Recenzentka

Wpis

środa, 04 listopada 2015

Henrik Ibsen a Victor Sjöström

Jest taki Szwed, o którym krytyk amerykański pisał: przyjedź i naucz nas robienia filmów. Jest taka historia, która pokazuje, jak przewrotnie osobisty kryzys, tragedia rodzinna otwiera przed człowiekiem nowy rozdział i daje początek niesamowitemu ciągowi dalszemu. Bohaterom tej opowieści udało się wyjść z najgorszego, z odmiennych powodów. Jeden nawet w najgorszej sytuacji wciąż pozostawał sobą i robił to, co najbardziej lubił. Drugi miał przyjaciela, który wyciągnął go z kryzysu osobistego angażując go w pracochłonne przedsięwzięcie. A było to tak.

 

Charles Magnusson 1930

 

Zdjęcie:  Charles Magnusson / Wikimedia Commons

 

Gustaf Molander (1888 – 1973), aktor Teatru Dramatycznego w Sztokholmie, ten sam, który pisał dla Mauritza Stillera, pisze scenariusz na podstawie poematu epickiego Henrika IbsenaTerje Vigen”. Jesienią 1915 pokazuje tekst producentowi filmowemu Charlesowi Magnussonowi, który od razu go kupuje. Ibsen nie żyje wówczas od 9 lat, więc Magnusson zgłasza się do jego syna Sigurda, byłego premiera, ale też pisarza, filozofa i uzyskuje zgodę do sfilmowania utworu. Magnusson od razu wie, że reżyserem zostanie 36 letni wówczas Victor Sjöström, któremu praca przy filmie, w jego opinii, pomoże przejść poważny kryzys osobisty. Ale Sjöström waha się i dopiero pewne wątki, które łączą jego życie z historią, którą opisze Ibsen, zaważą o jego decyzji. Żeby zrozumieć, o co chodzi musimy cofnąć się nieco w czasie.

 

Na południu Norwegii w miasteczku Skien, 20 marca 1828 przychodzi na świat chłopiec, który odmieni na zawsze literaturę norweską. To zamożny dom armatora i kupca, którego jednak zgubi pazerność. Kilka nietrafionych decyzji, zbyt ryzykowne spekulacje i sielanka się kończy. Chłopiec ma zaledwie 8 lat, mało jak na koniec dzieciństwa. 15 letni Henrik musi zacząć zarabiać na siebie i z pewnością posada pomocnika aptekarskiego w Grimstad nie należy do jego wymarzonych. Z domu wyjeżdża w złości i rozgoryczony na ojca. Ale to właśnie w okolicach Grimstad pozna pewnego pilota, Svenda Hanssona Haaø, który opowie mu swoją historię, którą Ibsen wykorzysta i opisze, a Victor Sjöström tak fenomenalnie sfilmuje.

 

Grimstad 1940 2

 

Zdjęcie: Grimstad,1940 / Anders Beer Wilse [Public domain], Wikimedia Commons 

 

W tym momencie wracamy na chwilę do Szweda Victora Sjöströma, którego tak bardzo poruszyła i historia osobista Ibsena, ale też bohatera jego poematu Terje Vigena, który żeby ratować od głodu rodzinę udaje się w niebezpieczną morską wyprawę do Danii. Sjöström doskonale pamięta z własnego dzieciństwa ten moment, gdy zostaje sam z matką, bo ojciec wyjeżdża za chlebem do Ameryki. Zrobi ten film. Więcej, pojedzie do Grimstad, żeby zobaczyć na własne oczy miejsce, w którym Ibsen usłyszał historię młodego ojca ratującego rodzinę. I jest zachwycony: morzem, skalistymi wysepkami.

 

Spróbujmy jednak wyobrazić sobie, jak to musiało wyglądać z punktu widzenia Ibsena. Młody chłopak, dorastający w bogatym domu, nagle musi szybko dorosnąć. Dla niego to, co się dzieje to trudna lekcja życia. Próbuje to jakoś pogodzić z własnymi pasjami. Pracuje, ale jednocześnie pisze i maluje. Gdy debiutuje w 1849 nie wie tego, co my wiemy dzisiaj: połowa XIX wieku to prawdziwe złote czasy w Skandynawii. Nie tylko debiutuje 21 letni wówczas Henrik Ibsen, ale też dwa lata później inny Norweg, 19 letni Bjørnson, późniejszy noblista i autor tekstu hymnu norweskiego. Człowiek, który w trudnym dla Ibsena czasie, wyciągnie do niego rękę i pomoże koledze po piórze. Edvard Hagerup Grieg jest w swojej najlepszej formie. W Danii publikuje Søren Kierkegaard, który widzi, że w polityce bardziej myśli się o tym, jak „zostać ministrem” niż o tym, „jak nim być”. Można pozazdrościć tego intelektualnego i artystycznego fermentu, w środku którego tworzy się wówczas na Północy, chociaż pamiętamy, że dla Ibsena to trudny czas. Ale dla Norwegii jeszcze trudniejszy.

