Recenzentka

Wpisy

  • czwartek, 15 września 2016
    • Miejsce w Norwegii, w którym nie chciałbyś się znaleźć - cytat

      Wtaczamy się powoli do centrum, o ile to niewielkie rondo obramowane kilkoma budynkami w ogóle można nazwać centrum. Pochylony w fotelu, rozglądam się dookoła - nie widać żywej duszy, kompletna pustka, bezruch, nawet sklepów tu prawie nie ma, jedynie zamknięta kawiarnia i kolonialny z ciemnymi oknami. Można tu grać, ale, kurczę, nie wygląda na to, żeby w tym miejscu w ogóle mieszkali jacyś ludzie, zresztą nie wiem, kto by tu chciał mieszkać, kto by się na to narażał. Opieram się o siedzenie, opuszczam szybę i wystawiam łokieć na zewnątrz. Twarz owiewa mi łagodne, świeże powietrze, dobre powietrze. Odchylam głowę, zamykam oczy, oddycham przez nos i szukam zapachów, tyle ich jest zaraz po deszczu - zapach nawilgłej ziemi, woń bzów. Otwieram oczy i znów się pochylam. Takie cholerne pustkowie, taka martwota, psiakrew, nie widać żywej duszy i nie słychać prawie żadnego dźwięku - tylko szum naszego silnika. I cmokanie, gdy opony odlepiają się od mokrego asfaltu. Cholera, nie pojmuję, jak można się osiedlić w takim miejscu jak to.

       

      Osaczenie_Carl_Frode_Tiller

       

      Pierwsze zdanie: Osaczenie, Carl Frode Tiller, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016. Z norweskiego przełożyła: Maria Gołębiewska-Bijak. Tytuł oryginału: Innsirkling (2007). Wydanie pierwsze. Opieka redakcyjna: Anita Kasperek. Redakcja: Henryka Salawa. Korekta: Anna Milewska, Kamil Bogusiewicz. Redakcja techniczna: Robert Gębuś. Opracowanie komputerowe okładki: Marek Pawłowski. ISBN 978-83-08-06200-5. Stron: 365. 

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_Wydawnictwo_Literackie1

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1546 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 września 2016 21:25
  • wtorek, 13 września 2016
    • Grząskie piaski, Henning Mankell, czyli jak żyć według mistrza szwedzkiego kryminału

      Mistrz szwedzkiego kryminału wchodzi w buty Kurta Wallandera i ścigając się ze śmiercią próbuje rozwikłać zagadkę życia. Swojego i życia człowieka na Ziemi. Oto Henning Mankell bez retuszu; odkrywający siebie z umiarem typowym dla Szweda, dla którego wszystko jest najważniejsze, poza nim samym. Jeśli więc żyć, to jak? 

       

      Grzskie_piaski_Henning_Mankell1

       

      Grząskie piaski zapamiętane zostaną, jako testament literacki – manifest Mankella. Osobliwy i wyjątkowy głos pisarza, który bardzo świadomie odmierza ostatnie godziny życia. Wraca do przeszłości po refleksję i zadumę nad światem. Konstatuje jego przemijalność; wychwytuje chwile istotne dla wyostrzenia prawdy o otaczającej nas rzeczywistości. Chce koniecznie powiedzieć nam coś ważnego, dokończyć to, na co już nie znalazł miejsca w swoich książkach; coś co potrzebował poddać głębszemu namysłowi, ująć w ramy dosłowności, która jest konieczna, gdy rzeczy wymagają nazwania ich po imieniu. Powie, że pisanie oznacza dla niego „zaglądanie w najciemniejsze kąty i oświetlanie latarką tych miejsc, które inni starają się ukryć”. Podobnie będzie z jego autobiograficzną książką. Pojawi się tu uczucie dyskomfortu, tak naturalne dla rozmowy na trudne i niewygodne tematy. Henning Mankell przenosi nas z oswojonego poziomu kryminalnej rozrywki na półkę dedykowaną zadumie. Wypuszczając się na filozoficzno-etyczne rozważania chce jeszcze raz użyć swojej popularności, żeby uderzyć w sumienia czytelników.

       

      Jeśli ktoś szuka książki o pasji życia, to chyba najlepiej oddaje ją człowiek świadomie przeżywający każdy dodatkowy, podarowany niejako dzień. Wspomnienia układają się w Grząskich piaskach w przemyślany scenariusz, w którym praca pamięci służy zgłębieniu zagadki i udzieleniu odpowiedzi na pytanie, jak żyć. Myślowy skrót i z premedytacją wyselekcjonowane prywatne informacje przenoszą nas z punktu do punktu, a na linii czasu powstaje osobliwy wzór: bez zawahań, wyraźnie nakreślony, jakby świadomość odpowiedzi wyostrzała się ze strony na stronę. Henning Mankell staje się tutaj mędrcem, dla którego literacka przestrzeń jeszcze raz posłuży ważnej sprawie.

       

      Prywatne miesza się publicznym, jakby z premedytacją Mankell chce podkreślić, że nie ma decyzji bez związku na rzeczywistość. Że każdym swoim krokiem coś w niej poruszamy, coś odciskamy, coś przesuwamy na mapie dnia. „Mój kraj jest zbudowany na imigracji i emigracji. Wszyscy skądś przybyliśmy lub wyjechaliśmy i potem powracaliśmy. Moi przodkowie pochodzili z Francji i z Niemiec”, napisze odnosząc się do bieżących spraw, z którymi świat nie potrafi sobie poradzić. „Z matką spotkałem się dopiero, kiedy skończyłem piętnaście lat”, powie i doda, że „zrobiła to, co zwykle robią mężczyźni – zostawiła nas”. A za chwilę przedłoży argumenty przemawiające za większą obecnością kobiet w polityce, podkreślając niesprawiedliwość świata, w którym „mężczyźni mają władzę, a kobiety odpowiedzialność”. Wspomnienia z prowincji Härjedalen, z długimi i mroźnymi zimami, gdzie dorastał, przeplata Mankell z opowieścią o Gustawie Fredriku Hjortbergu, jednym z uczniów Linneusza i uczestnikiem co najmniej trzech wypraw do Chin ze szwedzką Kompanią Wschodnioindyjską. Wspomnienia z Zambii, gdzie mieszkał przez część lat osiemdziesiątych przeplatają się z historią o wyprawie Thora Heyerdahla na legendarnej tratwie „Kon-Tiki” między wyspami Oceanu Spokojnego a wybrzeżem Ameryki Południowej, gdzie Norweg zaobserwował niezliczone ilości śmieci unoszących się na morzu. Opowiada Mankell o ludziach próbujących wyrwać się z koszmaru nędzy i wojny, usiłujących dostać się do bogatej Europy, o ich życiu pozbawionym radości, żeby za chwilę wrócić do 1972 roku, pokazać się nago i oddać zimno, jakie poczuł w stopy stojąc zdumiony odpowiedzią od wydawcy, który zdecydował się opublikować jego pierwszą powieść. Henning Mankell ucieka od siebie i pewnie niejeden czytelnik poczuje, że jego ciekawość pisarzem nie została zaspokojona. Ale migawki z życia prywatnego, choć tak skąpo serwowane, wiele mówią. To nie przypadek nimi rządzi, a rozmyśle rozplanowanie tej autobiograficznej historii.

