Recenzentka

Wpisy

  • czwartek, 25 lutego 2010
    • Afrodyta. Opowiadania, przepisy i innego rodzaju afrodyzjaki - Isabel Allende

      Rozmowa jest seksem duszy mówi Isabel Allende a ta przecież jest więzieniem ciała, jak dodaje Michel Foucault. W Afrodycie ciało uwalnia się pod wpływem zmysłów, konsekwentnie rozwijanych w niebanalnej orgii smaków, magii kolorów, a wszystko aby poznać prawdziwą rzeczywistość, co możliwe jest, jak utrzymywała najpotężniejsza chińska nauczycielka taoizmu - przez ekstazę seksualną. A zatem należałoby przewodnik oddać bohaterce „Zapisane na ciele” Jeanette Winterson, aby słowo stało się ciałem.

       

      Afrodyta uczy nas rozwijania namiętności, pokazując jak tworzyć swój własny kod miłosny poznania i zapamiętywania się w rzeczywistości. Dowcipnie i bez pruderii zarysowuje historię afrodyzjaków i uczy ich doboru w zależności od potrzeb zakochanych. I tak dowiemy się, że „członek Abou el Heiloukha utrzymywał się we wzwodzie przez 30 dni bez przerwy dzięki temu, że Abou jadł cebulę”, że „zupa z fasoli cieszyła się opinią tak erotycznej, że w XVII wieku została zakazana w klasztorze mniszek pod wezwaniem św. Hieronima, żeby nie wywoływała niestosownego podniecenia.” Poznamy niebanalne sposoby urozmaicania życia erotycznego, powstania zupy z selera, którą wymyśliła markiza de Pompadour, żeby rozpalić Ludwika XV. A na koniec dostaniemy cały zestaw przepisów, wymyślnych przez matkę autorki i sprawdzonych przez znajomych i przyjaciół rodziny, którzy z radością oddali się temu zmysłowemu doświadczaniu świata.

       

      Isabel Allende, Afrodyta. Opowiadania, przepisy i innego rodzaju afrodyzjaki., Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., 2001. Przełożyła Beata Fabjańska-Potapczuk, Agnieszka Rurarz. Tytuł oryginału: Afrodita. Cuentos, Recetas y otros afrodisíacos (1997).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 lutego 2010 13:00
  • piątek, 19 lutego 2010
    • Wojna futbolowa - Ryszard Kapuściński

      Wojna futbolowa to cykl reportaży z Afryki i Ameryki Południowej. Ryszard Kapuściński, jako pracownik „Polityki” kierowanej wówczas przez Mieczysława F. Rakowskiego wyjeżdża do Afryki. Z czasem zostaje pierwszym stałym polskim korespondentem w czarnej Afryce i zakłada tam placówkę PAP. Ma szczęście znaleźć się w samym środku najważniejszych wydarzeń. Opisuje zdobywanie niepodległości przez Ghanę, w której, w lutym 1951 roku po raz pierwszy dochodzi do wyborów, a sześć lat później ogłoszono wyzwolenie pierwszego kraju Czarnej Afryki. Dalej jedzie do Konga „olbrzymiego skontrastowanego fresku”, którego belgijscy koloniści nie chcą oddać bez walk. Śledzi zalążki powstawania afrykańskich republik, tworzonych przez kilku ludzi, którzy kupują kilku innych ludzi, żeby stworzyć z własnego grona rząd, działający w ich własnych interesach. Pokazuje rasizm białego świata, który trzebi bogactwa Afryki, traktując jej mieszkańców na równi z bydłem. „Miałem ze sobą pięciu ludzi i dwudziestu czarnych” powie jeden z Anglików.

       

      Wśród reportaży znajdzie się też jeden o zalążkach ruchu emancypacyjnego w Afryce, wystąpieniach posłanki Lucy Lameck - wiceminister spółdzielczości, która domaga się opracowania ustawy nakazującej płacenie alimentów kobietom posiadającym nieślubne dzieci przez ojców tych dzieci. Sytuacja kobiet jest dramatyczna. W Dar es-Salaam „na 340 pracujących dziewcząt 155 posiada od 1 do 6 dzieci z nieprawego łoża (…) a tylko 3 z nich otrzymuje jakąś pomoc od ojców swoich dzieci”, „co miesiąc trzy do czterech dziewcząt opuszcza gimnazjum na skutek zajścia w ciążę. Do gimnazjum uczęszczają dziewczęta w wieku od 11 do 15 lat.” Zabierając głos w dyskusji nad ustawą, prezydent Tanganiki stwierdza, że „uczenie kobiet, jak unikać ciąży, byłoby tylko zachęcaniem ludzi do niemoralnych praktyk”.

       

      Wreszcie Kapuściński pokazuje RPA i apartheid. Dalej jedzie do Algierii, rządzonej przez 132 lata przez Francję, która dokonała w tym kraju ogromnych zniszczeń, zrównując z ziemią ponad 8 000 wsi algierskich, wypędzając do rezerwatów trzy miliony Algierczyków.

