Recenzentka

Wpis

środa, 14 marca 2018

Literacka sztuka uwodzenia

Koleżanka zwierzyła mi się, że gdy kochała się ostatnio ze swoim chłopakiem, to on całował ją nawet w stopy. NAWET. Zatrzymałam się nad tym słowem. Było ciepłą deklaracją czegoś więcej niż pożądanie. Było zachwytem ze spotkania we dwoje połączonego z ciekawością odkrywania cudzego ciała. Więc są ludzie, którzy się pięknie kochają. A potem pomyślałam, że „nawet” może czasem oznaczać niedosyt i pustkę. Tę, która była przed „nawet”. Co musi się więc pojawić między ludźmi, żeby „nawet” przestało niepokoić?

 

Vimmerby Recenzentka blog

 

Zdjęcie: Vimmerby, Szwecja

 

Pierwszy raz przechodziłam przez Vimmerby w lipcowy zmierzch. Słońce paliło wówczas równą smugą w dół uliczki, którą szliśmy. Wyglądało jakby ktoś ustawił naprzeciw nas reflektor z silnym strumieniem światła. Linnus siedział czytając na ławce pod ICA. Lotta nie czekała aż wstanie, lekko pochyliła się, ale to on ją pierwszy pocałował delikatnie głaszcząc jednocześnie ramię, którym teraz go przytulała. Zawsze na jego widok zamieniała się w dwa śmiejące się dołeczki. Lubiłam podglądać ich na tarasie podczas śniadania. On z książką pod pachą, jeszcze pachnący nocą. Ona z zaróżowionymi policzkami. Przynosili talerze, książka wędrowała ze stołu na krzesło, rozkładali sztućce, ale to był tylko pretekst, żeby się niechcący oprzeć na jego plecach albo dać buziaka odbierając od niej piramidkę szklanek. On odrywał duży kawałek jabłka, ona przez ramię odgryzała mu drugi. Ona stawiała karafkę z wodą na środku stołu, on obrysowywał palcami brzeg jej szyi. On wlewał kawę do kubka, ona trzymała dłoń na jego ramieniu. Zdumiona obserwowałam z jaką gracją wdawali się w tę ekwilibrystykę, ani na moment nie tracąc ze sobą kontaktu. Obserwowałam ich zastanawiając się skąd w tych surowych szwedzkich klimatach tyle ciepła? I potem pomyślałam o gołych stopach, bo przecież tu wszyscy chodzą po domu na bosaka. O cienkich sweterkach jakby na przekór chłodowi. Delikatnych drewnianych konstrukcjach czerwonych domków, które w zimowe dni skrzypią pod naporem śniegu. I chyba to jest właśnie wytłumaczenie dla ciepła i serdeczności, której sobie nie szczędzą w prostych gestach? Rozgrzewając sobie nawzajem zmarznięte stopy, chuchając w szyję czy dmuchając w plecy rozcierając je od chłodnego wiatru? Prawda? No chyba, że może chodzić o coś innego?

 

W Szwecji nauczyłam się czytać we dwoje. On czytał na głos, ona wsłuchiwała się w melodię języka. Albo on czytał swoją książkę siedząc na sofie, ona leżała ze swoją opierając poduszkę o jego kolana. Ona rozgrzewała sobie dłoń chowając ją u niego pod swetrem, on bawił się jej włosami. Albo oboje leżeli naprzeciwko siebie dotykając się jedynie stopami, które ona wsuwała jemu w nogawki spodni. A co jakiś czas, to jedno, to drugie odrywało wzrok patrząc na siebie, jakby bez tego akcja powieści nie mogła iść dalej. Czasem Linnus siedział w cieniu parasola obrysowując wzrokiem daleki horyzont lasu, a Lotta bujając się leniwie jedną nogą, leżała na boku, czytając w hamaku.

 

Książki wypełniały dom w dużo inny sposób niż to jest zazwyczaj u ludzi. Miały własne życie i ścieżki, którymi chadzały. Codziennie obserwowałam jak zmieniały miejsca, konstelacje. Jak piętrzyły się górą tomów koło drzwi na taras, znikały żeby pojawić się otwarte grzbietem na stole. Leżały wokół kominka, na półeczce koło drzwi wyjściowych do ogrodu. Były w suszarni i w pralni. W trawie koło krzaka porzeczek. Dwie dostałam od Michy w pierwszy dzień po przyjeździe. No bo przecież przyjechałam szukać śladów Astrid Lindgren. Więc muszę je koniecznie przeczytać.

 

Obserwując Szwedów i zastanawiając się, jak to się dzieje, że tak dużo czytają, nagle mnie olśniło. Już wiem. Nie chodzi o czytanie. Oni tak okazują sobie uczucia. Nawiązują przyjaźnie i poznają ludzi. Książka to pretekst, to klucz. Pewnie czasem wytrych wyważający nieśmiałe skandynawskie dusze. Książka w dłoni pozwala ukryć, że nie wiemy, co z nimi zrobić. Otwarta rozpoczyna rozmowę. Może być pretekstem do jej skończenia. Czytana wspólnie pozwala się zbliżyć. Opowiedzieć sobie przeżytą razem pierwszą historię. Nauczyć się wzajemnej wrażliwości. Książki są spoiwem związku, w którym namiętność podsycają kolejne wspólne lektury. Pozwala zaglądnąć w człowieka. Odkryć się.

 

I gdy to sobie uzmysłowiłam, zaczęłam wreszcie to dostrzegać. Porozumiewawcze spojrzenia, gdy widzisz, że sąsiad w autobusie czyta to, co właśnie skończyłaś. Uśmiech w roztargniony wzrok kogoś, kto na chwilę oderwał się od książki sprawdzając, czy już wysiada. Zobaczyłam dziewczynę czytającą i trzymającą się barierki w autobusie i chłopaka, który chronił ją ramieniem z książką w drugiej ręce. Zobaczyłam ludzi na plantach, którzy zawsze siadają z książką na skraju ławki. Jakby czekali, żeby ktoś się dosiadł. Mężczyznę w czytelni, który przeglądając nowości na stole szuka pretekstu do rozmowy.

 

I wtedy zrozumiałam, kiedy „nawet” znika ze słownika. I kiedy przestaje mówić o pustce i braku.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
środa, 14 marca 2018 10:12

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • ewerele33 napisał(a) komentarz datowany na 2018/03/16 12:25:57:

    Wygląda na to, że to naród, w którym ludzie chcą dzielić się swoim życie, relacjami, chwilami z innymi. Jeśli książka to pretekst do rozmowy itp to coś wspaniałego wręcz. Szkoda, że u nas czegoś takiego nie ma. Przydałoby się, zwłaszcza w erze internetu i całego wirtualnego świata :)

  • gerfenes napisał(a) komentarz datowany na 2018/03/21 10:48:00:

    Bardzo dobry wpis. Miło było poczytać coś mądrego :)
    Czekam na nowe wpisy. Pozdrawiam :)

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2018/03/21 12:35:29:

    @ewerele33 o tym, jak jest u nas, zależy od nas :-)

    @gerfenes - dziękuję i pozdrawiam ;-)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014