       

      Zafundował sobie Mankell wyjątkowo trudne dojrzewanie. Czuć w nim ogromną potrzebę wolności i równie dużą świadomość, jak ją osiągnąć. Rezygnuje z filologii klasycznej w Wyższej Szkole Powszechnej w Borås, bo nie widzi sensu w narzucanej edukacji; woli własną ścieżkę, własne wybory. Książki, które dźwiga ze sobą w najdalsze zakątki świata podpowiadają mu tropy, którymi eksploruje rzeczywistość. Bierze garściami od innych pisarzy, od Hemingwaya nauczył się nie patrzeć wstecz, przeć na przód. „Moim nauczycielem byłem ja sam oraz ludzie mijający mnie na ulicach, spiesznie zbiegający schodami do metra”, napisze w jednym miejscu. A ma wyjątkowe szczęście do ludzi. Pozna właściciela hotelu, Francuza, który w swoim czasie studiował filozofię w Paryżu z Michelem Foucaultem. Miał okazję przyglądać się pracy Dario Fo i jego żony Franki Rame i założonej przez nich trupie teatralnej La Comune. W latach sześćdziesiątych pracuje na czarno w małym warsztacie renowacji klarnetów i saksofonów. To tam nauczy się, że w życiu trzeba dokonywać wyborów. Zmieniają się kontynenty, kraje. Zmienia się świat. „Dorastałem w epoce kartonu, ale z czasem zastąpiła ją era plastiku”, powie. Zmienia się Mankell. Gdy zaczyna pisać, wie już, że ma raka. To tu zaczyna się opowieść, która kończy się w miejscu fundamentalnych reguł, tego co esencjonalne. Tego, dla czego warto żyć.

       

      I pisze Mankell o odkrywaniu własnej tożsamości. O tym dziwnym przekraczaniu granicy samoświadomości. Pokazuje nam człowieka współczesnego w swojej bezrefleksyjnej działalności. Jego samotność, bezradność i rosnące tempo życia. Obnaża nas w brutalny sposób. Pokazuje prawdę, od której się zasadniczo odwracamy. Pokazuje ludzi w pogoni za pieniądzem, zachłystujących się bogactwem, skupionym na jego pomnażaniu, tracących sens życia. Ludzi w cyklu niszczenia, siebie i natury, coraz bardziej bezbronnej w morderczej walce o przetrwanie. A w nieustannym cyklu narodzin i śmierci rodzi się refleksja, że najważniejsza jest nadzieja. „Musimy nieustannie dbać o to, by nadzieja była w nas silniejsza od rezygnacji. Tam, gdzie umiera nadzieja, kończy się życie”, powie. Ale ważna jest też radość, bo „odebranie człowiekowi radości życia jest niczym amputowanie jego duszy”. Ważna jest również zdolność zadawania pytań, bo jak wyjaśni Mankell, to „czyni nas ludźmi”. A być może najważniejsza jest miłość, zakończy mistrz mrocznych historii ze Szwecji. Zaskakując. Bo przewrotnie radość jest tym, co najmocniej wybrzmiewa z tej smutnej książki.

       

      Recenzja: Grząskie piaski, Henning Mankell, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015. Przełożyła: Ewa Wojciechowska. Tytuł oryginału: Kvicksand (2014). Wydanie I. Redakcja: Jan Koźbiel. Korekta: Małgorzata Denys, Magdalena Marciniak, Dorota Nowak. Adiustacja: Karolina Wąsowska, Marta Radziwonka. Projekt okładki i strona tytułowych: Krzysztof Rychter. ISBN 978-83-280-2688-9. Stron 318.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_W.A.B.3

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1546 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 września 2016 19:16
  • niedziela, 04 września 2016
    • Tym były książki dla Henninga Mankella

      Książki. Zawsze sięgam po nie w ciężkich chwilach, uciekam w tekst w poszukiwaniu ukojenia, pocieszenia czy choćby odrobiny przestrzeni. Uciekałem do nich, gdy kończyła się miłość, kiedy jakiś spektakl okazywał się klapą albo nie udało mi się dokończyć pisania książki. Teraz miały przede wszystkim zająć moje myśli czymś innym niż choroba, abym mógł zebrać siły.

           Tak też się stało. Na moim biurku zawsze leżą nieprzeczytane książki, ale tym razem zrobiłem coś nietypowego. Pomyślałem, że nie mogę sięgnąć właśnie po nie, te, których jeszcze nie znam, mimo że ich autorami są cenieni przeze mnie pisarze. Nie mogłem sięgnąć po nic nowego, nieznanego. Otwarcie nowej książki jest jak wyruszenie na ekspedycję, badanie nowych terenów, a ja mogłem tylko dreptać w miejscu. Przeczytałem nawet jedną stronę, ale niczego nie zrozumiałem. Słowa były jak zamknięte drzwi, a ja nie miałem klucza, by je otworzyć.

           Na moment ogarnął mnie strach. Czyżby książki miały mnie zdradzić? Właśnie teraz, kiedy najbardziej ich potrzebuję?

           Na szczęście tak się nie stało. Kiedy sięgnąłem po przeczytaną już wcześniej książkę, słowa otworzyły przede mną drzwi. Zrozumiałem, że nie mam siły na to, co nowe, nieznane. Ale to, co już znałem z wcześniejszego, czasem nawet kilkakrotnego czytania, oddziaływało  na mnie tak samo jak zawsze. Czytałem więc, odsuwając myśli od choroby.

       

      Grzskie_piaski_Henning_Mankell

       

      Cytat z: Grząskie piaski, Henning Mankell, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015. Przełożyła: Ewa Wojciechowska. Tytuł oryginału: Kvicksand (2014). Wydanie I. Redakcja: Jan Koźbiel. Korekta: Małgorzata Denys, Magdalena Marciniak, Dorota Nowak. Adiustacja: Karolina Wąsowska, Marta Radziwonka. Projekt okładki i strona tytułowych: Krzysztof Rychter. ISBN 978-83-280-2688-9. Stron 318.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       Logo_W.A.B.2

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1546 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 września 2016 14:04
  • poniedziałek, 29 sierpnia 2016
    • Ulubiona kultura w 120 sekund

      W ostatnich dniach sierpnia w sondzie ulicznej zapytano Polaków o kulturę – o ich preferencje i zainteresowania. Nikt nie podejrzewał, co może zdarzyć się w ciągu dwóch minut. W ekspresowym tempie w centrum miasta wyrastały spersonalizowane oazy relaksu spełniające kulturalne marzenia. W ten sposób promowano nowy program lojalnościowy – Mój Empik.  

       

       

      Film z akcji

       

      Jedna dziennikarka, dwie lokalizacje, kilkudziesięciu szczęśliwców i kilkaset książek, filmów i płyt. Liczyły się tempo, intuicja i koordynacja. W jednej chwili Justyna Dżbik-Kluge zagadywała nieświadomego spacerowicza i pytała o kulturalne preferencje, a w kolejnej, za jego plecami ekipa techniczna aranżowała niezwykłą kulturalną przestrzeń. Na ruchliwym chodniku nagle pojawiał się regał zapełniony ulubionymi książkami, płytami i filmami danej osoby. Obok niego stawał domowy fotel i stolik. Z przenośnego odtwarzacza zaczynała płynąć muzyka ukochanych wykonawców.

       

      Ekipa ukryta w busie dzięki przekazowi na żywo był w stanie w ciągu dwóch minut wybrać spośród kilkuset kulturalnych produktów wskazywane przez przechodniów jako ich ulubione. Następnie w ciągu kilkunastu sekund musiał je niepostrzeżenie umieścić za ich plecami. Ukrytym kamerom pozostawało rejestrować zaskoczenie i radość „ankietowanych”.

