Recenzentka

Wpis

poniedziałek, 28 marca 2016

Rozliczenia norweskie ze zdrajcami ojczyzny

Koniec drugiej wojny światowej rozpoczyna w Norwegii okres rozliczeń, których skala „w przeliczeniu na liczbę mieszkańców jest największa w całej Europie”. Sądy działają szybko i są bezwzględne w swoich wyrokach. Za zdradę kraju zapłaci Vidkun Quisling, członkowie Zjednoczenia Narodowego (NS, Nasjonal Samling) i ich rodziny. Brutalnie potraktuje tłum Norweżki, które wyszły za Niemców. Osobnym problemem będą dzieci z takich związków, tzw. dzieci wojny. Przyjdzie też zapłacić siostrom frontowym, pielęgniarkom Norweskiego Czerwonego Krzyża, za „bezpośrednią pomoc wrogowi”. O dziwo nikt nie rozlicza Norwegów, dobrowolnie zgłaszających się do budowania umocnień wroga. Dlaczego? – wybrzmiewa głucho w pełnych żalu głosach. W tym miejscu rozpoczyna się czwarty rozdział „Drogi na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu”, która nakładem Ośrodka KARTA ukazała się w tym roku, sprawiając, że białe plamy w wiedzy o Norwegi wypełniły żywe głosy świadków wydarzeń, składając się na niezwykły „podręcznik” historii osobistej. Odtworzę atmosferę tych lat na podstawie wspomnień Marii, żony Vidkuna Quislinga; wydanych w 1993 wspomnień Eysteina, syna Egila Eggena, pracownika biura rekrutacyjnego SS w Norwegii, które po raz pierwszy zwróciły uwagę na trudne dzieciństwo dzieci członków NS; reportażu Sigurda Senje, historyka i byłego członka ruchu oporu, który dotarł do prześladowanych po wojnie kobiet i pielęgniarek frontowych; fragmentów opinii dla Ministra Spraw Społecznych, sporządzonej 3 listopada 1945 przez Komisję do Spraw Dzieci Wojny obrazujących dramatyczne losy dzieci Norweżek ze związków z Niemcami; bezpośrednich wspomnień Karla Arvida Mortensena, jednego z chłopców noszącego łatkę „szwabskiego bękarta”.

 

Droga_na_Pnoc_Antologia_norweskiej_literatury_faktu3

 

Odzyskana w 1905 pełna suwerenność będzie się kształtować w trudnym okresie naznaczonym kryzysem gospodarczym lat 20. i 30. Druga wojna światowa sprawia, że nie wszyscy wychodzą z niej czyści moralnie. Tuż po wojnie rozpoczyna się czas migracji; do kraju wracają uchodźcy, głównie Żydzi, a wyjeżdżają osoby przetrzymywane w obozach na terenie Norwegii. Rząd powołuje komisję, której zadaniem będzie ocena decyzji i działań władz cywilnych i wojskowych 9 kwietnia 1940 – w dniu ataku Niemiec na Norwegię. Bilans pracy komisji jest uderzający: 92 tys. spraw, w tym 25 tys. oskarżonych na kary grzywny, 18 tys. pozbawionych wolności, 30 osób z wyrokiem śmierci. Jedną z nich jest Vidkun Quisling, skazany za zdradę ojczyzny i rozstrzelany w twierdzy Akershus w Oslo 25 października 1945. Jego kariera nie zapowiadała niepokojącego zwrotu, jakiego dokonał ten młody, wyjątkowo ambitny człowiek w życiu dorosłym. Urodził się w 1887 w Telemarku. Szkołę wojskową kończy z najlepszymi wynikami. Zostaje attaché wojskowym w ambasadzie norweskiej w Piotrogrodzie z zadaniem informowania rządu o kolejnych fazach rewolucji bolszewickiej. W 1921 będzie asystentem Fridtjofa Nansena; razem z nim bierze udział w misji pomocowej na Ukrainie ogarniętej plagą głodu, gdzie odznaczy się jako bardzo skuteczny działacz humanitarny, a jego żona po latach napisze, że „nigdy się nie oszczędzał, nieustannie jeździł do rejonów, gdzie sytuacja była najcięższa”. Misja Nansena działała w ZSRR od września 1921 do sierpnia 1923, w tym czasie rozdano ponad 105 milionów paczek z żywnością. To właśnie wówczas, podczas pobytu w Charkowie pozna swoją drugą żonę, wówczas 22 letnią Marię Wasiliewicz z domu Pasesznikową (1900 – 1980). Zrobi na kobiecie piorunujące wrażenie, „imponujący, elegancki, wyjątkowy w swojej sile i jasnej nordyckiej urodzie”, napisze po latach o mężu Maria i doda, że wszyscy „doceniali jego skromność i uprzejmość”. W latach 30. zostanie ministrem obrony narodowej w rządzie Partii Chłopskiej, a w 1933 utworzy własną partię Zjednoczenie Narodowe.

