Recenzentka

Wpisy

  • niedziela, 12 marca 2017
    • Szwedzka teoria miłości, czyli dziwolągi z Północy

      Szwedzka teoria miłości” została okrzyknięta filmem o samotności egoistycznych Szwedów. Pytanie jednak, czy ten dokument to rzecz z tezą i przerysowana wersja rzeczywistości czy bolesny dowód inżynierii społecznej z chłodną konsekwencją przeprowadzonej na naszych sąsiadach z Północy?

       

      Szwedzka_teoria_milosci
      Jedna ze scen z książkami w tle to obraz pustego mieszkania po Szwedzie odnalezionym dwa lata po samobójczej śmierci. Wszystko w jego życiu zadziałało na korzyść anonimowego zniknięcia. Cyfrowy świat z poleceniem zapłaty nie zakłócał rozkładu ciała, a zakorzeniona w szwedzkiej duszy niechęć do wtrącania się, nie obudziła w nikim ciekawości tym, co dzieje się za drzwiami, które od dwóch lat się nie otwierają. Trzeba czasu, żeby unikających konfliktu Szwedów zachęcić do zgłoszenia dokuczliwego smrodu rozkładających się zwłok; nikt jednak nie ma ochoty na branie na siebie odpowiedzialności za związane z tym procedury. Takimi sprawami powinno się zająć państwo. Czy w tym świecie w ogóle jest miejsce na uczucia i odruchy człowieczeństwa?

      Szwed z poruszającej sceny samobójczej, pojawia się w rzeczach, które po sobie zostawił. Smutny obraz mieszkania, w ogóle nieprzypominającego designerskich skandynawskich wnętrz jest dotkliwym obrazem prawdziwej według reżysera Szwecji. Zamkniętej w sterylnych, chłodnych, minimalistycznie urządzonych przestrzeniach. Wrażenie chłodu, obcości i dystansu pogłębiają rzędy książek w grubych, eleganckich oprawach. Prawdopodobnie robionych na zamówienie. Błyszczące złotym kolorem litery i bezosobowy księgozbiór, nawet on nic nie wyjawi o duszy właściciela, dla którego najistotniejsze przed śmiercią było uregulowanie długu z komornikiem.

      Nie mam wrażenia, że Erik Gandini (ur. 1967) opowiada nam w „Szwedzkiej teorii miłości” całą prawdę o Szwecji. Włoch z pochodzenia raczej przyłożył swój południowy temperament do z pewnością dziwnej dla niego szwedzkiej natury, w której nie ma podnoszenia głosu, okrzyków radości, gestykulacji i hiperentuzjazmu. Szwedzi cieszą się środkiem, co rzadko się uzewnętrznia, no chyba, że sobie popiją. Zastanawia mnie na ile przerysowana w filmie szwedzka teoria miłości ma związek z rozwodem Gandiniego z pisarką książek dla dzieci i gwiazdą telewizyjną, Szwedką Johanną Westman? Para złożyła pozew o rozwód w tym samym roku, w którym ukazał się film. Czy zadziałał tutaj odruch urażonej męskiej dumy i chęć przekucia osobistej porażki w spektakularny dokument, który ujawni światu tajemnicę osobliwej szwedzkiej egoistycznej natury. Bo clue filmu zasadza się na udowodnieniu, że projekt stworzenia społeczeństwa idealnego nie tylko nie powiódł się, ale też wyhodował potwora.

      Co robi Erik Gandini w „Szwedzkiej teorii miłości”, a czego nie zauważył żaden krytyk piszący o jego dokumencie? Upraszczając sprawę mamy dwie Szwecje: tę etnicznie szwedzką i tę wielokulturową. Od dawna pomiędzy nimi trwa cicha wojna. W naturze Szwedów leży poprawność polityczna, unikanie konfliktów i niemówienie wprost tego, co się myśli. Kłóci się z tym temperament pokoleń imigranckich, dla których szwedzka natura jawi się, jako coś osobliwego, wypaczonego i chorego. To przerysowanie ujawnia się też w „Szwedzkiej teorii miłości”. Mamy tu z jednej strony problem samotności, na którym swoją kamerę skupia Gandini. W obrazach, w których są Szwedzi brakuje bliskości, ciepła i uczuć. Wystarczy zwrot kamery w kierunku uchodźców, imigrantów, a robi się weselej, bardziej przyjaźnie, czyli „normalniej”. Na ujawnieniu nienormalności „prawdziwych” Szwedów i normalności Szwedów napływowych zasadza się Gandini.