       

      Akcja obrazuje sposób działania programu Mój Empik największej sieci dystrybuującej dobra kulturalne w Polsce. To nie tylko specjalne promocje i rabaty dostępne dla wszystkich posiadaczy karty, ale przede wszystkim spersonalizowana oferta – nowo uruchomiony program będzie zapamiętywać kulturalne preferencje i dostarczy „uszyte na miarę” promocje, zaproszenia i informacje. Jeśli na przykład ktoś często sięga po reportaże, to jako pierwszy dowie się o premierach tej kategorii, dostanie rabat na książki tego gatunku i zaproszenia na spotkania z ulubionymi autorami. Nie ma konieczności noszenia przy sobie karty plastikowej, ponieważ program jest kompatybilny z aplikacją mobilną i przy kasie można okazać kod widoczny na ekranie smartfona. Skończy się też problem gromadzenia paragonów – zwrotu bądź wymiany produktów będzie można dokonać na podstawie historii zakupów zarejestrowanej na karcie. Co ważne, jeśli przystępując do programu pokażemy kasjerowi kartę z poprzedniego systemu lojalnościowego, zakupy zachowają ciągłość i szybciej zostaną dopasowane do nas osobiste propozycje. W ciągu pierwszych 4 dni w nowym programie lojalnościowym Empiku zarejestrowało się już 60 tysięcy osób.

       

      Źródło: materiały informacyjne: Agencja Business & Culture dla Empiku

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1545 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 sierpnia 2016 19:57
  • środa, 24 sierpnia 2016
    • Córki marionetek – Maria Ernestam, czyli jak nie pisać powieści

      Jak bardzo zwodnicze są rekomendacje okładkowe można się przekonać na przykładzie Córek marionetek Marii Ernestam, lansowanych jako thriller psychologiczny, w którym, żeby znaleźć napięcie, trzeba by je sobie dopisać i wydrukować na własną rękę. I w tym miejscu należałoby się zastanowić, dlaczego wydawca wprowadzający tę pisarkę po raz pierwszy na polski rynek zdecydował się właśnie na ten tytuł? Jeśli jest on najlepszym w dorobku Szwedki, to niniejszym sugeruję podarować sobie zapoznawanie się z jej dalszą twórczością.  

       


      Maria Ernestam ma takie zaplecze zawodowe, że teoretycznie moglibyśmy spodziewać się wyrobionego pióra i doświadczenia w opowiadaniu. Wielu dziennikarzy, tak jak ona, porzuciło z ogromnym powodzeniem pracę dla mediów i odniosło sukces pisarski. Jeśli jednak Zygmunt Miłoszewski, Majgull Axelsson czy Stieg Larsson są najlepszym dowodem na to, że takie rozstania służą literaturze, o tyle Marii Ernestam raczej doradzałabym powrócić do roli korespondentki, bo literacko nie dość, że nie ma nic do powiedzenia, to najzwyklej w świecie potwornie nudzi. 


      Urok i powodzenie literatury szwedzkiej w Polsce zasadza się w dużej mierze na klimatyczności tych północnych opowieści. Maria Ernestam urodziła się i dorastała w Uppsali, wakacje spędzała na zachodnim wybrzeżu Szwecji w maleńkim Frillesås, czego kompletnie nie czuć w jej powieści. Przeciwnie zamiast wnieść powiew szwedzkości, dusi fabułę przyciężkim niemieckim rysem, który unosi się nad historią wpędzając ją w tryby źle naoliwionej machiny, która dyszy pod naporem kolejnych coraz nudniejszych rozwiązań fabularnych. Być może to jedenaście lat spędzonych w Niemczech i mąż Niemiec odciskają się tutaj negatywnie. A może Ernestam nie ma po prostu talentu do opowiadania historii.


      Nie można jej odmówić wyczucia. Dobrze trafiła tą powieścią w toczącą się wówczas dyskusję i świetnie wybrała temat. Córki marionetek ukazały się w Szwecji w 2012, tuż po głośnej i bardzo dyskutowanej książce W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa, zdobywczyni najważniejszej szwedzkiej nagrody literackiej – Augustpriset - w kategorii literatury faktu, ale też w roku premiery innej równie dyskutowanej książki Krótki przystanek w drodze z Auschwitz Görana Rosenberga. Reportaż  Åsbrink bardzo podzielił opinię publiczną, której nie w smak było wyciąganie pronazistowskiej historii Szwecji a zwłaszcza kalanie szwedzkiej ikony Ingvara Kamprada. Książka Rosenberga dorzuciła do tej dyskusji kolejne niewygodne fakty, które zaprzeczały szwedzkiej hojności i ujawniały nieprzyjazny klimat, w jakim nie wszystkim uratowanym w akcji białych autobusów udawało się zaadaptować do nowego powojennego życia. W klimacie rosnącej popularności Sverigedemokraterna – antyimigranckiej partii i dzielącego się coraz bardziej społeczeństwa, taka historia, jak w Córkach marionetek z pozytywną postacią Szweda stającego po stronie uchodźców, mogła zostać odebrana w Szwecji pozytywnie. I mam wrażenie, że tak się stało. Że Szwedzi byli nieco zmęczeni zmasowaną falą krytyki i potrzebowali ponownie uwierzyć, że nie są złym społeczeństwem. Słaba książka Ernestam, która nie ma nic do zaoferowania, do tego napisana ciężką ręką znalazła swoich wybawców, którzy patrzyli na nią łaskawym okiem. Na szczęście w Szwecji słynącej z wolności słowa nie zabrakło też obiektywnych recenzji, które punktowały niedociągnięcia powieści. Maria Nyström w na łamach Unt wprost nazwała książkę Ernestam żałosną i napakowaną kliszami, przewidywalną jak hollywoodzkie produkcyjniaki i tak słabą, że aż żal tych, którzy muszą ją przeczytać.


      W wywiadzie, który pisarka udzieliła dla „Głosu Kultury”, Maria Ernestam wyjaśnia autobiograficzne zaplecze opisanej w Córkach marionetek historii. Jej dziadek pomagał uchodźcom przybywającym do Szwecji po wojnie. To nim inspirowała się tworząc powieściową postać prawnika. A ojciec innego bohatera tej historii, Amnona, ma sporo wspólnego z pewnym żydowskim uciekinierem, któremu dziadek Ernestam pomógł kiedyś finansowo. Czytamy o rodzinie romskiej, którą dotknęła nietolerancja we współczesnej Szwecji. Zamordowany zostaje mężczyzna, a jego zwłoki, z niezrozumiałych powodów, ktoś przywiązuje do karuzeli, należącej do rodziny zmarłego. Osierocone córki próbują sobie ułożyć życie. Ponura przeszłość odciśnie się najbardziej na tej, która odkryła zwłoki ojca. Mijają lata, a z miasteczka znika kolejna osoba, porzucając dorobek życia. Gdy dziewczynki są już dorosłymi kobietami, a wszystko niemal przybrało normalny rytm, pozorny spokój zburzy pojawienie się cudzoziemca grzebiącego w przeszłości miasteczka. Temat, który porusza powieść, był w czasie jej publikacji jednym z częściej pojawiających się w szwedzkich mediach. Prasa ciągle donosiła o nieprzyjemnościach, które spotykają osoby pochodzenia romskiego i o fali romskich żebraków, których ilość stawała się coraz poważniejszym, i zresztą nierozwiązanym do dzisiaj problemem na szwedzkich ulicach. Dwa lata później po Córkach marionetek Majgull Axelsson pojawi się przecież z poruszającą powieścią o romskiej dziewczynce, która kradnie tożsamość pewnej Żydówce. A Ja nie jestem Miriam przywróci właściwe proporcje dyskusji o Romach w Szwecji. Potencjał, jaki miała historia rodzinna Ernestam został zaprzepaszczony. Szwedce zabrakło wszystkiego, począwszy od talentu, żeby opowiedzieć nam równie dobrze udokumentowaną, jak w przypadku Rosenberga, poruszającą, jak u Axelsson czy literacko fenomenalną, jak u Åsbrink historię. A próba wpisania się w konwencję thrillera jest tak nieporadna, boleśnie słabiutka i zatrważająco kiepska, że żal mi tłumaczki i redaktorki, które musiały męczyć się nad tą powieścią


