Recenzentka

Wpisy otagowane „1993”

  • środa, 11 czerwca 2014
    • Olga Tokarczuk - Podróż ludzi Księgi

       

      Gdy trzydziestojednoletnia Olga Tokarczuk zadebiutuje w 1993 powieścią „Podróż ludzi Księgi”, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagra po raz pierwszy. Światem rządzi Clinton, Jelcyn i Kohl. Rozpada się Czechosłowacja. Na polskiej scenie politycznej jest raz śmiesznie, raz strasznie. Wałęsa jest prezydentem, rozwiązuje Sejm i Senat a Hannę Suchocką zastąpi Waldemar Pawlak. Człowiekiem Roku tygodnika „Wprost” zostaje Aleksander Kwaśniewski. Strajkują polscy górnicy, rybacy, budżetówka. Wchodzi VAT. Polska przeżywa nie tylko anomalia polityczne, ale też pogodowe, w styczniu temperatura dochodzi do +17oC. Wszyscy mówią o Kieślowskim, którego „Trzy kolory: Niebieski” ma swoją premierę. Steven Spielberg straszy w „Jurassic Park” a „Archiwum X” w amerykańskiej telewizji. Nikt nie mówi o „Świecie Młodych”, którego ostatni numer ukaże się w lipcu. Miesiąc później uwagę wszystkich przykuje „polski napad stulecia” na konwój pieniędzy Swarzędzkiej Fabryki Mebli. Do polskich kin wchodzi „Uprowadzenie Agaty”. Ostatni rosyjscy żołnierze opuszczają Polskę a do kraju sprowadzone zostają prochy Ignacego Mościckiego i Władysława Sikorskiego. W Krakowie otwarte zostaje Centrum Kultury Żydowskiej. To rok debiutu mikroprocesora Pentium. W 1993 urodzi się Dawid Podsiadło późniejszy laureat „X Factor” i Ewa Farna, późniejsza jurorka tego show.

       

      Czy to dobry rok na debiut? Tak. Jestem wówczas w trzeciej klasie liceum, czytamy zachłannie i wszystko. W księgarniach nagle zrobiło się kolorowo i kiczowato. To wówczas wchodzą okropne, sztambuchowe okładki. Ale nienasycenie literaturą jest takie, że nikt wtedy tym się nie przejmuje. Książki rewelacyjnie się sprzedają. Jestem pierwszym rocznikiem po 1989, który zaczyna liceum. Co będziemy czytać i jak rozmawiać o literaturze? Nie pamiętam podręczników do literatury, pamiętam, że kupowaliśmy nowe książki do historii: Topolskiego, Pronobisa, Alberta (Roszkowski). Niektóre tyle co napisane. Jeżeli ktoś chciał poznać wagę i znaczenie dokumentów historycznych, to miał szczęście żyć właśnie wówczas. Byliśmy świadkami zmieniającej się na naszych oczach historii tak różnie opisywanej przez poszczególnych historyków.  Zapisuję się do Klubu Książki Księgarni Krajowej Prószyńskiego i żyję od zamówienia do zamówienia. To pierwsza polska księgarnia wysyłkowa. Rynek książki rozwija się na moich oczach. Czytam wszystko, ważne jest samo czytanie. Literaturę piękną i masową. Ogromną popularnością cieszą się takie cieniutkie poradniki Alana Loy McGinnisa „Sztuka przyjaźni”, „Sztuka miłości”, „Sztuka motywacji”. Pamiętam też, że to złote czasy dla Dänikena (sic!).

       

      Olga Tokarczuk wyłania się z tego chaosu, jak powiew świeżości. Daje wytchnienie i nadzieję na znalezienie sensu. Porządkuje. Wydawać by się mogło, że znalazła drogę wyjścia z wszechogarniającej matni, z „chaosu czasu, który ludzie noszą w sobie”. Bo mimo, że przenosi akcję powieści do Francji z XVII wieku, to tak naprawdę ciągle mówi o nas tu i teraz. O sprzężeniu czasu, który kołem się toczy. O ludzkim zamiłowaniu do powtarzania historii i błędów.

       

      Ta zafascynowana Jungiem psycholożka rozprawia się z archetypem męskości i kobiecości. Jej proza będzie odtąd powracającym sposobem na budowanie od początku mitu kobiecości, na przywracaniu mu znaczenia. Jest odbiciem świata, pokazanym ze zdwojoną mocą.