 

Venstoep Skien main building

 

Zdjęcie: Venstøp in Skien, tutaj Henrik Ibsen mieszkał w latach 1836 i 1843. Zdjęcie zrobione w 2007. / Mahlum, Wikimedia Commons

 

Norwedzy coraz bardziej dotkliwie odbierają unię personalną ze Szwecją; na jej - ku rozpaczy wielu - bezkrwawe zerwanie, przyjdzie im jeszcze poczekać. Ale to właśnie wtedy Norwedzy zaczynają się coraz poważniej dopominać o prawa, ale też coraz bardziej dzielą się na zwolenników i przeciwników unii ze Szwecją. W stortingu, parlamencie norweskim, wrze i kłótniom nie ma końca; jedni popierają króla Szwecji, inni chcą samodzielności politycznej. Mimo twardych podziałów Norwedzy potrafią zadbać o własny, choć wciąż podległy Szwecji, kraj. Budowane są pierwsze linie kolejowe, Hartvig Nissen przeprowadza poważne reformy szkolne i tak szkolnictwo norweskie jako jedno z pierwszych w Europie naprawdę staje się demokratyczne, zapewniając powszechny dostęp do edukacji. Gdy Ibsen debiutuje, w Norwegii powstaje pierwsza żeńska szkoła. Nissen nie tylko wprowadza masowo Norwegów do szkół, ale walczy też o zastąpienie lekcji religii nauką przyrodniczą. Jeśli dzisiaj Norwedzy dużo czytają, to zawdzięczają to ówczesnej polityce, która już w połowie XIX wieku gwarantując solidne podstawowe wykształcenie zmniejszała analfabetyzm i tym samym zwiększała liczbę czytelników. (W Polsce planowaną akcję walki z analfabetyzmem przeprowadzono dopiero po drugiej wojnie światowej). Do głosu dochodzą wówczas kobiety, najbardziej wyrazista Camilla Collett (1813 – 1895), autorka pierwszej powieści tendencyjnej, walcząca o emancypację Norweżek, nigdy nie wybaczy Ibsenowi i Bjørnsonowi tego jak portretują kobiety. A w Grimstad młody Henrik Ibsen intensywnie pisze, ale też maluje. Zaprzyjaźnia się też ze starszym panem, którego historia z młodości tak go poruszy. W roku, w którym Ibsen debiutuje, namaluje też jego portret. Obraz „Pilot Svend Hanssen Haaø”, można dzisiaj zobaczyć w muzeum Dom Ibsena w Grimstad, ale sam utwór, dla którego historia starszego pana stała się pierwowzorem „Terje Vigen”, autor napisze dopiero 12 lat później.

 

 

Zdjęcie: Henrik Ibsen ok. 1870 / Wikimedia Commons

 

Wracamy do Victora Sjöströma, który tak jak przypuszczał jego przyjaciel, wpada w wir pracy. Szuka w Szwecji plenerów, które będą przypominały te z Grimstad i znajduje nieopodal Sztokholmu szkiery, krainę tysięcy wysepek i miasteczko Landsort. Los sprawi, że zagra we własnym filmie główną rolę, bo Egil Eide, aktor, który miał grać ojca udającego się w niebezpieczną podróż do Danii, nie dostaje zwolnienia z teatru. Niepowodzenia wpisane w tę historię, nieustannie grają na korzyść i filmu, i jego twórców. Lorda angielskiego, który przechwyci łódź Terje Vigena i go uwięzi, zagra nie kto inny, jak sam August Falck, aktor i reżyser teatralny, który w latach 1907 – 1909 prowadził razem ze Strindbergiem Teatr Intymny w Sztokholmie. W filmie pojawi się też akcent polski i w tym miejscu przechodzimy do największego zwrotu, który zupełnie zmienił trajektorię życia Sjöströma, który nie mógł wiedzieć ani, że tworzy jeden z przełomowych dla kina szwedzkiego filmów, ani że właśnie znalazł największą miłość swojego życia Edith Erastroff, córkę Polaka i Finki, na razie żonę filmowego Lorda, a niedługo samego reżysera.