      Pozytywnym aspektem tej literackiej porażki jest fakt, że takie książki mają szansę na publikację, a nawet na karierę międzynarodową. Najwyraźniej polski rynek książki jest łaskawy i daje szanse każdej książce, która pojawi się na Północy. Ponownie potwierdza się zasada świetnego PR, którego wciąż nie brakuje popularnej u nas literaturze skandynawskiej, kupowanej przez wydawców na potęgę, chyba jednak w ciemno i jak widać bez względu na jakość literacką. Żal tylko ludzi, którym przychodzi pracować nad coraz słabszymi pozycjami, a i czytelników, którzy mamieni są obietnicami, ulegają kolejnym niespełnionym zapewnieniom dobrej rozrywki. I zamiast świetnego, trzymającego w napięciu thrillera psychologicznego, dostają źle napisaną, nużącą, raczej powieść obyczajową, do której nieporadnie przyklejono niepasujące łatki. 

       

      Recenzja: Córki marionetek, Maria Ernestam, Czwarta Strona, Poznań 2015. Przekład: Magdalena Anna Kostrzewska. Tytuł oryginału: Marionetternas döttrar (2012). Redakcja: Natalia Pecyna, Magdalena Mwaba. Korekta: Malwina Błażejczak. Projekt okładki: Mariusz Banachowicz. Projekt typograficzny, skład i łamanie: Stanisław Tuchołka. ISBN 978-83-7976-215-6. Stron: 432.

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1537 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      środa, 24 sierpnia 2016 19:44
  • czwartek, 21 lipca 2016
    • Książki, dzięki którym zrozumiesz i pokochasz Norwegię

      Oto książki, dzięki którym zrozumiesz i pokochasz Norwegię. 11 literackich odsłon przybliżających zwłaszcza współczesną Norwegię. Literatura faktu, popularnonaukowa i najlepsze wybrane powieści, które pozwalają zaglądnąć w duszę Norwegom

       

      CargoNet Di 12 Euro 4000 Lønsdal - Bolna

       

      Autor: Kabelleger / David Gubler (http://www.bahnbilder.ch). (Praca własna: http://bahnbilder.ch/picture/7697.) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) lub CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], Wikimedia Commons. Pociąg CargoNet Di 12 "Euro 4000" w drodze z Bodø do Trondheim. Zdjęcie zostało zrobione w Saltfjellet między Lønsdal a Bolna, Norwegia, 2011.

       

      ELLING MAMUSIN SYNEK – INGVAR AMBJØRNSEN
      Oto norweskie państwo opiekuńcze w genialnej komedii, która stała się najlepszą literacką lekcją normalności udzieloną przez dwóch wariatów. Kjell Bjarne i Elling mają po trzydzieści parę lat, spotkają się w zakładzie psychiatrycznym, gdzie trafi Elling po załamaniu nerwowym tuż po tym, jak jego matka umiera. Na kontraście, tych do siebie z pozoru kompletnie niepasujących mężczyzn, zbudował Ambjørnsen iskrzącą poczuciem humoru historię. A jej znaczący akcent kładzie na dowcipnej krytyce współczesnej Norwegii, w której ideał poprawności stosunków międzyludzkich dochodzi czasem do granic absurdu. Świetnie wyostrzył też skandynawskie antagonizmy, nie szczędząc komentarzy pod adresem sąsiadów Norwegii. To pierwsza część cyklu, który doczekał się wyjątkowo dobrej adaptacji filmowej w reżyserii Pettera Næssa. Koniecznie zacznijcie poznawanie Norwegii od tej powieści!

       

      BIAŁE. ZIMNA WYSPA SPITSBERGEN – ILONA WIŚNIEWSKA
      Na Spitsbergenie mówi się po norwesku; w każdym razie jest to język urzędowy, a 44 narodowości, które tu ściągnęły nadają jednemu z najzimniejszych miejsc na świecie specyficzny klimat. I kto by pomyślał, że toczy się tu normalne życie z pizzerią, barem sushi, festiwalem bluesa, basenem, siłownią i lotniskiem. Miejsce, w którym albo sobie poradzisz, albo zginiesz: zamarzając na śmierć, padając łupem niedźwiedzi polarnych, dając się pogruchotać napierającym blokom lodowców. Świat, którym rządzi przyroda, wyznaczając upiorne granice ludzkiej wytrzymałości, szczególnie podczas nocy polarnych wysysających z wszystkiego energię. Ale to też miejsce, gdzie każdy może być każdym, gdzie przybywają ludzie odrzucający stanowiska, prestiż i luksusowe życie, żeby spełnić swoje marzenie o prostym, nieskomplikowanym, chociaż jak się okazuje trudnym życiu. Poznajcie najdalej na północ położoną wyspiarską część Norwegii.

       

      HEN. NA PÓŁNOCY NORWEGII – ILONA WIŚNIEWSKA
      Teraz pora na najdalej na północ położoną kontynentalną część Norwegii. To literacko finezyjne cacuszko. Gawęda o Północy, gdzie dobrze jest się zestarzeć. Aura typowa dla kultowego „Przystanku Alaska”, gdzie dominują miejsca przyciągające oryginałów. Nastrój wyłaniającej się zza akapitów melancholii i tęsknoty za miejscem idealnym, gdzie panują proste zasady, gdzie można liczyć na ludzi, gdzie można być sobą. Ale to też temat trudnego dla Norwegów rasizmu i prześladowań Saamów. I wreszcie odzyskanie pamięci i szacunku dla Finnmarku, tej części kraju, która hartuje najmocniej. Na zaproszenie do arktycznego Bullerbyn, z podgrzewanymi zimą chodnikami, w rytm fińskiej wersji ABBY odpowie pewnie wielu Polaków zwabionych tą północną obietnicą lepszego świata. Nie każdy jednak poradzi sobie z oszałamiającą pustką Finnmarku i siłą tamtejszej przyrody.


      CZARNY WIKING. FASCYNUJĄCY PORTRET GEIRMUNDA HELJARSKINNA I EPOKI, W KTÓREJ ŻYŁ – BERGSVEINN BIRGISSON

      Geirmund Heljarskinn to wiking, który pochodził z prawdopodobnie jedynego, autentycznego norweskiego rodu królewskiego południowej Norwegii. Harald Pięknowłosy nie mógł powołać się na tak szlachetne korzenie. I to właśnie Czarny wiking miał zadatki na zjednoczenie Norwegii pod swoim berłem. Coś jednak stanęło mu na drodze. Dlaczego tak zacnej osobie w świecie wikingów nie poświęcono osobnej sagi? Jakie zabiegi, interesy i powody stanęły za tym, żeby utrzymać pamięć o nim w cieniu historii? Islandzki filolog Bergsveinn Birgisson odkrywa, że jest potomkiem wielkiego wikinga, co nadaje jego książce dodatkowego napięcia. Genialnie opracowana literatura popularnonaukowa, przednie połączenie północnego poczucia humoru, przystępnie serwowanej wiedzy i wyczucia pomiędzy nauką i popkulturą, które tutaj wychodzą sobie naprzeciw. I przypomnienie, że historia Islandii zaczęła się w Norwegii.