       

      Pokazując tajemnicze Bractwo Księgi, pokazuje Tokarczuk grupę zamożnych, uprzywilejowanych mężczyzn, których fortuny rosnąc z pokolenia na pokolenie zagwarantowały im dostęp do wiedzy i wygodnego życia z wyboru. Do podążania za pragnieniami woli a nie potrzeby. To świat od zawsze niesprawiedliwy wobec nieuprzywilejowanych. Świat, w którym hierarchia władzy przekłada się na podział dóbr, przywilejów. Pięknie zakamuflowała w tej opowieści Tokarczuk współczesność, w której najważniejsze decyzje zapadają podczas zamkniętych spotkań przedstawicieli najbogatszych państw świata. A dlaczego tak misternie ubiera swoją opowieść w kostium historyczny? Niemal tolkienowską opowieść o podróży do Księgi? Bo wolimy słuchać bajek i wierzyć, że to wszystko bajka. A to nie bajka, chociaż opowiedziana z magicznym zacięciem.

       

      Ogromną wagę przykłada Tokarczuk do budowania nastroju wielkiej tajemnicy, życiowej misji, szansy otarcia się o ostateczną Prawdę. Prowadzi wyrafinowaną grę literacką, rozpisując z zaborczą precyzją kolejne ruchy. Jest bezwzględnym graczem, który zna finał rozgrywki, czerpiąc satysfakcję z bezradności czytelnika, poruszającego się niepewnie w tym gąszczu wątpliwości i nadziei. Doskonale dobiera zawodników, nie mają szans z psycholożką, która przestudiowała ludzkie zachowania. Wie, kto w tej krzyżówce charakterów ma szanse. De Berle, bankier i filantrop, to człowiek dążący do coraz większego „porządku, stabilizacji i jasności”, dla niego rzeczy znaczą dokładnie to, czym są. Droga Markiza do poznania prowadzi przez Magię i wtajemniczenie. Spędzi życie na pogoni za sławą, prestiżem i coraz większymi dobrami. Spełnienie zapewnia mu nimb wielkości, który dostrzega w oczach innych, majątek, który zaświadcza o jego znaczeniu. Pan de Chevillon starzec z wielkimi wpływami o przenikliwym umyśle, straci przyjaźń króla, gdy zacznie go krytykować w złośliwych pamfletach. Wreszcie Weronika, kurtyzana wierząca w miłość kawalera d’Albi, pochodzącego z dobrej rodziny, najmłodszego w Bractwie, lubianego, szukającego przygody raptusa, zapalającego się od impulsu. W ich cieniu, niemal niedostrzegalny znajdzie się Gauche, niemowa wychowany przez siostry klaryski, potem przez kobietę z przyklasztornej wsi.

       

      Śledzimy przygotowania do podróży po Księgę, nieoczekiwane zmiany, przetasowania. Jak w życiu. Rozczytywanie się w kolejnych wersach jest jak zbliżanie się do Prawdy, która dla tylu pozostaje nieosiągalna, jak pokazuje proza Tokarczuk. Jest w niej siła sugestii, trzymająca w silnym przekonaniu, że oto poznaje się życie i jego wciąż powtarzającą się historię. Gauche zazdrości ludziom, że potrafią mówić, ale czy potrafią użyć języka do wyrażenia tego, co najważniejsze? A najważniejsze słowa nie padną w tej powieści, staną się jasne same przez się. Wiele słów za to zostanie użytych na wyrost, niepotrzebnie, dla rozbudzenia nadziei, dla uzależnienia. Słowo jest, powie Tokarczuk czarodziejskim odbiciem rzeczy, dla Gauche’a duszą rzeczy, nad którą sprawuje się władzę.

       