 

Maria Quisling w swoich wspomnieniach odtwarza atmosferę lat tuż przed atakiem Niemiec na Norwegię. Chce, żeby mąż zachował się w pamięci Norwegów jako ogromny patriota. „Moja matka i mój kraj – to oni dali mi życie. Im chcę moje życie oddać” przypomni słowa człowieka, który zapisze się w historii Norwegii, jako jej największy zdrajca. Widać pewną patetyczność we wspomnieniach Marii i wpisane w nie przekonanie o nieomylności jej męża, uwiedzionego ideą nordyckiej wielkości, rasową przewagą i misją, jaką lud Północy ma do spełnienia dla rozwoju ludzkości. Nakładają się na jego życie pewne idee i fakty mityczne. Jego małżeństwo i małżeństwo króla Olafa Świętego, który bierze sobie za żonę kobietę „ze starego królestwa ruskiego, założonego zresztą przez wikinga”. Wybrzmiewa też poczucie wyjątkowości. To Norwegowie założyli pierwszy w Europie parlament „ting”, nigdy nie było w Norwegii pańszczyzny. Quisling całe życie studiuje historię i politykę. Powtarza, że przepracował w polityce światowej pół wieku, więc tym większe jest jego rozgoryczenie, gdy po raz kolejny odrzuca się jego rady, a jego odsuwa na boczny tor. Boi się, że Norwegia wplącze się w wojnę, co według niego byłoby korzystne dla aliantów. Bał się też, że kraj podzieli los Polski. Do szału doprowadza go decyzja Mowinckela, który wbrew jego radzie, odmawia zakupu masek przeciwgazowych i środków obrony powietrznej, twierdząc, że nie wierzy w możliwość zbombardowania bezbronnych miast. Quisling jest wówczas ministrem obrony narodowej, taktykiem wojskowym, który ma świadomość, że górzysta, poprzecinana fiordami Norwegia jest łatwa do obrony, więc tym bardziej chce się na obronę przygotować.

 

Quisling ma plan, który może uratować Norwegię przed losem Polski. Sugeruje „ratowanie Europy i naszej cywilizacji” i dodaje, że „jedyną możliwą ku temu drogą jest połączenie brytyjskich, francuskich i niemieckich interesów”. Marzy o utworzenie federacji tych krajów. Po ataku Rosji na Finlandię jego przygnębienie i strach o Norwegię rosną. Nieustannie prowadzi kroki zmierzające do podpisania pokoju pomiędzy Anglią a Niemcami. „Po wymianie zdań z Chamberlainem, dostaje list od brytyjskich parlamentarzystów oraz od pewnej grupy w Anglii z prośbą o kontynuowanie pracy na rzecz pokoju”. Spisane po latach przez Marię słowa są dowodem oddania naprawdę zakochanej kobiety. „Vidkun był dla mnie wszystkim. Moim życiem. Moim światem. Podziwiałam go, szanowałam, kochałam”, napisze Maria i zrobi wszystko, żeby po wojnie uratować męża przed śmiercią.

