Recenzentka

Wpis

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Katerina Janouch – skandalistka czy realistka? I jak się to ma do bycia „lagom”?

Szwedzka pisarka z czeskimi korzeniami Katerina Janouch podnosi od kilku dni ciśnienie spokojnym zazwyczaj Szwedom, którzy zgodnie z filozofią lagom lubią stan konstant, którego nie naruszają gwałtowne zrywy i nierówności. A Janouch wciąż narusza ten umiarkowany wymiar szwedzkiego życia. Czy upór z jakim kreśli negatywny, a wręcz przerażający obraz Szwecji wynika z chłodnego osądu sytuacji czy jest tylko populistycznym aktem pisarki niezadowolonej z wielokulturowości?

 

Katerina_Janouch_kontra_Pallas

 

Na początku ubiegłego roku Katerina Janouch komentując napaść zamaskowanej grupy mężczyzn na nieletnich uchodźców, nazywała ich „marokańskim motłochem ulicznym”. Jej słowa poruszyły opinię publiczną, która odpowiedziała bojkotem jej książek. Najwyraźniej Janouch nie może spać spokojnie, bo minął zaledwie rok od tych wydarzeń, a mamy kolejny skandal i jej kolejną wypowiedź, tym razem dla czeskich mediów, w których komentowała bieżącą sytuację w Szwecji.

 

Do kraju dotarły jej wypowiedzi za pośrednictwem, w głośnym polemicznym artykule, w którym inny Szwed z czeskimi korzeniami Hynek Pallas ujawnia kontrowersyjny wywiad, jakiego Janouch udzieliła czeskiej telewizji. Na łamach „Dagens Nyheter” zszokowany negatywnym wydźwiękiem słów pisarki Pallas nie omieszkał udzielić jej publicznej reprymendy. Zgodnie z jego relacją Janouch miała powiedzieć, że na tyle boi się życia w obecnej Szwecji, że uczy się posługiwania bronią, co według niej robi coraz więcej mieszkańców „zmiażdżonego masową imigracją” kraju, w którym nawet policjanci boją się o swoje życie, odchodząc coraz częściej ze służby, a na poczucie zagrożenia wpływa m.in. pojawienie się w Szwecji młodych mężczyzn z wojskowym przygotowaniem o niejasnych zamiarach.

 

Sama pisarka broni się prawem do wolności wypowiedzi. Co więcej z oburzeniem odpowiada na zarzut o dezinformowanie czeskiej opinii publicznej, zarzucając z kolei Pallasowi dezinformowanie szwedzkiej opinii publicznej i przekazywanie nieprawdziwej relacji. Galimatias i odbijanie słownych piłeczek to najlepszy obraz tej medialnej potyczki, jaką serwowano w zrównoważonych zazwyczaj szwedzkich mediach. Broniąc się w rozmowie z „Expressen” Janouch twierdziła, że przeinaczono jej wypowiedzi skupiając się na tym, co powiedziała poza głównym wątkiem rozmowy. Faktem jest jednak, że nie potrafiła uzasadnić swojego wniosku, jaki wyciągnęła ze wzrostu zainteresowania myślistwem interpretując to malejącym poczuciem bezpieczeństwa i chęcią nauki strzelania czy łącząc emigrację 150 000 Szwedów, jako ich odpowiedź na napływ uchodźców.

 

Szwecja jest wyjątkowo spokojnym krajem i właśnie spokój jest tym, co Szwedzi sobie najbardziej cenią. Bycie lagom oznacza tu umiarkowanie w swoich poglądach. Więc, gdy się tam dyskutuje trudne sprawy, to panuje atmosfera niemal herbatki u cioci na imieninach. Spokojna, merytoryczna rozmowa, słuchanie siebie nawzajem z szacunkiem. Takie wypowiedzi, jak Kateriny Janouch po prostu uchodzą za wyjątkowo niegrzeczne i niesmaczne. Szwedzi kochają dyskusje i debaty, ale nawet w nich są powściągliwi w swoich uczuciach. Bycie porywczym nie jest lagom, a bycie lagom jest przecież kwintesencją bycia Szwedem.

