Recenzentka

Wpisy

  • czwartek, 08 czerwca 2017
    • W Łodzi Book się Rodzi, czyli Zlituj się nad Nami

      Łódzka ulica Piotrkowska to nie tylko jedna z najdłuższych ulic europejskich, to 4,2 km czytelniczej rozkoszy, to królowa księgarni, antykwariatów, pomników poetów i pisarzy. Tak powinna wyglądać wizytówka każdego miasta uważającego się za miasto książek.

       

      Lodz_Book_sie_Rodzi_wystawa_i_pomnik

       

      Na zdjęciu: Book się Rodzi, Łódź.

       

      Ruszajcie więc truchtem na Piotrkowską 37, bo tam "Book się Rodzi" (strona na FB). Jeśli szukacie rzeczy nieosiągalnych lub po prostu oszałamia Was ogrom książek, polecam tam Pana - dla miłośników Harry'ego Pottera skojarzenie z Albusem Dumbledorem powinno być jasne - który potrafi wyczyniać z książkami takie rzeczy, jakich w życiu nie widziałam. Na hasło "literatura skandynawska" dostałam wycieczkę po regałach i bonusowe ciekawostki. Do tego należy dodać przyzwoitość cenową, którą po przeprowadzce z Krakowa naprawdę doceniam. "Szkice skandynawskie" Barbary Tryfan, które w Krakowie wyceniono w pewnym antykwariacie na 70 zł, tutaj kupiłam za 12 zł. Dodatkowo można tu dostać też używane DVD i pozbyć się niechcianych filmów. Wprawdzie nie dostałam nigdy więcej niż 1 zł za płytkę, ale w podobnej cenie, zaledwie nieco drożej można kupić na miejscu kolejny film.

       

      Lodz_Book_sie_Rodzi_tlum_ludzi

       

      Na zdjęciu: Book się Rodzi, Łódź

       

      Lokalizacja jest przednia, bo naprzeciwko zobaczycie kamienicę w stylu eklektycznym z lat 60. XIX w., gdzie mieściła się agentura warszawskiego „Kuriera Codziennego”, na łamach którego w 1897 r. ukazało się pierwsze wydanie „Ziemi obiecanej” Władysława Reymonta. A tuż obok, na górnym zdjęciu nieco w prawo, oczywiście kolejny antykwariat. "Zlituj się nad Nami" (strona na FB) postawiło dodatkowo na klimatyczne wnętrze. Po wejściu z Pietryny od razu wskakujecie na ulicę Czytelniczą.

       Lodz_Zlituj_sie_nad_Nami_ulica_czytelnicza

       

      Na zdjęciu: wnętrze "Zlituj się nad Nami", Łódź

       

      Dla tych, których litość przygnała w to miejsce, wielki stół z książkami za grosze i sporo zabawy w wyszukiwanie smakołyków. Ukoi Was nie tylko widok łagodnie rozlewających się po sufit książek. Znajdziecie się też w intrygującej grze, w jaką wciągają tutejsi sprzedawcy. Możecie kierować się oczywistymi skojarzeniami lub poddać się magii wyobraźni tutejszych pracowników. Jak na filmowe łódzkie tradycje przystało "Zlituj się nad Nami" jest wyjątkowym planem zdjęciowym, gdzie każdy może odegrać napisaną przez siebie rolę. To jedyne takie miejsce, gdzie pozwala się na pełną improwizację i artystyczne kreacje aktorskie.

       

      Lodz_Zlituj_sie_nad_nami_lalka

       

      Na zdjęciu: wnętrze "Zlituj się nad Nami", Łódź

       

      Łodzianom nie brakuje poczucia humoru, od dawna udowadniają, że potrafią bawić się przednio literaturą. I na każdym kroku przypominają o dumnej włókienniczej przeszłości i świetności. Są mistrzami gry w detale. To jedyny antykwariat, w którym książki na równi z kupującymi są bohaterami pierwszego planu. Możesz zaaranżować po cichu własną przestrzeń, zostawić po sobie osobisty ślad i autorski rząd książek.

       

      Lodz_Zlituj_sie_nad_nami_polka_z_manekinem_ksiazki_o_ogrodnictwie

       

      Na zdjęciu: wnętrze "Zlituj się nad Nami", Łódź

       

      W "Zlituj się nad Nami" pracują ludzie, którzy znają się na książkach. Chcesz pogadać o literaturze, zapytaj ich o cokolwiek. To jedno z nielicznych miejsc tak dobrze przygotowane do poszukiwań czytelniczych. Ścieżki z regałami układają się w miasto książek. I tak jak poruszanie się po Łodzi jest proste, tak tutaj wystarczy iść szlakiem rozpalających rozkosznym chłodem oznaczeń.