       

      Z Afryki Kapuściński wyjeżdża, jako reporter do Ameryki Południowej, w której „wszystkiego jest dużo i wszystko przybiera postać przesadną, wszystko chce się nam narzucić, zaszokować i przytłoczyć. Jak gdybyśmy mieli słaby wzrok, słaby słuch, słaby węch i coś, co wystąpiłoby w formie umiarkowanej i skromnej, zostałoby po prostu nie zauważone”. Tytułowa wojna futbolowa jest pokazaniem absurdu władzy, wojny, gdzie niespełnione ambicje mogą być zarzewiem wojny. Kapuściński jest zmęczony wojną, jej bezsensem, jej niepotrzebnymi ofiarami. Pokazuje ją poprzez historie zwykłych ludzi; młodego chłopca, który idzie walczyć, bo mu każą, nie zna jednak powodów tej walki, oddziału partyzantów, których przetrzebia nieprzyjazna w tych rejonach przyroda. Padają strzały, leje się krew, stale ginął nieodnotowywane nawet kolejne ofiary. A w tym wszystkim reporterzy największych światowych sieci telewizyjnych, agencji prasowych szukają najlepszych ujęć, zdjęć.

       

      Ryszard Kapuściński, Wojna futbolowa, Czytelnik, Warszawa 1978.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      piątek, 19 lutego 2010 12:29
    • Paula - Isabel Allende

      Ryszard Kapuściński opisując swoje pierwsze wrażenia z Ameryki Łacińskiej napisał w „Wojnie futbolowej”, że „rzeczywistość jest tu pomieszana z fantazją, prawda z mitem, realizm z retoryką”. Podobnie jest w twórczości Isabel Allende, która ma niezwykły dar wychwytywania najistotniejszych chwil w ich magicznych przełomach. Słowa, którymi opisuje rzeczywistość wydają się tworzyć wokół bohaterów przytulny, ciepły pled myśli, wspomnień, marzeń. W trudny do wyjaśnienia sposób powoli, jak bohaterowie „Płci wiśni” Jeanette Winterson, Allende wypełnia nas do samego końca szeptami namiętności codzienności.

       

      Zapowiadana na list pożegnalny, rodzaj ostatniej rozmowy z umierającą córką powieść, w rzeczywistości jest czymś więcej. Jest hołdem złożonym życiu, miłości, wolności wyboru, magii bycia sobą. Z jednej strony Allende prowadzi nas przez trudny etap rozstawania się z umierającą na porfirię córką. Znajdujemy się, więc w zimnych, przestronnych salach szpitalnych, pośród przemykającego tłumu lekarzy, pielęgniarek, zajętych kolejnymi pacjentami. Polską czytelniczkę, przyzwyczajoną do stereotypowego radosnego hiszpańskiego temperamentu, zdziwi chłód personelu madryckiego szpitala. Chciałybyśmy, żeby Paula przeżyła i wydaje nam się, że kolejni uzdrowiciele swoimi czarodziejskimi sztuczkami wyciągnął ją w ostatniej chwili z coraz jednak mocniejszego uścisku śmierci. Śmierć, jak w najlepszym thrillerze do końca trzyma nas w napięciu, nie pozostawiając jednak cienia wątpliwości, kto w tym spektaklu nadziei, walki o życie i chwytania się najlżejszych przejawów ozdrowienia pociąga za sznurki.

      Z drugiej strony ta książka jest przewodnikiem po życiu samej pisarki, której bogate losy skierują nas w sam środek zamieszek w Chile z okresu przejęcia władzy przez Augusta Pinocheta. Stryj pisarki, Salvador Allende traci władzę strzałem między oczy, nastają czasy niespotykanego w tym kraju terroru. Kraj zamienia się w niekończącą się lawinę aresztowań, mordów cywilów, niewyjaśnionych uprowadzeń, tajemniczych zniknięć. W tej sytuacji Isabel Allende decyduje się na emigrację. Schronienie znajduje w Wenezueli przeżywającej rozkwit gospodarczy. Śledzimy jej skomplikowane losy, bezskuteczne próby znalezienia pracy, wreszcie osobiste problemy i początek rozpadu jej małżeństwa. Osobiste retrospekcje mają być w przyszłości przewodnikiem po rodzinie dla córki Allende.

       

      Dla miłośniczek sztuki pisania książka będzie źródłem licznych wskazówek, jak pisać udzielanych przez bądź co bądź uniwersytecką wykładowczynię sztuki narracyjnej. Poznamy od kuchni perypetie autorki, tło powstania debiutanckiej powieści, poszukiwanie agentki, pierwszą nieśmiałą próbę nazwania się pisarką. Wreszcie Allende nie szczędzi nam zachęty do brania z życia, odważnie tego co najlepsze, do dokonywania czasem trudnych, ale koniecznych decyzji, do brania spraw w swoje ręce, ale też ufania napotykanym ludziom. Pokazuje się nam przez pryzmat nieraz traumatycznych wydarzeń, jako osoba, która potrafi w tych trudnych momentach podziękować za choćby odrobinę dobrego, która z nich zostaje, jak wówczas, gdy będąc ośmioletnią dziewczyną została zwabiona przez pedofila czy gdy po raz siedemnasty jej dom został okradziony. Wydaje się być niestrudzoną miłośniczką życia, która w ostatniej jego połowie celebruje nie każdą jego minutę, a każdy ułamek sekundy. Pokazując jednocześnie, jakim zyskiem osobistym dla niej, a przecież też dla każdej z nas może być każda, i dobra i zła chwila.

       

      Przyznaję, że z przykrością sięgam po każdą kolejną powieść Isabel Allende, odmierzając strony do końca jej twórczości, świadoma zbliżającego się końca tego magicznego spotkania. I jak na przyzwoitą książkową malkontentkę przystało, zamiast cieszyć się tym, co przeczytałam, pomarudzę, dlaczego tych książek jest tak mało.

       

      Isabel Allende, Paula. Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., Warszawa 1998. Przełożyła: Elżbieta Komarnicka. Tytuł oryginału: Paula (1994).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      piątek, 19 lutego 2010 12:21

Kalendarz

Luty 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014