Recenzentka

Wpisy

  • poniedziałek, 20 września 2010
    • Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny - Tomasz Mann

      Pełna przepychu, wielopokoleniowego splendoru, wyszukanych manier historia upadku niemieckiej klasy mieszczańskiej. Zachęcona ekranizacją Buddenbrooków, która pojawiła się w kinach chciałam zmierzyć się jeszcze raz z książką. Jak zwykle przy takich wielkich powrotach, odkryłam dla siebie nowe dotąd niezauważalne rejony.

      Tonia Buddenbrook zostaje wbrew swojej woli i pod naciskiem rodziny w bardzo młodym wieku wydana za z pozoru uczciwego i solidnego bogatego kupca, który w rzeczywistości okazał się łowcą posagów i wkrótce zbankrutował. Gdy Tonia otrzymuje rozwód dramatycznie zmienia się jej sytuacja towarzyska, sprowadzając ją do roli tej gorszej, bo rozwódki, od której stroni towarzystwo. Te same rodziny, które wcześniej otaczały ją szacunkiem, teraz traktują protekcjonalnie, okazując swoją wyższość w każdej sytuacji. Ponowne małżeństwo Toni kończy się kolejnym rozwodem, bo nowy mąż szukając sobie żony, szukał panny z posagiem, z którego odsetek mógłby żyć bez narażania się na przymus pracy. Kobieta zgodnie z kodeksem obyczajowym epoki stawała się intratnym interesem, który zdobywało się na takich samych warunkach, jak dostawę towaru; należało wynegocjować dobry dla siebie kontrakt i można było już wkrótce czerpać z niego zyski. Kobiety miały rodzić dzieci i być ozdobą salonów. Zniechęcane do zdobywania wiedzy spędzały czas na plotkach towarzyskich, w kręgu podobnych sobie kobiet, sprowadzających swoją codzienną rutynę do śledzenia modowych nowinek i katastrof towarzyskich w ich kręgu.

      Zadziwiające, że Mann mając zaledwie 22 lata zaczął pisać tę historię i udało mu się stworzyć tak dobrze skrojony, żywy, mówiący cieniami i blaskami epoki tekst, któremu nie brakuje i głosu obrońcy kobiet i głosu oskarżyciela swoich czasów, które nie tylko kobietom, lecz i mężczyznom narzucały płaskie role. Mann ożenił się z Katią Pringsheim, pierwszą monachijką, która studiowała matematykę na uniwersytecie, co tłumaczy skąd umiał tak doskonale wczuć się w sytuację kobiet i przekazać prawdę o ich życiu. Wracając do Buddenbrooków, wróciłam do rodzaju tekstu, który najbardziej lubię, a który znalazłam i u Kiran Desai, i u Zadie Smith, do gadającej literatury, mówiącej na wiele głosów o wielu historiach składających się na tę samą opowieść o życiu. A po powrocie do Manna, czuję pewien niedosyt, którego nie mogłam zaspokoić wracając do biblioteki, bo nagle zniknął po latach leżakowania cały Mann z bibliotecznych półek. Taka jest siła ekranu, bo jak mi wytłumaczyła pani bibliotekarka nagle po ekranizacji Budenbrooków zrobił się bum na Manna.

      Tomasz Mann, Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny., Czytelnik, Warszawa 1971. Przełożyła Ewa Librowiczowa. Tytuł oryginału: Buddenbrook. , 1901.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny - Tomasz Mann”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 września 2010 16:06
  • piątek, 03 września 2010
    • Rynek w Smyrnie - Jacek Dehnel

      Z niecierpliwością podszytą szczyptą zazdrości zabrałam się za lekturę opowiadań Dehnela. Skonsumowałam go, jak najprzedniejszą, doskonale wypieczoną grahamkę, ze smakowitą konfiturą babci, pachnącą chrupiącą skórką, popijaną filiżanką mocnej zielonej herbaty.

