Recenzentka

Wpis

poniedziałek, 02 maja 2016

Wikingowie. Wilcze dziedzictwo - Radosław Lewandowski, czyli jak zabić fabułę i wymęczyć czytelnika

Gdy chęć pisania bierze górą nad talentem do opowiadania pojawia się rzecz ciągnąca się tak długo, na ile starczy wytrwałości autorowi. W tym ściganiu się z samym sobą przegrywa nieszczęsny czytelnik, którego cierpliwość wystawiana zostaje na próbę wielkiego kalibru. Najokrutniejszy dowód takiego pisania to „Wikingowie. Wilcze dziedzictwoRadosława Lewandowskiego, o zgrozo tom pierwszy trylogii. Część druga jak podaje Plock.wyborcza.pl „Wikingowie. Najeźdźcy z Północy” jest już napisana i czeka na premierę w listopadzie, a ostatnia „Wikingowie. Topory I-Sejmitary” zapowiedziana jest na pierwszą połowę 2017.

 

Wikingowie_Wilcze_dziedzictwo_radosaw_Lewandowski

 

Kim jest człowiek, który postanowił nas tak niemiłosiernie męczyć? Lokalnym celebrytą i decydentem. Radosław Lewandowski, ur. 1968 to były szef płockiej delegatury Urzędu Wojewódzkiego, współzałożyciel Płockiego Klubu Fantastyki „Elgalh'ai, współautor scenariusza Szopki Noworocznej dla Teatru Dramatycznego. Do tej pory poruszał się w obrębie fantastyki, jest autorem powieści „Yggdrasil Struny Czasu” oraz space opery „Yggdrasil Exodus”. W materiałach promujących pierwszy tom trylogii można przeczytać, że Lewandowski to „miłośnik literatury i filmu z gatunku fantasy, science fiction, space opera, fantastyki apokaliptycznej oraz barwnych i nieco krwawych opowieści historycznych. Historyk-amator, przejawiający niezdrowe zainteresowanie kulturą wczesnosłowiańską i skandynawską, w tym głównie trzema złotymi wiekami wikingów. Wyszkolony kucharz, ale marny wojownik i skald. Długoletni i niezmiennie stały w swoich upodobaniach wielbiciel własnej żony i dzieci. Mieszka w Płocku”.

 

FABUŁA WIDMO

 

Radosław Lewandowski postanowił zostać mistrzem fabuły widma, która rozpływa się w odmętach jego fantazji, pędzącej na złamanie karku przez kolejne akapity. Podczas spotkania autorskiego autor wyznał, że „człowiek bez wyobraźni jest człowiekiem ułomnym i ułomnymi stają się decyzje, które podejmuje”. Cieszę się, że jesteśmy zgodni w tym punkcie. Wyraźnie maniakalna pasja pisania pana Lewandowskiego katuje nas kolejnymi scenami, których jedyny sens to ich mnożenie. Te wyprute z napięcia i choćby krzty czegoś interesującego historie wysysają z czytelnika resztki ochoty na czytanie. Co za nieudana książka! W czasie tego samego spotkania Radosław Lewandowski stwierdził, że „z wyobraźnią, jest jak z żołądkiem - im więcej zjemy, to jest większy. Można się głodzić, ale czy to komuś potrzebne?”. Otóż śmiem stwierdzić, odwołując się do retoryki autora, że przydałaby mu się inna dieta. Z tej, dobrej literatury nie będzie.

 

PAPIEROWY BOHATER

 

Ewelina Stefańska relacjonując dla „Gazety Wyborczej” spotkanie autorskie z Radosławem Lewandowskim przytacza słowa autora, który szczerze wyznaje: „Dotychczas książki pisałem tak, żeby postaci żyły swoim życiem. Siadając do pisania, nie wiedziałem, co dany bohater będzie robił, jaki będzie na dalszych kartach powieści”. Najwyraźniej ta maniera weszła autorowi w krew, bo czytelnik też nie wie dokąd zmierzają bohaterowie, którzy poruszają się po kartach książki jak w jakimś literackim amoku. Nijakie, nie zapadające w wyobraźni, pozbawione literackiego szlifu postaci wydmuszki. Ani historyczne, ani fikcyjne nie dostały tutaj życia, zabite brakiem umiejętności opowiadania autora. Od początku nie opuszcza mnie przekonanie, że Radosław Lewandowski poszedł w akcie tworzenia na żywioł; tracił pomysł na dalszą fabułę i tworzył nową historię. W prologu storman z północnej Szwecji, kuzyn konunga Eryka Zwycięskiego Asgot z Czerwoną Tarczą wraz z synem Oddim udają się z misją do stormana norweskiego Håkona Benløsa (Benløse lepiej by oddawał płeć), któremu chcą zaproponować wspólny najazd na Duńczyków. Niestety Oddi naruszy zasady gościnności, co postawi jego ojca w trudnej sytuacji i zmieni los całej misji. Potem wikingowie ruszą na samego konunga i zaatakują Birkę. W kolejnej księdze wchodzimy w zupełnie nową historię, w której wikingowie udają się do Winlandii, a w kolejnej będą walczyć z innowiercami w kalifacie Kordoby. Problem w tym, że to, co napędza bohaterów tych historii to jedynie kolejne bitwy i gdyby nie one, to niewiele by się tu działo. W tych postaciach jest tyle życia, ile w owadach w gablocie entomologicznej. I nawet z postaci historycznych w wydaniu Lewandowskiego uszły jego resztki i zostały jedynie nazwiska.


