Recenzentka

Wpisy

  • środa, 01 lutego 2012
    • Santiago Posteguillo - Africanus. Syn Konsula

      Starożytna historia opowiedziana w tempie powieści przygodowej, budująca napięcie niczym w thrillerze politycznym, odwołująca się do sprawdzonych motywów powieści non-fiction, w którą autor w doskonałych proporcjach wplata wymyślone, lecz możliwe dialogi. To balansowanie na granicy historii i zmyślenia Posteguillo doprowadził do mistrzowskiej galanterii, wzmacniając efekt wprowadzeniem dodatkowych autentycznych postaci, których pojawianie się i znikanie raz, że dynamizuje akcję a dwa pozwala na ciekawe dygresje o życiu starożytnego świata, pokazując obyczajowość, tradycję i kulturę epoki. Ta książka z powodzeniem mogłaby być używana zamiennie z podręcznikiem do historii, bo w niebanalny, atrakcyjny sposób opowiada o dwóch najważniejszych wodzach starożytnego świata Scypionie Afrykańskim i Hannibalu i rozgrywających się za ich życia wydarzeniach.

      Atutem tej książki jest jej wiarygodność. Nie tylko w samej historii, lecz również wątków pobocznych, które mają pokazać tło wydarzeń towarzyszących, oddać warunki, w których dorastali ci wielcy wodzowie, pokazać stosunki społeczne, zwyczaje i obyczaje. W powieści Posteguillo świat pulsuje wszystkimi zmysłami. Bez względu na to, czy autor zabiera czytelnika na przegląd wojska, do obozu tuż przed bitwą, czy na ulice Rzymu doskonale, niemal w sensualny sposób oddaje zmieniającą się scenerię. Gdy setki tratw i łódek przepływa z Afryki w stronę Europy przez cieśninę gibraltarską czuć narastające napięcie wśród żołnierzy i strach transportowanych zwierząt. Gdy wódz kartagiński zmuszony jest przedzierać się ze swoim wojskiem przez bagna, czytelnika przenika doskwierający chłód, wilgoć i unoszący się zapach mokradeł. Gdy konsulowie przechadzają się po rzymskich ulicach, słychać pokrzykiwanie przechodniów, lekkie ocieranie się rzemieni sandałów, ciepło letniego słońca.
      Posteguillo nie tylko dobrze buduje napięcie i pozwala na zmysłowe rozsmakowanie się w powieściowym świecie, ma też tę umiejętność narratora, który potrafi tworzyć przemawiające do wyobraźni obrazy. Stąd czytelnik jest w stanie zobaczyć opowiadaną historię wraz z całą gamą towarzyszących jej dźwięków, zapachów, barw.

      Tę powieść można też czytać, jak podręcznik pokazujący, jak żyć, żeby przeżyć godnie życie, co tak naprawdę tworzy legendę, na ile sukces jest kwestią przypadku, a na ile ciężkiej systematycznej pracy, jak tworzyć wielopokoleniową siłę rodów, jak wychowywać dzieci na przyszłych przywódców. Historia Hannibala i Scypiona Afrykańskiego to doskonała okazja do pokazania człowieka w chwili jego wielkości i upadku, w drodze do sukcesu i klęski. Posteguillo to bynajmniej nie autor moralizujący a raczej starożytny filozof, który zaprasza czytelników do odbycia pełnej przygód wycieczki historycznej, zobaczenia starożytnego świata oczami świadka, który dzięki sile narratora nagle znajduje się w samym epicentrum wydarzeń.

      Santiago Posteguillo, Africanus. Syn Konsula., Wydawnictwo Esprit SC, Kraków 2011. Przełożyła Patrycja Zarawska.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Santiago Posteguillo - Africanus. Syn Konsula”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      środa, 01 lutego 2012 07:31
  • wtorek, 20 grudnia 2011
    • Tomasz Lem - Awantury na tle powszechnego ciążenia

      Zabawne wspomnienia syna o sławnym ojcu, z jednej strony pisarzu o światowej renomie z drugiej koneserze marcepanów i chałwy, który w ukryciu zajadał się słodkościami a żonie oświadczył się posyłając jej zamiast kwiatów tort. To książka, która pokazuje, że można mieć szczęśliwe dzieciństwo, jeśli trafi się na rodziców, którzy potrafią i kochać i wychowywać. W każdej przytaczanej przez Tomasza Lema anegdocie jest dużo ciepła i wdzięczności za wspaniałe dzieciństwo i możliwość czerpania garściami z wielkości ojca.