       

      Lodz_Zlituj_sie_nad_Nami_polka_skandynawska

       

      Na zdjęciu: wnętrze "Zlituj się nad Nami", Łódź

       

      A dla szukających ekstremalnych doznań:

       

      Lodz_Zlituj_sie_nad_Nami_polka_z_biegunem_polnocnym_i_poludniowym

       

      Na zdjęciu: wnętrze "Zlituj się nad Nami", Łódź

       

      Jest Wam mało? Zapraszam na dół.

       

      Lodz_Zlituj_sie_nad_Nami_sala_dolna

       

      Na zdjęciu: wnętrze "Zlituj się nad Nami", Łódź

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 czerwca 2017 14:30
  • piątek, 26 maja 2017
    • Wiesz, że mówiąc o Szwedach, zawsze używasz określenia "oni"?

      - Wiesz, że mówiąc o Szwedach, zawsze używasz określenia "oni"? - Redaktorka zerka na mnie badawczo sponad oprawek okularów.

           Ma rację. W rozmowach o Szwedach ustawiam się w pozycji zewnętrznego obserwatora, chociaż w szwedzkim społeczeństwie żyję od siedemnastu lat, znalazłam tu przyjaciół, wychowałam dziecko, a Szwecja rozprzestrzeniła się we mnie i rozrosła jak korona drzewa czereśni stukająca w okno mojego szwedzkiego domu. Pozostaje jednak między nami dystans. Niewielka szczelina dzieląca mój drugi kraj ode mnie. Małe pęknięcie tektoniczne dzieli mnie również z Polską. Mój pierwszy kraj widzę dziś inaczej niż wtedy, gdy mieszkałam w nim na stałe. Czasem myślę, że wyraźniej, bo dystans wyostrza wrażliwość na szczegóły.

           Szwecja to moje prywatne Wyspy Trobrianda. Pielęgnuję tu ciekawość i antropologiczne zdziwienie drugim. W przeciwieństwie do świata, który eksplorował Malinowski, Szwecja ma wyraźny wizerunek. To kraj, który wcześnie zrozumiał, czym jest nation branding, i umiał z tego zrobić użytek. Amerykański kulturoznawca Joseph Campbell twierdzi, że we współczesnych mitach kluczowy jest ich wymiar pedagogiczny. Mają nam pokazać, jak żyć.

           Szwecja przez lata była takim mitem. Niedoścignionym, pięknym wzorem.

       

      Moralisci_Jak_Szwedzi_ucza_sie_na_bledach_i_inne_historie_Katarzyna_Tubylewicz

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję pismu "Zadra"

       

      Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie, Katarzyna Tubylewicz. Wielka Litera, Warszawa 2017. Projekt okładki: Katarzyna Ewa Legendź. Zdjęcie autorki na okładce: Justyna Jaworska. Redakcja: Justyna Wodzisławska. Korekta: Magdalena Kędzierska-Zaporowska, Hanna Trubicka. ISBN 978-83-8032-173-1. 407 stron.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wiesz, że mówiąc o Szwedach, zawsze używasz określenia "oni"?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      piątek, 26 maja 2017 22:00
  • czwartek, 25 maja 2017
    • Świętosława. Królowa wikingów - Agata Stopa

      Świętosława. Królowa wikingówAgaty Stopy to bardzo dobry przykład powieści historycznej. Wycyzelowane fakty w minimalny sposób mieszają się z fikcją, która jest komentarzem autorki do tez historyków. Potężna, zamaszysta księga ujmuje rozmachem czasowym, składając się w spójną opowieść o najważniejszej kobiecie z epoki wikingów. Żony królów: Szwecji Eryka Zwycięskiego, Danii, Norwegii i Anglii Swena Widłobrodego i matki królów: Olafa Skötkonunga, Knuta Wielkiego i Haralda II Svenssona.

