Recenzentka

Wpisy otagowane „2007”

  • czwartek, 13 października 2016
    • Osaczenie - Carl Frode Tiller, czyli jak marudzić po norwesku

      Gdy w 2007 trzydziestosiedmioletni wówczas Carl Frode Tiller (ur. 1970) święci swój życiowy triumf i odbiera najważniejszą norweską nagrodę literacką, dwa lata od niego starszy Karl Ove Knausgård (ur. 1968) ma dodatkowy powód do żalu. Wrażenie, że nic nie osiągnie literacko wzmagało w nim, a sukces kolegi po piórze mógł być iskierką, która rozpaliła w nim pomysł, który z taką siłą wybuchnie zaledwie rok później. Skomplikowany literacki przekładaniec: brak weny, kryzys twórczy, porażka komercyjna nagle dostaje paliwa. Tiller świętuje, ale to sukces kameralny; na razie na skalę pięciomilionowej Norwegii, która rozpływa się nad talentem rodaka uwielbianego już od jego debiutu w 2001 powieścią „Skåninga”, która zdobyła Tarjei Vesaas’ debutantpris, nagrodę roku za najlepszy debiut i nominację do Brageprisen.

       

      Osaczenie_Carl_Frode_Tiller1

       

      Literackie losy Carla Frode Tillera i Karla Ovego Knausgårda mocno się przeplatają. Gdy awanturnik z Północy ugruntowuje swój sukces Moją walką, Tiller postanawia iść w jego ślady i dopisuje ciąg dalszy do Osaczenia. Teraz bardzo łatwo jest marketingowcom żonglować wyobraźnią czytelników sugerując im epicki obraz Norwegii w kontrastujących się wydaniach: piszącego o sobie Knausgårda i piszącego o innych Tillera. Brakowało wam wielogłosu w prozie Karla Ovego? Oto rozłożona na głosy odpowiedź Tillera. Coś więcej jednak sprawia, że ten pojedynek tytanów pióra nie idzie z dymem. Los? Przypadek? Nie, nie: łaskawa ręka Zadie Smith, która namaszcza karierę Knausgårda i jedną pozytywną wypowiedzią tworzy efekt kuli śnieżnej, do której przyklejają się kolejne lansowane norweskie nazwiska. Sprzedawanie praw do przekładów prozy norweskiej jest dzisiaj jak handlowanie pewniakiem; bez względu na jakość można się spodziewać pozytywnego zainteresowania rynku.

       

      Carl Frode Tiller ma wiele atutów, żeby powielić sukces Knausgårda: jest Norwegiem, opowiada o ściśniętej mrozem, brakiem światła i egzotyką Północy społeczności, dokonuje wiwisekcji na relacjach ludzkich. Obaj piszą właściwie o tym samym: o człowieku i jego samotności w jednym z najlepszych krajów do życia. Knausgård do perfekcji opanował perspektywę egotyka, w którego cień upycha resztę najbliższych przerzucając na nich odpowiedzialność za własne poczucie niepowodzenia, niespełnienia. Tiller patrzy na knausgårdowskiego bohatera oczami świadków. Prześwietla go machiną psychologicznych podchodów. O ile Knausgårdowi zarzucano, że nudzi, użalając się nad sobą, o tyle Tiller nudzi historią żywcem wyjętą z akt psychologa, któremu trafił się wybitnie marudny pacjent.

       

      Nie dołączę do peletonu zachwyconych głosów, bo proza Tillera nie oferuje nawet w minimalnym stopniu tego, co o dziwo w porównaniu z nim można znaleźć u Knausgårda. Zderzenie z narracją w Osaczeniu, to jak wielogodzinny maraton katowania się wylewanym tutaj potokiem cudzych brudów. Przebrnięcie przez tę książkę wymaga podobnego trudu, jak zdobycie K2, tyle, że na szczycie zamiast satysfakcji można jedynie westchnąć z ulgą, że to koniec. Rozczarowanie dziełem Tillera pojawia się już na początku i wzmaga z każdą stroną. Czytając tę prozę można popaść w depresję i zapaść na nieodwracalną w skutkach niechęć do świata. Więc tak, to proza sugestywna, ale z napięciem nie między wierszami, a między czytelnikiem i jego silną wolą, która każe mu się katować do końca. Nie udało się Tillerowi wzbudzić swoją historią zainteresowania, bo za grosz nie ma umiejętności pisania obrazami, a czytanie niekończącego się i nawarstwiającego w wypowiedzi każdej postaci marudzenia i narzekania na ludzi i świat, po prostu nie sprawdza się literacko. Nie potrafię sobie wyobrazić tej książki w jakiejkolwiek adaptacji, chyba, że w bardzo perfidnym performansie inspirowanym historią z Osaczenia.