ZABIĆ CIEKAWOŚĆ

 

Nie ma lepszego momentu na pisanie o Wikingach. Serial telewizyjny i kolejne produkcje kinowe świetnie pracują na spiralę zainteresowania dawnymi mieszkańcami Północy. Wystarczy właściwie wstrzelić się w temat i jeśli nie sukces, to z pewnością zainteresowanie gwarantowane. I chyba to skłoniło autora do eksploatowania tematu, o który otarł się w swoich poprzednich powieściach. Niestety Radosław Lewandowski słabo zna historię, żeby poruszać się po niej swobodnie. I jak w takich przypadkach bywa nie potrafi utrzymać balansu; chcąc się popisać zdobytymi informacjami, pakuje je na każdej stronie, szukając na siłę miejsc, w których dałoby się docisnąć jeszcze kilka dodatkowych faktów. Oczywiście wykorzystuje typowy motyw nieokrzesańca, któremu trzeba wytłumaczyć pewne sprawy, więc na pytanie takiego bohatera „to dlaczego ta wioska nosi teraz nazwę Santander”, ten mądrzejszy odpowie „To jest długa opowieść o legioniście rzymskim, który nosił imię Emeteriusz. Zaraz dobijemy, książę, więc kiedy indziej przedstawię ci tę historię, tyle tylko powiem, że ów dzielny żołnierz umarł za wiarę, a jego głowa trafiła właśnie w to miejsce. By uczcić męczennika, nadano miejscowości nazwę Santemeter, która z upływem lat zmieniła się na Santander” (str. 247). Dodatkowo Radosław Lewandowski nie potrafi opowiadać. Fabuła, w którą wplata postaci i wydarzenia fikcyjne ciąży na nim i pogrąża historię, która tonie w nudzie narracji. Z impetem śpiącego ślimaka sunie się opowieść do końca, a my przeczołgani razem z nią dogorywamy na ostatniej stronie, wzdychając z ulgą: wreszcie koniec.


ILE HISTORII W HISTORII

 

Radosław Lewandowski przyznaje w posłowiu, że tworzy fikcję, chociaż dba o realizm historyczny. Patrząc na „Wikingów. Wilcze dziedzictwo” łaskawym okiem, dałoby się docenić wprowadzenie w świat mitów nordyckich i zacięcie do opisów historycznych. Gdy jednak autor na siłę ładuje w fakty kiepsko przemyślaną fikcję wychodzi z tego nieznośny tekst zabijający radość czytania. Podczas wspomnianego spotkania autorskiego autor przyznał, że jest najwierniejszym fanem swojej książki i przeczytał ją chyba z 500 razy dokonując kolejnych poprawek. Co jak efekt tej walki pokazuje nie wyszło nikomu na dobre. Męczył się i autor a teraz jego czytelnicy.

 

KOSZMARNA OKŁADKA

 

Wiking w rogach na głowie i dziewczyna z pomalowanymi paznokciami to kuriozalne dopełnienie tej lektury.

 

Źródło: plock.wyborcza.pl, www.portalplock.pl, plock.wyborcza.pl, plock.wyborcza.pl.

 

Wikingowie. Wilcze dziedzictwo, Radosław Lewandowski, Wydawnictwo akurat, Warszawa 2016. Ilustracje oraz projekt okładki: Tomasz Maroński. Redakcja: Jacek Ring. Redakcja techniczna: Karolina Bendykowska. Korekta: Maria Śleszyńska. Stron 430. ISBN 978-83-287-0278-3.

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

 

Logo_Business_and_Culture

 

 Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów bezpłatny newsletter i polub Fanpage Recenzentka.blox.pl.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
poniedziałek, 02 maja 2016 18:19

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • insidethefire napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/02 21:18:49:

    A wiesz, że chciałam kupić tę książkę? :)
    Teraz zdecydowanie odeszła mi ochota ;)

  • Gość Meg Sheti napisał(a) z *.dynamic-ra-10.vectranet.pl komentarz datowany na 2016/05/03 09:53:19:

    Przeczytałam kilka dni temu i mam mniej więcej podobne odczucia - liczyłam na coś mocniejszego, lepszego...

    <a href="bookeaterreality.blogspot.com>Bookeaterreality</a>

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/03 11:33:52:

    @insidethefire nie dziwię się. Książka jest świetnie promowana ;-) Są pisarze, którzy potrafią z zacięciem napisać instrukcję obsługi odkurzacza i dla mnie z prozy gatunkowej takim cudotwórcą jest Zygmunt Miłoszewski. Są też tacy, jak Pan Lewandowski, którzy na siłę opowiadają, zanudzając niemiłosiernie.

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/03 11:37:49:

    @Meg jednak można popsuć takiego samograja, jakim są wikingowie...

  • insidethefire napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/05 13:41:20:

    @recenzentka Mnie bardziej zachęciło "Wikingowie" niż reklama ;)
    A tu taki psikus.

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/05 17:48:51:

    @insidethefire Ta książka o "Czarnym wikingu", jednym z pierwszych osadników na Islandii zapowiada się nieźle. Autor jest potomkiem tego wikinga i króla Dublina Olafa Białego !!! Niesamowita historia i zbieżność.

  • insidethefire napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/05 21:27:29:

    @recenzentka ta książka - www.empik.com/czarny-wiking-fascynujacy-portret-geirmunda-heljarskinna-i-epoki-w-ktorej-zyl-birgisson-bergsveinn,p1119697114,ksiazka-p ?

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/06 07:05:43:

    @insidethefire tak. Zaczęłam ją czytać i jestem po wstępie. Można uczyć się od niego, jak rozbudzać apetyt na książkę. Same źródła, na których pracował to ponad 30 stron bibliografii.

  • insidethefire napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/06 08:32:20:

    @recenzentka - zachęciłaś mnie :)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014