      W tej powieści, zapowiedzi tego, co będzie rozwijać Tokarczuk w swojej późniejszej prozie, znajdziemy powracające motywy: mężczyzn żyjących dla swoich pasji kosztem kobiet: ich towarzyszek, kochanek, dzieci. Są nieobecnymi ojcami, chwilowymi kochankami, zdradzającymi mężami. A przede wszystkim ludźmi realizującymi własne ambicje. Markiz będzie pisywał poematy liryczne, pamflety polityczne, w końcu pod wpływem pana de Chevillon zajmie się alchemią i naukami tajemnymi. Życie jego żony zasługiwałoby na osobną historię, napisze Tokarczuk, „byłaby to opowieść o tym, jak niektóre kobiety wierzą w zbawienną i niezwykłą siłę miłości, i o tym, jak się rozczarowują”. Powraca motyw kobiet, które „sprowadzają się do ciała i uzależniają się od ciała”, marzą, jak Weronika o jakimś wybawicielu. Czasem podejmują walkę, ale jak powie Tokarczuk „wojny toczone przez kobiety to wojny małych chłopców, heroizm drewnianych żołnierzyków i ich drewnianych mieczy”. Zdradzana Markiza ucieka w romans, ale już nie od męża, prowadzi modny salon pełen adorujących ją mężczyzn, traci jednak popularność, bo nie odpowiada na tę atencję a tego nie wybacza się atrakcyjnym kobietom. W swojej prozie wielokrotnie przypomina Tokarczuk, że świat utwierdza chłopców, że są jego wybrańcami a dziewczyny, że świat akceptuje to, jak są przez nich traktowane. Dopiero, gdy urodzi się chłopiec rodzice są dumni, „patrzą szczęśliwi, jak zaczyna chodzić i mówić, kiedy ciągnie za rude warkoczyki starszą siostrę, nazywają to zawadiactwem, odwagą i w końcu męskością. I odtąd starszym siostrom męskość kojarzy się z ciągnięciem za warkocze przy cichej aprobacie świata”.

       

      Kto weźmie udział w podróży po Księgę i z jakich motywów? Kogo ludzie Księgi spotkają po drodze? Jakie te decyzje i spotkania będą miały znaczenie dla finału tej drogi? Olga Tokarczuk wywołuje zadumę i zachęca do refleksji nad życiem, smakowania go we właściwych proporcjach, podążania za własnym wewnętrznym głosem, poszukiwania drogi, zaczynając od siebie. Wierzy w drzemiącą w kobietach siłę. Przygląda się swoim bohaterkom ze zrozumieniem i ogromną empatią. Wczytuje się w ich zachowania docierając do ich źródeł. Ta zafascynowana Jungiem pisarka, jednocześnie psycholożka uważnie dobiera słowa, waży każdą frazę. Doceni kobiecą znajomość życia, moc jego dawania, podtrzymywania. Przypomina osiągnięcia kobiet, z premedytacją zapominane przez zmaskulinizowany świat nauki. Wierzy w kobiety, chociaż opuszcza je w swojej literackiej wędrówce. Stawia na uboczu wielkich pytań, choć to one prowokują do ich zadawania. Pokazuje prawdę ukrytą w przemilczaniu, odbieraniu prawa do publicznego wypowiadania się, prawa do własnej woli.

       

      Ta proza pokazuje świat w zmianie, świat, w którym traci znaczenie mądrość na korzyść siły. W takim świecie bezbronne stają się kobiety, zmuszane do uległości, do niechcianych wyborów, szukające na ogół bezskutecznie sojuszników. Bezbronne są mniejszości, zmuszane do ucieczki. Gdy Tokarczuk w 1993 wraca w swojej powieści do Francji z XVII wieku, kiedy to król wprowadza katolicyzm, jako jedyne legalne wyznanie w królestwie, zmuszając innowierców do zmiany wiary lub opuszczenia ojczyzny, opisywane wydarzenia nabierają dodatkowego znaczenia wobec ówczesnych decyzji polskich władz. Sejm przyjmuje ustawę antyaborcyjną, parafowany zostaje konkordat. W kraju powstaje coraz więcej wyższych seminariów duchownych, utworzona zostaje Katolicka Agencja Informacyjna. Na sztandary Wojska Polskiego wprowadzono dewizę: Bóg, Honor, Ojczyzna.

       

      To gęsta proza, przemawiająca obrazami. Skupiona. Mądra. Filozofująca. Pokazuje, że można żyć obok prawdziwego życia, ocierać się o Mądrość, poznając jej źródło, przeważnie zbyt późno. Pięknie opowiada Tokarczuk o sensie życia.

       

      PS Przypominam prozę Olgi Tokarczuk, która będzie gościem tegorocznego Festiwalu Conrada w Krakowie 20-26 października.

       

      Anna Dutka

       

      Olga Tokarczuk, Podróż ludzi Księgi, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 1998. Wydanie III. Redakcja: Wiesława Karaczewska. Korekta: Anna Chmielewska. Redakcja techniczna: Urszula Ziętek. Projekt okładki i stron tytułowych: Maciej Sadowski. 215 stron.


      POLECAM RÓWNIEŻ:

      1995 - Olga Tokarczuk - E.E.

