Recenzentka

Wpisy

  • piątek, 01 kwietnia 2011
    • Mario Vargas Llosa - Ciotka Julia i skryba

      Powieść ma dwie części, jedną jest wydawać by się mogło klasyczny romans, coś do poduszki dla niewymagającego czytelnika, chłonącego z wypiekami na twarzy gorące szczegóły prawdziwej historii, jaka rozegrała się między młodziutkim Llosą a jego ciotką, w tle mamy zwyczajne doniesienia z pracy, wszystko w ciekawym dla historii radia peruwiańskiego momencie szczytu popularności radiowych słuchowisk, przypominających fabułą późniejsze latynoamerykańskie telenowele. Bohaterem tych słuchowisk jest jednak ich twórca, boliwijski pisarz, który zaopatrzony w księgę cytatów, rozwija wielowątkowe perypetie miłosne, stając się bożyszczem tłumów rozentuzjazmowanych słuchaczy. Jedynym wartościowym elementem tych słuchowisk są wplatane cytaty znanych osób, reszta to tkliwe, melodramatyczne opowieści. Druga część to opowiadania, każde z innym bohaterem, które po każdym rozdziale historii o ciotce Julii, stają się dziwacznym przerywnikiem. A rzecz gmatwa się, gdy boliwijski skryba zaczyna się gubić w swoich wątkach, wymyślanych postaciach, które po tragicznej śmierci odżywają w innych słuchowiskach. Na domiar złego postaci pojawiające się w rozdziałach przerywnikach wydają się również żyć własnym życiem, pojawiają się i znikają w kolejnych opowiadaniach i tak nie wiadomo już, czy to skryba Boliwijczyk traci zmysły, czy sam Llosa.

      W posłowiu czytam jednak, że to przemyślana konstrukcja, wielokrotnie poprawiany tekst, który trafił do mnie po żmudnej obróbce samego autora. Doceniam włożony wysiłek twórczy, żeby dostarczyć taki a nie inny utwór.  

      Jako niesmaczne odbieram jednak przywoływanie na kartach tej książki szczegółów z pożycia z ciotką, która była jego pierwszą żoną. Llosa po raz kolejny pokazuje bohatera mężczyznę, szczerego, podążającego za porywem serca, skłonnego poświęcić swój czas i „jakie” pieniądze, bo te stanowią powracający motyw, żeby uszczęśliwić kobietę nie do końca robiącą wrażenie szczerej i równie oddanej. Odwoływanie się do przeżytych historii może być cenne w poradniku psychologicznym, byłoby ciekawe, jako punkt wyjścia do opowieści a nie jako źródło jej pikantnych szczegółów. Odnoszę wrażenie, że tacy twórcy jak Llosa, czy Strindberg to emocjonalni nieszczęśliwcy, którzy z literatury robią narzędzie do własnej autoterapii. Ich siła polega na tym, że z czasem nikt nie słyszy, nie chce słyszeć i nie ma możliwości usłyszeć głosu drugiej strony. Choć w tym akurat przypadku słynna ciotka Julia wydała również swoją wersję wypadków. Jaką jednak może mieć siłę przebicia w stosunku do uznanego już pisarza, za którym stoi rodzina, koligacje, pieniądze, duże wydawnictwa? Żadne. Może się tylko pogodzić z faktem, że wielki pisarz okazał się malutkim człowieczkiem, któremu zabrakło fantazji, żeby wymyślić coś oryginalnego, więc posłużył się własnym i cudzym życiem, żeby móc robić literaturę. Bo on jednak jak dla mnie robi literaturę, konsekwentnie, z ogromnym wysiłkiem, z zadziwiającą determinacją.

      I ta powieść dla mnie jest cenna wyłącznie od tej strony warsztatowej. Zobaczyć całą pracę wkładaną przez pisarza w jego warsztat. Przeczytać o latach twórczych zmagań, budowania tego warsztatu poprzez ciągłe lektury, analizowanie cudzego procesu twórczego, próbowanie się w kolejnych formach. To jest cenne, bo często jednak pisarze ukrywają przed światem trudy pisania. Chętniej piszą o regularnej pracy, godzinach poświęconych pisaniu, lecz rzadko dowiadujemy się ile przeróbek, ile wkładu twórcy i jego redaktorów kosztuje stworzenie powieści.

