Recenzentka

Wpisy

  • poniedziałek, 11 września 2017
    • My, topielcy - Carsten Jensen

      W marcu 2006, po opublikowaniu karykatur Mahometa w duńskiej „Jyllands-Posten” i protestach muzułmanów, Carsten Jensen napisał: „Cały świat dowiedział się o istnieniu Danii, ale chyba nie ma się z czego cieszyć”.

       

      My_topielcy_Carsten_Jensen2
      W wieku 25 lat ma na swoim koncie pierwszą publikację. Jego talent dostrzega duńska prestiżowa „Politiken”. Pisze tam recenzje i nieustannie publikuje. Nie tylko teksty krytycznoliterackie. Angażuje się i staje po stronie najsłabszych. I jeździ w miejsca, w których wrze. Z podróży przywozi wyraziste reportaże ukazujące świat przyparty do muru. W latach 1978-2010 pisze o Włoszech, Polsce, Indonezji, Tajlandii, Indiach, Związku Radzieckim, Czechosłowacji. Staje się rozpoznawalnym i bezkompromisowym krytykiem rzeczywistości, niewygodnym dla polityków, wstrząsającym sumieniem spokojnej i wygodnej Danii. Przełomem w jego życiu będą wydane w wieku 44 lat rewelacyjne historie z podróży „Jeg har set verden begynde”, za które otrzyma De Gyldne Laurbær. 10 lat będzie pracował nad „My, topielcy”. Nigdy się nie spieszy. I nigdy nie powie ani słowo za dużo. Ale to, co mówi, nie wszystkim się podoba. W 2015 ukazuje się „Den første sten”, powieść o grupie duńskich żołnierzy, którzy pojechali na ochotnika do Afganistanu. Tłumaczenie na angielski zostaje wstrzymywane, bo obraz wojny, który wyłania się na kartach powieści, jest niewygodny dla Amerykanów.


      My, topielcy” wydaje się być jego życiowym projektem. Takie książki pisze się raz w życiu. Tak, jak tylko raz można zrobić taki film jak „Boyhood”. Nie do powtórzenia. Nie do podrobienia. To literacki ukłon pod adresem pisania. Monumentalne dzieło, ponad 800 stron i perspektywa, która pozwala dotknąć czasu. Rzecz niewykonalna staje się faktem. Co sprawia, że ta historia tak elektryzuje Danię? Co sprawia, że ubiegają się o jej wydania kolejni wydawcy?


      Wszystko dzieje się na długo zanim świat oszalał na punkcie hygge. Zanim Carlsberg zrobił reklamę z Madsem Mikkelsenem, który o mały włosy w „Casynie Royal” nie zabił Bonda. Niepokaźny sąsiad Szwedów długo czekał na swoje otwarcie na salonach literackich. Chwila rozgłosu i uwagi, jaką Jarosław Iwaszkiewicz poświęca literaturze duńskiej mija, wraz z pamięcią o jego szkicach skandynawskich. W.A.B. wydaje więc świetną powieść, która ukazuje się nie w tym, co trzeba czasie i nie dostaje żadnej promocji. Żyje własnym życiem, a to coraz mocniej zaznacza przybierająca na sile fala zachwyconych czytelników. Przekazują sobie książkę z rąk do rąk. Czytają, bywa, że nieświadomi literackiego cudu, odkrywając na nowo przyjemność czytania. I chociaż nie mają w dłoniach wywrotowego dzieła, nic w tej powieści nie zmieni historii literatury, to jednak książka ma w sobie trudną do wytłumaczenia siłę.


      Dzisiaj byłby dobry czas dla Carstena Jensena. Rozniósłby rynek nadając mu ton zadumy nad literacką finezją. Bo w czasach sprzed hygge, naprawdę nie było miejsca na pochylanie się nad maleńkim, portowym duńskim miasteczkiem. Duńczycy ciągnęli się w ogonie za szalejącymi Szwedami i pokazującymi się na horyzoncie, coraz mocniejszymi Norwegami. Ale „My, topielcy” wybronią się na wszystkich polach. Zacznijmy od tłumaczki. Iwona Zimnicka oszlifowała szorstką dulszczyznę pozbawiając ją nienaturalnie brzmiącej w polszczyźnie prostoty. A spotkanie skandynawskiego minimalizmu językowego z polską werwą fleksyjną obudziło czytelników z letargu, w jakim pogrążali się pod natłokiem prostych, skandynawskich kryminałów.


