Recenzentka

Wpisy otagowane „2015”

  • poniedziałek, 07 sierpnia 2017
    • Mężczyzna imieniem Ove - film

      Mężczyzna imieniem Ove” jest trzecim na liście najlepiej sprzedających się szwedzkich filmów. Jest też pierwszą szwedzką produkcją, która po sukcesie „Jak w niebie” (Så som i himlen, 2004) Kaya Pollaka 12 lat temu, znowu zdobyła nominację do Oscara w kategorii najlepszego filmu zagranicznego. Uwielbiają go krytycy, doceniają festiwale i polecają sobie widzowie. Ale Hannes Holm reżyserem został przez przypadek. W dodatku bardzo długo omijały go najważniejsze nagrody.

       


      Robił film za filmem, a wciąż przegrywał w walce o tytuły. Tak go to wkurzyło, że zaczął bojkotować szwedzką galę filmową Guldbagge. Do świata X muzy trafił przez przypadek. Podczas koncertu wpadł na Birgittę Svensson, która zaproponowała mu rolę w swoim filmie. Tak zadebiutował w 1981 na ekranie. Potem przez rok pracował jako asystent reżysera. Te doświadczenia otworzyły mu drzwi do pracy w telewizji, gdzie przez kilka kolejnych lat prowadził w SVT programy dla młodzieży. Pod koniec lat 80. zadebiutował reżyserując serial telewizyjny. Potem przyszły pierwsze filmy pełnometrażowe.


      Zabierając się za kolejny scenariusz, nie sądził, że napisze doskonałą adaptację bestsellerowego debiutu Fredrika Backmana. Zdawał sobie jednak sprawę, że jego film będzie oceniany pod kątem świetnej książki Backmana i bał się losu większości adaptacji filmowych, uznawanych zazwyczaj za gorsze od literackich pierwowzorów. Stwierdził jednak, że opowiada własną wersję powieści i tego trzymał się do końca pracy nad scenariuszem.


      Jego zawodowa historia pokazuje, że pracowitość i upór w dążeniu do celu są ostatnim zakrętem na prostej do sukcesu. Dzisiaj nazwisko Holma rozpala hollywoodzkich producentów, którzy kręcą się koło Szweda i kuszą go gorącym Los Angeles. Ale pozycję, którą ugruntował sobie latami czekania, Holm nie zamierza tanio sprzedać. Jak powtarza, w pracy nad filmem, ceni sobie wolność. Od dawna zresztą jest współwłaścicielem firmy producenckiej. I chociaż niewątpliwie duży amerykański hit dałby mu szansę na podejmowanie bardziej ryzykownych decyzji, to jednak zanim zdecyduje o wyjeździe ze Szwecji, dobrze rozważy każdą propozycję pracy. A może obawia się powtórzenia losu Lasse Hallströma, reżysera do wynajęcia, którego wszyscy poznawaliśmy razem z „Dziećmi z Bullerbyn”, zapamiętaliśmy ze świetnego „Co gryzie Gilberta Grape’a”, a ostatnio nie możemy się nadziwić, że robi tyle słabych filmów?


      Hannes Holm to charyzmatyczna postać w szwedzkim krajobrazie. Niepoprawny, buńczuczny, wie czego chce, nie boi się igrać z opinią ani krytyki, ani kolegów po fachu, ani widzów. Bojkotował galę Guldbagge, po odebraniu we Wrocławiu nagrody European Film Award stwierdził, że to ten wieczór, gdy jest lepszy od Boba Dylana, bo pojawił się na uroczystości. A zapytany o pierwszą myśl po odczytaniu werdyktu jury we Wrocławiu, opowiedział o uldze, że wreszcie po dwóch i pół godziny siedzenia będzie mógł wstać. Gdy jechał na galę oscarową zabrał ze sobą żonę, czego nie mógł mu wybaczyć grający Ovego Rolf Lassgård i wiele innych osób, publicznie udzielających mu nagany. Ale Holm chciał w ten sposób docenić Malin, która od dawna była nie tylko jego żoną, ale też partnerką w pracy, asystowała mu na planie, to z nią konsultował każdy etap pracy nad scenariuszem. Zawdzięczał jej tyle, że czuł, że to właśnie ona powinna reprezentować ekipę filmową.


