Recenzentka

Wpisy otagowane „1985”

  • piątek, 03 lutego 2017
    • Kontakty Polski ze Szwecją są tak stare, jak dawne jest państwo polskie

      Kontakty Polski ze Szwecją są tak stare, jak dawne jest państwo polskie. Sięgając daleko w przeszłość, warto wspomnieć, że siostra Bolesława Chrobrego Świętosława-Sigrida ozdobiła swoje skronie koroną skandynawską. Także później w średniowieczu nie brak było okazji do zacieśniania związków Polski ze Skandynawią. Głównym pośrednikiem w stosunkach polsko-skandynawskich czy polsko-szwedzkich był Gdańsk i Pomorze Zachodnie, które także jako  osobne księstwo pozostawało ciągle w orbicie wpływów Polski, Rzeszy i krajów skandynawskich. O ściślejszych powiązaniach ze Skandynawią można mówić dopiero w XV wieku, kiedy jeden z książąt zachodniopomorskich został królem trzech koron skandynawskich jako Eryk I (Eryk XIII jako król szwedzki) i nadal utrzymywał bliskie związki ze swymi krewniakami ze Szczecina i Wołogoszczy.

           Dla Polaków jednak jako narodu Szwecja zaczyna być znana i godna zainteresowania dopiero w XVI stuleciu, zwłaszcza w jego drugiej połowie, gdy jeden z młodszych synów Gustawa I Wazy pojął za żonę siostrę ostatniego Jagiellona. Stosunki międzypaństwowe zostały wówczas wzmocnione poprzez związki rodzinne. Nic więc dziwnego, że z chwilą wymarcia dynastii jagiellońskiej szlachta upatrywała króla właśnie w Szwecji, by przez wybór Jagiellona po kądzieli móc zapewnić jej kontynuację.

       

      Gustaw_Eryksson_Waza_i_jego_zywot_tulaczy_Zygmunt_Boras

       

      Pierwsze zdanie / początek książki: Gustaw Eryksson Waza i jego żywot tułaczy, Zygmunt Boras, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Poznań 1985. Okładkę projektował: Piotr Sikorski. Redaktor: Maria Jankowska. Redaktor techniczny: Michał Łyssowski. PL ISSN 0554-8179. Stron 259. Książka zawiera ilustracje i streszczenie w języku angielskim.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      piątek, 03 lutego 2017 14:54
  • środa, 14 sierpnia 2013
    • Teresa Torańska - Oni

      Pamiętam PRL. Zabawy na kocach pod blokiem. Słuchowiska radiowe dla dzieci. Bolek i Lolek na dobranockę. Pankracy w piątek. Poczytaj mi mamo. Zabawy w „Trzy cegiełki”, w „Podchody”. Malowanie podwórkowych placów zabaw w czynie społecznym. Sprzątanie zapomnianych grobów. Pisanie listów do przyjaciół ze ZSRR. Urodziłam się na tyle wcześnie, żeby spijać śmietankę z pożyczek Gierka a na tyle późno, żeby przeżyć szalone lata osiemdziesiąte w błyszczących jaskrawych getrach, w marmurkowych jeansach z zielonymi wstawkami, tapirem z cukru na głowie, ramionach wypchanych poduchami. Pamiętam, że chleb rzucali po raz drugi o 14:00 i dużo wcześniej trzeba się było ustawić w kolejce. Robiło się imprezy domowe, gdzie królował Procol Harum, Led Zeppelin, The Doors, Pink Floyd. Piątki rezerwowało się na Listę Niedźwiedzia. Do kina szło się, jak kogoś było stać na bilet u konia. Pamiętam „Misia”, „Świerszczyk”, „Płomyczek”, potem „Płomyk”, „Świat Młodych” z wtorkową rubryką filmową. Potem krótko „Na przełaj”. Kolekcjonowaliśmy papierki po słodyczach, pocztówki z miastami, kolega z osiedla zbierał puszki po piwie. Chłopcy cały dzień grali w kosza na trawie między blokami. My skakałyśmy na gumie, grałyśmy w paletki.

