Recenzentka

Wpis

czwartek, 12 listopada 2015

Dlaczego Czesi czytają więcej od Polaków

Najsłynniejszy szwejkolog, były szef krakowskiego biura PAP i korespondent w Pradze, Leszek Mazan twierdzi, że Czesi czytają więcej od Polaków, bo pisze się dla nich książki idealnie odpowiadające ich czytelniczemu temperamentowi. To, co znakomicie przekuto w Czechach na literacki sukces, to lekki, autoironiczny humor, w który doskonale wpisują się kolejne pokolenia czeskich pisarzy. Historia czeskiego czytelnictwa pokazuje źródła jego sukcesu, tym dobitniej, jeśli porówna się go z polską. U Czechów najważniejsza jest potrzeba czytania. W Polsce przyjęła się zasada, że coś wypada przeczytać. Jerzy Kisielewski, syn słynnego „Kisiela” – Stefana Kisielewskiego i brat Wacława z duetu fortepianowego Marek i Wacek tu właśnie widzi problem, twierdząc, że w Polsce przyjemność czytania zabija konieczność i powinność wpisana w twierdzenie, że coś trzeba znać. Potwierdza tę tezę Marek Przybylik, były redaktor naczelny „Szpilek”,  dodając, że w Polsce czytanie jest zajęciem elitarnym i kojarzonym z czymś trudnym. I jeśli założyć, że polskie seriale są zwierciadłem polskiego społeczeństwa, to właśnie one najdobitniej obrazują to przekonanie, czego dowodem jest fakt, że regał z książkami jest wielkim nieobecnym na małym ekranie. Z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, żeby iskrzyło tam, gdzie przyjemność spotyka się z koniecznością. To w XIX wieku Czesi uczyli się masowo czytać, i to wówczas sięgnęli po powieści przygodowe, stając się odtąd najgorętszymi miłośnikami literatury pachnącej przygodą, dżunglą i słoną wodą. Leszek Mazan na dowód tego przypomina, że przecież u Czechów „cześć” to „ahoj”. O preferencjach Czechów sporo mówi ich wybiórcze zamiłowanie do Henryka Sienkiewicza, którego uwielbiają wyłącznie za „W pustyni i w puszczy”. To książka, która do tej pory osiąga duże nakłady w Czechach i jest w każdym czeskim domu. Do tego stopnia kochają tam Sienkiewicza, że podczas transportu jego prochów do Polski, zatrzymano pociąg w Pradze, wyładowano trumnę i przez dwa dni tysiące prażan defilowało przed nią, żegnając ulubionego pisarza.

 

 

Zdjęcie: od lewej Mieczysław Czuma, Jerzy Kisielewski, Leszek Mazan, Marek Przybylik. Śląskie Targi Książki w Katowicach

 

Nieoczytani politycy i głupie społeczeństwo

 

Trudno jednoznacznie powiedzieć, dlaczego cała Polska nie czyta, ale nieczytanie, przynajmniej na terenie byłej Galicji, mogło się brać z tradycji. Austriacki marszałek Joseph Wencel Radetzky, komendant garnizonu w Ołomuńcu, wydał niegdyś rozkaz, jak na historię wojskowości szokujący, nakazując swoim oficerom czytać książki. W donosach pisanych do Wiednia mówiono, że stary marszałek oszalał. Młody wówczas Franciszek Józef przyznał, że też czasem sięga po książkę. Słowa cesarza nie były potem szeroko propagowane, bo były sprzeczne z jego późniejszym życiorysem. Zgodnie z zasadami obowiązującymi w domu Habsburgów, każdy z członków rodziny na wypadek nieprzewidzianej burzy dziejowej, musiał znać jakieś rzemiosło. Franciszek Józef wybrał sobie introligatorstwo ku rozpaczy matki, która obawiała się, że Franciszek będzie książki nie tylko oprawiał, ale też czytał. A było gorzej, bo nie tylko je czytał, ale dzielił się ich treścią z ojcem i braćmi. Matka zwróciła się o pomoc do spowiednika, który interweniował i Franciszek Józef więcej po książkę nie sięgnął. A skoro nie sięgał cesarz, to dlaczego mieli sięgać podlegli mu Polacy. Współcześni polscy politycy w znakomitej większości od książek stronią, a przekaz, jaki dociera do społeczeństwa, to że droga do kariery politycznej nie prowadzi przez biblioteczne korytarze. I chyba tak jest, jeśli spojrzy się na czeskie i polskie kariery polityczne. Czesi na prezydenta kraju wybrali pisarza, w Krakowie prezydent Jacek Majchrowski wybrał na swojego zastępcę ds. kultury człowieka, który przyznał, że nie zna się na kulturze.

