Recenzentka

Wpisy

  • piątek, 28 października 2011
    • Erich Maria Remarque - Łuk Triumfalny

      To przepiękna historia napisana w sposób, w jaki już się nie pisze powieści. Litery w trakcie czytania zmieniają się w klatki kliszy filmowej i po chwili oglądam oczami wyobraźni film, którego akcja rozgrywa się w Paryżu tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Ravic ucieka z Niemiec nazistowskich przed prześladowaniami gestapo. Przeszedł przesłuchania, które zakończyły się zesłaniem go do niemieckiego obozu koncentracyjnego, jak wszystkich Niemców, którzy nie godzili się na nowe porządki pod przywództwem Hitlera. Ucieka do Francji i w Paryżu znajduje chwilowe schronienie, a chwilowe bo to miasto, do którego ściągają tysiące uchodźców, przepędzani stale przez policję walczącą z nielegalnymi imigrantami. Ravic dorabia na czarno, jako lekarz, zastępuje kiepskich lekarzy przy stole operacyjnym, usuwa skutki spartaczonych skrobanek, leczy pracownice paryskich burdeli. Wydaje się, że udaje mu się w miarę wygodnie zadomowić w tych dziwnych warunkach, wieczory mijają mu w nocnych klubach. Wszystko toczy się w miarę spokojnie, aż do spotkania Joanny Madou. Czy będzie to spokój zmącony szczęśliwym uczuciem, czy nękany nieszczęśliwą miłością, to się okaże.

      Remarque robi z literaturą, to co rzadko zdarza się piszącym mężczyznom. Pozwala sobie na magię, czasami sentymentalizm. Jest łagodnie marzycielski, czule rozczarowany. Pisze jak wymarzony kochanek. Gdy bohater powieści się złości Paryż pochmurnieje, siąpi deszczem, opony aut przebijają ostro powietrze, a ludzie podnoszą wysoko kołnierze swoich płaszczy, jakby uciekali przed samymi sobą. Gdy kocha, powietrze wokół rozświetla światło księżyca, futro ożywa w każdej kropli wody, która zastyga na nim, perfumy zamieniają się w kuszące smugi, alkohol dodaje uroczej otuchy zamiast upijać. Remarque czasem puszcza oko do nas, bawi się życiem i ripostuje, że „kimkolwiek się jest , poetą, półbogiem, czy idiotą, spada się co parę godzin z nieba, żeby oddać mocz”. Paryż wówczas jest dla niego miastem, „gdzie najłatwiej spędzić czas, nic nie robiąc”. Czasami zamienia się w moralizatora i podpowiada, jak żyć: „Tego, o czym się zapomina, brak potem w życiu. To, co się pamięta, zmienia życie w piekło”.

      Nie można zapominać, że Remarque sam był uchodźcą, który od 1931 roku przebywał w Szwajcarii a potem w USA. Gdy pisze o lecie tuż przed wybuchem wojny, za tło wydarzeń wybiera Paryż. Ravic mieszka w hotelu, w którym chroni się cały uciekający przed prześladowaniami świat. Zaprzyjaźnia się z podpułkownikiem carskiej armii, który znajduje tu schronienie przed czerwoną rewolucją, poznaje Żydów, którym w ostatniej chwili udaje się zdobyć wizę do Ameryki. Widzi, jak rośnie napięcie i strach przed wybuchem wojny. Sam zostaje bez wyjścia, bo nie ma jak i nie ma gdzie uciec. Hiszpanią rządzi twardą ręką Franco, we Włoszech rozkwita faszyzm, Niemcy już są nazistowskie, w Austrii jest po anszlusie. Świat się kurczy a Ravic nie ma już dróg ucieczki, bo gdziekolwiek nie próbował uciec, zostaje deportowany.

