Recenzentka

Wpisy

  • środa, 13 stycznia 2010
    • Z miłości i cienia - Isabel Allende

      Życie w małym mieście zawsze minimalizuje skutki okrucieństwa. Wszystko kipi w mikroskali małej grupki osób. Mniej boli. Tak myślałam.

       

      W Z miłości i cienia też wszystko kipi w obrębie grupy mieszkańców pewnej małej miejscowości. Gdy wojsko przejmuje władzę, a w jego szeregu są synowie miejscowych gospodarzy, wydaje się, że nic nikomu się nie stanie. Bo przecież kolega nie strzeli w plecy koledze. Zastanawiając się, jakie trzeba mieć cechy, żeby stanąć po stronie dyktatury, Allende pokazuje pewnego żołnierza, który wyciąga broń, staje na wprost więźnia i strzela mu prosto w otwarte oczy. Po raz pierwszy. Bo pewne sytuacje wymagają pewnych decyzji. Potem, za kolejnym razem, każda zbrodnia staje się łatwiejsza doprowadzając to masowego grobu zaginionych - efektu decyzji tego samego żołnierza. Gdy władza staje po stronie zbrodni możliwe jest wyłącznie jedno - ucieczka.

       

      Wszyscy w tej powieści uciekają od czegoś, od prawdy, od kłamstwa, od siebie. Ucieczka powoli doprowadza ich do prawdy, do kłamstwa, do siebie nawzajem. Okrucieństwo tego polega na tym, że prawda boli, od kłamstwa nie ma ucieczki a siebie nawzajem nie można uchronić przez zranieniem.

       

      Lubię książki, w których dobro na końcu zwycięża. Więc tej nie powinnam polubić, bo dobro jest w niej w mniejszości, umiera z ręki oprawcy lub z wyczerpania a jego resztki szukają dla siebie miejsca na egzystencję uciekając jak najdalej. Jest jednak w tej książce coś magicznego, coś ulotnego, co daje cień nadziei, że nie da się do końca stłamsić w ludziach potrzeby dobra, prawdy.

       

      Isabel Allende, Z miłości i cienia, Oficyna Literacka, Kraków 1991, przełożyła Anna Sieprawska. Tytuł oryginału: De amor y de sombra (1985).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      środa, 13 stycznia 2010 16:38
  • środa, 16 grudnia 2009
    • Dom na krańcu czasu - Jeanette Winterson

      Gdy zniknęła pewna nauczycielka wraz z uczennicami podczas pikniku pod Wiszącą Skałą, jeszcze nikt nie mówi o Tornadach Czasu. Podobnie, jak wówczas, gdy statki znikały w Trójkącie Bermudzkim.  

       

      Dochodzi jednak do coraz częstszych zaburzeń czasu, mijają się ze sobą równoległe światy, spowalniają rzeczywistości a bywa, że czas płynie z powrotem. Ludzie znikają w czasie, a z przeszłości pojawiają się postaci. Nie pozostaje nic innego, jak odnaleźć Czasomierz i naprawić czas.

       

      Za sprawą jedenastoletniej Silver docieramy do miejsca, gdzie zgina się czasoprzestrzeń tworząc wyrwę, przez którą można przenikać do innych, równoległych rzeczywistości. Zmiana światów, jest równie prosta, jak przełączenie odbiornika na inną stację radiową. Dziewczynka musi uratować Czas a ściga ją podły Abel Darkwater, który zrobi wszystko, żeby zdobyć Czasomierz i władzę nad wszechświatem. 

       

      Uciekając przed Darkwaterem Silver poznaje Gabriela z Cofniętych, którego klan żyje pod ziemią. Wkrótce dotrzemy do planety o trzech wschodach słońca, do fabryki bliźniaków, które służą do teleportacji, poznamy papieża, który zmienił czas. Przemieszczając się Drogą Mleczną znajdziemy się na krańcu Wszechświata, wejdziemy do Czarnej Dziury. Czas jednak nieubłaganie biegnie, ludzie na Ziemi odczuwają jego narastający brak, nie mają go nawet dla swoich najbliższych.

