Recenzentka

Wpis

wtorek, 12 kwietnia 2016

Z kim Knausgård walczy, kogo naśladuje i obraża, czyli skandal po norwesku

Jest zima 2008 roku, gdy trzydziestodziewięcioletni Karl Ove Knausgård przeżywa kryzys twórczy; nie jest w stanie napisać kolejnej powieści. Ma już na swoim koncie dwie książki docenione przez krytykę i słabo przez czytelników. Czuje, że nie przejdzie nimi do historii. Chce czegoś wielkiego. Wcześniej czytał dzienniki norweskiego poety Olava H. Hauge i Witolda Gombrowicza; chciał opisać swoją codzienność w podobny sposób, mierząc się z rozdźwiękiem pomiędzy literaturą a życiem. Zaczyna pisać. Intensywnie, frenetycznie. Wydziera codzienności każdą wolną chwilę. Jest wówczas ojcem trójki dzieci. Narzuca sobie szybkie tempo pisania przynajmniej dziesięciu stron dziennie, z którego już wiosną, po złamaniu nogi, musi zejść do pięciu. Pisze o sobie; do bólu szczerze. Mógł podejrzewać, że takie pisanie przyniesie oczekiwany efekt, chociaż w wywiadzie z Jerkerem Virdborgiem dla Vilaser.se powie (po szwedzku), że liczył, że „Moją walkę” przeczyta zaledwie kilku czytelników w dodatku ziewających nad książką.

 

Knausgard_Moja_walka_Powiesc_1

 

Karl Ove Knausgård jest literaturoznawcą i wiele przemawia za tym, że dobrze skalkulował swoje pisarskie plany. W Norwegii aż do „Mojej walki” brakowało współczesnej książki, która miałaby potencjał powieściowy, mieściła się w formule autobiografii i gwarantowała skandal. Ostatnią taką książką, która wywołała ferment w Norwegii była powieść z kluczem Agnara Mykle'a „Sangen om den røde rubin” (1956). Śmiałe sceny erotyczne w powieści doprowadziły do oskarżenia jej autora o popełnienie przestępstwa przeciwko obyczajowości. W Szwecji przeciwnie, gatunek ma się dość dobrze, a każda kolejna tego typu powieść gwarantuje sukces komercyjny, czasami również literacki. Tak było np. z książką Cariny Rydberg „Den högsta kasten” (1997). I nawet jeśli Knausgård nie znał jej powieści, to był świeżo po skandalu książki, która ukazała się tuż zanim zabrał się za pisanie „Mojej walki”. Maja Lundgren wydała wówczas „Myggor och tigrar”, autobiograficzną powieść ujawniającą kulisty literackich koterii. Gdy Knausgård zabiera się za pisanie swojej słynnej serii, w Szwecji ukazuje się też książka Larsa Noréna „En dramatikers dagbok” (Dziennik dramaturga). Rzecz wielka pod każdym względem: 1680 stron, 1,330 kg, gatunkowe monstrum bliskie powieściowej konstrukcji z cyzelowanym napięciem, intrygami, konfliktami i całą galerią postaci. Dodajmy oczywiście, że autentycznych. Ilu przyjaciół zostanie mi po publikacji tej książki, zastanawiał się Norén. Nad czym zastanawiał się Knausgård tak sprytnie analizujący sytuację w Szwecji, w której przecież mieszka od 2002, przez pierwsze cztery lata w Sztokholmie, później w Malmö?

 

Krewni protestują przeciwko książce Knausgårda

 

Niewątpliwie przyszło mu do głowy, że takie pisanie ma potencjał komercyjny, a skandal, jaki towarzyszy tego typu publikacjom, gwarantuje zapisanie nazwiska pogrubioną czcionką na łamach wszystkich magazynów. Nie wierzymy w jego skromne przepowiednie. Czasy wypędzania z kraju pisarzy, którzy zbyt śmiało opisali znajomych minęły wraz ze „Spowiedzią szaleńca”, a August Strindberg był pewnie jednym z ostatnich, którzy w niesławie musieli zmienić kraj zamieszkania po publikacji zbyt autobiograficznej prozy. Karl Ove Knausgård wyjechał zresztą z Norwegii na tyle dawno, żeby nie przejmować się ostracyzmem rodziny, przyjaciół i znajomych, których opisał w skali 1:1. Czy fakt, że za swój cykl otrzymał Bragepriset 2009, najważniejszą norweską nagrodę literacką, odpowiednik szwedzkiej Augustpriset, że był nominowany do nagrody literackiej Rady Nordyckiej 2010 sprawi, że bohaterowie jego książki spojrzą na niego łaskawym okiem? Nie. Pretensje mają liczni. Jeszcze zanim ukazała się część pierwsza, jego wujek protestował przed jej wydaniem, co właściwie nakręciło tylko spiralę zainteresowania mediów. 14 krewnych opublikowało w czasopiśmie „Klassekampen” otwarty list w proteście przeciwko książce, którą nazwali „literaturą Judasza”. Była żona ma pretensje, że zdradził zbyt wiele szczegółów z ich pożycia.