      Powieść Carstena Jensena nie byłaby tak konsekwentnie czytana, zakreślając coraz szersze kręgi, gdyby nie jeszcze coś. To świadomy literacki hołd złożony pisarzom marynarzom, wszystkim podróżnikom, których życie lub jego część związana była bezpośrednio z morzem. Nadając powieści cechy współczesnej Odysei, odwołuje się Jensen do najlepszych wzorców literackich: „Smugi cienia” Josepha Conrada, marynarza, który wiele lat spędził na statku wielorybniczym Hermana Melville’a, autora podróży drogą wodną z Antwerpii do północnej Francji Roberta Louisa Stevensona, pilota parostatków Marka Twaina, Victora Hugo i jego „Pracowników morza”. Pisze o tym składając ukłony pod adresem swoich wielkich poprzedników, pokazując dodatkowo, że pisanie to praca, trud i konsekwencja. To lata studiów i plan. Zamysł, który musi mieć finał. I sens, którego tak bardzo brakuje niekiedy współczesnym książkom.


      Wreszcie powieść ujmuje perspektywą, z jaką Jensen spogląda na małe, portowe Marstal, gdzieś na południu Danii. To stąd zabiera nas pokazując historię swojego kraju, naznaczoną właśnie takimi wyspiarskimi miasteczkami. I udaje mu się uchwycić wyjątkową zmianę. Patrzymy na kraj, który przechodzi ogromną metamorfozę. Budzi się ze społeczno-obyczajowego skostnienia, przeobraża się gospodarczo i technologicznie. Wytycza nowe ścieżki rozwoju i podejmuje najważniejsze moralne decyzje, które na zawsze stanął cierniem, gdy Duńczycy spojrzą wstecz, szukając wyjaśnienia kim są, na czym zasadza się ich tożsamość narodowa.


      Uwodzi nas Carsten Jensen zmieniającymi się płynnie konwencjami. To wyrachowany literaturoznawca, który potrafi z szuflady narzędzi krytycznoliterackich wyciągnąć najpotężniejsze działa. Celuje w naszą uwagę, w nasze oczytanie, w naszą pasję odkrywania i bawienia się literaturą. Raz podsycając atmosferę powieści inicjacyjnej, innym razem dając jej sznyt powieści przygodowej. Będzie tu wielka historia, której znamiennymi bohaterami staną się duńscy marynarze, opływający świat niemal na wszystkich jednostkach, słynący z odwagi, kunsztu marynarskiego i zaciekłości w walce z morskim żywiołem. Ale też z żywiołem ludzkim, więzieniem na miesiące i presją poddania się reżimowi życia na statku i morzu. Czasem przerażającego i niemal zawsze pozostawiającego za sobą trupy. Jak podpowiada Jensen, nie da się zrozumieć kraju bez jego przeszłości. W niej tkwi siła lub demony, które ciągnął społeczeństwo w górę lub dół. Gdzie tkwi siła Danii, gdzie ukrywa trupy z historii, o tym jest między innymi powieść Carstena Jensena. I o tym, co to znaczy być naznaczonym losem, o marzeniach, o instynkcie przetrwania, o woli walki i człowieczeństwie, które kruszy się nagle i równie nagle powstaje. O wartościach, dla których warto się poświęcić. O przemijaniu. Wreszcie o życiu, jego sile odradzania w kolejnych pokoleniach, które wnoszą nowe wartości, nowe idee.


      Źródła, z których korzystałam: Wikipedia, www.litteratursiden.dk, carstenjensenhjemmeside.dk.


