Recenzentka

Wpisy

  • czwartek, 05 maja 2011
    • Juliusz Żuławski - Byron nieupozowany

      Arystokrata i poeta. Na tyle bogaty, żeby wieść dość rozpustne życie, na tyle inteligentny, żeby go nie zmarnować, choć sam raz przyznał, że niczego w życiu nie robił, tylko pisał wiersze. Miał w Anglii tyle kochanek, utrzymanek, że nie ogarniał ich liczby. Nie szukał w kobiecie partnerki do rozmów, a do baraszkowania. Wiele w tych listach jest opisów pięknych kobiet o omdlewających oczach, małych usteczkach i dzikiej, porywczej naturze. Widać, że kobiety były dla niego rodzajem relaksu pomiędzy pisaniem. Żona szybko się z nim rozwiodła i opuściła go, zabierając ze sobą córkę. Podczas pobytu we Włoszech ubolewał nad swoim statusem i rolą kobiet, którym pozwala się na rozpustny żywot w ramionach armii kochanków. Sam awansował w tej skomplikowanej hierarchii uwodzicieli i amantów do roli oficjalnego kochanka, który w domu pani, która go wybrała dostaje do swej dyspozycji całe piętro.

      Jest na tyle bogaty, żeby jeździć po świecie, pisać i nie przejmować się krytyką. Mieszkał w Wenecji, w Pizie, w Grecji. Z listów wynika, że jego ulubioną rozrywką była jazda konna i strzelanie do celu, czemu oddawał się chętnie i regularnie. Konie zabierze ze sobą nawet w podróż statkiem. Wielokrotnie podkreśla, że nie interesuje go z kim go się porównuje i co się o nim pisze. Na taką nonszalancję mógł sobie pozwolić arystokrata z Izby Lordów. Uwielbia Woltera Scotta, ma wiele szacunku dla Goethego. Zaangażuje się w powstanie greckie, które będzie wspierał i finansowo i osobiście, przyjeżdżając do kraju, do którego ściągnie też wielu zapaleńców gotowych zginąć w romantycznej śmierci w obronie Greków, ale też wielu awanturników, którzy korzystają z okazji do bitki. Tutaj umrze zaledwie w wieku 36 lat. Wcześniej stwierdzi, że mężczyzna żyje do trzydziestego trzeciego roku życia, potem już tylko umiera. Nie zgadzał się na oficjalne ceremonie pogrzebowe i przenoszenie ciała do Anglii, nie spełniono jednak jego prośby i szczątki przewieziono do jego angielskiego majątku.

      W bibliotece powiedziano, że uratowałam tę książkę od wyrzucenia, bo nikt jej nie pożyczył od listopada 1995. A szkoda, bo to absolutnie wciągająca lektura listów i fragmentów dziennika Byrona.

      Juliusz Żuławski, Byron nieupozowany, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1964.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 maja 2011 15:40
    • Waldemar Łysiak - Lider

      Łobuzerska w tonie, harda, do bólu bezkompromisowa lekcja współczesnej historii z Putinem w roli głównej. Łysiak nie bawi się w dyplomację i wersal, wali kawa na ławę, co myśli o polityce, jej głównych aktorach, a zwłaszcza garniturze politycznych gwiazd z pierwszego szeregu. Rozlicza starą i nową Solidarność, powie co myśli o tzw. różowych politykach, układaniu się Wałęsy z Kiszczakiem, dzieleniu zysku i strat przy okrągłym stole, podstępnej w jego mniemaniu polityce Kremla. W swoich poglądach jest otwarty i kategoryczny, nie ma najmniejszej wątpliwości, co do przemyślanej i z premedytacją realizowanej polityki Putina, która Lachów ma pozbawić wpływów, sojuszników, w końcu gospodarczej stabilizacji.