      Ta lektura to też pełna ciepłego humory wycieczka historyczna do początków PRL, który dzięki swoistemu poczuciu humoru Stanisława Lema wygląda jak ciąg dalszy filmów Barei. Autor w niezwykły sposób pokazał, że na wielkość człowieka składa się tysiące drobnych rzeczy, wiele własnych wyborów, świadomość dążenia do celu, umiejętność ich stawiania a potem umiejętność twórczego ich rozwijania. Lem ojciec umiał cieszyć się życiem i przekazał tę radość na syna. Potrafił też dzielić się życiem, przygarniając zagubione psy, koty. Miał umiejętność obracania codzienności w anegdotę, bycia roztargnionym, gdy tego wymagał ciężar chwili, dzięki czemu z tym większą lekkością szedł dalej przez życie.

      Ten koneser słodkości i radości życia pisał książki, które trudno byłoby nazwać słodkimi, czy zabawnymi. Wygląda na to, że zapewniając najbliższym najradośniejsze chwile, dla odmiany mroki i trudności kontestował między wierszami swojej twórczości, rozliczając się tam ze zmorą swoich czasów.  

      Wiem teraz, że cenił Luisa Buñuela a sklepem, w którym zatracał się bez reszty był budowlany Bauhaus. W domenie nut był analfabetą. Gdy rozchorował się na cukrzycę , uznał, że „akt samobójstwa, polegający na zamknięciu się w gabinecie z pięciokilową puszką tureckiej chałwy, nie byłby wcale takim złym pomysłem.”.  Wiem, też, że sięgnę znowu do jego twórczości, która po lekturze tej książki nabrała dla mnie nowego znaczenia.

      Tomasz Lem, Awantury na tle powszechnego ciążenia., Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009.

      Tagi: współczesna polska literatura, polscy pisarze, polski pisarz, książki polskie, recenzja książki, recenzje książek, czytam, portal o książkach, z książkami, Polska.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Tomasz Lem - Awantury na tle powszechnego ciążenia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 grudnia 2011 14:55
  • poniedziałek, 19 grudnia 2011
    • Wyjący młynarz - Arto Paasilinna

      Smutna, pełna gorzkiej prawdy satyra fińskiej wsi, która równie dobrze może być uniwersalną opowieścią o nietolerancji i eskalacji zła, w której niczym w bajce zwycięża finalnie dobro.

      Akcja tej książki jest dość prosta. Do wsi na północy Finlandii przyjeżdża mężczyzn, który kupuje podniszczony młyn, po szybkim remoncie z sukcesem zaczyna go prowadzić, dorabiając sobie również sprzedażą gontów. Ludzie we wsi cieszą się, bo mają taniego i solidnego dostawcę. Gunnar Huttunen jest jednak dla nich tajemniczym mężczyzną, który nie lubi za wiele mówić o sobie, ale plotki, które dotarły za nim aż do dalekiej Północy budzą poruszenie.  Ludzie puszczają jednak wszystko w niepamięć, bo ważniejsza jest dla nich wygoda z posiadania we wsi dobrego młynarza, który i zboże przemieli i tanie gonty sprzeda. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy wyobraźnia młynarza daje o sobie znać. I tu zaczyna się pasmo wydarzeń, których finał zaskakuje bajkową poetyką.