       

      DROGA NA PÓŁNOC. ANTOLOGIA NORWESKIEJ LITERATURY FAKTU
      Jeśli chcemy poznać historię Norwegii w XX w., to żadna książka lepiej jej nie przybliża. Wyśmienity wybór literatury faktu: fragmenty dzienników, listów, wspomnień, ale też artykuły prasowe, reportaże. A wszystko składa się na spójny obraz „kraiku” na Północy, dla niektórych zaledwie dzielnicy Sztokholmu. Głos oddano znanym i nieznanym, wśród nich była premier Gro Harlem Brundtland, norweski szpieg Arne Treholt, syn polarnika Fridtjofa Nansena, uważający się za przyjaciela hitlerowskich Niemiec noblista Knut Hamsun, największy norweski kolaborant Vidkun Quisling, Moritz Nachtstern, fałszerz pieniędzy z Sachsenhausen. I opowieść o tym, jak kraj dręczony biedą i głodem, pod niechcianymi zwierzchnictwami, odzyskuje w końcu niepodległość, żeby z państwa ubóstwa stać się jednym z najbogatszych i najlepszych miejsc do życia na świecie.

       

      JEDEN Z NAS. OPOWIEŚĆ O NORWEGII – ÅSNE SEIERSTAD
      Reportaż, który przejdzie do historii jako bestseller o masakrze na wyspie Utøya. Reportażystka precyzyjnie odtwarza życiorys Breivika, jego przygotowania do ataków, które w sumie pochłonęły 77 ofiary, raniąc wiele setek osób, które nie uszły przed chłodnym wyrachowaniem, z jakim morduje metodyczny w swoim działaniu Norweg. Kim był i dlaczego stał się pierwszym rasistą Norwegii? Scenariusz tego reportażu zbudowany jest też wokół wybranych osób, które zginęły podczas strzelaniny na Utøyi. W efekcie mamy książkę, która odtwarza tło społeczno-obyczajowe współczesnej Breivikowi Norwegii. Składa się na nie próba odtworzenia źródeł niepokojącego zjawiska, które tak tragicznie eskalowało 22 lipca 2011, zmieniając na zawsze oblicze Norwegii. Od dzisiaj najbardziej demokratycznego kraju świata, w którym urodził się bezwzględny rasista i morderca. Jak to możliwe? – będziemy się zastanawiać od pierwszego do ostatniego zdania tej poruszającej książki.

       

      PŁYŃ Z TONĄCYMI - LARS MYTTING

      Elektryzująca narracja, która trzyma w szponach napięcia do zaskakującego końca. 23 – letni Edvard wyrusza skąpymi śladami w poszukiwaniu prawdy o swojej rodzinie. Tajemnica skrzętnie ukrywana otwiera przed chłopakiem dużo więcej niż misternie kamuflowane kłamstwa. Jest w nich też zaszyta informacja o wielkiej miłości, poświęceniu i potrzebie chronienia najbliższych. Ale to też fascynująca historia wchodzenia w pierwszy, poważny związek i rozterki, z którymi trzeba się zmierzyć szukając kompromisu pomiędzy sobą, a oczekiwaniami ukochanej osoby. A na deser piękne połączenie żywiołu natury, która wchłania człowieka, ucząc go respektu i współgrania na warunkach jedynie pozornie ujarzmionej przyrody. Na wskroś norweska powieść, według mnie niemająca sobie równiej, jak dotąd, w tym stuleciu. Autor bestsellerowego „Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie” wie dodatkowo wszystko o sztuce pisania powieści.


      DAGNY PRZYBYSZEWSKA. ZBŁĄKANA GWIAZDA – EWA K. KOSSAK
      Biografia najsłynniejszej Norweżki, która na przełomie XIX i XX wieku zawładnęła umysłami męskiej części Europy. Dała kosza Augustowi Strindbergowi, pozowała do najlepszych obrazów Edvarda Muncha, rzeźbił ją Vigeland, ożenił się z nią Stanisław Przybyszewski. Nie wyobrażam sobie, że można znać Norwegię bez znajomości Dagny Przybyszewskiej. Charyzmatycznej kobiety, pod której urokiem pozostawał każdy, kto stanął jej na drodze.


      PÓŁBRAT – LARS SAABYE CHRISTENSEN
      Background Christensena trochę oddaje skandynawski kocioł. To pół-Duńczyk, pół-Norweg, z duńskim obywatelstwem, urodzony i wychowany w Norwegii, uznawany za jednego z najwybitniejszych norweskich pisarzy. W „Półbracie” powróci do momentu zakończenia drugiej wojny światowej, co w historii Norwegii oznaczało niespotykany w pronazistowskich krajach bezwzględny okres rozliczeń z hitlerowskimi kolaborantami. Echa tego wybrzmią w powieści, gdy w domu Barnuma, głównego bohatera płoną dzieła noblisty z 1920 Knuta Hamsuna. Pojawią się też mniej znane epizody, które tym większą mają wartość, jak w jednej ze scen, która rozgrywa się podczas berlińskiego festiwalu filmowego, gdzie ma miejsce projekcja filmu z 1908, który zapisał się w historii norweskiej kinematografii jako „kamień węgielny norweskiej melancholii”. Ważne daty z życia postaci powieści przeplatają się z istotnymi datami z życia postaci historycznych. Nie zabraknie też aluzji do najważniejszych artystów norweskich, dowiadujemy się, że Vigeland wyrzeźbił 121 fiutków, a Barnum z Pederem wypożyczają z biblioteki książkę Ingvara Ambjørnsena. Świetnie wybrzmi tu też różnica pomiędzy wielkomiejskim Oslo a jedną z rybackich wysp na Lofotach. Wreszcie nie zabraknie w powieści komentarzy pod adresem norweskiej mentalności.

       

      IM SZYBCIEJ IDĘ, TYM JESTEM MNIEJSZA – KJERSTI ANNESDATTER SKOMSVOLD

      Chcecie zobaczyć, jak wygląda życie seniorów w Norwegii? Proszę bardzo, oto historia Mathei, staruszki, której osobność, wewnętrzny świat i zaduma nad życiem zachwyciła Norwegów. Autorka tej bardzo ciepło przyjętej książki opowiedziała nie tylko o (nie)wesołym życiu staruszków w Norwegii; dotknęła problemu samotności, o którą jednak wciąż bardzo łatwo, mimo genialnie funkcjonującej infrastruktury czasu wolnego dla seniorów, która jak widać nie zrekompensuje prawdziwej bliskości.


