Recenzentka

Wpisy

  • niedziela, 02 lipca 2017
    • Wróżba. Wspomnienia dziewczynki - Agneta Pleijel

      Wróżba. Wspomnienia dziewczynkiAgnety Pleijel dopisuje rozdział do coraz bardziej dominującego ostatnio sposobu pisania literatury. Przez szwedzki rynek książki przechodzi właśnie tsunami emocjonalnego ekshibicjonizmu, wywnętrzania się, upubliczniania prywaty. Jedni, jak Lena Andersson w „Bez opamiętania”,  piszą z życia twierdząc, że tworzą fikcję. Inni, jak Karl Ove Knausgård robią z pisania 1:1 receptę na literaturę. I bez względu na filtr autocenzury wszyscy uprawiają ekstrawertyzm literacki. Czy zawsze z powodzeniem?

       

      Wrozba_Wspomnienia_dziewczynki_Agneta_Pleijel
      Odnoszę wrażenie, że celebrycka literatura, popularność portali plotkarskich i generalna tendencja do kupczenia prywatą dość mocno odciska swoje piętno na rynku książki i literaturze z wyższej półki. Już nie tylko muzycy dorzucają do kolejnej płyty pakiet afer. Gdyby przyjrzeć się premierom książkowym też można je powiązać z ważnymi wydarzeniami z życia pisarzy. „HäxanCamilli Läckberg zbiegła się ze ślubem królowej szwedzkiego kryminału, która zarzekała się, że póki co ślubu nie będzie. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że literatura też lubi skandal i szum. Dwuznaczna powieść Leny Andersson sprzedała się grubo lepiej od wszystkich jej książek razem wziętych. I nic tak dobrze nie zrobiło „Mojej walce”, jak walka o niedopuszczenie książki do publikacji. I chociaż są to książki, które przyciągają spore zainteresowanie, to ich wartość artystyczna i wpływ na historię literatury często są już umowne.


       „Wróżba. Wspomnienia dziewczynkiAgnety Pleijel wyważa dawno otwarte drzwi. Jedynie sprawia wrażenie wywrotowej, udając niemal feministyczną książkę, z dziewczyńską bohaterką, seksualnością kobiet, nutą niezależności. W moim jednak odczuciu jest wypełniaczem dobrym na brak weny, bo przecież zawsze można napisać książkę autobiograficzną, gdy nie ma się pomysłu na inną. I tak Pleijel wraca do swojego dzieciństwa i dorastania pokazując dziecko w nieudanej relacji dwojga najwyraźniej niepasujących do siebie dorosłych. Pokazuje dziewczynkę w konfrontacji z matką i ojcem, zastanawiając się nad ich wpływem na jej późniejsze postawy i wybory. A to, co jest w tym opisie słabością to kompletny brak zainteresowania zrozumienia swojej matki, jej uczuć, zwłaszcza oschłości i oziębłości w relacji z dorastającymi córkami. Z jakimi mężczyznami zwiąże się dziewczyna wychowana w rodzinie, którą opuszcza w końcu ojciec romansujący z przyjaciółką matki? Jakie wybory zawodowe podejmie kobieta, której matka rezygnuje dla kariery poświęcając się domowi, mężowi i dzieciom? W dusznej atmosferze pretensji i żali, w poczuciu niezrozumienia i niedocenienia rodzą się narastające lawinowo wątpliwości. Do tego dochodzi portret dorastania w osamotnieniu i poczuciu odrzucenia. Nietypowa rodzina Pleijel, korzenie holenderskie i indonezyjskie, dziadek, który nie wierzył w obozy koncentracyjne, ciotka z prohitlerowskimi poglądami, przedstawiciele elity i establishmentu, w tym członek komitetu noblowskiego. Mocne biograficzne tło, które mogło być zaczynem do ciekawej prozy. Podkreślam: mogło.


      Czasami źle książkom robi, gdy chce się nimi rozliczyć pewne sprawy. Książce Agnety Pleijel brakuje rozwinięcia. Jest zaledwie muśnięciem, próbą spojrzenia na swoje życie oczami świadka. Obserwuje siebie z perspektywy obcego, krusząc i tak nietrwałą pamięć i iluzję jej niezawodności. Poruszając się po niepewnych rejonach wspomnień odtwarza mechanizm pamięci, który nazwie oszukańczym. Czytając „Wróżbę. Wspomnienia dziewczynki” można odnieść wrażenie, że książka budowana jest na logice kolejności, w jakiej ogląda się przypadkowo wyłowione pojedyncze zdjęcia z przepastnego pudła przeszłości. Jest to jej zaletą. Utrwalone ulotne chwile rozbudzają emocje, które przyciągają lawinę skojarzeń. Udrapana z przemijania, z przechwyconych niepamięci wspomnień książka nie przemawia jednak do mnie, jako całość.