      Huttunen wzbudził we mnie dużo ciepła i zrozumienia. Jest krzepkim, prostym mężczyzną o wielkim sercu i niezwykłej wrażliwości. Wieczorami zbierają się wokół niego wiejskie dzieci, które z wypiekami na twarzy słuchają wymyślanych przez niego opowieści, które potrafi ubarwiać odgrywanymi scenkami, z zamiłowaniem, upodobaniem i niezwykłym talentem naśladując dźwięki i ruchy dzikich zwierząt. U Huttunena wzruszyła mnie też szczerość, z jaką reaguje na świat. Gdy niespodziewanie do jego młyna przyjeżdża instruktorka kółka ogrodniczego, zauroczony jej krzepką urodą musi schłodzić ogarniające go emocje szybkim zanurzeniem w lodowatej wodzie rzeki. Zachwycony jej „solidnymi udami i umięśnionymi łydkami (…) jej szeroką pupą zakrywającą całkowicie siedzenie roweru”, staje się zapalonym miłośnikiem ogrodnictwa, który z oddaniem poświęca się sadzonkom, wyczekując kontrolnych odwiedzin instruktorki w swoim przydomowym ogródku.  Gunnar nie potrafi nazwać swoich uczuć, nie potrafi rozmawiać o nich i tu przypomina mi bohatera granego przez Ryana Goslinga w „Lars and the Real Girl”, który bliskości z kobietą uczy się z kupioną w Internecie lalką ludzkich rozmiarów. Ten bohater miał jednak szczęście trafić na cudownych, otwartych ludzi, który dopingując go i okazując zrozumienie pomagają mu pozbyć się tego, co do tej pory uniemożliwiało mu zbliżenie się do kobiety. Huttunen mając tę samą wrażliwość trafia na mur niezrozumienia i nietolerancji. Jego życie z czasem zamieni się w pasmo nieszczęść.

      Paasilinna w niezwykły sposób pokazuje narastające wokół Gunnara niezrozumienie, strach wiejskiej społeczności, wreszcie rozwijające się coraz bardziej przejawy niechęci. Spiętrzające się sytuacje wplątują Gunnara w spiralę nienawiści. W mieszkańcach wsi uzewnętrzniają się ich najgorsze cechy.   Autor pokazuje siłę systemu i jego kluczowych reprezentantów. Obserwujemy zachowanie przedstawiciela Kościoła, policji, służby zdrowia, władz samorządowych, banku. Nie nazywając problemu po imieniu autor zdaje się na wyczucie czytelnika, pokazując, jak ludzie reprezentujący system mogą zniszczyć jednostkę. Jednocześnie Paasilinna pokazuje, że  strażnicy systemu muszą kierować się zdrowym rozsądkiem, właśnie po to, żeby nie niszczyć w ludziach indywidualności.

      Zachowanie młynarza zaczęto odczytywać, jako przejaw szaleństwa. Poszczególni mieszkańcy wsi wykorzystywali tę sytuację do ugrania czegoś dla siebie. Nagle wieś stała się sceną międzyludzkiej gry o władze, rację. Czasem grą o prawo do lenistwa, jak w przypadku kobiety, która podsłuchując rozmowę młynarza z instruktorką kółka ogrodniczego, po otwarciu drzwi, uderzona przez nie spada ze schodów i symulując paraliż całą winę za ten wypadek zrzuca na młynarza. Absurdalność dochodzi do szczytu, gdy sam młynarz przyjmując wyrok wsi, która uważa, że powinien leczyć się psychiatrycznie sam zgłasza się po poradę medyczną do wiejskiego lekarza. Ten racząc go sowicie alkoholem w trakcie rozmowy wpada w dygresje oddając się swojemu ulubionemu tematowi, jakim są polowania. Symulując własne przygody w lesie, podchodzenie zwierzyny, jej ucieczkę zaczyna zachowywać się tak jak młynarz opowiadający dzieciom bajki. Poruszony tym Huttunen widząc w nim bratnią duszę przechodzi do odgrywania zachowań jego ulubionych zwierząt. Lekarz odbiera jego zachowanie, jako zniewagę, próbę ośmieszenia go. I tak, przedstawiciel władzy podejmuje ostateczną decyzję, że młynarz rzeczywiście jest wariatem. W jednej ze scen pada znamienne stwierdzenie, że gdy bogaty człowiek, lub człowiek posiadający władzę zaczyna zachowywać się nieracjonalnie, ludzie mu potakują, nie dostrzegając nic zdrożnego w jego zachowaniu. A prosty młynarz nie miał za sobą siły urzędu, we wsi był nowy, i nie na tyle zamożny, żeby zapewnić sobie spokój.

      Czy Huttunen wygrał? Nie chcę zdradzać, ale autor widać jest zwolennikiem teorii, która mówi, że zło się kołem toczy. I w świetle tej teorii, ci którzy dopuszczają się zła po stokroć zostaną ukarani.

      Arto Paasilinna, Wyjący młynarz, Wydawnictwo PUNKT, Warszawa 2003. Z języka fińskiego przełożyła Bożena Kojro. (1981)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wyjący młynarz - Arto Paasilinna”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 grudnia 2011 13:33

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014