      Urodzony we Włoszech Gandini przeniósł się do Szwecji dopiero w wieku 19 lat. Tu zdobył wykształcenie i z pewnością największym szokiem kulturowym musiała być dla niego niezależność Szwedek, introwertyczność społeczeństwa, dla którego większe znaczenie ma ochrona środowiska od pielęgnowania więzi międzyludzkich. A przypominam, że trafił do Szwecji z kraju, w którym normą są wielopokoleniowe rodziny, czterdziestoletni synowie niańczeni przez nadopiekuńcze mamusie i kultura, w której kobietę docenia się za urodę, a nie sukcesy zawodowe. Trafił do Szwecji, w której na każdym kroku stawia się na niezależność jednostki, prawo do bycia sobą, a kwestia równych praw jest sprawą wyskakującą przy każdej okazji. O tym, że pogodzenie tak sprzecznych temperamentów jest wybuchowe potwierdza „Szwedzka teoria miłości”.

      Erik Gandini przedstawia nam Szwecję trawioną samotnością. Szwecję dziwolągów. Robi nam filmowe pranie mózgów pokazując poszatkowany obraz: pijanej grupy jasnowłosych Szwedów, którzy demonstrują radość zapijaniem jej kolejną puszką piwa. Widzimy samotnych mężczyzn, którzy opowiadają o swojej misji dawców nasienia. Obserwujemy kobietę, jedną z wielu, które zdecydowały się świadomie na samotne rodzicielstwo. W sterylnie białym pokoju dziewczyna ściąga majtki i wstrzykuje sobie nasienie dawcy. Widzimy miliony okien, za którymi toczy się życie Szwedów, z których co czwarty umrze w osamotnieniu. Narratorami dokumentu częściowo są urzędnicy, których zadaniem jest zamykanie spraw po zmarłych w samotności mieszkańcach. Kolejnym narratorem jest syryjska imigrantka pomagająca innym imigrantom w pokonaniu bariery językowej, ale też kulturowej. Wyjaśnia im, że ze Szwedami nie należy wdawać się w długie dyskusje, tylko odpowiadać „tak”, „nie”. Wyjaśnia im na czym polega związek na odległość dwóch osób, które mieszkają w tym samym mieście, ale w różnych mieszkaniach i spotykają się tylko wtedy, gdy mają na to ochotę. Kamera krąży po ponurych, betonowych dzielnicach przypominających klasyczne polskie blokowiska z lat 70. i 80. ubiegłego wieku. Nie ma tutaj malowniczych, pocztówkowych widoków szwedzkich czerwonych domków i kolorowych dodatków rodem z IKEA. Zastanawiam się, dlaczego Gandini postanowił przekazać nam tak odpychający obraz Szwecji?

      Nie można zaprzeczyć, że Szwecja decydując się na państwo opiekuńcze, przejęła wiele ról, które wcześniej spadały na ludzi. Zaczęto budować domy późnej starości, do których trafiali niedołężni seniorzy, uwalniając od opieki nad nimi własne dzieci. Pojawiły się przedszkola, które odciążyły kobiety, ułatwiając im rozwój zawodowy. Gminy wzięły na siebie obowiązek budowania mieszkań, dzięki czemu kolejne pokolenia Szwedów nie muszą na nie zaciągać kredytów. Bezpłatna edukacja umożliwia wszystkim równy start. Wysokie zasiłki dla bezrobotnych uwalniają przed strachem przed bezrobociem. A wiele rozwiązań rządowych wspiera obywateli na każdym kroku wyciągając w ich stronę pomocną dłoń. Jednak Erik Gandini stawia w swoim dokumencie tezę, że projekt państwa opiekuńczego zdeformował społeczeństwo szwedzkie, doprowadzając do kultu jednostki, gdzie egoistyczne pragnienia dominują, niszcząc więzi międzyludzkie. Kontrowersyjna teza. A filmy z tezą mają to do siebie, że są na ogół złe.

