Recenzentka

Wpisy otagowane „2003”

  • czwartek, 02 lipca 2015
    • Widok cudzego cierpienia - Susan Sontag

      Na potrzeby kroniki filmowej zainscenizowano szarżę, bo ta prawdziwa nie wyszła wystarczająco dramatycznie. Inscenizacją było zdjęcie rosyjskich żołnierzy zatykających czerwoną flagę na szczycie Reichstagu w Berlinie 1945. Aranżuje się ciała poległych w estetycznie skomponowanych obrazach. Udaje śmierć, tam, gdzie jej nie ma. Oglądając zdjęcia zawieramy z fotoreporterem kontrakt prawdy i oczekujemy, że są prawdziwe i nieudawane. A jednak obraz często kłamie. W dodatku częściej niż nam się wydaje.

       


      Widok cudzego cierpienia” powstaje niedługo po ataku na World Trade Center, uświadamiając całemu zachodniemu światu, że jest równie kruchy i narażony na cierpienie, jak każda inna część świata. Nastroje zagrożenia, chęć odwetu, wzrastające napięcie odczuwalne nie tylko w USA, ale na całym świecie sprawia, że Susan Sontag, niepokorna, jak zawsze zaangażowana w komentowanie bieżących spraw robi swoisty suplement do najważniejszego dzieła swojego życia „O fotografii”. Pisze o wojnie tak jak ona dociera do przeciętnego widza: poprzez obrazy. Pisze o pokazywaniu wojny i o tym, jak podwójne moralne znaczenie ma to dla współczesnego rozumienia i odczytywania wojny.

      Trzymając w ręce „Widok cudzego cierpienia” otrzymujemy coś więcej niż tylko wyrafinowany literacko esej: możliwość wsłuchania się w mocny, zaangażowany głos najważniejszej intelektualistki naszych czasów. Śledząc tok myślenia Susan Sontag wchodzimy na najwyższy poziom analizy, kontestacji. Na ścieżkę historii, która w przypadku Sontag otrzymuje osobny bieg. Jest do bólu krytyczna, na końcu nie oszczędzi również siebie, świadomie powracając do wyrażonych trzydzieści lat wcześniej wniosków.

      To ogromna satysfakcja wczytywać się w tok myślenia Susan Sontag. A świadomość, czego Amerykanka dokonała za życia, jak z zamysłem pracowała nad sobą, co i na jakim poziomie publikowała, wyłącznie podkręca przyjemność czytania. 

      Konsekwentnie choć nie wprost rozlicza się Susan Sontag z patologią wojny. Rozpoczynając swoją dyskusję od książki Virginii Woolf „Trzy gwinee”, oddaje głos pisarce, oskarżając jej słowami głównych architektów wojennych strategii. „Machina do zabijania ma płeć”, powtarza słowa Woolf Sontag a potem dodaje, „i jest to płeć męska”. Czy z tego samego powodu, co wcześniej Woolf i teraz Sontag zostanie zignorowana za wygłaszanie czegoś „zbyt oczywistego by zasługiwało na uwagę”? Nie słychać komentatorów przypominających książkę Sontag, a przecież odkąd się ukazała nie było pilniejszej potrzeby, jak teraz, żeby Sontag znowu czytać.

      Skąd tak fenomenalny sukces wojny w środkach masowego przekazu, utrzymujących stałą dawkę przemocy? „Diety horrorów”, na której przeciętny widz spędza kilka godzin dziennie? Śmierć, walki, ofiary to „zwykłe składniki nieustannie płynącej przez nasz domowy szklany ekran rozrywki” a „bycie widzem nieszczęść nawiedzających inne kraje jest jednym z najbardziej charakterystycznych przeżyć współczesności”, napisze Sontag, kończąc mocno stwierdzeniem, że „wojenna udręka sprowadzona została do codziennego banału”. Hiszpańska wojna domowa była pierwszą relacjonowaną w dzisiejszym sensie tego słowa. Wojna w Wietnamie była pierwszą pokazywaną dzień po dniu umożliwiając „teleintymny kontakt ze śmiercią i zniszczeniem”. Oglądając zdjęcia z wojny, kroniki filmowe, reportaże przyglądamy się cudzemu cierpieniu na odległość. I zawsze cierpieniu „jako skutek gniewu – ludzkiego lub boskiego”, to naturalne cierpienie, w wyniku choroby, porodu niezmiernie rzadko jest przedmiotem zainteresowania sztuki, napisze Sontag. I doda, że ta sztuka ma równie duży apetyt na cierpienie jak na wizerunki nagich ciał.