 

Edith Erastoff

 

Zdjęcie: Edith Erastroff / Wikimedia Commons

 

Ale, jak to możliwe, że w malutkiej Szwecji, którą za chlebem opuszcza tylu Szwedów, w kraju, w którym brakuje artykułów pierwszej potrzeby, gdzie właśnie wprowadzono system kartkowy, robi się film, którym zachwycają się Amerykanie? Zanim Molander sprzedał swój scenariusz Magnussonowi w Szwecji sporo się wydarzyło. W krótkim czasie kraj niemal rzucony przez biedę na kolana, podniósł się z nich, bardzo sprytnie wykorzystując międzynarodową zawieruchę, ale nie tylko. W 1815 bardzo świadomie Szwedzi domagają się takich ograniczeń importowych, żeby zwiększać konkurencyjność wyrobów szwedzkich, a dodatkowo stawiają na patriotyzm gospodarczy i kupowania szwedzkich produktów produkowanych w Szwecji. Efekty ówczesnej polityki widać w zachowaniach konsumenckich współczesnych Szwedów i na półkach w szwedzkich sklepach, gdzie zaledwie znikomy procent stanowią obce marki. 10 lat po debiucie Ibsena, w Szwecji umiera król Oskar I i królem zostaje Karol XV. W Polsce za kilka lat wybuchnie powstanie styczniowe, a po jego upadku w Szwecji znajdzie schronienie sporo jego uczestników. Konstanty Czartoryski jest tam witany więcej niż entuzjastycznie, nieco mniej zrozumienia mają Szwedzi dla pomysłu utworzenia na Gotlandii bazy dla operacji w Polsce. Gdy w 1868 Fryderyk Engels odwiedza Szwecję 1/6 społeczeństwa korzysta z praw wyborczych do niższej izby, a rok wcześniej posłowie chłopscy tworzą Lantmannapartiet – Partię Agrariuszy, pierwszą partię polityczną we współczesnym pojęciu w dziejach szwedzkiego parlamentaryzmu. W tym czasie emigracja do Ameryki rośnie i utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie aż do 1910. Wyjeżdżają głównie ludzie ze wsi, bez środków do życia i perspektyw w kraju. W Szwecji szaleją strajki i to wówczas konstytuują się pierwsze związki zawodowe. Wielotysięczne strajki zmuszają fabrykantów do podnoszenia wynagrodzeń i zawarcia pierwszych w Szwecji umów zbiorowych. Alfred Nobel stworzy dynamit (1867) i bezdymny proch (1888). Tyle co, wojska austriacko-niemieckie wkroczyły na Jutlandię. H. Ch. Andersen pisze „To się nie może stać”. A jednak Duńczycy tracą  33% swojego terytorium. Ibsen nie może znieść, że jego kraj nie pomógł Duńczykom, więc wyjeżdża za granicę. W Norwegii wiemy, że coraz bardziej do głosu dochodzą patrioci, którzy naciskają na zerwanie unii ze Szwecją. Szwedzi ze zgrozą patrzą na to, co dzieje się w Danii. Nikt nie chce u nich wojny, gdy więc w 1905 w końcu dojdzie do zerwania unii, płaczą wyłącznie Norwedzy, czekający na rozkaz rozpoczęcia walk; naprawdę mieli chęć odegrania się za lata upokorzeń. Unia rozpada się jednak bezkrwawo. Z jednej strony ze Szwecji wciąż wyjeżdżają biedni mieszkańcy za chlebem, z drugiej Alfred Nobel dzięki swoim wynalazkom zdobywa ogromną fortunę. Zresztą to właśnie czas powstawania wielkich majątków. Szwecja zmienia się bowiem z kraju rolniczego w przemysłowy, ale brakuje rąk do pracy. Mamy początek XX wieku. Na dworze szwedzkim mówi się wówczas z silnym niemieckim akcentem, a oczy Szwedów skierowane są w stronę niemieckiej kultury, która kwitnie. 1/3 ufundowanych testamentem Nobla nagród, przed I wojną światową, trafia do Niemców. Gdy Carl Larsson wydaje książę o swoim domu w Sundborn, w Wiedniu pewien sfrustrowany nastolatek już wie, że nie zrobi kariery artystycznej. Szwedzi są tak zapatrzeni w kulturę niemiecką, że domagają się utworzenia szwedzko-niemieckiego stowarzyszenia. Pod pomysłem podpisuje się m.in. Selma Lagerlöf, Carl Larsson, Verner von Heidenstam. Tak, ten sam Heidenstam, którego w latach 30. odwiedzał Rudolf Hess, prawa ręka Adolfa Hitlera. Ale reszta świata nie podziela szwedzkiego entuzjazmu. Do tego stopnia, że planowana 5. Olimpiada zostanie zorganizowana w Sztokholmie, a nie w Berlinie. Rok przed wybuchem I wojny światowej Szwecja staje się pierwszym krajem, który wprowadza obowiązkową emeryturę. Wciąż jednak to kraj, w którym tyle co skończyła się największa fala emigracji zarobkowej, kraj masowych strajków, silnego ruchu na rzecz równych praw. No i wreszcie kraj, którego dwór jest spokrewniony z dworem Wilhelma II. Gdy wybucha wojna Szwecja ogłasza neutralność, ale gdy zostanie nałożona angielska blokada towarów do Niemiec, szybko to wykorzysta. Podczas pierwszych 3 miesięcy wojny Szwedzi eksportują do Niemiec 9 razy więcej drewna, 2 razy więcej mięsa. Szyją buty dla walczących armii. Gdy świat pogrąża wojna, Szwedzi otwierają w Sztokholmie największy dom handlowy. Nikt dzisiaj nie ma wątpliwości, że wojna trwałaby co najmniej 2 lata krócej, gdyby nie dostawy szwedzkiej rudy żelaza.