       

      Trzeba też sobie jasno wyjaśnić, że w żadnej mierze Osaczenie nie jest thrillerem psychologicznym. Nieudana zagrywka marketingowa dokłada tylko do ognia niechęci, jaką może wzbudzać takie mamienie czytelnika. Próba wciskania rzeczy raczej z górnej półki czytelnikowi komercyjnemu może tylko wzmorzyć niechęć do tzw. literatury ambitnej. To proza monologowa-rzeka, w której nie widać uzasadnienia dla takiego potoku słów. Postaci zupełnie tutaj nieożywają, nie wychodzą poza słowa i nie trafiają do wyobraźni, bo Tiller nie wie, jak je nakreślić. Skupił się jedynie na oddawaniu im głosu, a ten nie nabrał choćby minimalnie odcienia indywidualizmu. Podziwiam upór tych recenzentów, którzy potrafili dostrzec jakieś niuanse w wypowiedziach postaci, które według mnie nużą jednym beznamiętnym głosem. To zaprawdę godny podziwu upór krytycznoliteracki.

       

      W moim odczuciu książka w żadnej mierze nie zasługuje na impet, z jakim obdarowuje się ją komplementami. Od prozy z najwyższej półki oczekuję błysku, intelektualnego rozmachu lub chociażby językowych twistów. A apetyt na cokolwiek do czytania mija po takich frykasach: „No, mówi, a po jego głosie poznaję, że naprawdę żałuje tego, co powiedział. Silje, mówi i milknie, ale nie wychodzę mu naprzeciwko, po prostu stoję i uśmiecham się oschle i obojętnie. Przepraszam, mówi. W porządku, mówię, sztywna i nieruchoma, a jego ręka zsuwa się z mojego ramienia. Naprawdę nie miałem tego na myśli, mówi. Oczywiście, mówię”. A ja MÓWIĘ, że to proza, która zniechęca do czytania. Jest równie nieprzyjemna, jak zadufana w sobie panna, której wydaje się, że jest największą pięknością na świecie. Osaczenie wyważa otwarte drzwi. Niczego w literaturze nie zmieni, niczego nie dopowiada. W ten sposób literatura Tillera jest wtórna, a jeśli ma kontynuację, to i wsobna, jeśli autor ciągnie w ten sam sposób część drugą, co ocenię, gdy ją przeczytam.

       

      Dla osób, których ta recenzja nie zniechęciła mam egzemplarz książki, którą będzie można wygrać w konkursie, który ogłoszę na Facebooku.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_Wydawnictwo_Literackie2

       

      Recenzja Osaczenie, Carl Frode Tiller, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016. Z norweskiego przełożyła: Maria Gołębiewska-Bijak. Tytuł oryginału: Innsirkling (2007). Wydanie pierwsze. Opieka redakcyjna: Anita Kasperek. Redakcja: Henryka Salawa. Korekta: Anna Milewska, Kamil Bogusiewicz. Redakcja techniczna: Robert Gębuś. Opracowanie komputerowe okładki: Marek Pawłowski. ISBN 978-83-08-06200-5. Stron: 365.