      Uwagę Susan Sontag przykuwa kłamstwo, które od zawsze towarzyszyło wojnie i od niego zacznie, jakby sygnalizując pierwotne zasady sztuki wojennej. „Generał Franco twierdził, że Baskowie sami zniszczyli własne starożytne miasteczko i byłą stolicę Guernicę” 26 kwietnia 1939 roku. Serbowie uważali, że Bośniacy sami ostrzelali centrum własnej stolicy. Tworzenie prawdy zbiorowej, która uruchomi w społeczeństwie odruch odwetu, wydaje się być sprawdzonym i doskonale funkcjonującym mechanizmem wojny. Przypuszczalnie to właśnie tego efektu najbardziej obawiała się Sontag po 11 września 2001 roku, obserwując rosnące przyzwolenie na politykę siły.

      Susan Sontag przeprowadzając swój wywód chce nam przekazać nie tylko swoje niepokoje. Wyraźnie szuka środków, które odpowiednio uruchomione w tekście okażą się szokową terapią. Szok, jak napisze Sontag, „jest najważniejszym bodźcem konsumpcji i źródłem wartości”. I to właśnie „potęga fotografii w zakresie (…) definiowania najokropniejszej rzeczywistości przebiła wszystkie wyrafinowane narracje” kompromitując się w miejscu, w którym zaczęła służyć w wyrafinowany sposób estetyzacji wojny. Zarówno Woolf w swojej książce i teraz Sontag próbują ożywić przekaz potępiający wojnę z pełną świadomością, iż nie wystarczy pokazać potworność wojny, żeby społeczeństwa świata oceniły takie rozwiązywanie konfliktów za oburzające i szaleńcze. Przywołuje akcję pacyfisty Ernsta Fridricha z 1924, który opublikował album „Krieg dem Kriege!” [Wojna wojnie!] z wcześniej ocenzurowanymi zdjęciami z czterech lat wojennych „ruin, rzezi i upodlenia”. Mimo, że album w samych Niemczech wznowiono do roku 1930 dziesięć razy, nie powstrzymało to Niemców przed nazistowskim marszem na świat i najbardziej bestialską polityką ludobójstwa. „Trzeba naprawdę szczególnych okoliczności, żeby wojna stała się rzeczywiście niepopularna”, napisze Susan Sontag.

      Woolf traktowała zdjęcia jak okna, przez które widać wojnę, podkreśli Susan Sontag. Podobnie patrzymy na wojnę przez pryzmat „Widoku cudzego cierpienia”. Od początku istnienia fotografia towarzyszy ludzkiemu cierpieniu. A ludzkie cierpienie było przedmiotem zainteresowania artystów, nie tylko fotografików, ale też malarzy, filmowców. Pokazywanie wojny przechodzi swoje fazy, podobnie jak prowadzenie wojny, która zamiast bezpośredniego ataku oferuje wyrafinowane możliwości ostrzeliwania pociskami dalekiego zasięgu. Cenzura wprowadzona przez dowództwa wojsk sprawia, że relacja z takich miejsc jak Afganistan przefiltrowana przez PR ma charakter takiego doniesienia, które pozyska przychylność widza dla działań armii w tym rejonie. Amerykanie są świadomi, że wojnę w Wietnamie przegrali właśnie na obrazy, które epatowały widza dzień po dniu okrucieństwem i bezsensem działa. A zatem mówienie, że nadmiar cierpienia stępia naszą wrażliwość są przedwczesne.

      Oglądając świat z oddali, przez obrazy, siłą rzeczy skazujemy się na komentarz ich autora. Ogromną odpowiedzialnością jest nie ulec presji tego, na co patrzymy. „Widok cudzego cierpienia” uświadamia nam to podwójnie, prowadząc nas przez historię masowego obrazowania, wpisując oglądanie w retorykę oceny przekładającej się na konkretne decyzje: od politycznych po konsumenckie. Świadomość manipulacji, oszustwa i kłamstwa wciąż jest niska, a naiwność z jaką przyswajamy oferowany nam w środkach masowego przekazu świat, źle świadczy o współczesnym odbiorcy. Odkąd „Widok cudzego cierpienia” ukazał się nie było pilniejszej potrzeby ponownego czytania Susan Sontag

       

      Recenzja Widok cudzego cierpienia, Susan Sontag, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2010. Przekład: Sławomir Magala. Tytuł oryginału: Regarding the Paint of Others (2003). Redakcja: Małgorzata Pasicka, Dariusz Żukowski. Adiustacja: Urszula Horecka. Korekta: Ewa Ślusarczyk. Konsultacja merytoryczna: Wojciech Nowicki. Projekt graficzny: Przemek Debowski, octavo.pl. ISBN 978-83-927366-9-1. Stron: 153.

