Recenzentka

Wpisy

  • środa, 17 listopada 2010
    • Cena wody w Finistère - Bodil Malmsten

      Zauważyłam, że sporą popularnością cieszą się książki autobiograficzne o kobietach, którzy gdzieś w drugiej połowie swojego życia pakują manatki i wywracają wszystko do góry nogami, odnajdując na końcu nową pasję, nowych przyjaciół, czasem wielką miłość. Cena wody w Finistère mieści się w tym gatunku. Znudzona życiem w Szwecji pisarka postanawia kupić dom w Bretanii, zaprzyjaźnia się tam z madame C. i monsieur Le R., żeby opisać swoje zmagania z francuską ziemią i powolną walką o ogród marzeń. Właściwie na tym można by zakończyć pisanie o tej książce, gdyby nie małe coś.

      Książka pozwala rozsmakować się w zimnej Norrlandii, gdzie „nie ma furtek, nie są potrzebne, zimno odgradza aż zanadto, a szron opasuje domy drutem kolczastym”. To świat dzieciństwa pisarki, jednocześnie mgliste wspomnienie surowej Północy, które przeplata się z wyraźnym wyobcowaniem Sztokholmu. Bohaterka wpada z prowincjonalnego, sennego, zakopanego w nieustającym śniegu wiejskiego miasteczka wprost w szpony wielkiego miasta, które odbiera jej tożsamość, odmawia prawa do bycia stamtąd, karze za północny śmieszny dla sztokholmczyków akcent. Wreszcie nie pozwala godnie żyć, bo „Sztokholm należy do najdroższych i najgłębiej podzielonych miast świata – radź sobie albo giń”. Wydawać by się mogło, że ta zahartowana norrlandzka kobieta, która potrafi wytrzymać „brutalne światło lata” i „bestialską ciemność zimy” pokonana zamknięty na obcych  Sztokholm. Niestety daje za wygraną i ucieka do Francji, gdzie oddaje się pasji, jakiej w mroźnej Szwecji nigdy nie mogła dać upustu.

      Bodil Malmsten podchodzi do tej książki ambicjonalnie, bo daje upust niewiarygodnej wprost jak na szwedzki temperament złości na system. Od lat zachwalany szwedzki model wydaje się być jedynym słusznym i tę wiarę pielęgnuje się w kolejnych pokoleniach. Niestety gdzieś pod powierzchnią wiary kotłuje się rosnące rozczarowanie. Malmsten łączy, więc romans niczym „Po słońcem Toskanii” z trylogią Stiega Larssona. Delikatnie odpowiadając zapotrzebowaniu na literaturę rozliczeniową z systemem, daje ją w łagodnej wersji zbuntowanej pani, która z perspektywy romansu z miłośnikiem ogrodu ucieka w dywagacje o trudnym wielkomiejskim życiu Szwecji. Nie dziwi mnie, więc popularność tej książki, która żadnego z tematów nie podejmuje na tyle serio, żeby dzielić. Raczej w subtelny sposób, jakby szeptem w kuluarach mówi to, co odważył się niemal wykrzyczeć Larsson i czym rozkochała w sobie Frances Mayes.

      Bodil Malmsten, Cena wody w Finistère, przełożył Jan Rost, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007. Tytuł oryginału: Priset på vatten i Finistère, 2001.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      środa, 17 listopada 2010 15:38
    • Kapuściński non – fiction - Artur Domosławski

      Świetnie wykonana robota połączona z dziennikarską dociekliwością przekraczającą jednak granice intymności. Z jednej strony podziwiam demaskatorski upór Domosławskiego, jego przedkładanie prawdy ponad wszystko. Dobrze, że są ludzie potrafiący stanąć w obliczu wielkiego człowieka bez niepotrzebnego przypochlebiania się, bez powielania powtarzanych przez innych frazesów. Nie uważam żeby ta biografia zaszkodziła sławie Kapuścińskiego. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego ruchu w jego książkach w bibliotekach. Wydaje mi się jednak, że ta książka powinna pokazać się jakieś dwa pokolenia później. W bardzo bolesny sposób uderza, bowiem w najbliższych Kapuścińskiego: w jego żonę, córkę. Nie wiem, czy umiałabym znieść świadomość, że kilkadziesiąt tysięcy osób z taką dokładnością detalu przeczyta o romansach mojego męża, nieudanej rodzinie. Podziwiam Panią Alicję Kapuścińską za siłę, z jaką jednak musiała godzić się na takie życie. Nie zazdroszczę, że teraz każdy może o jej wspólnym życiu z Kapuścińskim przeczytać niemal wszystko.