      1996 - Olga Tokarczuk - Prawiek i inne czasy

      1996 - Olga Tokarczuk - Prawiek i inne czasy - Cytat

      1996 - Olga Tokarczuk - Prawiek i inne czasy - Pierwsze zdanie

       

      Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      środa, 11 czerwca 2014 14:13
  • środa, 26 marca 2014
    • Jeffrey Eugenides - Przekleństwa niewinności

      Jeffrey Eugenides zbliża się do trzydziestki, gdy pisze „Przekleństwa niewinności”. Jak powie, podziela opinię Virgini Woolf, że pisarz powinien debiutować po trzydziestce. Gdy w 1993 ukaże się jego pierwsza książka ma 33 lata. Co sprawiło, że historia samobójczej śmierci pięciu sióstr Lisbon okazała się takim sukcesem wydawniczym, że sprzedano prawa do tłumaczenia jej na piętnaście języków a Sofia Coppola wybrała książkę Eugenidesa na swój debiut reżyserski?


      Akcja powieści rozgrywa się w latach 70. XX wieku na fikcyjnych przedmieściach amerykańskiego miasta, gdzieś w północno-wschodnich stanach. I chociaż nazwa Detroit nigdzie nie pada, to widać, że miasto rodzinne pisarza odciśnie tutaj mocno swoje piętno. W wywiadzie z Michałem Nogasiem dla „Klubu Trójki” (27.02.2013) Jeffrey Eugenides opowie, że przywołał w książce czasy własnego dojrzewania, jeden z trudniejszych okresów we współczesnej historii Stanów Zjednoczonych, gdy wiele miast przeżywa kryzys, bankrutuje nawet Nowy Jork a on i jego rówieśnicy dorastają w poczuciu końca imperium. Milionowe Detroit w skutek kryzysu zmalało wówczas o połowę, rozebrano lub zamknięto większość budynków, rozrasta się działalność gangów narkotykowych. Stąd dla niego „Przekleństwa niewinności” to przede wszystkim powieść o upadku amerykańskiego imperium.

      Dla nas w powieści otwierają się też inne wątki: dojrzewania i budowania relacji dziewczyńsko – chłopackich, wchodzenia w dorosłość, buntu młodzieńczego, inicjacji seksualnej. W melancholijnej opowieści przeplatają się historie pokolenia straconej młodości, która wybuchnie w nieodpowiednim momencie historycznym, naznaczona wojną, przegraną, kryzysem gospodarczym, zakłamaniem. W przyspieszonym kursie dorastania ci młodzi ludzie czują się jak jętki jednodniówki, stworzone do:  rozmnażania i umierania. Czy da się od tego uciec?


      Eugenides decyduje się opowiedzieć trudną prawdę o swoim pokoleniu. Narracja jest tak poprowadzona, że słyszymy historię rozpisaną na wiele głosów chłopców, którzy mając za sobą śluby i rozwody, jeszcze raz wracają wspomnieniami do czasów młodości, próbując zrekonstruować ten dla nich ważny czas dorastania. Ich „my” tworzy generacyjny dystans, pozbawiając historię pozornie intymności, chociaż pisarz podkreśla, że czerpie garściami z historii, plotek, wydarzeń z mikroświata własnej dzielnicy, w której dorastał. Panuje tu nastrój umierania, degradacji, powolnego popadania w ruinę. Coraz dotkliwsze są strajki, protesty. Nawet przyroda przytłacza: plagami jętek oblepiających szyby, ściany domów, gęstą mazią martwych ciał, drzewa atakuje grzyb, rozkładająca się gruba warstwa alg zamienia powietrze w gnijący smród.


      Jaki był ten świat? Ułożenie go w całość okazuje się sprawą niewykonalną, tak, jak nie da się opowiedzieć i zrozumieć historii pięciu sióstr Lisbon, których samobójcze śmierci wstrząsnęły życiem przedmieścia. Można przemieszczać się po rejestrach pamięci, wyciągać hipotetyczne wnioski, rozkruszać nadwątlone wspomnienia. Można zebrać w jednym miejscu dzienniki, zdjęcia, przedmioty codziennego użytku, studiować ich zapachy, przywoływać sceny, w których zaistniały po raz pierwszy w wyobraźni chłopców. A wszystko to „tylko próba pobrania odcisków palców od ducha”, jak powie jeden z nich. Każdy z chłopaków ma własny pakiet historii, uwikłanych w pamięć o Lisbonkach, które rozmywają się, tracąc ostrość w licznych próbach podsumowania ich. Jakieś mgliste wspólne wrażenie ledwie przenika z ich opisów. Im głębiej wchodzą w historię sióstr, tym staje się ona mniej jednoznaczna, bardziej skomplikowana. Sensy mnożą się same. Potrzeba zrozumienia niekoniecznie prowadzi do prawdy. A każda wypowiadająca się osoba, bez względu, czy to będą chłopcy, lekarz psychiatra, dziennikarka, rodzice Lisbonek, nauczyciele, sąsiedzi, dotykają spraw, które minimalnie tłumaczą to, co się wydarzyło.