      Mario Vargas Llosa, Ciotka Julia i skryba., Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 1997. Przełożyła Danuta Rycerz.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      piątek, 01 kwietnia 2011 16:19
  • wtorek, 22 lutego 2011
    • Waldemar Łysiak - Cena

      Trzynastu mężczyzn niczym apostołowie śmierci spotyka się na symbolicznej ostatniej wieczerzy przed całkowitą utratą poczucia przyzwoitości. Zamknięci jak lumetowscy ławnicy w pałacu hrabiego muszą podjąć decyzję dotyczącą wyznaczenia granicy pomiędzy mniejszym a większym złem. Wysmakowana wymiana słów przypomina mi najlepsze powieści narracyjne, gdzie bohaterowie zbijają sobie nawzajem argumenty przednimi ripostami. Klaustrofobiczna sceneria pozwala na stworzenie napięcia iskrzącego w kłębach unoszącego się dymu.

      Coraz bardziej doceniam takie obrazy, gdzie wymiana słów, spojrzeń, wewnętrzne monologi i emocjonalne napięcie oddają kwintesencję dzieła. Intelektualne arcydzieło, które jak kochankowie Winterson wypełnia dialogami przestrzeń, żeby na zawsze uwieść nas swoją twórczością.

      Waldemar Łysiak, Cena., Ex libris. Wydawnictwo Andrzej Frukacz., Chicago-Warszawa 2000. (1992)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 lutego 2011 17:19
    • Mario Vargas Llosa - Kto zabił Palomina Molero?

      „Kurewstwo nie z tej ziemi” – przeczytałam pierwsze zdanie tej książki a po drugim akapicie odłożyłam niedokończoną kanapkę, bo opis zmasakrowanych zwłok zabitego chłopaka był tak obrzydliwy, że zrobiło mi się niedobrze. Do lektury tej książki zachęciły mnie „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki”. Niestety to zupełnie inna opowieść. Coś w rodzaju rozgrywki dwóch szeryfów z peruwiańskiej prowincji. Porucznik Silva i jego pomocnik porywają się na, jak się okazuje, opłakane w skutkach dla nich obu śledztwo. Próbują rozwikłać zagadkę śmierci młodego żołnierza.

      Panuje zaduch spalonej słońcem piaszczystej drogi, której pył unosi się pod byle pretekstem. Policjanci poruszają się w drgającym w upale powietrzu, ocierając spocone karki. „Pachnie chlebem świętojańskim, kozami, oślimi ekskrementami i frytkami.” Sceneria przypomina wolno toczącą się akcję filmu o dwóch takich, którzy porywają się z motyką na księżyc. Posterunek policji to rozwalająca się buda, a wyposażenie to koń i rower. Bohaterowie prowadzą śledztwo, którego nikt nie chce rozwiązać. Śledzą ich oczy mieszkańców, które jednak uciekają od wzroku policjantów. O tym, że miasteczko żyje świadczy tupot przebiegającego stadka kotów, znikające szybko jaszczurki i stukot szklanek w miejscowym barze.

      W typowy dla siebie sposób Llosa opisuje kobiety. Są to wariatki o zmiennym humorze, które w jednej chwili mogą z wściekłości wpaść w obojętność, powtarza się motyw znanej z „Szelmostw niegrzecznej dziewczynki” szczupłej atrakcyjnej kobiety, którą w tej powieści Llosa poddał lekarskim oględzinom, które potwierdziły, że cierpi na chorobę psychiczną. Inny rodzaj kobiety to rubensowska bogini piękności, której nabrzmiałe ciało stale drży wprawiając biednego porucznika Silvę w seksualne męki. Mężczyźni wydają się być zdani na pastwę tych kobiecych demonów, które doprowadzają ich a to do śmieszności, odbierając im poczucie własnej męskości, a to do dramatycznych decyzji, które odbierają im życie. Mężczyźni u Llosy to rzuceni na pastwę kobiecego uroku bezbronne chudopachołki lub chudzinki. Kobiety to wyrachowane bestie wykorzystujące z zimną determinacją ich pożądanie.

      Mario Vargas Llosa, Kto zabił Palomina Molero?, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 1998.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 lutego 2011 17:16

Kalendarz

Maj 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014