      Dehnel jest doskonałym artystą, który tworzy nasycone słońcem, smakami, zapachami obrazy. Gdybym spotkała kiedyś mężczyznę mówiącego tak, jak pisze Dehnel byłabym uwiedziona na amen i bezpowrotnie. W jego prozie jest magia chwili oddanej samą esencją słowa. Jest siła drobnostek wychwyconych z przemijania i rozpisanych na najpiękniejsze partytury zdań. Każdym słowem porusza najczulsze, najcieplejsze wspomnienia, sprawiając, że mam ochotę zwinąć się głębiej w miękki koc, obłożyć książkami i zapomnieć na rok o otaczającym świecie, uciekając w świat jego wyobraźni.

      Chciałabym, żeby mężczyźni pisali w tak uroczo mocny, nasycony sposób, rozbudzając człowieka do czułości, radości, miłości. Po lekturze Patrząc na Stromboli poczułam tęsknotę za czymś nieosiągalnym, niemożliwym do wychwycenia, zatrzymania. Za gestem doskonałości między kobietą i mężczyzną. Potrzebuję więcej Dehnela.

      Jacek Dehnel, Rynek w Smyrnie., Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2007.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      piątek, 03 września 2010 15:37
    • Brzemię rzeczy utraconych - Kiran Desai

      To książka pachnąca skrzyżowaniem indyjskiego targu z nowojorską ulicą, pokazująca w przecudny sposób pasjonującą, dramatyczną i wciągającą historię Indii.

      Ta książka mówi językiem nowojorskiej ulicy, którą rządzą indyjscy taksówkarze, właściciele tanich barów z indyjską kuchnią. To ulica pokazana od strony imigrantów, którzy nielegalnie żyjąc starają się zarobić na lepsze życie. Jedni lepiej sobie radzą biorąc fikcyjne śluby, okradając imigrantów o krótszym stażu, zatrudniając innych imigrantów za śmiesznie niskie stawki. Drudzy żyją naiwną nadzieją, że da się żyć i przeżyć legalnie, jako nielegalny imigrant. Kiran Desai bez wciągania czytelnika w ckliwe historie, kawa na ławę opowiada o człowieku zdanym na siebie samego, którego siła wewnętrzna jest jedyną deską pozwalającą dryfować na skrawku nadziei na lepsze jutro. Bohaterowie Desai skazani są jak mieszkańcy Indii na kastowy los i naprawdę jedynie nieludzki wysiłek jest ich wstanie wyciągnąć ciut wyżej. Być może jest to głos sprzeciwu wobec takiego porządku społecznego, który własnych obywateli skazuje z pokolenia na pokolenie na tę samą egzystencję.

      Dzieje starego sędziego Dźemubhai to historia kolonialnych Indii, w których Hindusi czują się obywatelami drugiej kategorii, stale starają się dorównać Brytyjczykom w brytyjskości. Sędzia, jako młody chłopak ogromnym wysiłkiem zarabia na studia w Cambridge. Nie dojada, nie dosypia, żyjąc z zaciśniętymi zębami, godząc się na liczne upokorzenia, zdobywa wreszcie posadę w indyjskich służbach cywilnych, która jest dla niego przepustką do życia o kastę wyżej. Całe życie będzie usiłował być bardziej brytyjski od samych Brytyjczyków. Obok toczy się historia kucharza sędziego, który poświęca swoje życie dla jedynaka Bidźu, którego udaje mu się wysłać do USA, w nadziei, że wyciągnie ojca z indyjskiej biedy. Bidźu trafia do Nowego Jorku, gdzie pracuje za najniższe stawki w kuchni indyjskiego baru.

      Czytając tę książkę mimowolnie szukałam indyjskich smaków na krakowskich ulicach. Łapałam się na tym, że kupuję samosy, wchodzę do barów z wodnymi fajkami.  Jeżeli czegoś szukam w literaturze to książek oddziałujących na wszystkie zmysły, które zamieniają mnie w bezwolne stworzenie, które podświadomie daje się uwieść smakom, kolorom, nastrojom. I udało mi się to znaleźć u Zadie Smith a teraz ponownie u Kiran Desai. Przy nich tracę kontrolę nad sobą, zostając niewolnicą języka ich powieści.

      Kiran Desai, Brzemię rzeczy utraconych., Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2007. Przekład: Jerzy Kozłowski. Tytuł oryginału: The Inheritance of Loss., 2006.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      piątek, 03 września 2010 15:33

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014