      Recenzja książki: "My, topielcy", Carsten Jensen, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008. Przełożyła Iwona Zimnicka. Tytuł oryginału: Vi, de druknede (2006). Wydanie I. Redaktor serii: Natalia Sikora. Redakcja: Filip Modrzejewski. Korekta: Elżbieta Jaroszuk, Alicja Chylińska. Konsultacja marynistyczna: Adam Piechal. Redakcja techniczna: Alek Radomski. Projekt okładki i stron tytułowych: Lucyna Talejko-Kwiatkowska. Na I stronie okładki wykorzystano fragment obrazu olejnego Hermanusa Koekkoeka A Storm At Sea. ISBN 978-83-7414-500-8. Stron: 821.

       

      Książkę można pożyczyć w Miejskiej Bibliotece Publicznej Łódź-Śródmieście, ul. Brzeźna 10

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 września 2017 22:07
  • niedziela, 27 sierpnia 2017
    • Najlepszy pierwszy pocałunek w literaturze

           Poczuł jej wargi na swoich, ich miękką pełność, przyciskającą się do jego ust z lepkością, przez którą zapragnął, by już nigdy się nie rozłączyli. Gdy przesunął spoczywające na podłokietniku dłonie na jej plecy, miał wrażenie, że towarzyszą temu wyładowania elektryczne. Sięgnął do jej karku odsłoniętego pod krótko obciętymi włosami i ostrożnie pogładził delikatny łuk. Odrobinę uchylił usta. Chciał, by i ona zrobiła to samo, aby spotkały się ich oddechy, wciągnąłby wtedy jej powietrze w płuca i oddychał nią. Miał wrażenie, że tonie. Ale z wody nie można czerpać powietrza. Otworzył się teraz na inny żywioł, który również miał go wypełnić. Poczuł, że ona idzie za jego przykładem i lekko rozchyla wargi. Oddychali przez swoje usta, chłonąc powietrze ze swoich płuc. Knud Erik całował miss Sophie, całował świat, a świat całował jego i wypełniał go słodkim oddechem.

       

      My_topielcy_Carsten_Jensen1

       

      Cytat z książki: "My, topielcy", Carsten Jensen, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008. Przełożyła Iwona Zimnicka. Tytuł oryginału: Vi, de druknede (2006). Wydanie I. Redaktor serii: Natalia Sikora. Redakcja: Filip Modrzejewski. Korekta: Elżbieta Jaroszuk, Alicja Chylińska. Konsultacja marynistyczna: Adam Piechal. Redakcja techniczna: Alek Radomski. Projekt okładki i stron tytułowych: Lucyna Talejko-Kwiatkowska. Na I stronie okładki wykorzystano fragment obrazu olejnego Hermanusa Koekkoeka A Storm At Sea. ISBN 978-83-7414-500-8. Stron: 821.


      Książkę można pożyczyć w Miejskiej Bibliotece Publicznej Łódź-Śródmieście, ul. Brzeźna 10

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 sierpnia 2017 14:37
  • czwartek, 24 sierpnia 2017
    • Świat Astrid Lindgren, czyli szwedzki Disneyland

      Amerykanie mają Disneyland a Szwedzi Świat Astrid Lindgren. Jest ta część lata, gdy świt od razu przeobraża się w upalny poranek. Pszczoły kołują ciężkim lotem, zataczając się na boki. Mieszkańcy Vimmerby wypatrują deszczu. Powietrze rozmywa się w drgającą plamę tuż nas asfaltem. Stoję w tłumie kilkuset osób. Czekamy na otwarcie Astrid Lindgrens Värld. Za chwilę przekroczymy bramę parku i przekroczymy granicę czasu. Czyli zrobimy coś, co do tej pory wydawało nam się niemożliwe.

       

      wiat_Astrid_Lindgren_brama_wejciowa


      Połowa rodziny moich gospodarzy tutaj pracuje; Katja jest ogrodnikiem, Lotta sprzedaje kiełbaski w punkcie gastronomicznym. Nawet Linnus, chłopak Lotty znalazł tu pracę. Szwecja zamiast ściągania dużych sieci, generuje własne, dochodowe pomysły, które utrzymują gminy i dają miejsca pracy mieszkańcom okolicznych wiosek i miasteczek. Tak zapobiegają zasysaniu talentów do dużych miast. Ale to też pomysł, żeby życie toczyło się w całej Szwecji, a nie tylko w dużych aglomeracjach. Wokół „marki Astrid” powstaje cała sieć firm i nawet te potencjalnie niezwiązane z pisarką, wpisują się w jej bajkowy anturaż.