 

Jak "Moja walka" została przyjęta w Szwecji i w Norwegii?

 

Przyjęcie „Mojej walki” w Szwecji i Norwegii zasadniczo się różniło. Dla Norwegów, nieoswojonych z tego typu literaturą, najważniejszą kwestią stała się dyskusja o prawie do publikacji intymnych, prywatnych szczegółów z życia ludzi bez ich zgody. W Szwecji roztrząsano głównie kwestie równouprawnienia; wiele szwedzkich feministek atakowało Norwega za to, jak przedstawił kobiety. Nie przeszkadzało to norweskiemu wydaniu „Elle” wybrać Knausgårda najseksowniejszym Norwegiem roku. Sam Knausgård najbardziej bał się posądzenia, że pisze kolejne części wyłącznie dla pieniędzy. I jeśli dzisiaj czegoś żałuje, to że opisał swoje dzieci, które rzeczywiście nie mogły się przed tym obronić i być może ta powieść będzie dla nich piętnem. Przed publikacją drugiej części, która opisuje jego małżeństwo z Lindą, poprosił żonę o akceptację książki.

 

Czy Knausgård lubi Szwecję?

 

Do Szwecji Karl Ove Knausgård przyjechał po rozwodzie z pierwszą żoną i jak powiedział Jerkerowi Virdborgowi w wywiadzie dla Vilaser.se, chciał w ten sposób ogarnąć chaos w swoim życiu, zaczynając od odcięcia się od wszystkiego z przeszłości. Wraz z publikacją „Mojej walki” i rozgłosem jaki towarzyszy książce, żadne słowo Norwega nie ujdzie uwadze mediów. Kilkakrotnie, komentując życie w Szwecji wywołał awantury, przysparzając sobie kolejnych wrogów. Mówi, że lubi Szwecję, inaczej by tutaj nie mieszkał, ale wkurza go szwedzka poprawność polityczna, feminizm szwedzkich mężczyzn i pralnie, coś, co zniknęło z Norwegii w latach 60., a tutaj pozwoliło mu zajrzeć w duszę Szwedów, którzy najwyraźniej tracą jednak nerwy, gdy wypadają z kolejki do prania.

 

Do czego porównuje się "Moją walkę"?

 

Moja walka” często jest porównywana z „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta, ale jak zaznacza Nils Schwartz na łamach „Expressen” (po szwedzku), to, co jest u obu pisarzy wspólne to wyłącznie fotograficzna pamięć. Sam Karl Ove Knausgård wymienia wśród inspiracji norweskiego poetę Olava H. Hauge (1908 – 1994) i jego wydane pośmiertnie dzienniki, które pisał przez ponad 70 lat, a z którymi łączy go „bezwzględna szczerość” w opisie siebie i reszty postaci. Sigrid Combüchen, pisarka i laureatka Augustpriset z 2010 za „Skrawki”, które 13 kwietnia ukażą się w Polsce nakładem W.A.B., porówna na łamach „Sydsvenskan” (po szwedzku) „Moją walkę” do opus magnum innego Norwega Edvarda Muncha - jego cyklu „Fryz życia”, który sam Munch nazwał „poematem o miłości, życiu i śmierci”, poruszając w nim typowe dla siebie tematy: melancholię, seksualność, zazdrość, niepokój, poczucie winy.

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów bezpłatny newsletter i polub Fanpage Recenzentka.blox.pl.

 

Źródła, z których dodatkowo korzystałam: www.expressen.se, Zwierciadło.pl.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
wtorek, 12 kwietnia 2016 23:47

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014