Recenzentka

Wpisy otagowane „1992”

  • niedziela, 26 lutego 2017
    • Oto ja: Mrówka na wrzosowisku - Pierwsze zdanie

      Oto ja: Mrówka na wrzosowisku. Albo ptak, który zagubił się gdzieś w przestworzach. Daleko od ziemi. A jednak  o n a  jest tak blisko, że czuję jej oddech na czole.

           Stoi, mocno wsparta na szeroko rozstawionych nogach, wyciągając przed siebie ręce. Jednocześnie coś wymyka jej się z dłoni. W chwili, gdy metal trafia w kamień, słychać dziką pieśń. Ten dźwięk zostanie ze mną na zawsze.

           Później, kiedy wszystko staje się jedną wielką ciszą, wrzosy zaczynają się poruszać. Suchy, chrzęszczący odgłos. A jej buty znikają spod brzegu spódnicy, robiąc powolny krok w tył. Aż do momentu, gdy znajdą się poza kręgiem zdarzeń.

           W kręgu jestem ja. I mężczyzna. Leży we wrzosach z głową pokrytą czerwoną pianą, rozlewającą się coraz szerzej dookoła. To właśnie czerwień tworzy ten krąg wokół nas. Otacza jego i mnie. A ona w tym czasie wycofuje się ze wszystkiego. Nie jesteśmy w stanie jej dosięgnąć. Wyzwoliła się nawet ze skrajów własnej spódnicy.

       

      HerbjørgWassmo2©Rolf M Aagaard 300dpi

       

      Zdjęcie: Herbjørg Wassmo. Autor: Gaïa éditions (Praca własna) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], Wikimedia Commons

       

      Pierwsze zdanie / początek książki: "Syn szczęścia", Herbjørg Wassmo, Smak Słowa, Sopot 2017. Przekład z języka norweskiego: Ewa M. Bilińska. Tytuł oryginału: "Lykkens sønn" (1992). Edytor: Anna Świtajska. Opracowanie redakcyjne: Anna Mackiewicz. Wszystkie wiersze zawarte w książce tłumaczyła: Karolina Drozdowska. Projekt graficzny i skład książki: Agnieszka Karmolińska. Projekt okładki: Agnieszka Karmolińska. ISBN 978-83-64846-84-7. Stron:553. Premiera: 18 stycznia 2017.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo Wydawnictwo Smak Słowa

       

      KONKURS! Kto ma ochotę przeczytać powieść Wassmo? Podaj tytuł innej książki Wydawnictwa Smak Słowa, którą omówiłam na blogu. Pierwsza osoba, która prześle prawidłową odpowiedź otrzyma "Syna szczęścia" i tylko z nią się skontaktuję prosząc o podanie adresu do wysyłki. Adres, na który możecie przesłać odpowiedzi znajdziecie w zakładce "Kontakt" na głównej stronie, w lewej szpalcie. Na Wasze odpowiedzi czekam dzisiaj, tj. w niedzielę, 26 lutego, do 23:59.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 lutego 2017 13:34
  • piątek, 13 czerwca 2014
    • Wytępić całe to bydło - Sven Lindqvist

       

      Gdy w Szwecji ukazała się książka Svena Lindqvista Wytępić całe to bydło poruszenie w mediach było większe niż zwykle towarzyszy wydarzeniom literackim a od publikacji w 1992, co jakiś czas niemal do dzisiaj odzywają się nowe głosy w dyskusji, od której zawrzało po ukazaniu się tej książki.

       

      Skąd takie zainteresowanie nią mediów i opinii publicznej? Żeby to zrozumieć trzeba poznać biografię tego pisarza.

       

      Sven Lindqvist urodzi się w Sztokholmie w 1932. Zadebiutuje w 1955 esejem „Ett förslag”. Ma 29 lat, gdy wyjeżdża do Chin, studiuje tam w sumie trzy lata. W tym czasie zaangażuje się w ruch lewicowy, którego aktywnym uczestnikiem będzie w latach 60. i 70. XX wieku. Zostanie później między innymi lektorem chińskiego na uniwersytecie, attaché kulturalnym przy ambasadzie szwedzkiej w Chinach, dziennikarzem. W twórczości z tamtego okresu objawia się jako zwolennik komunizmu. Jest największym orędownikiem maoizmu w Szwecji. Po upadku muru berlińskiego próbuje wrócić do działalności akademickiej. Postanawia zająć się kolonializmem, to wówczas bardzo modny temat w badaniach naukowych.