       

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 października 2016 21:54
  • czwartek, 15 września 2016
    • Miejsce w Norwegii, w którym nie chciałbyś się znaleźć - cytat

      Wtaczamy się powoli do centrum, o ile to niewielkie rondo obramowane kilkoma budynkami w ogóle można nazwać centrum. Pochylony w fotelu, rozglądam się dookoła - nie widać żywej duszy, kompletna pustka, bezruch, nawet sklepów tu prawie nie ma, jedynie zamknięta kawiarnia i kolonialny z ciemnymi oknami. Można tu grać, ale, kurczę, nie wygląda na to, żeby w tym miejscu w ogóle mieszkali jacyś ludzie, zresztą nie wiem, kto by tu chciał mieszkać, kto by się na to narażał. Opieram się o siedzenie, opuszczam szybę i wystawiam łokieć na zewnątrz. Twarz owiewa mi łagodne, świeże powietrze, dobre powietrze. Odchylam głowę, zamykam oczy, oddycham przez nos i szukam zapachów, tyle ich jest zaraz po deszczu - zapach nawilgłej ziemi, woń bzów. Otwieram oczy i znów się pochylam. Takie cholerne pustkowie, taka martwota, psiakrew, nie widać żywej duszy i nie słychać prawie żadnego dźwięku - tylko szum naszego silnika. I cmokanie, gdy opony odlepiają się od mokrego asfaltu. Cholera, nie pojmuję, jak można się osiedlić w takim miejscu jak to.

       

      Osaczenie_Carl_Frode_Tiller

       

      Pierwsze zdanie: Osaczenie, Carl Frode Tiller, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016. Z norweskiego przełożyła: Maria Gołębiewska-Bijak. Tytuł oryginału: Innsirkling (2007). Wydanie pierwsze. Opieka redakcyjna: Anita Kasperek. Redakcja: Henryka Salawa. Korekta: Anna Milewska, Kamil Bogusiewicz. Redakcja techniczna: Robert Gębuś. Opracowanie komputerowe okładki: Marek Pawłowski. ISBN 978-83-08-06200-5. Stron: 365. 

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_Wydawnictwo_Literackie1

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1546 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 września 2016 21:25
  • poniedziałek, 18 sierpnia 2014
    • Izabela Sowa - Świat szeroko zamknięty

      To, co w filmie wymyślił Jean-Pierre Jeunet, Izabela Sowa wymyśliła w literaturze. Emilia niczym Amelia przemieszcza się po kolejnych stopklatkach rzeczywistości. Przygląda się jej jak w lustrze z wypukłościami, zdartym starością. Mam wrażenie, jakby ktoś pokrył tekst patyną czasu, odpalił katarynkę, która porządkuje frazy w rytm nostalgicznej melodii. Jestem w delikatesach wyobraźni dla koneserów wyjątkowości.

      A zatem nowa Sowa! Ech, jak to się dobrze czyta. Smaczków jest tu tyle, że tylko zamknąć oczy a tekst drażni podniebienie, jak oranżada w proszku rozpuszczona na języku. Takie rzeczy to sztuka niełatwa, wiedzą to wszyscy, którzy próbowali podrobić Jeuneta. Czy Julie Delpy udało się to w „2 dniach w Paryżu”? Nie, ale dodało uroku filmowi. A tu proszę: mikrokosmos stylistycznego szaleństwa. I znowu tak mądrze i o życiu.

      Dlaczego ludzie odwlekają na później to, co najlepsze? Dlaczego zamiast smakować życie wszystkimi zmysłami, zachłannie, dawkują sobie ochłapy? A co jeśli nasza kreska życia nagle się urwie, oddzwaniając koniec? Nie zasmakujemy w chowanych na potem chwilach. I o tym właśnie opowiada Izabela Sowa.


      Tym razem spotykamy Bolka, chociaż trochę przez przypadek, bo jego ciocią jest Emilia. Ale to właśnie ona jest mistrzynią w przechowywaniu się przez kolejne pory roku, kamuflowaniu się w tłumie, przemykaniu w małżeństwie. Emilia bierze z życia to, co ono niesie, bez zbytniego zabiegania o lepiej, czy więcej. Ot, jeśli się trafi kąsek, to go przyjmie. Jak nie, popłynie dalej, bez żalu, że coś ją ominęło. Bez różnicy dla kogokolwiek jest to, czy żyje i co robi, bo jest do perfekcji nierzucającą się w oczy osobą. Z zaskoczeniem, ale bez emocji przyjmuje przyjaźń Majki, która w przeciwieństwie do Emilii bierze łapczywie, to co uzna dla siebie za najlepsze, nie przejmuje się opinią innych, prze do przodu. Gdy Majka urodzi w wieku osiemnastu lat Anię, tę samą, w której kocha się potem nastoletni Bolek w „Zielonym jabłuszku”, umówi się z rodzicami, że jest siostrą dziewczynki a na nich przerzuci obowiązki wychowawcze. Z Anią rozstaliśmy się, gdy Bolek wyjechał do Chin na studia, właśnie wówczas, gdy dziewczyna zrozumiała, czym dla niej jest przyjaźń i miłość Bolka. Mijają lata. Ania już wie, że jej siostra, to tak naprawdę jej matka, ale to dziadków kocha, bo byli dla niej jak rodzice i pradziadków, którzy grali rolę dziadków. Gdy umierają, umiera i w niej coś, co wypełni strach przed utratą bliskiego, strach przed przywiązaniem.