      Trudno właściwie o jednoznaczną krytykę i to chyba jest siła książki Domosławskiego. Bo pokazuje trudne czasy, chylę czoło za opisy rodzącego się i rozwijającego komunizmu. Te akapity mogłyby trafić do podręczników historii. Domosławski pokazuje, że ludzie naprawdę wierzyli w PRL, że przeżywali swoje rozczarowania i musieli nauczyć się żyć z tą porażką i beznadzieją i brakiem wiary na zmianę. Pokazuje też Kapuścińskiego, który dzięki układaniu się z właściwymi przedstawicielami władzy stał się światowej sławy mistrzem reportażu. Zagorzałego komunistę, partyjniaka, współpracownika wywiadu, kobieciarza. Człowieka, który próbuje przeżyć. Próbuje nie oszaleć w tych trudnych czasach. Gubi się. Traci kontakt z rzeczywistością. Przyznaję, że przychodzi taki moment, że czyta się kolejne akapity z narastającą niechęcią do Kapuścińskiego, którego wielkość maleje z każdym zdaniem. Ile bowiem wysiłku ten człowiek włożył, żeby żyjąc z pasją, wygodnie, zapewnić SOBIE przywilej bycia legendą reportażu. Konformista, autocenzor, który dla uznania zrobi wiele. Lubi otaczać się pochlebcami i takiż kolekcjonuje, ucinając słowa krytyki efektownym wyjściem, ucieczką, ignorancją. Krzywdzi najbliższych, łącznie z własną córką, która latami odcina się od sławnego ojca i ucieka w anonimowość.

      Z żalem czytałam tę książkę, bo chciałoby się wierzyć, że za wielkimi słowami, dużymi ideami stoją wspaniali ludzie. A tutaj spotkałam człowieka, który nauczył się lawirować, układać, tworzyć kręgi przyjaciół, znajomych, którzy w najgorszych czasach i sytuacjach gwarantowali mu miękkie lądowanie. Dzięki protekcji może ogrywać rolę sławnego reportera. Można tak go podsumować. Można i inaczej. Dzisiaj często czyta się o inteligencji emocjonalnej, społecznej, która pomaga człowiekowi w dostosowaniu się do każdej sytuacji, do umiejętnego lawirowania po labiryncie życia. Można by, więc powiedzieć, że Kapuściński potrafił żyć z ludźmi, potrafił unikać konfliktów, zjednywać sobie nawet walczących ze sobą wrogów.

      Artur Domosławski, Kapuściński non – fiction., świat Książki, Warszawa 2010.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      środa, 17 listopada 2010 15:36
    • Okamgnienie - Stanisław Lem

      W świecie nauki łatwo o absurdalny rozgłos wokół medialnych oszołomów. Celebryci sensacyjnych pseudodkryć naukowych zmieniają naukę w bezkresne morze głupoty. A w tym morzu pływa sobie łódeczka z napisem „okamgnienie”, bo tak szybko można wyłowić esencję prawy i skupiając się na niej krok po kroku przeanalizować najwspanialsze zdobycze człowieka i z pokorą przyjąć, że wciąż są one niczym wobec zjawisk natury.

      „I tak na przykład, pająki produkują dla tworzenia pajęczyn nici wielokrotnie bardziej elastyczne, a także odporniejsze na rozerwanie od włókien jedwabnika, stali, a także wszystkich syntetycznych polimerów, łącznie z nylonem.”

      Polecam dla ożywczego oczyszczenia umysłu.

      Stanisław Lem, Okamgnienie., Wydawnictwo Literackie, Kraków 2000.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      szwecja11
      Czas publikacji:
      środa, 17 listopada 2010 15:34

Kalendarz

Październik 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014