 

W wyborach parlamentarnych 8 października 1945 miażdżącą przewagą głosów zwycięża Partia Pracy, która zdobywa większość bezwzględną. Tworzy rząd na czele z Einarem Gerhardsenem, który poprowadzi Norwegię na top listę najlepszych krajów do życia. Wycofywanie się wojsk niemieckich zgodnie z zasadą spalonej ziemi sprawia, że Norwegia musi się najpierw podnieść z gruzów. Niektóre miejscowości, zwłaszcza na północy, trzeba budować od nowa. I jeśli ktoś zastanawia się, jak Norwedzy budowali państwo dobrobytu, to odpowiedzi można szukać w decyzjach, które właśnie zapadają. Partie ustalają, że dobro państwa jest ważniejsze niż interes partyjny, walki o władzę, a w obliczu „powszechnego braku żywności i mieszkań” podpisują Wspólny Program (Fellesprogrammet), czyli „plan odbudowy i zrównoważonego rozwoju kraju, niwelowania różnic społecznych i geograficznych oraz zapewnienia obywatelom dobrobytu i bezpieczeństwa ekonomicznego”. Wszyscy zgadzają się, że to najlepsze rozwiązanie, które uchroni kraj przed błędami popełnionymi w latach 20. i 30. Rząd postanawia przejąć pełną kontrolę nad gospodarką: przejmuje więc niemieckie firmy w kraju i kluczowe norweskie przedsiębiorstwa. „Tym samym staje się potentatem przemysłowym, który ma zapewnić Norwegii ekonomiczną niezależność i samowystarczalność”. Ale nawet najlepsze zamiary i decyzje nie pomogą w kraju ogarniętym kryzysem. Rząd, który chce być niezależny od wszelkich pływów, decyduje się jednak na przyjęcie pomocy Amerykanów. W ramach planu Marshalla Norwegia otrzyma ponad 400 milionów dolarów, dzięki którym państwo rusza np. z budową nowych mieszkań; do końca lat 40. powstanie ich 66 tysięcy.

 

Kraj podnosi się z ruin, ale nie dla wszystkich życie w nim zmieni się na lepsze. Rozliczenia powojenne są w toku. Nastroje rewanżu i chęć ukarania zdrajców ojczyzny ogromna. W największym niemieckim obozie karnym w Norwegii tworzy się obóz pracy dla skazanych w procesach o zdradę kraju. Quislingowcy, których nie dosięgnie bezpośredni wyrok sądu i tak spotkają się z ogromnym ostracyzmem, choćby się było synem noblisty, a przecież członkiem NS był Erling, syn poety nagrodzonego literacką Nagrodą Nobla Bjørnsternego Bjørnsona. Nawet Kościół norweski włącza się odmawiając np. chrzczenia dzieci NS-owców. Siła kary społecznej wydaje się być jeszcze bardziej druzgocąca. Zdrajców izoluje się od „dobrych Norwegów”, będą tracić pracę i mieć ogromne problemy ze znalezieniem nowej, podobnie jak z wynajęciem mieszkania; nikt nie chce mieć sąsiadów quislingowców a ich dzieci staną się nową kategorią społeczną, tzw. NS – barn, dzieci NS. To niemała grupa ok. 100 tys. dzieci „wytykanych na ulicach i obrażanych w szkole, borykają się z biedą po konfiskacie rodzinnego majątku, niektóre są świadkami załamania nerwowego rodziców”.