      Spróbujmy jednak poskładać kilka faktów. Znajdujemy się na przedmieściach zamieszkałych przez amerykańską klasę średnią. Lekarze, bankierzy, prawnicy nieprzyzwyczajeni do pracy fizycznej, obsługiwani przez czarnoskórą służbę, zamieszkują wypielęgnowane posesje, z pięknymi drzewami, w wyszukanych stylizacjach domów. Życie płynie leniwie i szczęśliwie. Nikt się nie zastanawia nad jego kosztem, nikt nie martwi się losem tych, którzy za pańszczyźniane wynagrodzenia ułatwiają im życie. Eugenides pokazuje bezrefleksyjność klasy konsumującej, jednakowej w swoich potrzebach stępionych do życia na pokaz, jednoczącej się w ceremoniale zbiorowego pielęgnowania jednakowo wystrzyżonych trawników. Niebezpieczeństwo drzemie w ich braku empatii, w egoistycznym zaspokajaniu swoich potrzeb.


      Kim były siostry Lisbon? To z pozoru normalna rodzina: pan Lisbon uczy matematyki w szkole średniej, pani Lisbon urodzi w pięć kolejnych lat, pięć córek. Gdy ich poznajemy najmłodsza ma trzynaście, najstarsza siedemnaście lat. Chodzą do katolickiego kościoła św. Pawła nad jeziorem. Niepokojąco robi się, gdy przekraczamy próg ich domu. Pani Lisbon jest przekonana, że znalazła patent chroniący córki przed zagrożeniami życia. W cieniu miłości do Boga uwiła dla swoich córek wychowawcze piekiełko. W domowej biblioteczce stoją wyłącznie ocenzurowane przez rodziców książki. W domu nie wolno przechowywać czasopism kobiecych. Lisbonki skazane są na rygorystyczny zimny chów, w restrykcyjnej izolacji od rówieśników. Nastolatki nie mogą zapraszać do domu kolegów, program telewizyjny jest pod matczyną stałą kontrolą, żeby uchronić córki przed nieprzyzwoitymi treściami. Niestety im bardziej młode Lisbonki są izolowane od rówieśników, tym większe wzbudzają zainteresowanie. Ta obsesyjnie religijna matka, przeświadczona, że w ten sposób uchroni je przed pokusami dojrzewania, robi z nich sensację przedmieścia a wyobraźnię chłopców rozpala tak, że największego ogiera okolic bardziej podnieca obraz Lux ze szczoteczką do zębów w dłoni niż cała golizna, którą widuje w swojej sypialni prawie każdej nocy. To „dom, w którym stłamszono młodość”, przeczytamy w końcu.


      Gdy więc pewnego dnia najmłodsza, trzynastoletnia Cecilia popełnia samobójstwo uwaga skierowana na Lisbonki, gęstnieje wokół dziewczynek. Jak zareagować? Eugenides pokazuje społeczeństwo wytresowane do niepokazywania emocji. Pokazuje powierzchowność stosunków międzyludzkich, wpisaną w nie interesowność i coraz niższą jakość mediów, które z informacyjnych zmieniają się w tabloidowe. W końcu wojna w Wietnamie zbierała swoje żniwo na tyle długo, żeby przyzwyczaić wszystkich do śmierci. Wydawać by się mogło, że odrobina empatii, gest bliskości, szczera rozmowa byłaby ukojeniem w takiej sytuacji. A jednak wszelkie przejawy normalności to ostatnia rzecz, na jaką wpadną bliscy, sąsiedzi, koledzy. Tragedia dziewczynki jest zbyt prozaiczna, żeby dyskutowały o niej gazety. W obliczu krachu gospodarczego, codziennie popełniają samobójstwa ojcowie rodzin i tylko samobójstwo zbiorowe ma szansę na odrobię uwagi, upchane gdzieś na czwartej stronie gazety. Oczywiście plotkuje się pokątnie o sprawie. Pani Denton wysyła do prasy anonimowy list wzywający szkołę do reakcji w obliczu „epidemii lęku wśród dzisiejszych nastolatków”. Gdy w końcu media podejmą temat, ich dyskusja ociera się albo o sensację albo robi wrażenie nieszczerej. Przedstawiciel lokalnej Izby Handlowej wyrazi ubolewanie, że robienie sensacji wokół tematu, wpływa na obniżenie cen gruntów w okolicy. Pani Larson lamentuje, że media wyciągają sprawę akurat wtedy, gdy wszystko zaczyna wracać do normy.