      Moim zdaniem Erik Gandini w „Szwedzkiej teorii miłości” bardzo dobrze jednak nazwał problem. Tak, Szwedzi mają problem, który ujawnia się rosnącą liczbą osób umierających w samotności, ludzi decydujących się na samotność z wyboru, matek stawiających świadomie na samotne macierzyństwo. Ale wbrew temu, co narzuca Erik Gandini w dokumencie, problemem społeczeństwa szwedzkiego nie jest manifest z lat siedemdziesiątych, który według niego rozbił rodzinę szwedzką i wyzwolił kobiety, co bardzo przypomina mi tezy Janusza Korwin-Mikkego, ale raczej zakorzeniona w kulturze szwedzkiej zasada umiaru, słynne „lagom” i prawo Jante. No i dobrobyt, na co akurat Erik Gandini również zwrócił uwagę.

      Szwedzi mają ogromny problem z artykułowaniem swoich potrzeb. W ich kulturze brakuje bliskości, w której byłoby przyzwolenie na narzekanie i obarczanie innych swoimi problemami. Związki trwają w Szwecji tak długo, jak chemia w nich. Ludziom nie chce się pracować nad czymś, co staje się uciążliwe i wymaga poświęcenia, skoro można iść dalej bez męczenia się. Przyjaźń po szwedzku jest wolna od dzielenia się trudnymi sprawami. W sferze publicznej Szwedzi wyróżniają się ogromną poprawnością polityczną. Ukrywanie swoich odczuć i niedawanie innym prawa do ich artykulacji doprowadza do coraz częściej spotykanej przemocy psychicznej, mobbingu w szkołach i miejscach pracy. Do tego dochodzi poczucie komfortu życia w kraju zamożnym, w którym wszystko jest dostępne, łatwe i przyjemne. Gdzie nie trzeba się na co dzień szarpać z systemem, wykłócać z urzędnikami i walczyć o swoje. To jedyna część dokumentu, z którą mogę się po części zgodzić. Nie do końca jednak zgodzę się z dodatkowym wnioskiem, jaki wysnuwa Erik Gandini podkreślając towarzyszące szwedzkiej zamożności ubóstwo duchowe.

      Szwedzka teoria miłości” jest rozdęta jak przestrzeń zbombardowana milionem informacji, do których przypisuje się nietrafione tezy, i z których wysnuwa się niesłuszne wnioski. Ten dokument idealnie dopasowuje się tym samym do wymogów czasów. Świetnie się ogląda. Jest zrobiony w stylu teledysków MTV, szybko, kolorowo, z dynamiczną narracją i ciekawą oprawą graficzną. Jest niczym innym niż krzyżówką lifestylowego artykułu z dokumentem o zacięciu pseudoreportażowym. I operuje tego samego kalibru narzędziami szoku, co potwierdza scena zamykająca film pokazująca grupę Szwedów szukających bliskości, mieszkających w leśnej wspólnocie. Jeszcze dziwniejszych w swojej nadekspresji czułości i epatowaniu miłością.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      niedziela, 12 marca 2017 17:18
  • środa, 08 marca 2017
    • Ile pracują i wypoczywają Duńczycy - cytat

      Unormowanie godzin pracy, opieka przedszkolna oraz urlopy macierzyńskie pomogły zakorzenić w duńskim społeczeństwie ideę szukania równowagi między pracą a czasem wolnym, którą obecnie traktuje się jak coś naturalnego. W piątek pracownicy wychodzą wcześniej z pracy, ponieważ chcą spędzić czas z dziećmi. Jeśli twój maluch zachoruje, możesz liczyć na płatny dzień wolny. W konsekwencji tych praktyk Dania trafiła  na pierwsze miejsce rankingu OECD dotyczącego równoważenia pracy i życia osobistego; kolejne pozycje zajmują: Holandia, Norwegia oraz Belgia. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone ciągną się w ogonie, odpowiednio na 22. i 28. miejscu. Tydzień pracy trwa w Danii 37 godzin, czyli jest jednym z najkrótszych w Europie. Jednak z danych zgromadzonych przez duński urząd statystyczny wynika, że Duńczycy pracują średnio zaledwie 34 godziny tygodniowo. Każdy pracownik ma prawo do pięciu tygodni płatnego urlopu w roku oraz kolejnych 13 dni - również płatnych - z okazji świąt ustawowo wolnych od pracy. Podsumowując, Duńczycy pracują zaledwie 18,5 dnia w miesiącu. To odkrycie jest dla wielu osób, które osiedliły się w Danii, tak wstrząsające, że na przykład poznani przeze mnie Amerykanie oddelegowani na duńską placówkę woleli pracować od 8:00 do 18:00, żeby po powrocie do domu nie doświadczyć szoku.