      Szwedzki film pędzi na fali hollywoodzkiej popularności. W 2013 Malik Bendjelloul odebrał Oscara w kategorii najlepszego dokumentu za "Searching for sugarman". Poszczęściło się Alicii Vikander, świętującej sukces drugoplanowej roli w „The Danish girl”. Nie udało się wprawdzie Szwedom powtórzyć losu Ingmara Bergmanna z 1984, gdy jego „Fanny i Alexander” wrócił ze statuetką, ale kinowa popularność „Mężczyzny imieniem Ove” i ciepły odbiór widzów dopowiada osobny komentarz, do długiej i pracowitej drogi Holma.


      Szwedzi są bardzo pragmatyczni ostatnimi czasy w swojej działalności artystycznej. Widzą się chętnie w literaturze popularnej i kinie komercyjnym. „Mężczyzna imieniem Ove” odżegnuje się od wielkich twórców szwedzkiego filmu, zostawiając daleko w tyle kino Bergmana czy Troella . Rzeczywiście jest autorską wersją pierwowzoru literackiego. To świetny kawał dobrego rzemiosła; film skrojony na sukces oglądalności. Historia Ovego, to historia nieco dziwnego starszego pana, który od zawsze miał własne zdanie i swoje poglądy na wszystko. Holmowi udało się opowiedzieć o nim nie zatracając nic ze szwedzkości swojego bohatera, który jak w folkhemmet przystało stoi na straży zasad, przypomni o nich, zostawiając, gdy przyjdzie na to pora „wściekłą karteczkę” i zdziwaczeje do poziomu wyalienowanego staruszka, który nikogo nie lubi, jest opryskliwy i nieuprzejmy. Zabawne u Ovego jest to, jak bardzo szwedzki i jednocześnie nieszwedzki jest w swojej szwedzkości.  


      Jego historia to jedna z tysiąca już nam opowiedzianych bajek dla dorosłych o samotniku, który robi wrażenie gbura, lecz gdy go bliżej poznajemy, ukazuje się nam obraz kochającego i wrażliwego człowieka, zamkniętego w sobie nie bez powodu. Niespodziewane zbiegi okoliczności, skazują go na kolejne wyzwania. Gdy je podejmuje historia otwiera się na  dalsze niuanse. I tak gbur przeobraża się zyskując w naszych oczach. Hannes Holm pokazuje nam, że ludzie nie są oschli z wyboru. Czasem wystarczy nieco serdeczności, nieco nachalnej może przyjaźni, zwykły gest bezinteresownego zainteresowania, żeby roztopić najbardziej zatwardziałe serca. Lubimy takie filmowe przeobrażenia i nadzieję, jaką zaszczepiają nam filmy pokroju „Mężczyzny imieniem Ove”. Chcemy wierzyć w ludzi, w to, że można na nich liczyć, że są dobrzy i potrafią w nas obudzić czułą, choć może zahibernowaną część nas samych. Widziałam w kinie mężczyzn w różnym wieku, ocierających ukradkiem łzy wzruszenia. Bo okrzyknięty najlepszą szwedzką komedią „Mężczyzna imieniem Ove” wzrusza.


      To proste kino przypomina też, że sukces nie polega na pokazywaniu nam coraz bardziej wyrafinowanych dziwactw na ekranie. Przeciwnie, wciąż sukcesem jest opowiedzenie po prostu zwykłej historii, która może się przydarzyć każdemu. A największym sukcesem jest to, że Szwedzi nie udają nikogo innego, zawsze pozostają Szwedami zamieszkującymi zimną Szwecję i przemycającymi nam w tle coś wartościowego ze swojego kraju, mówiąc jednocześnie o najbardziej podstawowych sprawach dotyczących człowieka: o miłości, przyjaźni, wierności, lojalności, śmierci, życiu.


      Mężczyznę imieniem Ove” można zobaczyć w Łodzi w kinie Charlie.


      Źródła: Gd.se, Aftonbladet.se, Sydsvenskan.se, SFI.SE, Aftonbladet.se.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Mężczyzna imieniem Ove - film”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 sierpnia 2017 21:49
  • niedziela, 25 czerwca 2017
    • Roztrzepany tata - cytat

      Może i tata jest profesorem, ale nie jest szczególnie dostojny.