       

      W 1992 ukazuje się książka Wytępić całe to bydło. W mediach zawrzało. Pojawiają się głosy krytyki, że w swoich tezach Lindqvist posunął się o krok za daleko; nie można porównywać ludobójstwa nazistów z masowymi mordami w koloniach, nie można ludobójstwa sprowadzać do kwestii ekonomicznej. Tymczasem Lindqvist na 243 stronach udowadnia, że można. Czy rzeczywiście ma rację?

       

      Wróćmy do książki. Jest niesamowita i robi wrażenie. Lindqvist atrakcyjnie miesza gatunki. Z mozaikowej konstrukcji czerpie retorykę szczegółu, który układa się w uderzającą całość. Czytelnik ma prawo czuć się oczarowany. Opowieść biegnie kilkoma nurtami. To genialna, przykuwająca uwagę formuła. W jednym wątku Lindqvist opowiada relację ze swojego pobytu na Saharze. Pije piwo w przydrożnych barach, śpi w hotelach, przemierza setki kilometrów rozklekotanymi autobusami, w upiornym słońcu, dusząc się pyłem pustyni. Dodam, że jest niesamowity w swoich opisach, bo kto jak nie Szwed mógłby napisać, że piasek Sahary „skrzy jak śnieg”, że „gorące powietrze tnie twarz jak cieniutka warstewka lodu” a „dzień wstaje pośród białych wydm, uformowanych w apetyczne stożki jak mocno ubita śmietana”. Patrzy okiem współczesnego białego Europejczyka na współczesną czarną Algierię a widzi oczami wyobraźni jej mroczną historię. Historię, która zazębia się z jego traumatycznymi wspomnieniami z dzieciństwa. Do 1966 roku, napisze Lindqvist rodzice w Szwecji mogli karać swoje dzieci chłostą. Opowie, jak matka z zimną, nieporuszoną twarzą idzie z nim do lasu, żeby wybrać najlepsze do wymierzenia kary witki wierzbowe, z taką samą nieporuszoną twarzą, z jaką biały odmierzał uderzenia bata ze zwijanej skóry hipopotama, która już po pierwszym uderzeniu przecinała ofierze skórę do krwi. To doskonale przemyślana konstrukcja z zapadającymi długo w pamięci wstrząsającymi obrazami. Ale to nie koniec. Lindqvist opisując politykę kolonialistów posłuży się literackim omówieniem twórczości Josepha Conrada. Tytuł książki jest jego tłumaczeniem postscriptum raportu Kurtza w „Jądrze ciemności”: Exterminate all the brutes. Czyta się to więcej niż świetnie. Ten błyskotliwy zabieg niewątpliwie przełoży się na tak ogromny sukces tej książki. Lindqvist analizuje politykę w koloniach, retorykę sukcesu w ówczesnej prasie, stosunek opinii publicznej i pokazuje jak to potem odbije się w twórczości Conrada. Żeby swoją opowieść zrobić jeszcze ciekawszą, rozwinie liczne wątki biograficzne Korzeniowskiego, co złoży się niemal na osobną historię tego fenomenalnego polskiego pisarza. Nie zabraknie, więc odwołań do ówczesnych filozofów, publicystów, historyków, innych pisarzy. W tle znajdą się więc m.in. takie nazwiska jak: Herbert Spencer, Eduard von Hartmann, Rudyard Kipling, H.G. Wells, Balzac, Emin Pasza, Artur Lunkvist, Edward Wilhelm Sjöblom. Zastanawiając się, jak ich głosy przekładały się na decyzje władz, jakie wrażenie musiały robić na Conradzie i jakie to miało potem znaczenie dla losów świata, układa Lindqvist misternie skomplikowaną układankę. Jej wydźwięk to wstrząsająca historia naszego człowieczeństwa „od holocenu po Holocaust”.

       

      „Zniknąć i nie wrócić, dopóki nie zrozumiem tego, co już wiem”, Lindqvist w każdym detalu buduje napięcie, drążące każdy cień ciekawości mnożącej kolejne pytania. Rozpocznie swoją współczesną podróż do Algierii pod Ajn Salih i opisze napad i obrabowanie w styczniu 1825, rozpoczynającego swoją podróż w tym samym miejscu, Aleksandra Gordona Laina szkockiego podróżnika i odkrywcy. Ten obrazoburczy opis już na wstępie ustawia nas w pozycji dziewiętnastowiecznego czytelnika, który musiał być wstrząśnięty takimi relacjami z podróży. To, czego dowiemy się potem na długo będzie przemilczane na świecie.