       

      Czy Silver poradzi sobie w zetknięciu z chciwymi ludźmi, którzy chcą zawładnąć czasem? Czy dotrze do Czasomierza i uratuje świat?

       

      Jeanette Winterson, Dom na krańcu czasu., przełożył Jan Rybicki, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008. Tytuł oryginału: Tanglewreck (2006).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      środa, 16 grudnia 2009 20:27
  • wtorek, 08 grudnia 2009
    • Brzemię - Jeanette Winterson

      Kluczem do tej książki jest słowo, które jest nie tylko informacją. Kolejnym tropem jest człowiek, który gdy jest wolny nie myśli o ucieczce. Dalej mamy piekło, które symbolicznie przekazujemy sobie od powstania wszechświata, jako wspomnienie ery hadejskiej, a namacalnie kreujemy na bazie własnych doświadczeń. A wszystko jest tykającą bombą, która za sto milionów lat znowu wybuchnie.

       

      "Ludzie nigdy nie zauważali nadejścia katastrofy" mówi Winterson a ja cofam się w czasie i potwierdzam, jesteśmy ślepi, głusi na historie przeszłości. Winterson twierdzi, że trzeba ludziom stale, jak mantrę powtarzać mity, do skutku, aż zrozumieją je na tyle, żeby się z nich uczyć.

       

      Mamy więc słynną historię o słynnym ogrodzie ze słynną jabłonią. Ogród uprawiają Hesperydy córki Atlasa, tytana zrodzonego z Posejdona i Ziemi. Ziemia podarowała bogini Herze w prezencie ślubnym złotą jabłoń i poprosiła Atlasa o pilnowanie drzewa. Każdy, kto zerwie jabłka pozna przeszłość i przyszłość, co byłoby dla ludzi przekleństwem, bo jak wyjaśnia Hera "ludzkość tkwi w ignorancji, bo wiedza ją niszczy. Wszystko, co człowiek wymyśli, wkrótce obraca na własną szkodę." Gdy jednak córki Atlasa skuszone niezwykłymi owocami podjadają je, Hera wyrzuca go z ogrodu.

       

      Nastaje wojna miedzy bogami a tytanami. Atlasowi udaje się uratować kosztem odwiecznej kary w postaci dźwigania na swoich barkach kosmosu. Ten, który ma na imię Atlas, co znaczy wytrzymały nie ma dostatecznej siły, by uniknąć swego losu. A Winterson pyta, "kto potrafi uniknąć zostania tym, kim musi zostać?". I tak dźwigamy na swoich barkach świat, który jest podróżą, którą musimy odbyć, bo "wszyscy dźwigamy swoje ciężary". W końcu Herakles pyta, czy musimy wypełniać rozkazy bogów. Dla bogów jednak jest lepiej, gdy ludzie nie myślą. Więc dają człowiekowi wiarę w los. A ten odbiera człowiekowi wolność, na zawsze robiąc z niego więźnia norm, zasad, obowiązującego w danej epoce przeznaczenia.

       

      Nie ma więc czegoś takiego, jak wolność. Jest nią dom, powie Herakles, "w którym człowiek chce być". Można też, jak Atlas spróbować zrzucić z siebie to brzemię w postaci świata na barkach i zobaczyć, co się stanie. NIC się nie stanie, ale to nowe zakończenie starej historii, a my przecież wolimy wierzyć w los, w przeznaczenie, wolimy nie wychodzi poza to jarzmo, ze strachu przed karą.

       

      Jeanette Winterson, Brzemię, Wydawnictwo Znak, Kraków 2006, tłum. Zbigniew Batko. Tytuł oryginału: Weight. The Myth of Atlas and Heracles., 2005.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 grudnia 2009 23:00

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014