           Często zachowuje się jak mały chłopiec. Bezwstydnie pierdzi przy córkach (mama nigdy tego nie robi). Niezażenowany łazi po domu goły (mamie nie przyszłoby to do głowy). W domu kuca na krześle przy stole, nie słyszy, nie widzi. Wstaje nieobecny i rozpina pasek. Portki mu spadają, a on roztargniony wychodzi z nich. A potem leżą tam jak porzucona ósemka. Mama potrząsa głową, gdy je widzi.

           Ale w przeciwieństwie do niej, tata ma wielką cierpliwość.

           Kiedy jest w pobliżu, wszystko jest jak należy. Każda z córek jest przekonana, że to właśnie ją najbardziej kocha. Całą trójkę otacza ciepłem. Uspokaja po koszmarach. Żartuje, gdy coś jest straszne. I codziennie rano, kiedy mama jeszcze śpi, on wita je w kuchni gorącą czekoladą.

           Jego trzy córki czczą go i pragną być zawsze blisko niego. Ale niestety najczęściej jest w instytucie ze swoimi studentami. W domu siedzi do późna w nocy nad matematycznymi papierami, tak długo, że zasypia na leżance w dużym pokoju. Rano mówi, że nie chciał budzić mamy.

           Zdarza się, że budzi się w środku nocy. Zaspana wygrzebuje się z łóżka i idzie sprawdzić, skąd dochodzi światło. Tata zasnął w dużym pokoju z zapaloną lampką i otwartą książką na piersiach. Śpi w kalesonach.

           Zauważa nocną erekcję taty, chociaż nie wiem, co to. Ostrożnie zabiera książkę, przykrywa go kocem i gasi lampkę. Dlaczego śpi na leżance, zamiast w łóżku? Bo jest roztrzepany.

           Tak mówi mama. Boże, nie bądź taki roztrzepany!

           To cecha szczególna profesorów.

       Wrozba_Agneta_Pleijel_Park_Sniadaniowy

       

      Cytat z: Wróżba. Wspomnienia dziewczynki, Agneta Pleijel, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016. Strona 92-93. Przełożyła: Justyna Czechowska. Tytuł oryginału: Spådomen. En flickas memoarer (2015). Redakcja: Małgorzata Szczurek. Korekta: Ewa Ślusarczyk, Agnieszka Stęplewska. Współpraca redakcyjna: Katarzyna Kościelniak. Projekt graficzny: Przemek Dębowski. Skład i łamanie: Małgorzata Widła. ISBN 978-83-65271-27-3. Stron 275.

       

      Książkę można pożyczyć w Miejskiej Bibliotece Publicznej Łódź-Śródmieście, ul. Brzeźna 10

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 czerwca 2017 19:59
  • czwartek, 22 czerwca 2017
    • Listy krewnych i listy od przyjaciół rodziny

      Listy krewnych i listy od przyjaciół rodziny. Czytałam je w latach dziewięćdziesiątych po śmierci ojca, jako tako je sortując. Żywoty, do których kluczem jest śmierć, o nic nie prosiły. A jednak pojękiwały. Skarżyły się. Wszyscy nieżywi.

           Nie dlatego, że żalą się w listach, ale ponieważ ich życie przeminęło, a jednak - takie niedokończone. Kiedyś zostali ściśnięci, niczym gałęzie wysokich drzew niedostrzegalnie pocierające o swoje korony, jak te tu, przed starym domem w archipelagu.

           Nasłuchuję, gdy nad ranem ściągam ze sznurka ręcznik. Brzmi melancholijnie. Nieco bezradnie. Jest dziesiąty sierpnia, mój ojciec skończyłby dziś sto lat, gdyby żył. Siedzę w dawnym pokoju dziecięcym ciotki Ricki, jest maleńki, z widokiem na zbocze ku cieśninie. Od kiedy byłam dzieckiem, drzewa bardzo urosły. Na dole, przy pomoście stoi wykręcona sosna.

       

      Wrozba_Agneta_Pleijel

       

      Początek książki: Wróżba. Wspomnienia dziewczynki, Agneta Pleijel, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016. Przełożyła: Justyna Czechowska. Tytuł oryginału: Spådomen. En flickas memoarer (2015). Redakcja: Małgorzata Szczurek. Korekta: Ewa Ślusarczyk, Agnieszka Stęplewska. Współpraca redakcyjna: Katarzyna Kościelniak. Projekt graficzny: Przemek Dębowski. Skład i łamanie: Małgorzata Widła. ISBN 978-83-65271-27-3. Stron 275.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 czerwca 2017 22:47

Kalendarz

Wrzesień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014