      Książka jest dynamiczna, bo sprytnie podzielona na krótkie rozdziały, które kończą się w najciekawszym momencie. Czyta się, zatem jak niezły thriller. Z jednej strony rozgrywa się wątek putinowski, gdzie drobiazgowo jest analizowana historia, jaka stoi za sukcesem Putina, jego przeszłość w spec służbach, tworzenie własnego zaplecza politycznego, dbanie o własną przyszłość po utracie stołka prezydenckiego. Dramaturgii opowieści dodają wymyślane przez autora dialogi, które mogły się według niego rozgrywać pomiędzy głównymi bohaterami. Jednocześnie Łysiak opowiada historię romansu dwóch szpiegów, w której widać jak się ich „usypia” pozwalając na prowadzenie „normalnego” życia i przebudza w odpowiednim momencie, potrzebnym do podjęcia akcji. Napięcie rośnie wraz z trzecią opowieścią kariery cwaniaczka, który z szarej strefy trafia do więzienia a stamtąd do podziemia walczącego z PRL. Książka mogłaby być napisana przez jednego z bohaterów „Wojny polsko-ruskiej”, a z pewnością da się z niej nauczyć grypsowania. Ma lekkość dialogów „dresów” z blokowisk, którzy zaczynają na poważnie dyskutować o polityce.

      Łysiak nie ukrywa, że gdyby miał dzisiaj wybierać, wybrałby pewnie PiS. Podoba mu się polityka pyskowania z Kremlem. Gdyby miał siłę dziewiętnastowiecznych pisarzy, może stalibyśmy po raz trzeci pod Moskwą, pomstując o swoje. Częściowo przemawia do mnie jego argumentacja, bo rzeczywiście widać, że Niemcy zawsze sobie dobrze radzili z Rosjanami, posprzątała im Katarzyna, Schröder dostał posadę w radzie nadzorczej rosyjsko-niemieckiego konsorcjum Nord Stream budującego Gazociąg Północny, co było przed i w trakcie drugiej wojny światowej wiadomo. Na ile Łysiak ma racje pokaże czas. Lektura bez względu na przekonania autora jest ciekawym sposobem na spędzenie wolnego czasu.

      Waldemar Łysiak, Lider, Wydawnictwo Nobilis, Warszawa 2008.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Waldemar Łysiak - Lider”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 maja 2011 15:39
  • piątek, 01 kwietnia 2011
    • Mario Vargas Llosa - Pantaleon i wizytantki

      O armii, która na potrzeby swoich żołnierzy tworzy profesjonalny burdel objazdowy. Coś co powinno być śmieszne jest zatrważające. Llosa wysyła kapitana Pantaleona do dżungli amazońskiej z zadaniem odpowiedzenia na rozbuchane potrzeby seksualne żołnierzy, którzy z dala od cywilizacji tracą rozum i zamieniają się w bezwolne stworzenia, których jedyną pasją jest grabić i gwałcić. Armia nie nadąża już za tłumaczeniem się za przewinienia wybrańców, którzy zamiast stać na straży prawa, nagminnie je łamią. Poddając analizie narastającą przestępczość w szeregach peruwiańskiej armii okazuje się, że jedynym jej rozwiązaniem będzie zapewnienie żołnierzom regularnego dostępu do profesjonalnych usług seksualnych. Kapitan Pantaleon przeprowadza pilotaż takich zmian, przez pół roku opracowując harmonogram i budżet działań. Jak na profesjonalistę przystało empirycznie bada średni czas trwania stosunku, oddając się z pasją autobadaniu z własną żoną. Śledzimy więc jego zmagania z materią, czytamy ściśle tajne raporty i obserwujemy wdrażanie przedsięwzięcia.

      W wyniku badań powstaje Służba Wizytantek, która według ściśle przestrzeganego grafiku świadczy usługi. Marketing szeptany wkrótce pomoże w rozwoju instytucji, na potrzeby której oddaje się profesjonalny sprzęt na lądzie, w powietrzu i na wodzie, przewożąc burdel tam, gdzie armia zgłasza na to potrzebę.

      Forma książki nie odpowiada mi, bo generalnie nie lubię epistolarnych wprawek, a tu raporty przeplatają się z listami. Temat ciekawy, choć byłby ciekawszy, gdyby pojawiła się tam perspektywa jednej z wizytantek,  o tym co czują, kim są wiemy niewiele i raczej powierzchownie. Jak to w powieściach mężczyzn bywa jest to kolejny męski świat, tutaj udoskonalony do spełniania ich seksualnych zachcianek a kobiety są w nim dosłownie prostytutkami.

      Mario Vargas Llosa, Pantaleon i wizytantki., Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 1998. Przełożył Carlos Marrodán Casas.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      piątek, 01 kwietnia 2011 16:21

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014