      Powieść ma swoją ekranizację z Ingrid Bergman i Charlesem Boyerem w rolach głównych. Podczas, gdy w USA Remarque odnosił sukcesy, w Niemczech jego książki palono a w 1938 Hitler pozbawił go niemieckiego obywatelstwa.


      Erich Maria Remarque, Łuk Triumfalny., Grupa Wydawnicza Bertelsmann Media, Libros, Warszawa 2002. Z niemieckiego przełożyła Wanda Melcer. (1945)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      piątek, 28 października 2011 15:27
  • poniedziałek, 30 maja 2011
    • Irena Krzywicka - Wyznania gorszycielki

      Uprawiała nowoczesne małżeństwo, w którym było miejsce na romans z Boyem Żeleńskim, wypady w towarzystwie Witkacego, samotne wyjścia do Ziemiańskiej, czy teatru. Latom dwudziestym i trzydziestym dwudziestego wieku, które nadal trzymały kobiety krótko, Krzywicka powiedziała bezczelne nie i żyła własnym życiem. Potrafiła nie tylko być sobą, ale też walczyć o prawo do samostanowienia dla innych kobiet. Zainspirowała Boya do działalności publicystycznej i społecznej na rzecz zmniejszenia dzietności ubogich rodzin, polepszenia sytuacji kobiet w ciąży, lepszych warunków i większej dostępności do aborcji. To z ich aktywności powstawały ośrodki, do których ubogie kobiety mogły zgłaszać się po bezpłatne porady. Jej epoka surowo i drobnomieszczańsko skrytykowała tę działalność, stając w swojej agresywnej krytyce u boku Kościoła, który wystawił i Boyowi i Krzywickiej glejt pierwszych gorszycieli epoki, zamykając im skutecznie wiele drzwi.

      Gdyby Krzywicka żyła w Berlinie lub Paryżu swoich czasów to nie tylko Polska, ale cały świat sztuki i literatury przesiąkłby jej postacią. Miała w sobie dar zjednywania ludzi i uwodzenia mężczyzn. Nikt z ważnych postaci epoki nie mógł przejść obok niej bez choćby jednego komentarza. Doskonałe oczytanie, znajomość języków obcych, wyrafinowana inteligencja, erudycja i dodajmy uroda sprawiały, że była dopuszczana do dyskusji, do których strzeżono dostępu, rezerwując miejsce dla wybitnych, ciekawych, charyzmatycznych osób. Ziemiańska ze stałym stolikiem Lechonia, Tuwima, Słonimskiego była dla niej otwarta, choć Lechoń chorobliwie stronił od towarzystwa kobiet, uważając je za nieciekawe i głupie. Otwarte były dla niej „Wiadomości Literackie”, gdzie często i z sukcesem publikowała. Krzywicka miała bowiem szczęście być wychowywana przez matkę, która dla niej przecierała ścieżki, które epokę potem nadal były dla kobiet niedostępne. Była otoczona świetną literaturą, zachęcana do samodzielnego myślenia. Widziała matkę żyjącą z miłości, nieprzejmującą się opiniami otoczenia, która pozwalała sobie a potem córce żyć własnym życiem.

      Krzywicka to Żydówka a jej książka to ciekawe, choć smutne świadectwo polskiego antysemityzmu. Żydzi tych czasów skazani na numerus clausus byli niedopuszczani do edukacji a potem na uczelnie wyższe. W czasie, gdy 50% ludności Warszawy stanowili Żydzi, w szkołach i na uczelniach warszawskich bywało po kilku uczniów. Studentki i studenci Żydzi byli napadani przez swoich kolegów i bywało, że wracali do domu pocięci brzytwą. Zdarzały się napaści na profesorów pochodzenia żydowskiego. To czas jawnego bojkotowania wszystkiego, co żydowskie i czas, w którym wielu wybitnych Żydów opuszcza Polskę i odnosi niebywałe sukcesy naukowe za granicą. Ze wstydem czyta się, jak uważano Żydów za osoby pozbawione twórczych zdolności. Gdy tymczasem to właśnie wówczas i Tuwim i Słonimski odnoszą swoje niebywałe sukcesy, wytyczając poezji i literaturze polskiej nowe ścieżki.