      Dla Celiny Budzyńskiej Związek Radziecki był ojczyzną proletariatu, „krajem, który emanuje na cały świat, za przykładem, którego pójdą inne, nie jako satelici – broń Boże – ale samodzielne kraje”. Gdy przyjechała do Moskwy sporo wiedziała o Leninie, który już wówczas nie żył, o Trockim, Zinowiewie, Bucharinie, Kamieniewie – starych rewolucjonistach i po raz pierwszy usłyszała o Stalinie. Trafiła do Komunistycznego Uniwersytetu Mniejszości Narodowych Zachodu, który zorganizował Julian Marchlewski. (Chodziłam do podstawówki jego imienia) Do wybuchu drugiej wojny światowej są jeszcze cztery lata. Rozpoczynają się aresztowania opozycjonistów, na razie eleganckie i w białych rękawiczkach. Transport do łagrów już nie odbywa się w bydlęcych wagonach, które zastępują cywilizowane stołypinki. W obozie Taładze w Archangielsku Budzyńska spędzi 6 lat na rąbaniu lasu, wynoszeniu spiłowanych pni, zbieraniu chrustu.

      Wierzyli w komunizm, wierzyli w partię, bo wierzyli, że to jedyna droga do uwiecznienia ideałów ich młodości. Szli w tę ideologię ślepo, z ufnością, często pokiereszowani przez tę samą partię. Z dziecinną ufnością, z wyrafinowanym praktycyzmem, różne były drogi dochodzenia do komunizmu. Wszystkim się te wybory opłacały. Bywało, że do czasu. Zdarzali się i tacy, którzy wiarę w partię przypłacali utratą wiary w ideały. Nie ma jednego klucza do zrozumienia ludzi PRL. Klucz, według, którego Teresa Torańska dobrała sobie rozmówców, daje portret wielu twarzy tego samego potwora.

      W rozmowach pojawiają się postaci podręcznikowe: Wanda Wasilewska ulubienica Stalina, któremu podobało się, że córka przedwojennego polskiego ministra jest komunistką. Lubił ją tak, jak lubi się ludzi potrzebnych i przydatnych. Prominenci, decydenci. Regulatorzy i mistrzowie życia publicznego w PRL. Ci, których losy nierozłącznie związane są z historią Polski.

      Każde pokolenie ma własne wspomnienia o PRL. Żadne są tych, którzy urodzili się już w wolnej Polsce. Z takiej perspektywy można pozostać bezkrytycznym wobec historii. Czytanie rozmów Teresy Torańskiej z przedstawicielami władzy komunistycznej, rozmów, które nagrywała w czasie, kiedy nikt jeszcze nie przypuszczał, że komunizm się skończy, to więcej niż lekcja historii. To lekcja pokory wobec historii. Jej zmienności, jej powtarzalności, jej nieprzewidywalności. Wśród rozmówców Torańskiej panowały sprzeczne odczucia, jedni pokusili się o szczerość, bo nie sądzili, że te rozmowy zostaną kiedykolwiek opublikowane, inni rozmawiali ze strachem, zostawiając sobie margines tajemniczości, nie wykluczając, że po publikacji mogliby się spotkać z represjami. To, co jest uderzające w ich wypowiedziach, to niemal absolutne przekonanie, że komunizm to najlepsza droga dla ludzkości.

      Kim byli i dlaczego tak bardzo wierzyli w komunizm? Każdą rozmowę poprzedza krótka nota biograficzna, dowiadujemy się, gdzie się urodzili, w jakich rodzinach, ile poświęcili dla komunizmu i jak tenże im się odpłacił. Tkwili w swoich czasach, uwięzieni w swojej ideologii. Czasem ze strachu, czasem z przyzwyczajenia, czasem dla zysku. To fascynujące rozmowy, przypominające podróż w czasie. Każda to inny rozdział komunizmu, od młodzieńczych porywów, często bogatej młodzieży z inteligenckich domów, zafascynowanej ideą równości klasowej, po trudny okres nagonki na nich, aresztowań i prześladowań, czas wojny i okres powojennych czystek zmierzających do przejęcia władzy przez komunistów, krwawe lata stalinizmu, więzień politycznych, tysięcy wyroków śmierci na przeciwnikach komunizmu, okres narastającego antysemityzmu i prześladowań Żydów, który kończy się ich exodusem z Polski i pojawienie się kolejnego pokolenia młodych zbuntowanych, często pochodzących z domów rodzin komunistycznych, którzy budują podwaliny opozycji, tych, którzy doprowadzą w końcu do okrągłego stołu. Przerażające w tych rozmowach jest to, jak bezkrytycznie ludzie podchodzili do jawnych przejawów terroru, prześladowań i niesprawiedliwości. W jak banalny sposób usprawiedliwiali śmierć tych, których uznawano za wrogów ludu, zwolenników imperializmu, opozycjonistów, ludzi myślących inaczej. Straszne jest okrucieństwo, jakie na potrzeby utrzymania w ryzach społeczeństwa uruchamiano, tworzenie sieci agentów, cenzorów, zorganizowanych służb bezpieczeństwa, które inwigilowały wszystkich, ze sobą łącznie.