       

      Życie po duńsku. Rok życia w najszczęśliwszym kraju na świecie. Helen Russell

       

      Cytat z książki: "Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie" - Helen Russel, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2017. Tłumaczenie: Grzegorz Ciecieląg. Seria: MUNDUS. Fenomeny. Projekt okładki: Agnieszka Winciorek. Zdjęcie na okładce: iStock.com. Tytuł oryginału: The Year of Living Danishly. Wydanie I. ISBN 978-83-233-4232-8.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      środa, 08 marca 2017 20:37
  • poniedziałek, 06 marca 2017
    • Zaczęło się niewinnie - Początek książki

      Zaczęło się niewinnie. Po kilku wolnych dniach męża i mnie dopadła pourlopowa depresja, objawiająca się problemami z wdrożeniem się w dotychczasowe obowiązki. Wszechobecna szara mżawka sprawiała, że Londyn wydawał się przybrudzony i zmęczony - co udzieliło się również mnie. "To niemożliwe, że wszyscy tak żyją..." - powtarzałam sobie każdego ranka, kiedy jechałam do biura, oraz pół dobry później, wracając zasłanymi kośćmi z kurczaka ulicami do domu, gdzie miałam poświęcić kilka dodatkowych godzin na dokończenie rozpoczętych projektów albo z marszu udać się na umówione spotkanie. Byłam dziennikarką w magazynie ilustrowanym, a czułam się jak oszustka. Zapewniałam czytelniczki, że świat stoi przed nimi otworem: że mogą osiągnąć właściwą równowagę między pracą i życiem osobistym, odnieść sukces, nie odejść od zmysłów i uniknąć skrajności - a przy okazji paradować w najmodniejszych ciuchach i promieniować energią. Tymczasem sama spłacałam pożyczkę studencką, a na nogach trzymały mnie tylko pochłaniana w hurtowych ilościach kawa i sauvignon blanc, które popijałam na dobranoc.

           W niedzielę wieczorem regularnie nawiedzało mnie znajome uczucie ucisku w klatce piersiowej zwiastujące rychły początek tygodnia, a z każdym mijającym dniem musiałam się coraz bardziej pilnować, żeby nie przedłużyć sobie porannej drzemki. Od ponad dekady mozolnie pięłam się po stopniach kariery zawodowej. Kiedy jednak zdobyłam stanowisko, na którym tak bardzo mi zależało, odkryłam, że nie przyniosło mi to satysfakcji, tylko więcej obowiązków. Moje aspiracje się rozmyły. Nawet kiedy osiągnęłam swój cel, "brakowało" mi czegoś jeszcze. Lista rzeczy, które chciałam, musiałam albo powinnam zrobić, ciągnęła się w nieskończoność. Ale na nic nie miałam energii. Moje życie rozsypywało się na kawałki. Choć nieustannie próbowałam robić kilka rzeczy naraz, ciągle miałam wrażenie, że z niczym nie nadążam.

       

      Zycie_po_dunsku_rok_w_najszczesliwszym_kraju_na_swiecie_Helen_Russell

       

      Początek książki: "Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie" - Helen Russel, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2017. Tłumaczenie: Grzegorz Ciecieląg. Seria: MUNDUS. Fenomeny. Projekt okładki: Agnieszka Winciorek. Zdjęcie na okładce: iStock.com. Tytuł oryginału: The Year of Living Danishly. Wydanie I. ISBN 978-83-233-4232-8.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

        Logo_Wydawnictwo_Uniwersytetu_Jagiellonskiego

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 marca 2017 19:32

Kalendarz

Marzec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014