      Żyjąc w trudnych czasach między dwoma wojnami, przeżyła jednak Krzywicka wspaniałe dwudziestolecie międzywojenne, tak ważne dla polskiej literatury, bywając częścią Skamandrytów, stałym elementem spotkań śmietanki intelektualnej swojej epoki, którą nieco jednak odczarowuje. Pokazuje antysemityzm Iwaszkiewicza, narkotyczne ekscesy Witkacego, oschłość Dąbrowskiej, miałkość Magdy Samozwaniec. Bywa w swoich opiniach surowa, nie szczędzi jednak ciepłych słów tym, którzy na nie zasłużyli. A w końcu przeżyła, jako Żydówka całą okupację w Polsce, chroniona przez wielu wspaniałych ludzi, którym w swoich wspomnieniach wystawia szczególnego rodzaju świadectwo, upamiętniając ich dobroć i poświęcenie. Na tej wadze ludzkich losów szala dobroci skłania się jednak w stronę nie tych z pierwszych stron gazet, z krzykliwych nagłówków.

      Muszę wspomnieć o tym, że książka ma wspaniałą redaktorkę w osobie Agaty Tuszyńskiej, a ponieważ była pisana pod koniec życia Krzywickiej, która wówczas już traciła wzrok i zmuszona była nagrywać znaczną część książki, stąd powstał ogrom materiału, który Tuszyńska doskonale opracowała. W konsekwencji trzymam w ręce dzieło doskonałe, wspaniałą gawędę wybitnej kobiety, malowniczej postaci, wyrafinowanej intelektualistki, wspaniałą książkę świadectwo epoki i kawał historii literatury polskiej.

      Irena Krzywicka, Wyznania gorszycielki., Czytelnik, Warszawa 1995.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Irena Krzywicka - Wyznania gorszycielki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 maja 2011 16:00
  • czwartek, 05 maja 2011
    • Barbara Winklowa - Nad Wisłą i nad Sekwan. Biografia Tadeusza Boya-Żeleńskiego

      Stanisław Przybyszewski stwierdził, że tylko Boy może zostać biografem Młodej Polski. Miał szczęście przyjaźnić się ze Skamandrytami, przez jego życie przewinęli się Grottger, Matejko, Asnyk, Solscy, Witkacy, Wyspiański i wielu, wielu innych. W 1928 klerykalne Towarzystwo im. Piotra Skargi oskarżyło Boya o niemoralną działalność literacką. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, prawdopodobnie rozstrzelany przez nazistów po zdobyciu Lwowa, gdzie uciekł po wybuchu wojny.

      Ukończył Gimnazjum Nowodworskiego, do którego tradycyjnie uczęszczała rodzina Boya, z ciotecznym bratem Kazimierzem Przerwą-Tetmajerem na czele. Krytykował system edukacji, który wywyższał poezję nad prozą, zmuszając uczniów do nauki wierszy na pamięć i ich drobiazgowej analizy. Zmuszanie dzieci do publicznych deklamacji uważał za „ekshibicjonizm liryczny” „obrażający wstydliwość dziecka”. Jak później doda w swoich „Pismach” po raz pierwszy poczuł, czym jest poezja czytając Heinego, który nie był objęty programem szkolnym. Raziły go dysproporcje czasu przypadającego na poszczególnych pisarzy w szkole. Mickiewicz zajmował go ponad połowę, a jego twórczość traktowano jak Pismo Święte. Miał to szczęście, że willa, w której przyszło mu żyć dwadzieścia lat przy ul. Św. Sebastiana 10 stała się intelektualnym salonem, gdzie czytało się Byrona, czy Baudelaire’a.