      To świetna książka. O komunizmie, indoktrynacji, państwie policyjnym, dyktaturze partyjnej. Pokazanie na jak krótkiej smyczy ZSRR trzymał Polskę, prześledzenie kumoterstwa i wewnętrznych wojenek, które tworzyły i rozbijały mniejsze i większe frakcje w partii, zobaczenie Bieruta, Stalina oczami ich bliskich współpracowników. Bycie dzięki tym rozmowom świadkami najważniejszych wydarzeń, które bezpowrotnie zmieniły Polskę. „Oni” to świadectwo tego, jak można zjednoczyć się wokół szczytnej idei solidarności społecznej i jak ją można jednocześnie skutecznie wypaczyć. Koniecznie przeczytajcie.

      Anna Dutka

      Teresa Torańska, Oni, Świat Książki, Warszawa 1997. Str. 706

      Oni – II obieg wydawniczy: Przedświt, Warszawa 1985, Krakowskie Towarzystwo Wydawnicze, Kraków 1985, wydanie emigracyjne: Aneks, Londyn 1985; po 1989 roku liczne wznowienia (Źródło: Wikipedia)

      Tagi: Recenzja 118. Literatura polska, polski reportaż.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Teresa Torańska - Oni”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      środa, 14 sierpnia 2013 07:30
  • środa, 13 stycznia 2010
    • Z miłości i cienia - Isabel Allende

      Życie w małym mieście zawsze minimalizuje skutki okrucieństwa. Wszystko kipi w mikroskali małej grupki osób. Mniej boli. Tak myślałam.

       

      W Z miłości i cienia też wszystko kipi w obrębie grupy mieszkańców pewnej małej miejscowości. Gdy wojsko przejmuje władzę, a w jego szeregu są synowie miejscowych gospodarzy, wydaje się, że nic nikomu się nie stanie. Bo przecież kolega nie strzeli w plecy koledze. Zastanawiając się, jakie trzeba mieć cechy, żeby stanąć po stronie dyktatury, Allende pokazuje pewnego żołnierza, który wyciąga broń, staje na wprost więźnia i strzela mu prosto w otwarte oczy. Po raz pierwszy. Bo pewne sytuacje wymagają pewnych decyzji. Potem, za kolejnym razem, każda zbrodnia staje się łatwiejsza doprowadzając to masowego grobu zaginionych - efektu decyzji tego samego żołnierza. Gdy władza staje po stronie zbrodni możliwe jest wyłącznie jedno - ucieczka.

       

      Wszyscy w tej powieści uciekają od czegoś, od prawdy, od kłamstwa, od siebie. Ucieczka powoli doprowadza ich do prawdy, do kłamstwa, do siebie nawzajem. Okrucieństwo tego polega na tym, że prawda boli, od kłamstwa nie ma ucieczki a siebie nawzajem nie można uchronić przez zranieniem.

       

      Lubię książki, w których dobro na końcu zwycięża. Więc tej nie powinnam polubić, bo dobro jest w niej w mniejszości, umiera z ręki oprawcy lub z wyczerpania a jego resztki szukają dla siebie miejsca na egzystencję uciekając jak najdalej. Jest jednak w tej książce coś magicznego, coś ulotnego, co daje cień nadziei, że nie da się do końca stłamsić w ludziach potrzeby dobra, prawdy.

       

      Isabel Allende, Z miłości i cienia, Oficyna Literacka, Kraków 1991, przełożyła Anna Sieprawska. Tytuł oryginału: De amor y de sombra (1985).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      środa, 13 stycznia 2010 16:38

Kalendarz

Kwiecień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014