       

      Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Widok cudzego cierpienia - Susan Sontag”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 lipca 2015 12:21
  • środa, 01 lipca 2015
  • wtorek, 12 sierpnia 2014
    • Izabela Sowa - Herbatniki z jagodami

      Ci, którzy boją się zranienia, unikają zaangażowania, żyjąc obok prawdziwego życia. Izabela Sowa w trzeciej części „owocowej serii” jest najbardziej refleksyjna. Świeżość i urok młodości pierwszego tomu ustąpił pierwszym dorosłym doświadczeniom w części drugiej. Część trzecia to ucieczka przed życiem, z obawy przed kolejnymi porażkami. Izabela Sowa jak Mary Poppins, ale życzliwa i serdeczna wyczarowuje dla dorosłych baśń, w której dobro zwycięża, a zło hartuje i przemija.

       

      Modraszki szaleją nad Zakrzówkiem, wdycham zapach koniczyny, ptasia awantura przemieszcza się do nowego lokum, słońce rozkosznie grzeje a ja odkładam „Herbatniki z jagodami”, odwracam się na plecy i patrząc na leniwe chmury czuję, że to co najlepsze przede mną. Zostało mi jeszcze dziesięć książek a na koniec sierpnia zapowiadana jest premiera nowej powieści Izabeli Sowy, która w trzeciej części owocowej serii wyraźnie zwalnia, wielogłos tak typowy dla młodzieńczej przyjaźni, przeszedł w nieco bardziej skupiony i analityczny głos Wiśni, który u Jagody będzie raczej przeczekiwaniem. Jagoda po pięciu latach pracy w korporacji okopała się w sztucznej stabilizacji: spłaca kredyt mieszkaniowy, ma chłopaka, ale unika bliskości, ma przyjaciółkę, ale bez uciążliwego spoufalania. Żyje obok a wyrwana z tej stagnacji, tracąc pracę, traci nawet ten prowizoryczny grunt pod nogami. Izabela Sowa ponownie wybiera trudny temat i ponownie pokazuje, że porażka może być początkiem wygranej. Ile trzeba mieć w sobie hartu ducha, wiary w dobry los i optymizmu, żeby tak czarować? A może to jednak mądrość życiowa i wiedza, że nie ma czegoś takiego, jak przegrana, są tylko nowe okoliczności a od nas zależy, co z nimi zrobimy? Powtórzę po raz kolejny omawiając prozę Sowy, że większą ma wartość od najlepszej sesji terapeutycznej. 

       

      Gdy Jagoda traci pracę okazuje się, że stan, w którym tkwiła był tylko prowizorką życia. Przemieszczała się z roku na rok, lata mijały a ona zamieniała się w skamielinę ludzką, przestającą czuć. Wokół siebie nie ma nawet osoby, z którą mogłaby szczerze porozmawiać. Korporacyjny świat jest raczej powierzchowną i umowną rzeczywistością, w której ludzie stanowią zespół maszyn oddanych firmie. Niejedna osoba przeżywała rozczarowanie pracą, która wysysa z człowieka energię i nie daje w zamian satysfakcji. O tym między innymi będzie ta historia. Jagoda wyrzucana brutalnie z życia próbuje się pozbierać. Powrót do domu ma w sobie zalążek ucieczki, połączonej z narastającą rozpaczą, że oto kończy się coś i tak nietrwałego, nieciekawego, ale szkoda tracić nawet to, jeśli w zamian nie ma niczego innego. I jak zwykle w prozie Sowy dzieje się tak, że ta najgorsza sytuacja, splotem wydarzeń prowadzi do czegoś nowego, inspirującego, dużo ważniejszego. Niejednokrotnie już miałam wrażenie, że Sowa przyjmuje na siebie rolę psychoterapeutki, która literacko przepracowuje bolączki współczesnego świata, niosąc nadzieję, radość i pocieszenie. Pokazuje, że życie jest złożone, że czasem coś tracimy, żeby zyskać coś nowego, że tylko i wyłącznie od nas zależy, czy będziemy z uporem walczyć o coś niewartego naszego zachodu, czy otworzymy się i zobaczymy szansę na dobrą zmianę. 


      „Nic nie trwa równie długo jak prowizorka”, napisze Sowa, pokazując, jak można utknąć w jakimś fragmencie życia. Jagoda idzie bez planu a jednak znajduje coś, co przez przypadek nie tylko jej życiu nada sens. Prowadzi nas Sowa przez historie ludzi, z różnych powodów w jakiś nieokreślonym miejscu w życiu. Jedni uciekają ze stagnacji, wpadając w coś zupełnie innego i jest w tym echo tych słynnych ucieczek korporacyjnych tuz, szukających sensu życia np. w agroturystyce w Bieszczadach. Inni zahaczają się w jakimś miejscu, po wielu nieudanych próbach znalezienia się gdzieś indziej. I są tacy, którzy będą wyzłoszczać się na innych, że życie nie udało im się tak, jak zaplanowali. Inni nadadzą sens temu, co robią tu i teraz, chociaż pozornie i dla wielu to nie ma sensu. Wychodzi na to, że jednak łatwiej jest optymistom, tym, dla których każda zmiana jest jak ciastko niespodzianka, do schrupania i rozkoszowania się nowym smakiem.