 

Ta tendencja do unikania zacietrzewienia i pogarszania sytuacji świetnie była widoczna w reakcji wydawców Janouch. Zarówno szefowa Piratförlaget Ann-Marie Skarp, która wydała ok. 20 książek Janouch, jak i Jenny Helldahl z wydawnictwa Bonnier wydającego jej książki dla dzieci w bardzo przyzwoity sposób zdystansowały się do prywatnych wypowiedzi pisarki, nie ujawniając, czy będą one miały jakiekolwiek konsekwencje na ich relacje zawodowe, bo jak podkreśliła Skarp jej wydawnictwo nie omawia publicznie współpracy ze swoimi autorami.

 

Jak zauważyła pisarka sporo emocji, niepokojów po prostu kisi się w Szwecji, zamiatanych pod kołdrę. I to jest konsekwencją bycia lagom. Rzeczywiście można mieć wrażenie, że Szwedzi nie chcą się konfrontować z negatywnymi sytuacjami, że ciężko przychodzi im nazywanie spraw po imieniu. A gdy ktoś powie według nich zbyt wiele rodzi to ogromny opór. I w tej sytuacji nie ma znaczenia czy Janouch nazywa rzeczy po imieniu czy podgrzewa atmosferę nienawiści. Stwierdzając, że przyjazna polityka pod adresem uchodźców obciąża system szwedzki kosztem np. ubogich emerytów, których nie stać na jedzenie czy chorych na raka, którzy umierają w długich kolejkach do lekarzy doprowadza do sytuacji, w której za wszystko obwinia się obcego, w tej sytuacji uchodźców. Taki sposób na rozwiązywanie problemów społecznych znamy choćby z polityki Hitlera i z propagandy rządzącej partii Sverigedemokraterna. Dodatkowo prawdą jest też to, że w przeszłości Szwedzi chętnie sięgali po takie argumenty, czego dzisiaj się wstydzą. Pisał o tym m.in. Göran Rosenberg w Krótkim przystanku w drodze z Auschwitz, gdzie ujawnił historię ocalonych w białych autobusach czy Elisabeth Åsbrink w W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa opisując postawę Szwedów wobec żydowskich uchodźców tuż po anszlusie Austrii.

 

Szwedzi mają też nieco świeższe grzechy na sumieniu. Lata 90. były pod wieloma względami okresem apogeum medialnej nienawiści pod adresem imigrantów, z których zrobiono publicznego kozła ofiarnego. Mężczyzna z laserem. Historia szwedzkiej nienawiści Gellerta Tamasa jest niemal dziennikarskim studium przypadku pokazującym mechanizmy urzeczywistniania się języka nienawiści w czynach szaleńców polujących na imigrantów na ulicach. Gdy więc Pelle Andersson, dyrektor generalny „Ordfront” nazywa wypowiedzi  Kateriny Janouch „idiotyzmami” nie mieści się to w byciu lagom, ale studzi bardzo mądrze nastroje, które tak niebezpiecznie eskalowały zaledwie nieco ponad dwie dekady temu.

 

Komentatorzy z Pallasem i Björnem Wimanem podkreślają też znaczenie tak niebezpiecznych wypowiedzi dla podgrzewania ogólnoeuropejskiej niechęci i strachu wobec imigrantów, której konsekwencją jest Brexit czy zwycięstwo Donalda Trumpa w USA odbierane jako osłabianie Unii Europejskiej, co jak wiadomo jest na rękę Putinowi i jego zwolennikom.

 

Widać wyraźną zmianę w szwedzkich mediach, dla których lata 90. i bestialstwo Mężczyzny z laserem było lekcją tolerancji, której nie ma dzisiaj dla języka nienawiści. Po opublikowaniu krytycznego artykułu pod adresem Kateriny Janouch w „Dagens Nyheter” pisarka domagała się publicznie zwolnienia szefa gazety Petera Wolodarskiego, notabene Szweda o polskich korzeniach. Jeśli jednak należałoby się domagać odejścia kogoś, to raczej Janouch z przestrzeni publicznej. Bo jeśli coś porusza w tej całej sytuacji to fakt, że pisarka o ogromnym wpływie, wykorzystała swoja popularność w tak nierozważny sposób.

 

Źródło nr 1, źródło nr 2, źródło nr 3, źródło nr 4, źródło nr 5, źródło nr 6, źródło nr 7.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
poniedziałek, 16 stycznia 2017 22:19

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014