Recenzentka

Wpis

poniedziałek, 20 marca 2017

Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie - Helen Russell

Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie” jest utrzymaną w lekkim, lifestylowym tonie książką o Danii. Brytyjka Helen Russell wyjeżdża na Północ za mężem, który dostaje kontrakt w LEGO. Napisana ze swadą książka patrzy na Danię oczami przedstawicielki klasy średniej. I chociaż taka perspektywa z pewnością nie mówi całej prawdy o ojczyźnie H. Ch. Andersena, to jednak zdradza nam coś, co od pewnego czasu fascynuje ludzi na całym świecie: w czym tkwi tajemnica szczęścia Duńczyków? Ale książka zawdzięcza swój sukces jeszcze jednej rzeczy.

 

Życie po duńsku Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie Helen Russell

 

Helen Russell jest typową przedstawicielką swojej klasy, krok po kroku robiącą karierę, wspinającą się w górę kobietą realizującą się zawodowo kosztem zdrowia, dobrego samopoczucia i nieustannego stresu. Krótko opowiada o tym, jak z tętniącego życiem, głośnego Londynu przeniosła się w odosobnione rejony jutlandzkiej wsi. Zetknięcie tych dwóch kultur doskonale rezonuje na stronach „Życia po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie”. Czuć w zmieniającej się retoryce, jak Helen Russell z typowej Brytyjki wychowanej w kostycznym klasowym społeczeństwie o wyśrubowanej kulturze pracy zmienia się w egalitarną przedstawicielkę mistrzów hygge. Widać rozdział po rozdziale jak odzyskuje równowagę w życiu, jak się wycisza, zatraca w poszukiwaniu szczęścia i odkrywaniu uroków prostego, spokojnego życia. Co więcej, właśnie po wielkiej ucieczce na wydawać by się mogło pustynię, gdzie tylko hulający, lodowaty wiatr daje jakiekolwiek oznaki życia, znalazła to, do czego zawsze dążyła. Przytulny domek z widokiem na morze i pracę, na którą w poprzednim życiu nie miała czasu. Rezygnując z kierowniczego stanowiska sporo ryzykowała i pokazała, jak przekuć taką decyzję w sukces. Wreszcie mogła oddać się pisaniu na cały etat, a jej książka stała się bestsellerem. No i spełniła jeszcze jedno marzenie. I to właśnie wydaje mi się dodatkową wartością, jaka przyczyniła się do sukcesu „Życia po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie”. Bo kto nie lubi czytać o odważnych ucieczkach z poukładanego, ale niezbyt szczęśliwego życia?

 

Zaletą tej książki jest też niewątpliwie połączenie lekkiego magazynowego stylu ze zbilansowaną dawką ciekawostek o Danii i nadanie narracji bardzo osobistego rysu. Bo Helen Russell utrzymuje narrację w rytmie swojego pobytu, który oddaje symptomy typowego szoku kulturowego, któremu towarzyszy nieustanny zachwyt, pozytywne zdziwienie, chęć odkrywania uroków nowego miejsca. I taka jest książka Brytyjki. Pozytywna, urocza, miła i bardzo hygglig.

 

Nawet jeśli w książce Hellen Russell pojawiają się niepokojące treści, ich wydźwięk łagodzi jej poczucie humoru i dystans, z jakim traktuje takie informacje. Z jej perypetii wyłania się obraz małej, homogenicznej Danii, która wypracowała sobie przez lata plan na szczęście. Gdzieś w tle przebija się echo ubóstwa, z którego wyrosły zacne duńskie marki. Dwóch wdowców wychowujących kilkoro dzieci rozsławi Danię na cały świat. H. Ch. Andersen i pewien cieśla, który zajmie się pracą w drewnie, żeby utrzymać w ten sposób rodzinę, która dzisiaj dzięki zyskom LEGO utrzymuje sporą część Danii. Wybrzmiewa tu obraz kraju poukładanego, z zakorzenioną, mocną tradycją o kulturze, która jak domyśla się autorka mogła się powieść jedynie w tak niewielkiej społeczności. Naprawdę z przyjemnością czyta się o poczuciu wspólnoty i wierze w drugiego człowieka, która jest fundamentem scalającym ufających sobie Duńczyków. Poczucie wolności i jej połączenie z wiarą w system, który na każdym etapie życia wyciąga w stronę swoich obywateli przyjazną dłoń, wprowadza nutę rozmarzenia.

 

Urok „Życia po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie” polega też na sporej dawce prywatnych wtrętów, które sprawiają, że czyta się książkę Russell jak wpis blogowy żony, która opowiadając o nowym miejscu nie szczędzi opowieści z domowych pieleszy, dzieli się problemami z zajściem w ciążę, plotkami z pracy męża i własnymi perypetiami z sąsiadkami, ekspedientkami w sklepie czy duńskimi urzędniczkami. Wydaje się też, że wydarzenia z prywatnego życia świetnie służą Russell do wynajdowania nowych tematów na kolejne rozdziały książki. Połączy też w dobrej dawce obserwacje własne uzupełniając je wiadomościami znalezionymi w internecie, przeczytanymi w prasie. Wreszcie przeprowadza wiele wywiadów. Wszystko to składa się na ciekawą wspomnieniową historię z życia pary Brytyjczyków, tuż po trzydziestce, którzy razem z psem wyjeżdżają na odludne wiejskie peryferie Jutlandii. I tak z perspektywy sennego Billund w południowej części półwyspu poznajemy tajemnicę szczęśliwych Duńczyków.

