernst Leonhardt; przyjeżdża do Łodzi w 1877 i buduje w mieście fabrykę produkującą przędzę czesankową, sukno i tkaniny. Chce mieć tutaj dom, tak powstaje pałac, do którego prowadzi przylegająca aleja lip, którą idę w czerwcową upalną niedzielę. W przeciwieństwie do wielu innych cudzoziemców, Leonhardt nie zamierza się asymilować, chce podtrzymywać tradycje niemieckie. Zadba, żeby w mieście powstała np. szkoła niemiecka. Dorzuci w ten sposób swoją cegiełkę do wielokulturowego łódzkiego tygla.

       

      Lodz_paac_w_ktrym_mieszka_Leonhardt

       

      Zdjęcie: pałac, w którym mieszkał Leonhardt. Obecnie Urząd Stanu Cywilnego Łódź-Górna

       

      Zamykamy oczy i przenosimy się do XIX wieku: słyszymy uderzenia piłeczek na pobliskich kortach i plusk wody w okolicznych stawach, czujemy zapach drzew owocowych. Otwieramy oczy i widzimy plac zabaw w miejscu dawnych kortów, magnolie, cisy, brzozy i klony w miejsce sadu. Można tu spotkać nietypową dla Polski brzozę Ermana. Mijamy budynki fabryczne. Kiedyś dbano o doświetlenie dużych hal, tak żeby słońce nie raziło robotników. Stąd, gdy widać gdzieś w Łodzi pofabryczną zabudowę z oszklonym spadzistym dachem, to wiadomo, że jest to północna strona. Gdyby ułożyć mapę miasta, okazałoby się, że większość nazw ulic, budynków w jakiś sposób jest związana z literaturą. W sercu parku stoi Dom Dziecka nr 6 im. St. Jachowicza (Łódź, ul. Bednarska 5), tego samego, który napisał „Chorego kotka”.

       

      Lodz_Dom_Dziecka_nr_6_im._St._Jachowicza_d_ul._Bednarska_5

       

      Zdjęcie: Dom Dziecka nr 6 im. St. Jachowicza (Łódź, ul. Bednarska 5)

       

      Wychodzimy na ul. Sanocką. Pod numerem 22, na tzw. „osiedlu ZUS” mieszkał Dawid Sierakowiak, autor pamiętnika, który rozpoczął przed wojną i kontynuował w getcie. Zaraz po utworzeniu getta w Łodzi, 8 lutego 1940 cała jego rodzina została tam przesiedlona. Zmarł z głodu 8 sierpnia 1943. Pierwsze dwa zeszyty pamiętników odnaleziono w 1948. Zostały wydane bez wprowadzania jakichkolwiek zmian, skrótów w „Biuletynie Żydowskiego Instytutu Historycznego”. Ujednolicono jedynie pisownię i znaki przestankowe i wprowadzono akapity, z których autor zrezygnował pewnie dla zaoszczędzenia miejsca. W 1960 oba zeszyty ukazały się w formie książki nakładem wydawnictwa „Iskry”. 6 lat później odnaleziono kolejne trzy. W marcu 2015 wydawnictwo „Marginesy” publikuje pierwsze pełne polskie wydanie dziennika Dawida Sierakowiaka.

       

      Lodz_Sanocka_22

       

      Zdjęcie. Sanocka 22

       