       

      To niemal chronologiczna historia kolonializmu, głównie brytyjskiego i francuskiego w afrykańskich koloniach. Lindqvist przerwie ją, żeby pokazać sukcesy innych państw na Wyspach Kanaryjskich, w Australii, czy w USA. To dobry moment, żeby wrócić do tez Lindqvista. W Europie przedindustrialnej „najważniejszym towarem eksportowym była przemoc”, czytamy, żeby poznać historię zależności pomiędzy sukcesem z 1887 szkockiego chirurga J.B. Dunlopa, i jego patentem opony rowerowej a gwałtownym wzrostem zapotrzebowania na kauczuk. To duże uproszczenie, Europa potrzebowała nie tylko kauczuku, a wszystkich możliwych dóbr w podbijanych krajach, z tanią a najlepiej bezpłatną siłą roboczą włącznie. Czytamy, więc jak polityka podboju przekłada się na postęp technologiczny ułatwiający szybki podbój przy minimalnych stratach w ludziach. Z użycia wycofuje się broń ładowaną od przodu, udoskonalono nabój, zastępuje się papierową gilzę mosiężną łuską, która chroni proch w transporcie, zapobiega ulatnianiu się gazów a w czasie wystrzału pozwala na trzykrotne zwiększenie zasięgu pocisku. To wówczas pojawi się martini-henry, francuski gras, pruski mauzer, dając początek bezkarnym i nieograniczonym aktom przemocy. „Podboje sprowadzały się do kul potrzebnych do mordowania”, podsumuje Lindqvist. Ale dopiero pocisk dum-dum, powodujący rozległe, bolesne i trudno gojące się rany definitywnie przekreśli jakiekolwiek szanse tubylców na walkę, czy przeżycie. W tym czasie takie naboje były dozwolone wyłącznie w polowaniach na dużą zwierzynę i… w wojnach kolonialnych. Bitwę, w której po raz pierwszy wypróbowano broń maszynową i pociski dum-dum zrelacjonuje korespondent „The Morning Post”, późniejszy laureat nagrody Nobla, Winston Churchill: „Było to ostatnie ogniwo w długim łańcuchu widowiskowych konfliktów, których splendor i majestat przydawał wojnie tyle blasku”.

       

      Obecność Europejczyka staje się przekleństwem dla wszystkich narodów broniących źródeł swego człowieczeństwa, powie Lindqvist, żeby pokazać jak z mapy świata znikają kolejne narody, żeby otworzyć kolejne rynki „na cywilizacyjne wpływy przedsięwzięć handlowych” Europy. To powie Stanley o rzece Kongo, to zostanie powiedziane o dolinie Nilu po „wybawieniu Sudanu” i rozgromieniu derwiszy. Nikt wówczas nie zastanawia się, dlaczego zwycięstwo zostało okupione zaledwie śmiercią 48 Brytyjczyków i 11 000 Sudańczyków. Czy kiedykolwiek zadano sobie takie pytania? Czy kiedykolwiek zaprotestowano publicznie? Tak, sporadycznych manifestujących intelektualistów wrzucano w ubraniu do rzeki, co przy powszechnej euforii sukcesu nikogo nie obchodziło. Gdy Kolumb w 1492 dotarł do Ameryki „skala katastrofy demograficznej (…) nie miała sobie równej w historii świata”, powie Lindqvist. Gdy w 1854 ukaże się „O powstaniu gatunków” Darwina żyje zaledwie 9 tasmańskich kobiet, wszystkie za stare, by rodzić dzieci. Ostatnia z nich, Truganini umrze w 1876, jej szkielet jest jednym z eksponatów tasmańskiego muzeum w Hobart. Polowanie na Indian w Argentynie w 1871 zbiega się z wydaniem „O pochodzeniu człowieka” Darwina. Proces unicestwiania ludzi trwa, „Europejczycy unicestwiają z okrucieństwa i głupoty, powie Lindqvist.