       

      Swietoslawa_Krolowa_wikingow_Agata_Stopa1

       

      U Agaty Stopy polityka jest wredną matką wymuszanych sojuszy. Matką bezwzględną w dochodzeniu do władzy i realizacji własnych planów. Historia „Świętosławy. Królowej wikingów” układa się w żywy obraz epoki, która tylko minimalnie różni się od współczesnej sceny politycznej. Gry pozorów, wymierzane sobie podstępnie ciosy, szukanie zakulisowych sojuszników. Wszystkie te strategie politycznego przetrwania znalazły genialną narratorkę w osobie Agaty Stopy, która doskonale wyczuwa wszelkie dysonanse, oddaje zniuansowane odcienie wielkiej polityki. Jest też osobą z pietyzmem zatrzymującą się nad detalem historycznym. Wiele w „Świętosławie. Królowej wikingów” jest opisów, które odtwarzają codzienność bohaterów. Widzimy miejsca, w których przebywają, jesteśmy w stanie wyobrazić sobie przestrzenie, w których rozgrywa się akcja. I jest to opis w idealnej proporcji do opowiadanej historii, wystarczający do zobaczenia oczami wyobraźnie malowanej przestrzeni. Filmowa narracja to z pewnością atut Agaty Stopy. A podejście do ubierania sceny akcji w kostiumy z epoki można by tu wskazać jako godne naśladowania. Wydaje mi się, że dopiero z umiarem podany opis tła świadczy o dużej sprawności powieściopisarskiej.

       

      762 strony gęstego druku bez żadnych sztuczek wydawniczych sprawia, że „Świętosława. Królowa wikingów” czyta się w tempie skandynawskiej – co najmniej - trylogii kryminalnej, której służą przecież podwójne interwały i szerokie marginesy. Uczciwie wydana powieść to prawie kilogram czystej przyjemności obcowania z wielką historią. Książka Agaty Stopy trafi w gusta osób, które za historią, jako taką, nie przepadają i trzeba im ja podać w przystępnej formie, ale bez udziwnień i zbytniego konfabulowania. Tym różni się od powieści Dumasa, że w centrum zainteresowań jest nadanie prawdzie historycznej interesującej fabuły, zamiast skupiania się na fikcyjnych przygodach, które jedynie wykorzystują wątki historyczne. W przeciwieństwie do Bernarda Cornwella więcej u Agaty Stopy jest związków międzyludzkich i gdy dochodzi do bitew, wojen przygląda się wypadkom, które do nich doprowadziły, zamiast wchodzenia w centrum pojedynków i uderzeń armii. Oręż u niej grzmi w tle. Analizuje konflikty polityczne i ich wpływ na nowy rozkład sił, sojuszy. Skupia się na negocjacjach, kulisach wielkich rozmów. Misternie rozpracowuje ludzkie namiętności, małe i duże uczucia, które często biorą górą, składając się na późniejsze daty w almanachach. To historia tutaj rządzi, a skrupulatna dokumentacja zdjęciowa, liczne rysunki jedynie potwierdzają to wrażenie. Nie spotkałam się jeszcze z takim podejściem do pisania powieści, bo strona wizualna książki chyli się ku omówieniom naukowym. Dodatkowo jest w niej bardzo dużo przypisów, więc można ją czytać bez wcześniejszego przygotowania historycznego.

       

      Początek „Świętosławy. Królowej wikingów” wydaje się jednak nieco niedopracowany i trochę odbiega od dalszej części powieści. Niepotrzebne wydały mi się wstawki ze Świętosławą kilka lat później. Nie wnosiły one niczego do opowiadanej historii, nie służyły też samej narracji, którą osłabiał taki przerywnik. Próby stylizacji językowej wydają się nie do końca udane i z ulgą odebrałam styl w dalszej części, która jest naprawdę świetnie opowiedziana. Początkowo brakowało mi nieco jakiegoś mocnego wtrętu fikcyjnego, który podkręciłby narrację. Wystarczy jednak poczekać nieco, żeby docenić ten sposób pisania powieści historycznej. Agata Stopa wlała życie w posągowe postaci, które zaledwie wyłaniały się do tej pory spoza sążnistych, średniowiecznych kronik. Stonowany do minimum opis emocji, o których z dawnych pism niewiele się dowiadujemy, tutaj przybiera postać niemal studium psychologicznego. I pewnie nie przez przypadek, bo autorka to absolwentka psychologii klinicznej. Świętosława i cały peleton postaci historycznych to przede wszystkim ludzie i próba zrozumienia też ich emocjonalnej sfery, kim byli, co czuli, jakimi wewnętrznymi motywami się kierowali. Kipi tu więc od zazdrości, zawiści. Jest też miejsce na wielkie namiętności, rozpracowaną do szczegółu męską tęsknotę, kobiece udręki księżniczek wydawanych za niechcianych starców dla korzyści politycznych. W fermencie wielkiej polityki widzimy ludzką twarz drobnych decyzji, które składają się na małe i duże tragedie osób, które rozpoznajemy, jako królów, królowe, zapominając, że przede wszystkim byli ludźmi.