      Pustka emocjonalna i brak słów na wyartykułowanie emocji spaja tych ludzi w usilnej presji poradzenia sobie z wydarzeniem. Szokującym? Przerażającym? Nieuniknionym? Tego się nie dowiadujemy, bo nikt nie odważy się na podsumowanie, czy poważną rozmowę. A jeśli już, to wszyscy są gotowi do wymiany błahych informacji, udzielania praktycznych rad, interwencji angażujących rozum a nie emocje. Gdy do ojca Cecilii przyjdą sąsiedzi, on włączy rozgrywki baseballu, odciągając ich uwagę od śmierci dziewczynki. Sąsiadki próbując wywołać temat samobójstwa w rozmowie z panią Lisbon, odnoszą wrażenie, że mają do czynienia z wypadkiem. Nawet postronni świadkowie z ulgą przyjmują do wiadomości, że to faktycznie mógł być nieszczęśliwy wypadek. Nieporadne próby okazania zainteresowania, odrzucają same siostry Lisbon. Zorganizowany w rok po samobójstwie Cecilii Dzień Żałoby w szkole, nie ma wyróżniać tragedii Lisbonów, tylko być przeżyciem uniwersalnym, „pogrążeniem się w żałobie z powodu wszystkiego złego, co się kiedykolwiek wydarzyło”. Nikt nic nie mówi „poczuliśmy, więc, jak bardzo są starzy, jak bardzo nawykli do cierpień, kryzysów i wojen”, usłyszymy podsumowujący głos jednego z chłopców.


      Coś jednak popchnęło dziewczęta do śmierci. Doktor Armonson, po nieudanej pierwszej próbie samobójczej zwróci się do Cecilii: „Jesteś jeszcze za młoda, żeby wiedzieć, jak podłe bywa życie”. Na co mu odpowie „Widać, panie doktorze, że pan nigdy nie był trzynastoletnią dziewczynką”. Czy dowiemy się, co to znaczy być trzynastoletnią dziewczynką? Chłopcy z dzielnicy usilnie próbują tego dociec. Szpiegują życie Lisbonek, robią nieudane podchody, próbując zawiązać bliższą znajomość. Krążą wokół nich jak satelity a one pozostają nieprzeniknione, niezrozumiałe. „Poczuliśmy do głębi, jakim więzieniem jest być dziewczynką”, stwierdzi w końcu jeden z nich. „Wiedzieliśmy wreszcie, że dziewczęta w istocie były kobietami w przebraniu, że rozumiały miłość, a nawet śmierć, a naszym zadaniem było jedynie robić wokół siebie hałas, który najwyraźniej je fascynował”.


      Czy ta „bezkresna wędrówka bezdrożami hipotez i pamięci” daje jakieś jednoznaczne odpowiedzi? Da setki niejednoznacznych. Każda jest lepsza od poprzedniej. Na koniec przeczytamy, że „Lisbonki stały się symbolem wszystkiego, co jest w kraju złe, bólu, który ten kraj zadawał nawet swym najbardziej niewinnym obywatelom”.  To smutna proza. Gorzka. Prawdziwa. Warta zasmakowania.

      Anna Dutka

      Jeffrey Eugenides, Przekleństwa niewinności, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013. 239 stron. Przekład: Tomasz Bieroń. Tytuł oryginału: The Virgin Suicides (1993). Projekt okładki: Jasiek Krzysztofiak. Zdjęcie na okładce: Andreas Heumann, „Bicycle break” (1940). Opieka redakcyjna: Karolina Macios. Korekta: Mirosław Ruszkiewicz.

      1993 - Przekleństwa niewinności - Pierwsze zdanie

      Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      środa, 26 marca 2014 11:50
  • wtorek, 25 marca 2014

Kalendarz

Kwiecień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014