       

      Gdy Imperium Brytyjskie czci swoje narodziny, 22 czerwca 1897 w Niemczech pojawi się pojęcie przestrzeni życiowej. I w tym miejscu wracamy do kolejnej tezy Lindqvista, który przypomni Historikerstreit – polityczno-naukowy spór, który miał miejsce w RFN w latach 1986 – 1989. Rozpocznie go wypowiedź Ernsta Nolte, który zagładę Żydów przez Trzecią Rzeszę określi „reakcją lub zniekształconą kopią, a nie pierwotnym, oryginalnym przedsięwzięciem”, uważając, że Hitler wzorował się na likwidacji kułaków w Związku Radzieckim w latach 20. XX wieku i stalinowską czystką w latach 30. Sam Lindqvist uważa, że ludobójstwo dokonane przez Niemców podczas drugiej wojny światowej wynikało z takich samych pobudek, z jakich dokonywano podbojów kolonialnych. Niemcy, jak pisze Lindqvist najpóźniej włączyły się w politykę kolonialną, gdy większość krajów została już podbita, zostały wschodnie obszary Europy i to tutaj Hitler widział dla siebie szansę.

       

      „Rasizm stał się istotnym składnikiem brytyjskiej ideologii imperialnej”, nie tylko, jak udowadnia Lindqvist. Pojęcie „obóz koncentracyjny” wymyślili Hiszpanie w 1896 na Kubie, zangielszczony przez Amerykanów, został ponownie użyty przez Anglików podczas wojen burskich, potem wdarł się do języka niemieckiego i niemieckiej polityki, powie Lindqvist, dodając, ż społeczeństwa zawsze niezależnie od epoki wiedziały, jakie zbrodnie popełnia się w imię Postępu, Cywilizacji, Socjalizmu, Demokracji i Rynku. Koniec jego wywodu jest wymowny i pesymistyczny, chcemy wierzyć, że początkiem i końcem ludobójstwa był nazizm, bo tak jest wygodnie.

       

      Ci, którzy krytykowali w Szwecji książkę Lindqvista uważali, że nie jest oryginalna w swoim przesłaniu, bo to o czym pisze poruszała już Hannah Arendt. Zarzucano mu, że pominął w swojej książce historię ludobójstwa reżimów komunistycznych, jako niegdysiejszy zwolennik komunizmu. Broniący go podkreślali, że jest to esej a nie rozprawa naukowa a tematem książki jest historia kolonializmu i przemilczanego ludobójstwa w koloniach a akty masowych mordów w państwach komunistycznych dokonywane były z innych pobudek niż ekonomicznych i rasistowskich. Pozostawiam Was z otwartym pytaniem, kto ma rację, zachęcając gorąco do przeczytania tej książki.

       

      Korzystałam m.in. z artykułu Rickard Berghorn „Sven Lindqvist och konsten att göra akademiska magplast”, Tidningen Kultura, 1.03.2012.

       

      Sven Lindqvist, Wytępić całe to bydło, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009. Przełożyła: Milena Haykowska. Tytuł oryginału: Utrota varenda jävel (1992).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Wytępić całe to bydło - Sven Lindqvist”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      piątek, 13 czerwca 2014 13:11
  • poniedziałek, 30 maja 2011
    • Irena Krzywicka - Wyznania gorszycielki

      Uprawiała nowoczesne małżeństwo, w którym było miejsce na romans z Boyem Żeleńskim, wypady w towarzystwie Witkacego, samotne wyjścia do Ziemiańskiej, czy teatru. Latom dwudziestym i trzydziestym dwudziestego wieku, które nadal trzymały kobiety krótko, Krzywicka powiedziała bezczelne nie i żyła własnym życiem. Potrafiła nie tylko być sobą, ale też walczyć o prawo do samostanowienia dla innych kobiet. Zainspirowała Boya do działalności publicystycznej i społecznej na rzecz zmniejszenia dzietności ubogich rodzin, polepszenia sytuacji kobiet w ciąży, lepszych warunków i większej dostępności do aborcji. To z ich aktywności powstawały ośrodki, do których ubogie kobiety mogły zgłaszać się po bezpłatne porady. Jej epoka surowo i drobnomieszczańsko skrytykowała tę działalność, stając w swojej agresywnej krytyce u boku Kościoła, który wystawił i Boyowi i Krzywickiej glejt pierwszych gorszycieli epoki, zamykając im skutecznie wiele drzwi.