      MOJA WALKA – KARL OVE KNAUSGÅRD
      „Moja walka” podniosła ciśnienie niejednemu Norwegowi. Bezwzględna szczerość, z jaką Karl Ove Knausgård opisuje bliskich była zaskoczeniem na nieobliczalną skalę. Spokojnym zazwyczaj Norwegom puszczały nerwy, wielu domagało się wstrzymania kontrowersyjnej publikacji. Ja należę do osób, które chłodno przyjęły pierwszą część cyklu. Zabrakło mi w powieści Norwegii, która skuliła się tu do mikroskopijnej postaci w cieniu wielkiego ego Norwega, który opowiada o sobie, płacze, sprząta i użala się nad sobą. Myślę, że ta książka prędzej czy później stanie się niewygodnym gratem na bibliotecznych półkach, zalegając kurzem i doprowadzając do szału bibliotekarzy. Rzecz zaledwie mieszcząca się w kategorii literatury środka niesłusznie okrzyknięta arcydziełem. Ale wypada ją przeczytać, dla wiwisekcji na sobie, którą z precyzją do bólu prowadzi jeden z najsłynniejszych współcześnie Norwegów.

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1517 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Książki, dzięki którym zrozumiesz i pokochasz Norwegię”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 lipca 2016 20:53
  • wtorek, 12 lipca 2016
    • Upalny początek książki

      Mój ojciec zmarł na końskim grzbiecie. Miał brudne buty, a na dłoniach białe rękawiczki.

           Dzień, w którym to się wydarzyło, był szczególny. Nieustający deszcz padał tygodniami wzdłuż zachodniego wybrzeża, a zrezygnowani mieszkańcy pogodzili się z faktem, że przyjdzie im spędzić wakacje w czterech ścianach. Wtedy nagle pewnego ranka obudziliśmy się z wrażeniem, że coś się stało. Mieliśmy rację - to słońce zaświeciło z bezchmurnego nieba.

           Wkrótce potem na sznurkach łopotało pranie, a słodkie bułeczki wyprzedano w piekarni jeszcze przed południem. Ze schowków wyciągano poduszki, a wzdłuż płotów słychać było buczenie kosiarek. Robiono zakupy, aby przygotować obiady na świeżym powietrzu. Ludzie z uśmiechem mówili do siebie "nareszcie"; kobiety zakładały cienkie spódnice, a mężczyźni po raz pierwszy w tym roku koszule z krótkimi rękawami. Upał był całkiem znośny, bo wyczekiwany z utęsknieniem. Łódki wypływały z portu, kierując się ku wyspom, a młodzież przechadzała się po skałkach, dotykając swoich bladych jeszcze ciał.

           Atmosfera w domu była inna niż zwykle. Tata próbował czarować przy śniadaniu, ale był bardzo rozkojarzony i nie udało mu się oszukać ani mnie, ani moich sióstr. Jego twarz była biała niczym maska, a zdenerwowany głos zdawał się wypełniać wszystkie pokoje jednocześnie. Wydarzenia ostatniej nocy nadal wisiały w powietrzu, a gdy z zabawkami pod pachą wybierałyśmy się nad morze, mama starała się uśmiechać. Jej twarz wyrażała jednak nieszczęście.

       

      Crki_marionetek_Maria_Ernestam

       

      Pierwsze zdanie: Córki marionetek, Maria Ernestam, Czwarta Strona, Poznań 2015. Przekład: Magdalena Anna Kostrzewska. Tytuł oryginału: Marionetternas döttrar (2012). Redakcja: Natalia Pecyna, Magdalena Mwaba. Korekta: Malwina Błażejczak. Projekt okładki: Mariusz Banachowicz. Projekt typograficzny, skład i łamanie: Stanisław Tuchołka. ISBN 978-83-7976-215-6. Stron: 432.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_Czwarta_Strona1

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1509 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 lipca 2016 09:35
  • poniedziałek, 11 lipca 2016
    • Płyń z tonącymi – Lars Mytting, czyli najlepsza współczesna powieść norweska z Szetlandami w tle

      Jest dwóch żyjących, współczesnych pisarzy, którym można powierzyć napisanie instrukcji obsługi odkurzacza, z absolutnym prawdopodobieństwem, że to będzie światowy bestseller. Jeden z nich to Zygmunt Miłoszewski (o jego „Gniewie” piszę tutaj), drugi to Norweg Lars Mytting znany z hitu „Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie”. I w przeciwieństwie do, potężnie lansowanego Knausgårda, Mytting naprawdę ma talent. Na przykładzie Płyń z tonącymi można doświadczyć kompulsywnego ataku czytania. I wiele składa się na to, że powieść o rodzinnej tajemnicy, z Norwegią i Szetlandami w tle, jest tak uzależniająca.

       

      Py_z_toncymi_Lars_Mytting2

       

      Ale zacznijmy od tego, co się tutaj w skrócie dzieje. Lars Mytting z głównej postaci Edvarda Hirifjella robi swojego równolatka. Obaj urodzili się w 1968, ale Edvarda poznajemy, gdy ma 23 lata. Jest 1991 rok, a my przenosimy się ok. 170 km na północ od Oslo, na wysokość Lillehammer, na tyły Saksum do niewielkiej norweskiej wioski, od której nigdy nie odklei się określenie: zwyczajna. „Znaleźć tu można to wszystko, co w każdej wsi. Spółdzielnię rolniczą, krawcową, pocztę i sklep. Lokalną drogę, na której zimą karetki pogotowia zakopują się w śniegu. Odrapane domy zamieszkane przez ludzi, którym nie chce się nawet wypełniać deklaracji podatkowych”. Chłopak mieszka ze swoim dziadkiem Sverre, wspólnie uprawiają ziemniaki, które z powodzeniem sprzedają dalej i hodują owce. Rodzinny interes i pola malowniczo położone 540 metrów nad poziomem morza, to kwintesencja ich małego życia. Ale od zawsze działo się coś, co zakłócało idyllę. Spojrzenia, zaczepki. Komentarze niedające spokoju. Przeszłość dziadka budziła w mieszkańcach coś nieprzyjemnego, co wprawdzie nie wymknęło się nigdy poza pewne granice, ale wypełniło mężczyzn substancją, która starszego pana trzymała z dala od sąsiadów, a w Edvardzie wywoływała odruch obrony. Dowiadujemy się, że chłopak został osierocony. W nie do końca wyjaśnionych okolicznościach w 1971 giną jego rodzice na wycieczce we Francji, gdy ma zaledwie trzy lata. On sam przez kilka dni jest zaginiony w miejscu wypadku, po czym zostaje podrzucony do lokalnej przychodni. To właśnie dziadek i jego zmarła później żona Alma zajmie się wychowywaniem chłopaka, i jak okazuje się, całe życie próbował przekazać wnukowi pewną informację, trzymając go jednocześnie z dala od jej najważniejszej części. Jego śmierć otwiera drzwi do kilku odpowiedzi, które komplikuje fakt, że na starszego pana czeka od 1979 gotowa, piękna trumna z brzozy płomienistej, zrobiona i przysłana dla niego z Szetlandów przez jego brata Einara, co jest o tyle niemożliwe, że brat zginął na wojnie.

       

      Na chwilę przerwijmy ten opis, bo żeby lepiej zrozumieć, to, co dzieje się w powieści trzeba na moment pochylić się nad kilkoma źródłami. Polecam w tym miejscu „Drogę na Północ. Antologię norweskiej literatury faktu” i jej najbardziej wstrząsający czwarty rozdział „Rozliczenia 1945 – 1959” (piszę o nim więcej tutaj). Dopiero teraz lepiej odczujemy presję i ciężar życia dziadka naznaczonego stygmatem zdrajcy i kolaboranta i chłopaka, stającego w jego obronie. Kolejną literacką wycieczkę musimy zrobić do dwóch reportaży Ilony Wiśniewskiej Białe. Zimna wyspa Spitsbergen i "Hen. Na północy Norwegii" (piszę o niej w trzech odsłonach: tutaj, tutaj i tutaj), to z kolei, żeby jeszcze głębiej zajrzeć w duszę Norwegów. Ale też, żeby zrozumieć, dlaczego Edvard broni się przed związkiem z Hanne. Dlaczego trzyma się gospodarstwa dziadka i prostego życia. Dlaczego nigdy nie wyjeżdża dalej, a jego świat kończy się na ulicy Søre Ål w Lillehammer.

