Recenzentka

Wpis

środa, 18 października 2017

IKIGAI. Japońska sztuka szczęścia - Ken Mogi

Po wpisaniu w Google frazy „The Little book of” wyskakuje cała seria książeczek na wszelkie tematy. Mogą dotyczyć wszystkiego, ale to nie znaczy, że są o niczym. Często ich autorami zostają popularni naukowcy, poczytni akademicy, a ich wyznacznikiem jest kompaktowa forma, bardzo przejrzysty język, proste ujęcie i atrakcyjny, wywołujący szum temat. Są wizualnie ładne i bardzo dobrze wpisują się w potrzeby społeczeństwa bombardowanego milionem informacji, dla których syntezy brakuje ludziom czasu, a niekiedy umiejętności. Najczęściej jednak funkcjonują jako wisienki na popliterackim torcie, dając ludziom to, na co jest największy popyt. Dla wielu osób stają się niezobowiązującym prezentem książkowym. Tak było z małą książeczką o hygge Meika Wikinga opublikowaną u nas pod tytułem „Hygge. Klucz do szczęścia”, z małą książeczką o lykke tegoż autora, u nas pod tytułem „Lykke. Po prostu szczęście” i tak też jest z małą książeczką o ikigai, u nas „IKIGAI. Japońska sztuka szczęścia”.

 

Ikigai_Japonska_Sztuka_Szczscia_Ken_Mogi

 

Nie da się w tych książkach zaczytać, bo są zbyt kompaktowe i często zbyt obrazkowe. Tak mocno rozbijają się po marginesach, że urastają do setki, bywa, że do dwóch setek stron. Zazwyczaj da się je skonsumować podczas niezbyt długiej podróży tramwajem czy w jeden wieczór. Każda jednak z serii tych książek ma spektakularne premiery, dużo publikacji na blogach i w magazynach lifestylowych i długie medialne dyskusje. To takie książki, o których miło i ciekawie rozmawia się w telewizji śniadaniowej. Przebijają się też do poważniejszych mediów, które pochylają się nad kolejnym fenomenem pożerającym czas milionów czytelników na świecie. Choćby chodziło o ich półgodzinne zaangażowanie.

 

Ikigai jest kolejnym zjawiskiem, wokół którego wydawcy budują czytelnicze napięcie po tym, jak całą naszą uwagę skupili wokół hygge. Przebija się na równi z mindfulness, ciekawe czy zostanie pokonane przez duńskie lykke i szwedzkie lagom? Co to nam mówi o nas i o tak zwanym masowym czytaniu? Skoro szukamy książek o szczęściu odmienianym przez wszystkie narodowości, podpatrujemy minimalistyczną skandynawską receptę na życie, poszukujemy uważności, chcemy żyć spokojniej i dłużej, to może znudził nam się już wyścig szczurów i zamiast ciężkiej pracy marzymy o dobrym życiu? Nie trzeba głębokich badań, żeby odpowiedzieć, że ogarnął nas szał szczęścia.

 

Ikigai. Japońska sztuka szczęścia” niczym w tym peletonie się nie wyróżnia. Napisał ją Japończyk Ken Mogi, wychowany w Tokio, podróżujący po świecie jeden z najpopularniejszych przedstawicieli japońskiej nauki. To nie tylko doceniony neurobiolog, ale też jeden z najczęściej zapraszanych mówców na konferencje TED. Z rozwianymi włosami, nieco przypomina Einsteina. Nie da się go przeoczyć w tłumie.

 

Ken Mogi przekonuje, że każdy bez względu na talent, poziom życia, zasobność portfela może w prosty sposób osiągnąć szczęście. Japończykom pomaga w tym ikigai. Opowiada o najsłynniejszym mistrzu sushi Jiro Ono, japońskich rzemieślnikach, zawodnikach sumo, emerytach, którzy chcą pracować, japońskiej whisky i uprawach perfekcyjnych owoców. Nauka płynąca z tych dywagacji jest prosta; wszyscy ci, którzy znaleźli sens, w tym co robią, znaleźli też ukojenie.

 

Rodzina właściciela Sukiyabashi Jiro, nagrodzonej trzema gwiazdkami Michelin, ledwie wiązała koniec z końcem. 92 letni dzisiaj Ono musiał, więc już w szkole podstawowej pracować. Znalazł zatrudnienie w restauracji. Otwarcie własnej potraktował jako formę przeżycia. Sushi – czytamy - narodziło się w okresie Edo, w XVII w., na ulicy, sprzedawane na straganach. A żeby je przygotowywać wystarczy podstawowe wyposażenie. Ale Ono znalazł w tej wymagającej wiele monotonnych, drobnych i czasochłonnych czynności sztuce – pasję. Włożył w nią nie tylko talent, pracował z determinacją, uporem, ciężko i niestrudzenie, zgłębiając techniki kulinarne, dążąc do osiągnięcia najwyższej jakości. Poświęcił się robieniu sushi. Dzisiaj jest autorem wielu wynalazków, udoskonaleń przekazywanych sobie przez szefów kuchni. A na kulinarnej mapie jego mały, tokijski bar jest mekką smakoszy.