      Gdyby Krzywicka żyła w Berlinie lub Paryżu swoich czasów to nie tylko Polska, ale cały świat sztuki i literatury przesiąkłby jej postacią. Miała w sobie dar zjednywania ludzi i uwodzenia mężczyzn. Nikt z ważnych postaci epoki nie mógł przejść obok niej bez choćby jednego komentarza. Doskonałe oczytanie, znajomość języków obcych, wyrafinowana inteligencja, erudycja i dodajmy uroda sprawiały, że była dopuszczana do dyskusji, do których strzeżono dostępu, rezerwując miejsce dla wybitnych, ciekawych, charyzmatycznych osób. Ziemiańska ze stałym stolikiem Lechonia, Tuwima, Słonimskiego była dla niej otwarta, choć Lechoń chorobliwie stronił od towarzystwa kobiet, uważając je za nieciekawe i głupie. Otwarte były dla niej „Wiadomości Literackie”, gdzie często i z sukcesem publikowała. Krzywicka miała bowiem szczęście być wychowywana przez matkę, która dla niej przecierała ścieżki, które epokę potem nadal były dla kobiet niedostępne. Była otoczona świetną literaturą, zachęcana do samodzielnego myślenia. Widziała matkę żyjącą z miłości, nieprzejmującą się opiniami otoczenia, która pozwalała sobie a potem córce żyć własnym życiem.

      Krzywicka to Żydówka a jej książka to ciekawe, choć smutne świadectwo polskiego antysemityzmu. Żydzi tych czasów skazani na numerus clausus byli niedopuszczani do edukacji a potem na uczelnie wyższe. W czasie, gdy 50% ludności Warszawy stanowili Żydzi, w szkołach i na uczelniach warszawskich bywało po kilku uczniów. Studentki i studenci Żydzi byli napadani przez swoich kolegów i bywało, że wracali do domu pocięci brzytwą. Zdarzały się napaści na profesorów pochodzenia żydowskiego. To czas jawnego bojkotowania wszystkiego, co żydowskie i czas, w którym wielu wybitnych Żydów opuszcza Polskę i odnosi niebywałe sukcesy naukowe za granicą. Ze wstydem czyta się, jak uważano Żydów za osoby pozbawione twórczych zdolności. Gdy tymczasem to właśnie wówczas i Tuwim i Słonimski odnoszą swoje niebywałe sukcesy, wytyczając poezji i literaturze polskiej nowe ścieżki.

      Żyjąc w trudnych czasach między dwoma wojnami, przeżyła jednak Krzywicka wspaniałe dwudziestolecie międzywojenne, tak ważne dla polskiej literatury, bywając częścią Skamandrytów, stałym elementem spotkań śmietanki intelektualnej swojej epoki, którą nieco jednak odczarowuje. Pokazuje antysemityzm Iwaszkiewicza, narkotyczne ekscesy Witkacego, oschłość Dąbrowskiej, miałkość Magdy Samozwaniec. Bywa w swoich opiniach surowa, nie szczędzi jednak ciepłych słów tym, którzy na nie zasłużyli. A w końcu przeżyła, jako Żydówka całą okupację w Polsce, chroniona przez wielu wspaniałych ludzi, którym w swoich wspomnieniach wystawia szczególnego rodzaju świadectwo, upamiętniając ich dobroć i poświęcenie. Na tej wadze ludzkich losów szala dobroci skłania się jednak w stronę nie tych z pierwszych stron gazet, z krzykliwych nagłówków.

      Muszę wspomnieć o tym, że książka ma wspaniałą redaktorkę w osobie Agaty Tuszyńskiej, a ponieważ była pisana pod koniec życia Krzywickiej, która wówczas już traciła wzrok i zmuszona była nagrywać znaczną część książki, stąd powstał ogrom materiału, który Tuszyńska doskonale opracowała. W konsekwencji trzymam w ręce dzieło doskonałe, wspaniałą gawędę wybitnej kobiety, malowniczej postaci, wyrafinowanej intelektualistki, wspaniałą książkę świadectwo epoki i kawał historii literatury polskiej.

      Irena Krzywicka, Wyznania gorszycielki., Czytelnik, Warszawa 1995.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Irena Krzywicka - Wyznania gorszycielki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 maja 2011 16:00

Kalendarz

Wrzesień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014