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Pippi_z_rkami

       

      W Vimmerby istnieje trasa spacerowa śladami miejsc z życia Astrid i jej postaci bajkowych, otwarto tu park tematyczny Astrid Lindgren i muzeum z jej domem rodzinnym. W Mariannelund, gdzie Emil jeździł do doktora, powstanie filmowa wioska Filmbyn z zrekonstruowanymi planami zdjęciowymi, a rzut beretem stąd można obejrzeć prawdziwe Bullerbyn, Katthult, nie mówiąc o „klasycznych” zabytkach, jak chociażby kościół w Pellarne, gdzie wzięli ślub rodzice Astrid. Ale tu też rozpocznie produkcję lodów firma ZEDIG’S, z korzeniami w dobrej, starej cukierni Ernsta Johanssona.  A niedaleko Vimmerby, we Frödinge, można zjeść najlepszy smålandzki sernik (ostkaka). Do Świata Astrid Lindgren podrzuci mnie Micha. Jedzie na stałą partyjkę tenisa do Vimmerby, więc razem z Lottą zabierzemy się z nim do parku. Skorzystam też w tym dniu z gratisowego biletu, który dostanę w prezencie od Lotty. Każdy pracownik Świata Astrid Lindgren dostaje 10 takich biletów. To miły gest, bo w szczycie sezonu (10 czerwca – 27 sierpnia) taki jednodniowy bilet dla osoby dorosłej kosztuje 405 SEK (182 zł).

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Domki_na_ktre_mona_si_wdrapa

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Wejscie_do_maisteczka1
      Po przekroczeniu bramy, wrażenie, że wszystko zaczyna się kurczyć nieustannie narasta. Świat Astrid Lindgren to świat dziecka i świat w rozmiarze dziecka. Odwracają się nie tylko proporcje, ale i komfort zwiedzania. Dzieci nie muszą wspinać się na palce, żeby cokolwiek zobaczyć. To dorośli kucają, nachylają się i siedzą z kolanami pod brodą. Wszystko tu stworzono dla wygody dziecka, które łatwo i skutecznie może uciec i schować się w malutkich domkach z mikroskopijnymi drzwiami czy wspiąć na dach budynku. Z drobnym wyjątkiem.

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Bullerbyn

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Wielkie_meble
      Park robi imponujące wrażenie naturalnego skrawka zieleni, który jedynie przez przypadek zamienił się w świat Astrid Lindgren. Połączenie gęstego lasu z kwitnącymi ogrodami, grządkami, zagrodami i całym planem przestrzeni bajkowych, w tym Vimmerby w miniaturze, potwierdza zamiłowanie Szwedów do przyjaznego naturze wtapiania się w jej krajobraz.

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Mae_Vimmerby

       

      Zwiedzanie parku zacznę wielkim kubkiem lodów polanych górą domowej konfitury (3 gałki 18 zł). Moi gospodarze jedzą śniadania zawsze na słodko, więc czuję się jak na insulinowym haju. Wertuję menu okolicznych restauracji i planuję połączyć zwiedzanie Świata Astrid Lindgren z kulinarną wycieczką po daniach, które pałaszowali bohaterowie jej książek. W Stadsmästargården trzeba odstać swoje w długiej kolejce. Ale warto. Podają tu småländska isterband, czyli typową dla tego regionu, nieco kwaśnawą kiełbasę, serwowaną z sałatką ziemniaczaną i marynowanymi buraczkami (115 SEK, ok. 51 zł). W cenę obiadu wliczony jest bardzo bogaty bufet sałatkowy i woda, którą nabiera się samodzielnie już po zapłaceniu za samo danie.

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Gammelgarden

       

      Zdjęcie: Gammelgården

       

      Na deser idę do Gammelgården, bo tutaj podają przepyszne, tradycyjne smålandzkie ciastko kalvdans (68 SEK, ok. 30 zł), serwowane do wyboru  na ciepło (polecam!)  z bitą śmietaną i domową konfiturą. Do jego przygotowania potrzebna jest siara (råmjölk), przyprawiana cukrem i solą, a potem pieczona w kąpieli wodnej aż stężeje do kremowej konsystencji. Biorę do tego szklankę soku truskawkowego (15 SEK, ok. 7 zł), skuszona apetycznym siorpaniem malucha obok.