 

W tej atmosferze Maria Quisling walczy o życie dla męża. Pisze listy z prośbą o ułaskawienie do króla Haakona VII, do premiera Einara Gerhardsena. 22 lata małżeństwa nie wypaliły w niej miłości, a najbardziej ją boli, że wyrok skazujący wydano w rocznicę ich ślubu. „Skazuje się dobrego Norwega”, Maria wciąż nie daje za wygraną, ale powoli traci wiarę, że uda się jej uratować męża. Vidkunowi odmówiono przed śmiercią możliwości pożegnania się z żoną. Maria nie została poinformowana o terminie wykonania wyroku; już po fakcie dowiedziała się, że mąż został rozstrzelany. Quisling dowiedział się o wyroku 23 października 1945 o 20:00. Napisał wówczas list do żony. „Około północy podano mu kawę i ciasteczka upieczone przez pastorową”. Wyrok wykonano o 2:40.

 

Eystein Eggen (1944 – 2010) miał oboje rodziców w NS. W 1993 wyda swoje wspomnienia. Po raz pierwszy opinia publiczna zmierzy się z problemem dzieci quislingowców, które zapłaciły ogromną cenę za aktywność polityczną rodziców. Czy słusznie? Odpowiedź na to pytanie nawet dzisiaj wzbudza w Norwegii emocje. W 2015 pojawiły się postulaty oficjalnego przeproszenia ich, ale społeczeństwo jest podzielone w tej kwestii. Ojciec Eysteina, Egil Eggon był redaktorem norweskiego wydania nazistowskiego czasopisma „SS – Leitheft”, które ukazywało się w latach 1934-1945. Norwedzy uważają, że dzieci takich osób powinny złożyć oficjalną deklarację potępiającą nazistowskie sympatie rodziców.

 

Ale sprawiedliwość nie zawsze konsekwentnie dosięgała wszystkich współpracujących z okupantem. Wydaje się, że mężczyźni biorą teraz odwet na kobietach, które w czasie wojny odwracały się od norweskich chłopów i wolały niemieckich oficerów, z różnych powodów. „Miłość, chwilowe zauroczenie, wizja lepszego życia lub kariery” sprawia, że ok. 400 tys. Norweżek żyje lub zadaje się z Niemcami. Gdy po wojnie sprawdzono kim były, fakty są smutne: „większość z nich pochodziła z biednych rodzin wiejskich i była niewykształcona”. „Szwabskie dziwki” czy „niemieckie kurwy”, bo inaczej ich się nie nazywa, stają się po wyzwoleniu celem ataku i ludności cywilnej i członków Frontu Ojczyźnianego. Tracą pracę, mają problem ze znalezieniem nowej, są prześladowane publicznie, rozbierane do naga, goli im się głowy, pluje na nie na ulicach, wytyka, stosuje każdą formę poniżenia. Około 12 -14 tys. dziewcząt internowano bez jakiejkolwiek podstawy prawnej. Czasem wystarczy plotka, pomówienie, żeby paść ofiarą ostracyzmu. Kobiety, które wyszły za Niemców są wydalane z kraju, co wiąże się z utratą praw obywatelskich.

 

Sigurd Senje (1919 – 1993), historyk, pisarz i działacz ruchu oporu dociera do prześladowanych kobiet i rozmawia z nimi. Te relacje to wstrząsający obraz bezwzględności i stronniczości, jakiej ofiarą padają Norweżki. Nikt nie rozlicza Norwegów zgłaszających się na ochotnika do pomagania wrogowi np. przy budowie kluczowych dla jego obrony umocnień. Pielęgniarki frontowe, które były siostrami Norweskiego Czerwonego Krzyża do dzisiaj nie rozumieją niekonsekwencji z jaką je oskarżano za „wspieranie wroga” i skazywano na karę więzienia. Książka „Dziewczyny Niemców” ukazała się w 1986, jeszcze czterdzieści lat po wojnie bały się „podejrzliwych spojrzeń” i „uwag” rzucanych pod ich adresem. „Zapytaj raczej mężczyzn, zapytaj moich kolegów ze szkoły, chłopców którzy płaszczyli się i całkiem dobrowolnie budowali umocnienia na wybrzeżu dla Niemców i dobrze na tym zarabiali”, sugeruje z goryczą Doris w rozmowie z Sigurdem Sensje a Lene doda „nie ukarano tych, którzy skonstruowali bomby fosforowe, tych którzy zrzucili je na kobiety i dzieci, tych, którzy zaplanowali ataki na cywili, ani tych, którzy wydali rozkazy. Ale norweska pielęgniarka, która bandażowała ofiary w podziemnym szpitalu, została oskarżona i ukarana za udzielanie pomocy wrogowi”. Berit, która była pierwszą pielęgniarką frontową skazaną po wojnie zapytała sędziego „A co z robotnikami, którzy pracowali dla Niemców? Z tymi, którzy dobrowolnie zgłaszali się do budowy umocnień wroga? Niestety nie otrzymała odpowiedzi. Kobiety po odsiedzeniu wyroku nie miały prawa wstępu na uniwersytet, pozbawiano je praw obywatelskich na 10 lat. Jedna z nich jeszcze w 1978 roku nie dostała pracy, bo dowiedziano się, że była siostrą frontową.