       

      Kolejnym atutem „Świętosławy. Królowej wikingów” jest połączenie słowiańskiej kultury z nordyckimi wierzeniami. Filtry, którymi mierzy ten temat w zbalansowany sposób rezonują w treści powieści, która łagodnie wprowadza w świat średniowiecznych wierzeń. Dobrze uchwycono przenikanie się kultur, wtargnięcie chrześcijaństwa na tereny ludów Północy i różne strategie chrystianizacji. Właśnie ta przystępność mówienia o trudnych tematach klasyfikuje powieść Agaty Stopy jako dobrą rekomendację dla uczniów gimnazjów i szkół średnich. Można dzięki tej powieści wejść w kulturę staronordycką i zrozumieć współczesne kraje skandynawskie i ich obyczaje, które przecież są mieszanką dawnych wierzeń, na które nałożyły się nowe tradycje.

       

      Bardzo dobrze zostało w powieści uwypuklone odmienne oblicze wikingów, jednych z najcenniejszych najemników europejskich. Na kartach powieści dużo miejsca zajmuje Jomsborg i jego znaczenie dla bezpieczeństwa księstwa polskiego, historia jednego z najsłynniejszych najemników Thorkella Wysokiego, który z nadania Knuta zostanie potem lordem Wschodniej Anglii. Można prześledzić polsko-skandynawskie wątki i przecierające się ścieżki, które od początku państwa polskiego miały spore znaczenie. Dużą wartość dla poznania historii krajów skandynawskich ma uchwycenie zmieniającej się sytuacji politycznej na Północy. Agata Stopa w przystępny sposób wychwyci znamienne szarady, liczne ustępstwa, jakie kolejni książęta podejmowali dla osiągnięcia swoich zysków. Wreszcie pokaże też ekspansję dzielnych wikingów w dalsze rejony Europy, zwłaszcza podbój Anglii. Ciekawie połączy losy Świętosławy z historią jej brata Bolesława Chrobrego. Nie zabraknie tutaj tła, w którym wybrzmiewają zmieniające się losy rosnącego w potęgę królestwa polskiego. Zwróci uwagę na rolę Ody, kolejnej żony Mieszka. Wreszcie przyciągnie uwagę dla wątków, w których zaznaczy silniej role i pozycje kobiet na dworach książęcych, królewskich i jarlów.

       

      Samą Świętosławę poznajemy jako nastolatkę, dość szybko wydaną za mąż dla utwierdzenia sojuszy ze Szwedami. Ciekawie został uwypuklony jej romans z norweskim księciem Olafem Trygvassonem. Interesujące będzie prześledzenie jak Agata Stopa wykorzystuje ten motyw dla dramaturgii powieści, budując główne napięcie pomiędzy tymi bohaterami. Gotujące się w nordyckim kotle sprzeczne interesy, walki o dominację umacniających swoje siły młodych skandynawskich księstw, świetnie dopełnia całości obrazu. Agata Stopa nie tylko chce nakreślić barwną biografię królowej wikingów. Dopełnia ten opis żywym obrazem epoki, tym ciekawszym, że obejmującym czasy zmian pod panowaniem pierwszych, znaczących królów skandynawskich. Widzimy ruchome granice, łączenie się, przechodzenie ziem z rąk do rąk, wyrywanie sobie skrawków Skandynawii i konstytuowanie ich w odrębne państwa. Co też pozwala dzisiaj lepiej zrozumieć odrębność tej części świata i współczesny nordycki sojusz, praktycznie niewyobrażalny dla pozostałej części Europy.

       

      Wszystkie te zabiegi sprawiają, że „Świętosława. Królowa wikingów” jest bardzo dobrze opowiedzianą lekcją historii, podczas której chętnie odwoływano się do starych kronik i sag. I jak przykład pokazał, niczego nie trzeba w niej ubarwiać, niczego dodawać, bo życie samo w sobie jest wystarczająco skomplikowane, przewrotne i obfitujące w liczne, zaskakujące zwroty akcji.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorce książki

       

      Recenzja książki: Świętosława. Królowa wikingów - Agata Stopa, Wydawnictwo Poligraf, Brzezia Łąka, 2016. Projekt okładki: Magdalena Muszyńska. Ilustracje: archiwum własne autorki. Korekta: Jolanta Kaźmierczak, Klaudia Dróżdż, Zofia Smyk. Skład: Wojciech Ławski. ISBN: 978-83-7856-508-6. Stron: 762.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Świętosława. Królowa wikingów - Agata Stopa”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 maja 2017 18:54

Kalendarz

Lipiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014