 

Terje Vigen

 

Zdjęcie: 1916. Zdjęcie z planu filmowego Terje Vigen (1916) Victora Sjöströma. Zdjęcie zrobiono w Landsort na Archipelagu Sztokholmskim. Sjöström w środku jako Terje, Julius Jaenzon za kamerą. Skan z książki "Victor Sjöström" Bengta Forslunda (1980). / Wikimedia Commons 

 

1917 to rok premiery filmu. Bardzo dobrze przyjętego. W Szwecji mógł powstać film Victora Sjöströma, nie tylko dlatego, że był kapitał na realizację takich pomysłów. Poemat Henrika Ibsena trafił na swój czas. Opowiadał o zdeterminowanym mężczyźnie, który poświęcił wszystko, żeby uratować rodzinę od głodu, a przecież ze Szwecji jeszcze kilka lat temu ludzie wyjeżdżali masowo za chlebem. Film przypominał inną blokadę angielską, która tak dramatycznie skończyła się dla Terje Vigena. W Niemczech wręcz próbowano wykorzystać film Sjöströma do celów propagandowych przeciwko Wielkiej Brytanii, która nie pozwoliła zresztą na projekcję filmu wcześniej niż po wojnie. Dzisiaj już wiemy, że film Victora Sjöströma, jak pisze Lech Sokół „jest wczesnym przykładem tego, co stało się najbardziej charakterystycznym wkładem szwedzkiego filmu niemego do historii kina: fotografii plenerowej, pokazującej człowieka walczącego z żywiołami natury. W nim po raz pierwszy kino objawiło się jako medium zainteresowane głównie człowiekiem w jego relacji z otaczającym go środowiskiem”. A dla nas dodatkowo historia Henrika Ibsena i Victora Sjöströma pokazuje też przewrotność fortuny, która kołem się toczy. Gdy Henrik Ibsen dwa lata po opublikowanie poematu „Terje Vigen” poprosił o przyznaniu mu pensji poety, dostał odmowę. Wyjechał do Włoch, gdzie napisał „Branda” (1866) i „Peera Gynta” (1867). Wraca do Norwegii jako sławny dramaturg, któremu storting przyznaje dożywotnią pensję.

 

Źródła, z których korzystałam: „Dzieje literatur europejskich” pod red. Władysława Floryana, cz. II, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1983; „Słownik pisarzy skandynawskich”, pod red. Zenona Ciesielskiego, Wiedza Powszechna, Warszawa 1991. „Historia Danii”, Władysław Czapliński, Karol Górski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1965. „Historia Szwecji”, Adam Kersten, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1973. „Historien om Sverige. Drömmar och verklighet”, Herman Lindqvist, Norstedts, Sztokholm 2000. „Od Ibsena do Aho. Filmowe adaptacje literatury skandynawskiej”, red. Tadeusz Szczepański, współpraca Lech sokół, słowo / obraz terytoria, Gdańsk 2015.

 

 

Inspiracją do powstania tego wpisu jest książka „Od Ibsena do Aho. Filmowe adaptacje literatury skandynawskiej”, red. Tadeusz Szczepański, współpraca Lech Sokół, słowo / obraz terytoria, Gdańsk 2015. Za egzemplarz recenzencki tej książki dziękuję:

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
środa, 04 listopada 2015 17:12

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014