 

Niezrozumiałe okrucieństwo dotknęło ok. 10 -12 tys. „szwabskich bękartów”, „dzieci z niemieckiego ojca i dekadenckiej matki”, tak o nich mówiono, czyli dzieci Norweżek ze związków z Niemcami. „Duża ich część nawet 8 tysięcy, to dzieci zarejestrowane w instytucji Lebensborn (Źródło Życia), utworzonej w 1935 roku w Niemczech na zlecenie szefa SS Heinricha Himmlera. Jej celem, zgodnie z założeniami nazistowskiej polityki rasowej, było zasilenie niemieckiego społeczeństwa wartościowymi rasowo jednostkami. Norweżki uchodziły bowiem za nosicielki najczystszego, bo odziedziczonego po wikingach, nordyckiego typu białej rasy, były więc idealnymi kandydatkami na matki”. W Norwegii powstało 10 takich domów, pierwszy w 1941. Ok. 250 dobrowolnie oddanych tutaj dzieci trafiło do rodzin niemieckich. Wiele sposób tych dzieci urodziło się jeszcze w kilka miesięcy tuż po wojnie; karanie ich za wybory matek stawiało na szli moralności społeczeństwo norweskie, które nie potrafiło nawet im darować odziedziczonej winy. Gdy w późniejszym okresie przeprowadzono badania wśród tych dzieci okazało się, że stanowiły coś w rodzaju społecznego marginesu, zdobywając gorsze wykształcenie, a potem niższe dochody. Jeszcze do dzisiaj w społeczeństwie norweskim dyskutuje się nad skalą niesprawiedliwości, jaka je dotknęła. W 2002 Storting przeprosił dzieci wojny, jak je nazywano, część ofiar pozwala państwo norweskie w Strasburgu, ale ich sprawa z powodu przedawnienia nie została rozpatrzona. Karl Arvid Mortensen, urodził się w 1945, trafił do rodziny adopcyjnej. Powie po latach, że „o wiele łatwiej żyje się w środowisku pozbawionym uprzedzeń”. Niestety rząd uważał, że dzieci wojny powinny trafiać na norweskie wsie, gdzie trudniej było zatuszować kwestię adopcji i łatwiej było paść ofiarą niechęci, nawet w przypadku tak niczemu niewinnych dzieci.

 

Tekst został opracowany na podstawie czwartego rozdziału "Drogi na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu". Z tej książki pochodzą wszystkie cytaty i parafrazy. "Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu". Wybór i komentarze: Paweł Urbanik. Opracowanie: Agnieszka Knyt. Ośrodek KARTA, Warszawa 2016. Wydanie I. ISBN 978-83-64476-47-1. Seria: Świadectwa XX Wiek. Redaktor serii: Agnieszka Knyt. Korekta: Hanna Antos. Stron: 661. Książka zawiera zdjęcia i indeks nazwisk.

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

 

Orodek_KARTA3

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów bezpłatny newsletter i polub Fanpage Recenzentka.blox.pl.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
poniedziałek, 28 marca 2016 14:50

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014