       

      Bohaterowie tej opowieści nie tylko miejsca na świecie szukają, ale też kogoś, z kim mogliby tam być. Szukają czasem na oślep, gdzieś w internecie dając sobie złudną nadzieję na odnalezienie sojusznika w życiu, powiernika tajemnic, przyjaciela, bratnią duszę. Jak zwykle Sowa zażartuje sobie z takiej naiwności budowanej na wirtualnej wierze w szczerość i zaufanie. Nie tylko żartuje, ale pokazuje pewien dramat, który skłania nas do szukania miłości, czy przyjaźni w sieci. Z jednej strony rozpaczliwie szukamy bliskości, „potrzebujemy kogoś. Czyjejś obecności, dobrego słowa”, napisze Sowa, ale boimy się bliskości, więc uciekamy w jej substytuty. Śmiech to wprawdzie życzliwy, ale jednak śmiech. Pasujący do współczesności, gdzie korporacyjne reguły gry, ustawiają nas na planszy życia w konkretnych, nieprzekraczalnych rolach, bez szans na bliskość. Przenosimy te zasady do życia, pewnie trochę ze strachu a często, bo nie mamy wyjścia. Gdy dla Jagody kończy się pewien świat, zaczyna się przez przypadek inny, właśnie szczery, spontaniczny i jak się okazuje normalny i trwały. To od czego uciekała ze strachu, dopadło ją bezwolnie, dając wszystko to, o czym kiedyś marzyła.

       

      Zastanawiając się skąd ten strach przez życiem, Sowa prowokuje, że przez dumę. Lepiej cierpieć w bezpiecznym, chłodnym związku, niż narazić się na bezpośrednie odrzucenie. Wielu osobom w „Herbatnikach z jagodami” duma nie pozwala na prawdziwe emocje, szarpią się, więc ze sobą, prowokując się wzajemnie do szczerości a zamiast tego ranią się i oddalają. Padnie, więc pytanie, na czym polega dojrzała miłość.

       

      „Czasem trzeba się rozkleić”, napisze Sowa i doda, że „człowiek nie jest robotem nastawionym na program niekończące się zadowolenie, a łzy są nie tylko po to, żeby wypłukiwać paprochy z oka, ale też z duszy”. I wracamy do tego, co jest kwintesencją sukcesu prozy Sowy. Nie szczędzi swoim postaciom nieszczęść, stawia je przed najtrudniejszymi sprawami, szarpie, bo na życie składa się wszystko, i trochę deszczu i trochę słońca. Ale na koniec udowadnia, że po każdym katakliźmie podnosimy się, z czym i w jakim stanie, to już od nas zależy, ona zadba, żebyśmy zobaczyli jak te straty przewrotnie zmieniają się w zyski. Zostawia nas z pokrzepiającą nadzieją, energetycznym fikołkiem, i chrapką na życie. Zwłaszcza, że nieustannie powtarza, żeby nie zdawać się na los, ani nie czekać aż życie się zacznie, tylko brać sprawy i załatwiać je po swojemu, inaczej „zamiast błota, czeka nas bagno”. I najważniejsze to robić to, co czujemy wewnętrznie, że jest dla nas dobre, a nie dla znajomych, którzy za chwilę zapomną, że nas spotkali.

       

      Anna Dutka

       

      Izabela Sowa, Herbatniki z jagodami, Prószyński i S-ka, Warszawa 2003. Projekt okładki: Maciej Sadowski. Redakcja: Jan Koźbiel. Redakcja techniczna: Małgorzata Kozub. Korekta: Joanna Kleczek. 223 stron. 

       

      POLECAM RÓWNIEŻ:

      Izabela Sowa - Smak świeżych malin

      Izabela Sowa - Cierpkość wiśni

      Izabela Sowa - Zielone jabłuszko

      Izabela Sowa - Świat szeroko zamknięty

      Izabela Sowa - Ścianka działowa

      Izabela Sowa - Agrafka

      Izabela Sowa - Podróż poślubna

      Izabela Sowa - Podróż poślubna - Pierwsze zdanie

      Dlaczego warto oglądać Seks w wielkim mieście

      Izabela Sowa - Części intymne

      Izabela Sowa - Powrót

      Katarzyna Targosz - Wiosna po wiedeńsku

      Ałbena Grabowska - Grzyb - Coraz mniej olśnień

      Ałbena Grabowska - Lot nisko nad ziemią

      Ralph Sarchie, Lisa Collier Cool - Zbaw nas ode Złego

      Grażyna Obrąpalska - Przystanek Kostaryka

      Joanna Bator - Japoński wachlarz

       

      Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 sierpnia 2014 10:22

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014