       

      Dziwna sytuacja z trumną prezentem od nieżyjącego brata dziadka i rozmowa z pastorem Thallaug sprawiają, że Edvard uświadamia sobie, że ma do czynienia z rodzinną tajemnicą, skrzętnie ukrywaną przed nim przez dziadka. Sprawę komplikuje informacja o rzekomym majątku, który należy do rodziny. Czy Edvard odkryje prawdę i co ona będzie dla niego oznaczać? Znamienne są słowa pastora „Niektórzy żyją najlepiej, zbijając prawdę jak z desek. Nawet jeśli wyjdzie trochę krzywa i dziurawa, to może wytrzyma. I dla wielu trzyma całe życie”. Ale chłopaka nie zaspakaja połowa prawdy. Rusza w drogę szlakiem skąpych znaków, szczątkowych informacji. Układa z nich mapę, która prowadzi go do kolejnych miejsc i ludzi. Co tam znajduje? Czy pogodzi się z prawdą? I jak go odmieni to poszukiwanie?

       

      Powieść Larsa Myttinga to piękna, wieloznaczna historia o odkrywaniu siebie. Siebie jako człowieka. Siebie jako mężczyzny. Ale też własnego pochodzenia i tego, co ono oznacza dla człowieka. Ale Płyń z tonącymi to też powieść o Norwegach i ich duszy, w której to co dawne, zakorzenione w świecie wikingów, wciąż ożywa w pamięci zbiorowej. O ich poczuciu wspólnoty i dbaniu, żeby trwała godnie. O ich związkach z naturą, rozpoznawaniu jej skomplikowanej gry i dostrajaniu się do jej rytmów. To piękna historia o pięknym kraju, któremu udało się zachować charakter narodowy, ale też zawalczyć o dobre życie. I o tym, że o życie w zgodzie ze sobą, własną przeszłością trzeba nieustannie zabiegać. Ale to też powieść o pasji i poświęceniu. O wyborach, które zawsze odbywają się czyimś kosztem. O chciwości dziedziczonej z pokolenia na pokolenie, która zamienia ludzi w polującą i bezwzględną zwierzynę. O pozorach szczęścia, którymi są status, majątek i prestiż. Wreszcie o wielkiej miłości, która wiąże się z jeszcze większym poświęceniem. I w końcu o tym, ile kosztuje chronienie najbliższych przed prawdą, która mogłaby ich zabić.

       

      Sukces tej powieści zasadza się na zetknięciu dojrzewającego, młodziutkiego chłopaka z przeszłością, którą nosi w sobie jego dziadek. Elektryzujące napięcie budowane przez lata, gdy starszy pan z taką konsekwencją broni wnuka przed nieoczekiwaną dla niego prawdą, mówi nam więcej o miłości, oddaniu i przywiązaniu, niż jakakolwiek deklaracja. Edvard jest dwudziestotrzyletnim chłopakiem. Do tej pory świat docierał do niego za pośrednictwem dziadka. A dziadek, to to, co piękne, trwałe i niezmienne. Czy jednak zawsze? Przy kojących dźwiękach kantat Bacha, symfonii Beethovena i Mahlera dyrygowanych przez Furtwänglera albo Klemerera słuchanych przez starszego pana, przy „szeleście dochodzącym z zagajnika, gdzie rosły brzozy płomieniste” dorastał chłopak zżywający się z naturą, której oswajanie oznaczało pokonywanie strachu przed jej siłą, rozumienie potrzeb ziemi, dostrajanie się do zmieniającej się pogody i coraz lepsze rozpoznawanie znaków przyrody. Dziadek będzie drogowskazem, swojego rodzaju wskazówką w kompasie życia, według której Edvard porusza się po świecie. Chłopak jest przesiąknięty wiedzą, której nie da się zdobyć z podręczników. Jest współodczuwającą częścią tego ekosystemu. Jest coś pięknego i jednocześnie pogańskiego, gdy Lars Mytting pisze o nagiej ziemi, dodając, że nie może leżeć naga, bo „każdy rozkopany kawałek czarnoziemu był jak rana. Przyciągał chwasty, które na nim rosły i go okrywały”. I można się zastanawiać, do jakiego stopnia, gdy pisze te słowa, wciąż są to tylko opisy natury, a w którym miejscu mówi o nas, ludziach i naszej bezbronności, gdy otwarci na świat, tuż po okresie dojrzewania przyciągamy do siebie niewłaściwych ludzi. Po części stanie się tak z Edvardem, którego niewinność, mieszająca się z naiwnością słabo go chroni przed cynizmem i wyrachowaniem, z jakim zetknie się już za chwilę.

       

      Płyń z tonącymi w poruszający sposób pokazuje też chłopaka, dorastającego do dojrzałego uczucia. Inicjacja Edvarda do głębokiego związku prowadzi ścieżkami ślepych fascynacji, uleganiu chwili, podczas których miesza się rozsądek z nagłymi olśnieniami. Walczy o siebie, prawo do bycia sobą, ulegając jednocześnie pokusom wygodnego życia. Uwielbia „ciepło i równowagę” Hanne, ale ucieka od „ołowianego ciężarka, który w sobie nosiła i który chciała przywiązać mu do nogi”. Wzdryga się, na jej oczekiwania, żeby robić to, czego oczekuje społeczeństwo. On szuka. Nie tylko wyjaśnienia zagadki rodzinnej, czuje, jakby „stał przed zamkniętymi drzwiami, za którymi kotłuje się przeszłość. I jakby szukał kluczy, wiedząc, że ta przeszłość po drugiej stronie robi to samo”. Ale po drugiej stronie jest też on, rozdarty, szukający odpowiedzi na niepokojące pytanie: „Kim jestem, kim jest prawdziwy ja, ten którym jestem przede wszystkim”. A rozdarty ulega impulsom. Fizyczne zauroczenie, zbliżenie dają pozory związku, ale też uzależniają. To chłopak, który nie potrafi powiedzieć kim będzie po odkryciu prawdy o swojej rodzinie, ale świadomy tego, że na końcu tej drogi będzie innym człowiekiem. I świadomy też wewnętrznej walki, jaką toczy sam z sobą o siebie dorosłego. Bo w zależności, kto w nim teraz zwycięży, zaważy to przecież na całym jego życiu. Czy stanie się spełnionym czy pozostanie rozdartym na zawsze człowiekiem?

       

      Szukając tła dla opowiedzenia tej historii Lars Mytting zbudował misterną konstrukcję, gdzie historia współczesnej Norwegii miesza się z jej korzeniami w świecie wikingów, co tak znamiennie jest widoczne na Szetlandach, gdzie prowadzą poszukiwania Edvarda. W nazwach miast i wsi, w nazwach kutrów wciąż drzemie tam pamięć o dawnej, norweskiej przeszłości wysp utraconych w tak absurdalny sposób w 1472 na rzecz Szkotów. Pamiętają też współcześni mieszkańcy Szetlandów, którzy wciąż nie mogą zapomnieć swojej przeszłości, życia wśród wolnych wikingów, którzy tak brutalnie zostali zdegradowani do pańszczyźnianych chłopów przez zaborczych Szkotów. Przeszłość Einara, którego zawierucha wojenna sprowadziła na wyspy łączy się z historią norweskiego ruchu oporu, który stąd właśnie organizował swoje akcje. Ale „stare ślady, które nie dają spokoju” prowadzą też Edvarda nad Sommę, do jednej najkrwawszych bitew z pierwszej wojny światowej, do obozu dla kobiet na północ od Berlina i „księżycowego krajobrazu sadyzmu i cierpień” w Ravensbrück.