      W 1892 rozpoczyna studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przechodzi nałóg hazardowego karciarstwa, z którego wyszedł dzięki pechowi w kartach. W tym czasie mając już 24 lata próbuje się usamodzielnić, co nie zawsze udaje się bez awantur z rodzicami. Stara się o stypendium wojskowe, które wprawdzie gwarantuje mu stały roczny przychód, ale jednocześnie jest cyrografem, bo otrzymane od wojska pieniądze musi odpracować, bez możliwości zwrotu ich w innej formie. W 1898 do Krakowa przybywa Stanisław Przybyszewskim a wraz z nim legenda o „genialnym Polaku, który zrewolucjonizował Młode Niemcy”. Narzucona mu etykieta lidera berlińskiej bohemy wkrótce nabrała rozpędu w Krakowie. Młody Żeleński spijał z uwielbieniem każde słowo Przybyszewskiego. Pił z nim również na umór. Po jednym z takich spotkań z ukochanym Stachem przez kilka godzin leżał pijany na śniegu, co przypłacił zapaleniem płuc. Jako stały bywalec „synagogi szatana” przy Karmelickiej 53 poznał i zauroczył się żoną Przybyszewskiego Dagny Juel, dla której był skłonny pojechać na koniec świata. Wkrótce zbliża się termin spłaty stypendium wojskowego i cała rodzina staje na głowie, żeby temu zapobiec. Boy stara się o stypendium paryskie i wkrótce zawita w Paryżu, w którym tyle co zbudowano wieżę Eiffla i rozpoczęto budowę pierwszej nitki metra.  Po powrocie Tadeusz rzuca się w wir pracy naukowej. Wkrótce przychodzi wieść o śmierci Dagny. Żeleński wpada w rozpacz, od całkowitej zguby ratuje go praca.

      Poślubi córkę swojego naukowego protektora, prof. Pareńskiego. I to dla nich w mieszkaniu na Karmelickiej 6 Wyspiański projektuje słynny komplet mebli, na których nie można wysiedzieć, dzisiaj do podziwiania w muzeum Wyspiańskiego w Krakowie. W pracy naukowej poświęca się coraz bardziej pediatrii, wygłasza artykuł o żywieniu niemowląt, którego konsekwencją jest założenie w 1905 przy wsparciu finansowym księżnej Teresy Lubomirskiej krakowskiej „Kropli Mleka” oraz później Biura Porad dla Matek i Dzieci. Coraz bardziej angażuje się na rzecz walki z nieśmiertelnością niemowląt. Wkrótce też weźmie na siebie rolę rewolucjonisty światopoglądowego, walczącego o prawa kobiet. Domaga się dla nich bezkarnego prawa do przerywania ciąży, ułatwień w sprawach rozwodowych. Stanie się nieocenionym tłumaczem literatury francuskiej, nazywanym przez Ludwika Szczepańskiego „Krzysztofem Kolumbem literatury francuskiej”, walczącym przez lata o kontynuacje Biblioteki Boya, w ramach której tłumaczył i wydawał literaturę francuską. Był Boy przeciwnikiem okupacji „czarnych sutann”, agitującym przeciw moralnemu skostnieniu i prawom ograniczającym człowiekowi wolność. Z tego powodu spotkał się z ostracyzmem, do którego nawoływał kościół. W wielu miastach, do których wybierał się z odczytami, odmawiano mu dostępu do sal.

      Książka Winklowej ma doskonałe proporcje biografii, która wyczerpuje podstawowe pytania na temat Żeleńskiego, dając obraz epoki, przechodzi subtelnie przez kolejne etapy życiorysu pisarza.

      Barbara Winklowa, Nad Wisłą i nad Sekwan. Biografia Tadeusza Boya-Żeleńskiego., Wydawnictwo „Iskry”, Warszawa 1998.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 maja 2011 15:43

Kalendarz

Lipiec 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014