 

Z małej książeczki Mogi wyłania się Japonia fascynatów, którzy niemal mistycznym kultem otaczają każdą najdrobniejszą czynność. Można być tylko dostawcą łososia lub najbardziej docenianym znawcą łososia, u którego ryby zamawiają szefowie najlepszych restauracji, łącznie z Jiro. Sztuka specjalizacji jest tylko jednak drogą do ikigai, którego istotą staje się raczej dostrzeżenie satysfakcji i przyjemności w tym, co się robi. W tym znaczeniu ikigai nadaje sens z pozoru bezsensownym zajęciom. Wydaje się, że kwestia szczęścia jest związana z postrzeganiem go przez nas samych. Można utknąć w poczuciu niespełnienia i pielęgnować zniechęcenie w sobie lub zastanowić się, co nam tak naprawdę sprawia przyjemność, dążąc do zwielokrotnienia tego.

 

Ken Mogi przywołuje hipotezę XIX – wiecznego angielskiego psychologa Francisa Galtona, którego zdaniem „ważne cechy określonej społeczności zapisują się w języku danej kultury, a im dany rys jest ważniejszy, tym bardziej jest prawdopodobne, że zostanie określony jednym słowem”. Dla Duńczyków jest nim hygge, dla Szwedów lagom, dla Japończyków ikigai, a dla Polaków „jakoś to będzie”. Najwyraźniej, w zgodzie na zdanie się na los, dostrzegam źródło naszego niepowodzenia, a co za tym idzie niezadowolenia z życia. W indeksach szczęścia z trudem przychodzi odnaleźć Polskę. Gdy my zaczynamy narzekać na pracę, męża, współpracowników, polityków, Japończycy zadają sobie pytanie „ co ma dla mnie największą wartość” Co sprawia mi przyjemność? I poświęcają temu cały swój czas.

 

Tak, Jiro Ono, przekuł trudną sytuację życiową na znaną na świecie restaurację. Tak, zawodnicy sumo, którym brakuje talentu odnajdują się na stanowisku pomocnika mistrza. Tak dostawca łososia, codziennie wstając o drugiej w nocy odnajduje szczęście w wyszukiwaniu najlepszych sztuk ryb na targu. Tak główny blender Suntory codziennie na lunch je zupę z makaronem udon, żeby nie zaburzyć sobie smaku. Poczucie szczęścia według Mogi nie zasadza się w tym, co robimy, a tym, jak do tego podchodzimy. Jiro Ono, jak pisze, początkowo w ogóle nie był doceniany, ale miał głębokie przekonanie, że perfekcja i doskonałość, do jakiej zmierza ma sens. Dzisiaj nikt w to nie wątpi.

 

Jak pokazuje Ken Mogi istotą ikigai jest też zachwyt nad czymś ulotnym. Ulotna jest sztuka kulinarna, kontrakt zawarty na targu czy satysfakcja z wyprodukowania idealnej whisky. Wyrobienie w sobie wrażliwości na piękno, doskonałość i kultywowanie go w sobie staje się więc siłą napędową ku szczęściu, na które składają się właśnie drobne doznania. Japończycy, jak pokazuje Mogi, potrafią wyhodować pachnący piżmem muskmelon, uchodzący za ukoronowanie doznać smakowych. Czas poświęcony na osiągnięcie dojrzałości owocu przeliczony na zawrotną kwotę ok. 200 dolarów za sztukę i kilka minut rozkosznej konsumpcji może nie znajdzie dużego grona odbiorców, ale Japończycy – to przecież mistrzowie zachwytu nad tym co przemijalne. Poświęcają czas, uwagę i wysiłek dla kreowania rzeczy, przedmiotów, miejsc, których uroda, czas wprawdzie szybko mija, ale przynosi nieporównywalne doznania. Rozkwitające wiosną kwiaty wiśni mają swoich wiernych koneserów. A świątynia Ise – cyklicznie rekonstruowana co 20 lat przez ostatnie 1200 lat cały przemysł, skupiony na hodowaniu odpowiednich drzew, które oddadzą piękno pierwotnej budowli. To kolekcjonowanie chwil ma ogromny związek z byciem tu i teraz, dodaje Mogi, pokazując jak wymyślone w przeszłości rytuały przetrwały do dzisiaj stając się źródłem ukojenia, przekuwając w praktyce to co obecnie nazywamy kwintesencją uważności. „Zanurzenie w teraźniejszości i czerpanie przyjemności z tu i teraz oraz troska o najdrobniejsze detale stanowią esencję japońskiej ceremonii picia herbaty”, wymyślonej przez mistrza Sen no Rikyū żyjącego w XVI w. w epoce Sengoku, kiedy to samurajscy wodzowie prowadzili ze sobą nieustanne walki. A więc w czasach, jak dodaje Mogi, dość stresujących.