      Wchodzimy do kolejnego parku, zgodnie z łódzką tradycją będzie miał literackiego patrona. Park im. Juliusza Słowackiego, dawny Park Wenecja. Nie przez przypadek tak się kiedyś nazywał. Utworzył go właściciel młyna, a na jego terenie znajdowały się stawy połączone ze sobą licznymi kanałami zasilanymi wodą z Jasienia. Jeszcze w latach 20. XX wieku wejście do parku było odpłatne. Właściciel organizował potańcówki, pokazy ogni sztucznych, loterie itp. Miasto kwitnie, przyciąga nie tylko kolejnych młodych zapaleńców z głowami pełnymi pomysłów, marzących o fortunach, które tu przecież wciąż powstają. W mieście, w którym w 1830 mieszkało ok. 4 tys. osób, niedługo pracę znajdzie pół miliona ludzi. Wśród nich jest siedemnastoletnia Helena Kowalska. Dziewczyna, gdy tylko nauczyła się czytać i pisać, chciała pójść do klasztoru, na co nie zgodzili się jej rodzice. Nie było ich też stać na wiano, które należało wnieść na rzecz klasztoru. Helena postanowiła na nie sama zarobić. Przyjeżdża do Łodzi i zamieszka u wujostwa Rapackich w kamienicy przy Krośnieńskiej 9. Pracować będzie wówczas u tercjanek franciszkańskich. W 1923 pójdzie na służbę do Marcjanny Sadowskiej właścicielki sklepu przy ul. Abramowskiego 29. Pewnego dnia, w lipcu 1924 Helena idzie razem z siostrą na zabawę taneczną do Parku Wenecja. To tu po raz pierwszy objawi się jej Jezus Chrystus. Upamiętni to tablica informacyjna na kasztanowcu rosnącym w północno-zachodniej części parku.

       

      Lodz_park_Sowackiego_dawny_Park_Wenecja_gdzie_miaa_widzenie_w._Faustyna

       

      Zdjęcie: Park im. J. Słowackiego (dawny Park Wenecja), gdzie miała widzenie św. Faustyna

       

      Dzisiaj Helena Kowalska znana jest jako św. Faustyna i jest patronką Łodzi. W kamienicy, w której mieszkała w latach 1922 – 1923 przy ul. Krośnieńskiej 9 powstaje poświęcone jej muzeum i sanktuarium. A co z Parkiem Wenecja? Kosztów działalności rozrywkowej nie pokrywał dochód z biletów. Właściciel chciał rozparcelować park i sprzedać na działki, ale przed takim scenariuszem uratował go łódzki Magistrat. Park przeszedł na własność miasta w 1937 i wówczas otrzymał imię Juliusza Słowackiego.

       

      Lodz_kamienica_przy_ul._Kronieskiej_9_gdzie_mieszkaa_w._Faustyna

       

      Zdjęcie: kamienica przy ul. Krośnieńskiej 9, gdzie mieszkała św. Faustyna

       

      Ci z Was, którzy na bieżąco tutaj zaglądają wiedzą, że Małopolska ma nieocenionego przewodnika w osobie pana Edwarda Fietko. Niniejszym oznajmiam, że jego łódzkim odpowiednikiem jest Anna Musiałowicz z Totutotam, która oprowadziła nas po Górnej.

       

      Lodz_Anna_Musiaowicz_podczas_wywiadu_dla_Telewizji_Polskiej

       

      Zdjęcie: Anna Musiałowicz podczas wywiadu dla Telewizji Polskiej

       

      Spacer miał finał akurat w porze obiadowej. A w niedzielę świętowaliśmy Łódzki Dzień Sushi, którym zakończyłam ten literacki wypad. Skusiłam się na zestaw Philadelphia Maki z mango (26 zł, Bukowiecki Sushi), który powstał oczywiście na moich oczach w najcudowniejszym zakątku na Piotrkowskiej 217. Jeśli kiedyś przyjedziecie do Łodzi, ruszajcie w to miejsce w ciemno. Nawet jeżeli nie będzie tu jakiegoś wydarzenia kulinarnego, w jednej z okolicznych knajpek na pewno zjecie coś dobrego.

       

      Lodz_Lodzki_Dzien_Sushi_Piotrkowska_217

       

      Zdjęcie: Łódzki Dzień Sushi, Piotrkowska 217

       

      Lodz_Bukowiecki_Sushi

       

      Zdjęcie: Łódzki Dzień Sushi, Bukowiecki Sushi

       

      Lodz_Sushi

       

      Zdjęcie: Łódzki Dzień Sushi, Bukowiecki Sushi

       

      Przy tworzeniu tego artykułu korzystałam z informacji opowiedzianych przez przewodniczkę Annę Musiałowicz, z Wikipedii, z „Dziennika Łódzkiego”.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 czerwca 2017 21:18

Kalendarz

Lipiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014