Recenzentka

Wpis

środa, 07 marca 2018

Prezent książkowy to coś więcej niż tylko prezent

Zawsze chciałam spróbować absyntu. Absyntem upijał się Strindberg. Absynt piła Dagny Juel z Przybyszewskim. Munch. Alkohol bohemy berlińskiej tak popularny wśród Skandynawów. Pamiętam też opis w jednej z książek, że rozlewa się palącym jęzorem po przełyku, żeby wybuchnąć w brzuchu. Dokładnie to poczułam, gdy wypiłam pierwszy kieliszek absyntu. A taki pożar w brzuchu kojarzył mi się do tej pory ze strachem i rozczarowaniem, z bólem, gdy ktoś mnie zawodził. Z chandrą, która depcze po piętach smutkowi. Wystarczy rzut oka na „Krzyk”, kilka stron „Spowiedzi szaleńca” i opis śmierci Dagny, żeby poskładać te niekontrolowane pożary w zabójczy zapłon. O ile jednak mogę zrozumieć skandynawską skłonność do podsycanej alkoholem melancholii, to nie potrafię wyjaśnić spalania się od takich wybuchów na co dzień. A właściwie nie potrafiłam, dopóki kolega nie opowiedział mi pewnej z pozoru drobnej historii.

 

Állatok Karácsonya cs

 

Zdjęcie: Autor: Veszprémi Állatkert (Veszprémi Állatkert) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html), CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0) lub CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], Wikimedia Commons

 

 

Na urodziny dostał dwie rzeczy. Film od znajomego, który był jego dystrybutorem, więc spodziewał się, że go dostanie. Niespodzianką okazała się książka. Kupienie właściwej książki wydaje mi się dużo większym wyzwaniem niż np. tabliczka czekolady czy żel pod prysznic. Nie potrafiłabym po prostu wziąć nowości zakładając, że tak znajdę trafiony prezent. Muszę mieć rozeznanie, obwąchane regały u znajomych. Nie uspokoję się, o ile nie wyeliminuję wszystkich chybionych wyborów. W marcu zaczęłam dodatkowo pracować w księgarni i jaką ulgę poczułam, że nie jestem w tym odosobniona. - Proszę książkę dla starszej osoby po trzydziestce, mężczyzny, który lubi Excel, ale żeby w tytule nie było czegoś, co mógłby potraktować osobiście i uznać za przytyk. Albo: szukam książki dla piętnastoletniej kuzynki o egoizmie, ale, żeby nią nie manipulowała. Wybory mężczyzn przypominają trochę szybki seks: dzień dobry czy jest - i tu pada konkretny tytuł. Nie? To do widzenia. Lub namiętną grę wstępną, to ci którzy długo zostają przy jednym regale wertując okładkę po okładce. Młodzi chłopcy potrafią zacząć od horrorów, przejść dział z biografiami, żeby zatrzymać się na historii a wyjść z książką podróżniczą. Gdy po książkę przychodzi para i jest zakochana, to on za każdym razem oglądając jakiś egzemplarz bezwiednie dotyka, głaszcze dziewczynę. Kupowanie książek na prezent to jak opowiadanie o swojej przyjaźni: szukanie książki dla kolegi, który fascynuje się Ameryką Łacińską. Dla koleżanki, która za chwilę wyjeżdża do Nepalu.

 

Właściwy prezent, którym ma być właściwa książka to kilka telefonów do znajomego, koła ratunkowe w postaci księgarzy, MMS-y wysyłane na pomoc. To czytanie spisów treści, pierwszego zdania i fragmentów. To kucanie przy najniższych półkach, to sięganie czubkami dłoni po egzemplarze upchane za wysoko. Widzę po klientach, że lubią szukać odpowiedniej książki na prezent. I zastanawiam się, czy bardziej lubią je kupować czy wręczać. Bo jeśli już w całym tym tańcu między regałami, po całej gimnastyce między półkami widzę błysk w oku i ten uroczy rodzaj łaskoczącego w brzuchu uspokojenia, gdy płacąc finiszują zaledwie na półmetku do mety, to wiem, że w dawaniu książek w prezencie mieści się jednak więcej treści.

 

Są deklaracją. Są nadzieją na ciąg dalszy. Są skrytym komentarzem do historii z przeszłości. Książka podarowana drugiej osobie nigdy nie jest po prostu prezentem. Mówi treścią, przemawia tytułem. Zauważyłam coś jeszcze. Ludzie nie rozstają się wręczając sobie książki. Niczego nie kończą, ani nie niszczą. To chyba jedyny taki prezent, w który wpisana jest radość, czułość, często pewnie też miłość. Pierwszy dzień w pracy w roli księgarza był jak przedłużone walentynki. Jak dzień ojca i dzień dziecka w jednym. Czułam się jak na lotnisku, gdzie ludzie serdecznie się witają i żegnają.

 

Mój kolega też dostał książkę, ale powiedział, że go ten prezent rozczarował, bo dostał go bez opakowania. Bez choćby ozdobnej wstążki czy kolorowej torebki. A lubi je zostawiać na pamiątkę. Poczuł pożar w brzuchu, bo poczuł się potraktowany byle jak. I wówczas pomyślałam sobie, że niektórzy na własne życzenie żyją od pożaru do pożaru. Że żyją z lontem w dłoni, który odpalają za każdym razem, gdy przytrafia się im coś miłego. I próbowałam zrozumieć dlaczego? Czy chodzi o to, że nie cieszy ich szukanie prezentów i nigdy nie mieli za sobą całej tej uroczej maszynerii poszukiwania? Więc nie rozumieją, że dostają coś, w co włożono milion starań. A może chodzi o to, że są ludzie, dla których zawsze coś będzie nie tak? Tacy specjaliści od szukania dziury w całym? Może nawet jak dostaną ładnie zapakowany prezent, to rozczaruje ich krzywo zawiązana wstążka? Bo przecież nie może chodzić o to, że kawałek kolorowego papieru nabiera większego lub choćby równoważnego znaczenia z tym, co ukrywa? I wtedy pomyślałam, że ludzi można podzielić na tych, którzy cieszą się, gdy dostają po prostu książkę. Na tych, którzy czekają na książkę z dedykacją, nad którą rozczulają się po latach. I tych od kolorowych torebek i błyszczących wstążek. Absynt jest zielony. Wielu uważa, że to diabelska trucizna. Szybko niszczy. Niektórzy też się szybko niszczą. Chociaż nigdy nie mieli w ustach absyntu.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
środa, 07 marca 2018 11:27

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • rendess napisał(a) komentarz datowany na 2018/03/21 11:05:15:

    Ja osobiście lubię dostawać książki, zwłaszcza dobre. Dużo czytam, więc to dla mnie zawsze świetna okazja żeby pochłonąć coś nowego :)

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2018/03/21 12:38:51:

    @rendess Trafionych prezentów książkowych życzę :-) :-)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014