 

Z pewnością ciekawe dla rozważań o szczęściu będzie przypatrzenie się wpływowi religii. Mogi podkreśla, że kultura japońska oparta jest na wierze w „osiem milionów bogów”, co pozwala Japończykom dostrzegać przejawy boskości we wszystkim, co ich otacza. Jeśli wierzy się, że boskość jest w każdej rzeczy, to inaczej się je traktuje. Przejawia się to też tolerancją i brakiem religijnego zacietrzewienia, tak typowego dla wiary w jednego Boga. W wierze w jednego Boga, to on wyznacza, co jest dobre i złe, kto zostanie nagrodzony w życiu pozagrobowym. Shinto zamiast skupiać się na nagrodzie w życiu po śmierci, skupia się na życiu tu i teraz, „na związku człowieka z innymi elementami tworzącymi sieć życia”. Nacisk kładziony jest na doskonaleniu siebie i właściwe postępowanie. Ma to wpływ na to, jak Japończycy żyją, przenika to do ich kultury. Spójrzmy na sztuki walki, które zawsze zaczynają się i kończą ukłonem, zwycięzca po wygranej nie okazuje radości, a przegrany przyjmuje porażkę ze spokojem. To, jak podkreśla Mogi „dobry przykład czerpania przyjemności i satysfakcji z odpowiedniego postrzegania drobnych gestów w imię wyższego dobra”. Okazywanie sobie szacunku, otaczanie nim starszych, harmonijne relacje z innymi – to kwintesencja ikigai. Mogi powołuje się na wyniki eksperymentu naukowców z Massachusetts Institute of Technology, którzy udowodnili, że „wrażliwość społeczna jest czynnikiem decydującym o efektach pracy zespołowej. Ikigai każdego człowiek mającego harmonijne stosunki z innymi wyzwala pomysłowość podczas swobodnej wymiany myśli. Ceniąc i szanując cechy osobowości otaczających nas ludzi, dostrzegamy złoty trójkąt złożony z ikigai, przepływu i kreatywności”.

 

Kończąc Mogi celnie zauważa kres pewnego systemu wartości skupionego tylko na garstce najważniejszych jednostek. Podkreśla, że zasady pracy narzucone przez korporacje nie prowadzą do szczęścia. Dodaje, że by cieszyć się pełnią szczęścia trzeba równowagi w życiu zawodowym i prywatnym. Generalnie powtarza, chociaż nieco innymi słowami, to co słyszeliśmy pod koniec XIX i na początku XX wieku. Wówczas jednak krzyczano: rewolucja! Dzisiaj mówi się: ikigai.

 

Ikigai. Japońska sztuka szczęścia, Ken Mogi, Wielka Litera, Warszawa 2017. Przekład: Małgorzata Maruszkin. ISBN: 978-83-80322-07-3. Stron: 208. Cena: 34,90 zł. Tytuł oryginału: The little book of Ikigai. The secret Japanese way to live a happy and long life.

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

 Logo_Wielka_Litera

 

KONKURS: Dla czytelników Recenzentki mam jeden egzemplarz książki. Wygra go osoba, która przekona mnie, że do niej powinna trafić „IKIGAI. Japońska sztuka szczęścia”. Na Wasze odpowiedzi czekam do piątku, 20 października, do godz. 09:00. Kontakt (do wyboru): mail, komentarz pod wpisem na blogu lub Facebooku, wiadomość przez Facebooka). Osobę z Krakowa poproszę o odbiór książki osobiście w wyznaczonym przeze mnie miejscu. Osobę spoza Krakowa poproszę o podanie adresu do wysyłki. Skontaktuję się wyłącznie ze zwycięzcą.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
środa, 18 października 2017 15:16

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • terazlive.pl napisał(a) komentarz datowany na 2017/10/23 12:21:27:

    Miałem okazję jedną taką książkę czytać i jak dla mnie były średnie.

  • noborder napisał(a) komentarz datowany na 2017/10/30 15:04:47:

    Książka zapowiada się ciekawie, lubię taką literaturę więc na pewno sprawdzę.

  • tazbleirs napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/13 11:01:20:

    Super zawsze można jakąś swoją technie doszkolić poprzez taką książkę ja lubię książki naukowe albo takie które czegoś uczą.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014