 

Zgłębianie duńskiego fenomenu to zaglądanie w dusze społeczeństwa, które postanowiło zrobić wszystko, żeby każdemu w ich kraju żyło się godnie. Wyjątkowo ostro w początkowych rozdziałach rzuca się w oczy brytyjskość Russell, którą dziwi, że przedstawiciele różnych warstw społecznych mogą okupować te same ulice, spędzać czas w tych samych klubach. Egalitarność, jaka jest podstawą życia w Danii, a co za tym idzie też równość ekonomiczna podpowiada, że szczęście kształtuje się na poziomie nie tylko podstawowych potrzeb. Szczęśliwi Duńczycy są po prostu pod każdym względem równymi sobie ludźmi, o podobnych dochodach, podobnym wykształceniu, podobnych szansach na karierę. A Dania jednym z krajów, w którym najlepiej jest być pracownikiem. Największe podatki płacą tu najbogatsi, więc to nie pieniądze są pierwszym kryterium wyboru pracy. Przeciwnie, Duńczycy idą za swoimi pasjami. Zresztą już na etapie edukacji myślą o tym, co lubią robić. Radość z pracy jest warunkiem koniecznym, bez którego Duńczyk po prostu nie byłby w stanie jej wykonywać. Ludzie chętnie przebywają w pracy, którą w zrównoważony sposób dzielą z życiem osobistym, które dla Duńczyka jest priorytetowe. Poczucie bezpieczeństwa i wiara w przyszłość sprawia, że życie w Danii jest sielanką, którą jedynie odrobinę przerywają lodowate dni i ponure jesienno-zimowe noce. Te, należy oswoić odpowiednią dawką dodatkowego światła, przytulnym wnętrzem, smacznymi wypiekami, gronem przyjaciół, innymi słowy atmosferą pozwalającą miło spędzić czas.

 

Doceniam pracę włożoną w redakcję tej książki, która ma bardzo przemyślany układ rozdziałów. Każdy jest kolejnym miesiącem pobytu co bardzo dobrze pokazuje dynamikę mieszkania w nowym miejscu i kolejne wynikające z tego odkrycia czy potrzeby, stąd rozdziały zamykające poświęcone są np. podatkom i świętom Bożego Narodzenia. Udany jest sposób prezentowania wiedzy i nowych informacji. Wszystko tutaj do siebie pasuje i ani przez chwilę nie odstaje od wybranego poziomu i stylu publikacji. Mam też wrażenie, że Helen Russell bardzo przyłożyła się, żeby dane statystyczne, które tu wykorzystuje były naprawdę ciekawie zaprezentowane.

 

Z „Życia po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie” dowiesz się, że wyprodukowano 650 miliardów klocków LEGO, co oznacza 86 na mieszkańca naszej planety, że Dania ma 406 wysp, to stąd pochodzi Dogma 95, „The Killing”, „Rząd” i „Most nad Sundem”, jak Duńczycy świętują Dzień Tańczącej Krowy, dlaczego sekcje zwierząt są popularne wśród dzieci w Danii, jak ciała zwierząt wykorzystuje się do produkcji biopaliwa, którym napędzane są duńskie autobusy miejskie, czym jest „spaghetti-msza”, dlaczego Duńczycy nie muszą się modlić do boga, co sprawiło, że Duńczycy w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 2013 opuścili swoje domy pełne hygge, żeby spędzić 5 godzin podczas premiery „Nimfomanki”, erotycznej epopei Larsa von Triera, czym jest „przerwa na Disneya”, o mszy poświęconej kwestiom cielesnym, dowiesz się skąd się wziął dowcip o tym, że Duńczycy oceniają się jako szczęśliwych podczas wypełniania ankiety Eurobarometru, bo zawsze robią to na rauszcie, poznasz gen szczęścia 5-HTT, który najczęściej spotykany jest w Danii i u Holendrów i dowiesz się dlaczego w Danii łatwiej zrealizować „amerykański sen” i jak zdobywanie nowych umiejętności zwiększa zadowolenie z życia.

 

Lekka, nie stroniąca od brytyjskiego poczucia humoru, przystępnie napisana historia z życia ujmuje, z powodzeniem stając się dobrą bazą wyjściową do poznawania Danii na odległość. Polecam wszystkim, którzy szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego Duńczycy są najszczęśliwszym społeczeństwem świata zatrzymali się wyłącznie na pojęciu hygge, zapominając, że na poczucie szczęścia pracuje się długofalowo i kompleksowo. Tak jak to robią Duńczycy.

 

Recenzja: "Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie" - Helen Russell, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2017. Tłumaczenie: Grzegorz Ciecieląg. Seria: MUNDUS. Fenomeny. Projekt okładki: Agnieszka Winciorek. Zdjęcie na okładce: iStock.com. Tytuł oryginału: The Year of Living Danishly. Wydanie I. ISBN 978-83-233-4232-8.

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

 

Logo Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
poniedziałek, 20 marca 2017 20:23

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • ewqu napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/20 23:13:17:

    Po takiej recenzji chce się od razu czytać. Bardzo dziękuję

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2017/03/21 20:54:09:

    @ewqu Mogę wyłącznie napisać: z wzajemnością. Bo po takim komentarzu naprawdę chce się dalej pisać :-) Dziękuję!!!

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014