      Wydaje mi się, że Agneta Pleijel nie do końca wie, czym się zająć we „Wróżbie. Wspomnieniach dziewczynki”. Myślę, że jest to problem pisarzy, którym brakuje geniuszu. Pisarzy, którzy mają świadomość warsztatową, wiedzą, co tworzy wielką literaturę, ale nie potrafią do niej sięgnąć. Ani stylem, ani interesującą historią. Brakuje mi w tej książce duszy, wewnętrznego rozbłysku i poczucia, że dotknęłam razem z autorką czegoś większego i ważnego. Ostrożność, pewna dyplomacja mówienia o niektórych sprawach, kojarząca się z oczywistą nieszczerością lub ludzką próbą unikania mówienia wszystkiego, miesza się z poczuciem zranienia, z głęboko chowaną urazą, której krawędzie nieustannie ranią kolejne akapity zdarzeń, sięgając ekshibicjonizmu, nierówno korespondującego z tak oszczędnym pisaniem. Brakuje mi tu wypuszczenia się w te rejony rozliczenia, które poruszają do głębi. Czytając literacką autoanalizę Pleijel widzę dorosłą, bardzo dojrzałą kobietę, która nadal nie potrafi zmierzyć się z przeszłością.


      Dodatkowo książka jest pisana nierówno. Z jednej strony nie brakuje jej stylistycznych twistów, wznosi się językowo i daje przyjemność bycia w narracyjnym flow. Robi wrażenie, gdy Pleijel pisze, że „kłamstwo ma własną anatomię”, gdy pyta „Jak się dostać do życia?”. Nie czuć tutaj tak bardzo prostej szwedzkiej składni, chociaż widać, że tekst sam w sobie nie buduje zbyt wielkiego napięcia intelektualnego. Miejscami można wręcz zastanawiać się, do kogo go kieruje Pleijel pisząc: „ale czy kiedykolwiek udało mi się jak w Komu bije dzwon Ernesta Hemingwaya? Tam trzęsie się cała ziemia” (str. 11) czy wyjaśniając: „przypominają włoską rzeźbę o nazwie Pietà. Jezus po zdjęciu z krzyża” (str. 160).


      Nierówność widać też w przekładzie. Z niezrozumiałego dla mnie powodu niektóre nazwy czasopism, gazet są tłumaczone na polski, inne nie. Pojawia się Wujek Sknerus, chociaż w Polsce chyba przyjął się raczej Sknerus McKwacz. Na stronie 248 jest błąd „tych, który wydali się”. A gdyby uczciwie zliczyć strony z tekstem wyjdzie ich ok. 120, nie 275.


      Podsumowując. Dla skandynawistów z oczywistych względów to lektura obowiązkowa. Czy jednak wnuczka sekretarza Szwedzkiej Akademii Nauk, żona słynnego reportażysty „Dagens Nyheter”, spokrewniona z armią profesorów zasłużyła na penany pod jej adresem? Na czytanie jej? Myślę, że od pisarzy z takimi ambicjami, jak Pleijel, możemy wymagać więcej.

       

      Recenzja książki: Wróżba. Wspomnienia dziewczynki, Agneta Pleijel, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016. Strona 92-93. Przełożyła: Justyna Czechowska. Tytuł oryginału: Spådomen. En flickas memoarer (2015). Redakcja: Małgorzata Szczurek. Korekta: Ewa Ślusarczyk, Agnieszka Stęplewska. Współpraca redakcyjna: Katarzyna Kościelniak. Projekt graficzny: Przemek Dębowski. Skład i łamanie: Małgorzata Widła. ISBN 978-83-65271-27-3. Stron 275.



      Książkę można pożyczyć w Miejskiej Bibliotece Publicznej Łódź-Śródmieście, ul. Brzeźna 10

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Wróżba. Wspomnienia dziewczynki - Agneta Pleijel”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 lipca 2017 21:15

Kalendarz

Lipiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014