       

      Odkrywane dokumenty, listy, ukryte przesłania, zakamuflowane wskazówki, rozmowy z kolejnymi osobami prowadzą Edvarda coraz bliżej rozwiązania zagadki. Hipnotyczna, wciągająca narracja łączy w sobie najlepsze przykłady świetnej szkoły pisania, gdzie nie brakuje fabularnych twistów znamiennych dla najbardziej wytrawnych autorów thrillerów czy kryminałów. Z podobnym napięciem i oczekiwaniem, zachłannie poruszamy się po kolejnych stronach powieści. Język Larsa Myttinga przesiąknięty jest magnetyczną i jednocześnie kojącą dawką pierwotnej siły, wewnętrznego ciepła i spokoju. Gra emocji rozgrywa się na jednej linii melodycznej z szaleństwami przyrody. Tutaj pełnej furii, jak morze uderzające o brzegi, niemal połykające otaczającą rzeczywistość, groźne w swojej sile, jednocześnie piękne, uderzająca kolejnymi odsłonami.

       

      Parafrazując Kanta, Lars Mytting napisze w pewnym momencie „niebo nade mną, morze wokół mnie”. I gdyby prześledzić powieść to zawsze te najbardziej dramatyczne, wymagające najtrudniejszych decyzji sytuacje rozgrywają się w żywiole wody. Na morzu giną Norwedzy walczący w ruchu oporu, woda zabije jego rodziców, morze rozstrzygnie jego związek z Gwen i przywróci mu utraconą pamięć o przeszłości. W morzu znajdzie Einar sojusznika do ukrycia swojej tajemnicy. I tak, jak wyspa, na której Edvard szuka odpowiedzi na temat swojej przeszłości, rano po szetlandzkiej wichurze, objawi się „wymyta przez morze”, tak my ostatecznie poczujemy oczyszczającą moc poszukiwania prawdy. 

       

      Recenzja: Płyń z tonącymi, Lars Mytting, Smak Słowa, Sopot 2016. Przekład: Karolina Drozdowska. Tytuł oryginału: Svøm med dem som drukner (wrzesień 2014). Edytor: Anna Witajska. Redakcja i korekta: Małgorzata Jaworska. Projekt graficzny i skład książki: Agnieszka Karmolińska. Projekt okładki: Agnieszka Karmolińska. ISBN 978-83-64846-54-0. Stron: 470.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_Smak_Sowa2

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1504 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Płyń z tonącymi – Lars Mytting, czyli najlepsza współczesna powieść norweska z Szetlandami w tle”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lipca 2016 16:39
  • piątek, 08 lipca 2016
    • Szetlandzka wichura, dla której nie ma nazwy - Cytat

       - Myślałeś, że szetlandzkie domy mają okiennice dla ozdoby? Idź na dwór i je zamknij, a ja je przykręcę od środka.

           Wiało tak, że ledwie otworzyłem drzwi domu. Gdy w końcu mi się udało, kolejny podmuch o mały włos nie wyrwał ich z zawiasów. Wicher dostał się do sieni, zdmuchnął ubrania z wieszaka. Gwizdał mi w uszach, byłem przemoczony do suchej nitki, zanim jeszcze dotarłem do rogu domu. Zdawało się, że morze podniosło się o kilka metrów, huczało szarozielonkawe i spienione, jakby groziło, że za chwilę połknie całą wyspę. Brnąłem przed siebie, pochylony, jakbym wspinał się na wysoką górę, musiałem się odwracać za każdym razem, gdy chciałem zaczerpnąć powietrza. Z brzegu dochodziło dudnienie, takie jak wtedy, gdy rozładowuje się przyczepę kamieni, a każdy z nich szuka sobie miejsca, na którym mógłby spocząć.

           Odkręciłem okiennice od ścian, dookoła mnie śmigały w powietrzu niewielkie kamyki, jej ręka wysunęła się ze zbitego okna i przyciągnęła okiennice do siebie. Powtarzaliśmy tę czynność, aż dom został ufortyfikowany od zewnątrz i zaciemniony od środka.

      (...) 

           Nagle straciłem równowagę. Przez chwilę myślałem, zupełnie serio, że c a ł a  w y s p a oderwała się od skorupy ziemskiej. Ale tylko uderzył we mnie podmuch wiatru, który nagle zelżał.

           Chwilę potem uspokoiły się fale, zupełnie jakby zrozumiały, że zostały same w tym dzikim pędzie, i nagle zatęskniły za wichurą. Pod nami leżała jasnozielona, spieniona woda z pęcherzykami powietrza na powierzchni. Wciąż panowała duchota, w powietrzu czuło się deszcz, ale zdawało mi się, że widzę promienie słońca próbujące przebić chmury.

      - Przejaśniło się? - spytałem zaskoczony.

           Deszcz spływał po jej zarumienionej twarzy, nie wytarła go nawet.

      - Nie. Przed chwilą mieliśmy furious gale. Teraz przyjdzie to, na co nie mamy nazwy.

       

      Py_z_toncymi_Lars_Mytting1

       

      Cytat: Płyń z tonącymi, Lars Mytting, Smak Słowa, Sopot 2016. Przekład: Karolina Drozdowska. Tytuł oryginału: Svøm med dem som drukner (wrzesień 2014). Edytor: Anna Witajska. Redakcja i korekta: Małgorzata Jaworska. Projekt graficzny i skład książki: Agnieszka Karmolińska. Projekt okładki: Agnieszka Karmolińska. ISBN 978-83-64846-54-0. Stron: 470.

       

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_Smak_Sowa1

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1500 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      piątek, 08 lipca 2016 13:43
  • czwartek, 07 lipca 2016
    • Czym jest matka dla syna?

      Matka była dla mnie zapachem. Była ciepłem. Była nogą, którą obejmowałem kurczowo. Powiewem czegoś niebieskiego - sukienki, w której, zdaje się, chodziła. Powtarzałem sobie, że wystrzeliła mnie w życie jak z łuku, i kiedy przywoływałem o niej wspomnienia, nie wiedziałem, czy są właściwe lub zgodne z prawdą, odtwarzałem ją po prostu tak, jak zdawało mi się, że syn powinien wspominać swoją matkę.

       

      Py_z_toncymi_Lars_Mytting

       

      Pierwsze zdanie: Płyń z tonącymi, Lars Mytting, Smak Słowa, Sopot 2016. Przekład: Karolina Drozdowska. Tytuł oryginału: Svøm med dem som drukner (wrzesień 2014). Edytor: Anna witajska. Redakcja i korekta: Małgorzata Jaworska. Projekt graficzny i skład książki: Agnieszka Karmolińska. Projekt okładki: Agnieszka Karmolińska. ISBN 978-83-64846-54-0. Stron: 470.

       

      Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

       

      Logo_Smak_Sowa

       

      Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1496 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      recenzentka.blox.pl
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 lipca 2016 10:09

Kalendarz

Wrzesień 2016

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014