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Ciastko

       

      Zdjęcie: Kalvdans


      Zwiedzając Świat Astrid Lindgren czuję jak wtapiam się w świat własnego dzieciństwa. Dawne, nieco zatarte obrazy, ożywają. W ciągu dnia zaplanowanych jest 27 przedstawień, właściwie co chwilę coś się dzieje. Pamiętajcie, żeby wziąć sobie mapkę z rozpisanymi przedstawieniami. Jest po lewej stronie, zaraz po wejściu na teren parku, oczywiście w kilku językach. Rozmach, z jakim przygotowano niektóre przedstawienia naprawdę robi wrażenie. Polecam szczególnie trzy: 11:15 Bracia Lwie Serce ze sceną śmierci Sucharka, w willi Śmiesznotce (Villa Villekulla) o 14:00 tatę Pippi uprowadzają piraci, których statek zacumuje tuż przy budynku, piękny jest też dzień walki o 17:00 w Dolinie Dzikich Róż (Törnrosdalen).

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Bracia_Lwie_Serce

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Biegaj_aktorzy


      Mimo, że wszystkie przedstawienia są wyłącznie po szwedzku, fabuły lindgrenowskie przełamują barierę językową. Ale nie tylko tę. Dorośli z pootwieranymi buziami, dorośli łamiącym się od wzruszenia głosem komentujący słynną scenę z Braci Lwie Serce, dorośli z balansującymi niebezpiecznie na granicy powiek wielkimi łzami, obejmujący czule swoje pociechy, przerażone rykiem smoka. Nie mam do końca pewności, czy to miejsce jest szyte wyłącznie na miarę dziecięcy fantazji.

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Koniec

       

      wiat_Astrid_Lindgren_czytajca_pani


      Komercja po szwedzku jest subtelna i wyrafinowana i stawia na wyrabianie gustu. Jeśli kuchnia, to ta lokalna, jeśli wypieki, to tradycyjne. Jeśli pamiątki, to edukacyjne lub praktyczne. Zarówno w sklepiku Pippi, jak i w księgarni Astrid Lindgren skandynawski sznyt. Ręcznik z subtelnie zarysowaną Pippi, torba, którą można nosić cały rok na zakupy. Kilka wzorów podstawek, kubków. Raczej skromnie. W księgarni już na bogato, bo przecież w świecie Astrid chodzi przede wszystkim o książki. Nie brakuje tu wydań w najdziwniejszych językach, łącznie z perskim. A na ścianach zdjęcia laureatów Nagrody im. Astrid Lindgren – ALMA.

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Sklep_Pippi

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Ksigarnia
      Wrażenie bycia częścią świata Astrid Lindgren jest tutaj odczuwalne na każdym kroku. Wtopione w widownię sztuki teatralne, aktorzy, którzy po przedstawieniu zostają na scenie i zapraszają na nią dzieci. Inscenizacje, które można dotknąć, wnętrza, w których można zapomnieć o rzeczywistości.

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Pippi_na_rowerze

       

      wiat_Astrid_Lindgren_Emil

       

      Świat, który gra w przemyślany sposób na emocjach. I ten komfort oglądania i zwiedzania: wielkie dywany gęstej zieleni, na której siedzi się zamiast ławek, utwardzone, ale nie asfaltowane ścieżki, które oszukują zmysły, sprawiając wrażenie chodzenia po lesie, szum drzew, który skutecznie zagłusza dźwięki miasta, placyki piknikowe wtopione w park, sprawiające wrażenie, jakbyśmy wszyscy byli integralną częścią tego miejsca. Vimmerby ma swoją Astrid, a Astrid swój świat, do którego można wejść już nie tylko oczami wyobraźni.

       

      Część nr 3 - Śladami Astrid Lindgren

       

      Poprzednie odcinki: Część nr 2 - Śladami Astrid Lindgren, Część nr 1 - Śladami Astrid Lindgren

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 sierpnia 2017 23:20

Kalendarz

Wrzesień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014