      Przeżyje to fatalnie, odcinając się od każdego, kogo kocha lub mogłaby pokochać, bo jak powie nie wytrzyma kolejnej straty. Gdzieś w sobie zdusi ogromny żal po śmierci najbliższych i gdy poczuje tę przeraźliwą pustkę po ich odejściu, obiecuje sobie, że to ostatni raz. Pytanie, co jest gorsze: ryzyko utraty ukochanej osoby, czy życie w uczuciowej pustce?

      Jest tysiące powodów, dla których zatrzymujemy się w życiu. Stajemy w miejscu i niczego więcej nie oczekujemy. Jaki sens ma takie przeczekiwanie? Chociaż i w tej książce humor się skrzy, śmiga po frazach a nam uśmiech zawiesza się od ucha do ucha, to jednak nikt nie ma wątpliwości, że to smutna opowieść. Jak smutne jest życie bez emocji, bez kogoś bliskiego.

      Bolek całe życie będzie tęsknił za Anią, ale pytanie: czy to była ta jedyna, czy tylko idealizuje związek z nią? Może właśnie w ten sposób odbieramy sobie prawo do radości, smucąc się stratą, przywiązując do niej zbyt wielkie znaczenie? Czy jest sens rozpamiętywać przeszłość, karmić ją nadziejami i głodzić się na co dzień, żałując sobie wzruszeń? Po raz pierwszy nie wiem tego po przeczytaniu opowieści Sowy a to znaczy, że zmieniamy półkę z literatury rozrywkowej i zmierzamy ku prozie środka. Zostawia nas Sowa z niedopowiedzeniem, z otwartym zakończeniem. Zostawia nas samych sobie, skazując na domysły. Kołacze się we mnie ta książka, nosi mnie po antypodach melancholii i nostalgii. Sowa zapowiedziała się w „Zielonym jabłuszku” w innej retoryce. Tutaj ta fraza nabrała pełni i nie opuszcza, uderzając cicho w pokłady smutku. Koniec baśni dla dorosłych, pora na prawdziwe życie.

      Anna Dutka

      Izabela Sowa, Świat szeroko zamknięty, Wydawnictwo BLISKIE, Warszawa 2007. Projekt okładki i stron tytułowych: Adam Świergul. Redakcja: Dorota Majeńczyk, Grażyna Nawrocka. Typografia: Monika Lefler. 253 stron.

      POLECAM RÓWNIEŻ:

      Izabela Sowa - Smak świeżych malin

      Izabela Sowa - Cierpkość wiśni

      Izabela Sowa - Herbatniki z jagodami

      Izabela Sowa - Zielone jabłuszko

      Izabela Sowa - Ścianka działowa

      Izabela Sowa - Agrafka

      Izabela Sowa - Podróż poślubna

      Izabela Sowa - Podróż poślubna - Pierwsze zdanie

      Dlaczego warto oglądać Seks w wielkim mieście

      Izabela Sowa - Części intymne

      Izabela Sowa - Powrót

      Katarzyna Targosz - Wiosna po wiedeńsku

      Ałbena Grabowska - Grzyb - Coraz mniej olśnień

      Ałbena Grabowska - Lot nisko nad ziemią

      Ralph Sarchie, Lisa Collier Cool - Zbaw nas ode Złego

      Grażyna Obrąpalska - Przystanek Kostaryka

      Renata Salecl - Tyrania wyboru

      Cecilia Randall - Hyperversum. Sokół i Lew

       

      Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 sierpnia 2014 13:01

Kalendarz

Maj 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014