 

Radetzky-von-radetz
Zdjęcie: Joseph Wencel Radetzky / Georg Decker [Public domain], Wikimedia Commons

 

Sposób na czytanie

 

Nie tylko Czesi czytają więcej od Polaków, ale też Polacy czytający statystycznie niewiele, chętniej sięgają po prozę czeską niż polską. Sporo mówi o literaturze, jeśli ta staje się kultowa, wychodzi poza granice własnego kraju i zaczyna funkcjonować w zupełnie nowej odsłonie. Gdyby przeanalizować popularność Szwejka, to dobry wojak zrobił więcej dla czytelnictwa w Polsce niż wszystkie rządowe kampanie. Postać Szwejka szczególnie była propagowana w Czechach po przewrocie komunistycznym w 1948, kiedy to książki o nim osiągały niebotyczne nakłady. Miało to również wpływ na rodzinę pisarza, bo na przykład wnuka Jaroslava Haška zmuszono, żeby został oficerem czołgistą. Potem przyszedł czas prezydenta Václava Havla, który wojaka Szwejka nie lubił, a zwłaszcza lansowania go na typowego Czecha, więc książek nie wznawiano, poskąpiono nawet funduszy na jego muzeum. Podobnie było z prezydentem Václavem Klausem. Dopiero teraz za Miloša Zemana coś się zaczęło zmieniać. Legenda Szwejka w Polsce znacznie poprawia skromne statystyki naszego czytelnictwa. Rozmach z jakim organizują się miłośnicy Szwejka pokazuje, jak literatura może być czytana. W Polsce jest 17 towarzystw szwejkologicznych, zebranych w jedną organizację, która ma siedzibę w Przemyślu. Towarzystwa z powagą typową dla Szwejka oddają się szwejkologii klasycznej i praktycznej. Klasyczna zajmuje się badaniem autentyczności słów, postaci i zdarzeń opisanych przez Jaroslava Haška. Praktyczna – ocenia umiejętność wdrażania w życie filozofii niebieskich oczu kretyna. Najprzedniejsi znawcy przygód wojaka Szwejka honorowani są tytułami, z czego najniższy to „Dziadyga”, potem „Pieski Dziadyga”, „Wicepierdoła”, „Pierdoła” i na końcu „Nasza Stara Dupa”. Tym tytułem zostali uhonorowani: prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, były prezydent Krakowa Józef Lassota, zastępca dowódcy sił zbrojnych NATO, gen. Mieczysław Bieniek, który zrobił sobie nawet wizytówki z tym tytułem.

 

Jaroslav Hasek 1922

 

Zdjęcie: Jaroslava Hašek i Alexandra Lvová, Lipnice 1922 / Autor: nieznany [Public domain], Wikimedia Commons

 

Odpowiadając krótko na pytanie, dlaczego Czesi czytają więcej, od razu narzuca się, bo mają literaturę, która odpowiada ich temperamentowi czytelniczemu, z taką dawką poczucia humoru, i w tak dobrym gawędziarskim stylu, że staje się zjawiskiem i przedmiotem kultu również poza granicami ich kraju. Czesi czytają więcej, bo od zawsze pokazywano im, że czytanie to przyjemność. A do rządzenia krajem wybierają ludzi oczytanych.

 

 

Relacja ze spotkania, które odbyło się w ramach Śląskich Targów Książki, 7 listopada 2015 r. (sobota) „Dlaczego Czesi czytają więcej od Polaków. Z członkami Dyskusyjnych Klubów Książki ze Śląska rozmawiają: Marek Przybylik, Leszek Mazan i Mieczysław Czuma. Prowadzenie: red. Jerzy Kisielewski.

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
czwartek, 12 listopada 2015 12:53

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Ania M napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2015/11/12 19:03:35:

    To prawda, mieli Czesi Masaryka, mieli Havla, ale już Zeman (przy okazji popraw, Aniu, literówkę) niewiele ma z książkami wspólnego ;). Jakimś cudem jednak do władzy doszedł tam człowiek, którego wszyscy oczytani Czesi się wstydzą :). Aż tak proste to wszystko chyba nie jest. A szkoda.

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/13 12:45:19:

    @Ania M. Nic nie jest proste... Bilans jednak mają lepszy. Mam nadzieję, że to nie wiatr zmian na gorsze :-) I dzięki WIELKIE za czujność, poprawione!

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014