Recenzentka

Wpis

poniedziałek, 21 września 2015

Karl Ove Knausgård wywołał nordycką awanturę

Karl Ove Knausgård (ur. 1968) stwierdził, że niemal pierwszą rzeczą, nad którą zastanawia się każdy mężczyzna, gdy spotyka kobietę, jest to jak by z nią było w łóżku (Podcast „60 minuter”, Eric Schüldt/Expressen). Uważa też, że mężczyźni utknęli w neomoralnym klimacie współczesności, skazani na prześladowanie za upokarzanie kobiet, traktowanie ich jako obiektu seksualnego i uprzedmiotawianie. Jego słowa wywołały burzę, która zatrzęsła całą Skandynawią, ujawniając kilka drzemiących podskórnie demonów.

Karl Ove Knausgård 01

 

Karl Ove Knausgård / Autor: Boberger (Praca własna) [CC BY 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0)], Wikimedia Commons

 

Ale nie byłoby awantury, gdyby nie artykuł Ebby Witt-Brattström, profesor literaturoznawstwa, która na łamach „Dagens Nyheter” postanowiła odpowiedzieć prowokacją na prowokację. A czym mogła wyprowadzić z równowagi pisarza uchodzącego za supersamca z Północy? Jedna z najbardziej znanych badaczek literatury nordyckiej, pochyliła się jeszcze raz nad twórczością Knausgårda  i zapytała, jaką w takim razie rolę w jego literaturze spełniają nastolatki, które stają się obiektami fascynacji seksualnych starszych od siebie mężczyzn. W 1998 Karl Ove Knausgård debiutuje powieścią o 26 –letnim nauczycielu Henriku Vankelu i jego erotycznej obsesji trzynastoletnią Mirjam. W „Mojej walce” powróci ten motyw, gdy zatrudniony na zastępstwo nauczyciel Karl Ove zakocha się w swojej trzynastoletniej uczennicy Andrei, nastolatce z piersiami wielkości brzoskwini. Ebba Witt-Brattström zgodziła się z tezą Clausa Elholma Andersena, autora pierwszej pracy doktorskiej poświęconej „Mojej walce”, który analizując twórczość Norwega, skupił się na przyjaźni Karla Ovego z Geirem odczytując w ich relacji nieuświadomiony homoseksualizm (sic!), dla którego silnym alibi jest właśnie obecność nastolatek, czy po prostu kobiet w roli obiektów seksualnych, które mają być potwierdzeniem męskości bohaterów, dowodem, że ich przyjaźń pozbawiona jest podtekstów erotycznych. Jak zauważy Ebba Witt-Brattström nie trudno nie zgodzić się z taką tezą. Karl Ove często dzwoni, bywa, że kilka razy dziennie do Geira, wyraźnie panowie potrzebują wzajemnego, intensywnego kontaktu a Karl Ove potrzebuje Geira jako inspiracji, zapłonu do pisania. Claus Elholm Andersen posłużył się „męskim pragnieniem homospołecznym”, konstruktem teoretycznym stworzonym przez inną literaturoznawczynię, pionierkę teorii queer Eve Kosovsky Sedgwick, który można opisać, jako nieuświadomiona chęć bliskiej relacji z innym mężczyzną, na której przeszkodzie staje jednak obawa przed posądzeniem o relacje homoseksualne, stąd mężczyźni zachowują niezbędny dystans, odgrywają przed sobą role maczoidalne. Takim relacjom męskim najmniej szkodzą kobiety milczące lub na tyle niedojrzałe i naiwne, że nie są w stanie odczytać, co się tak naprawdę wokół dzieje, stąd u Knausgårda pojawiają się nastolatki i Linda, która według Karla Ove nie ma nic do powiedzenia. Wracając do prowokacyjnej wypowiedzi Knausgårda, profesor Ebba Witt-Brattström stawia na końcu pytanie, skąd przyzwolenie społeczne na szafowanie takimi opiniami w przestrzeni publicznej? I nietrudno się z nią nie zgodzić, że gdyby równie znana jak Knausgård pisarka powiedziała publicznie, że spotykając mężczyznę najpierw zastanawia się, czy jest dobry w łóżku, wzbudziłaby raczej konsternację i naraziła się na śmieszność. Wywołany do tablicy pisarz zareagował wyjątkowo emocjonalnie, dając popisowy upust nerwów w debacie, która przez kilka tygodni zajmowała całą Skandynawię.

 

Ebba Witt-Brattström

 

Ebba Witt-Brattström na Targach Książki w 2014 / Autor: Vogler (Praca własna) [CC BY-SA 4.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], Wikimedia Commons

Od razu trzeba jednak wyjaśnić, że Karl Ove Knausgård nie przeciera nikomu ścieżek i z pewnością nie jest największym prowokatorem, chociaż niewątpliwie stanął do peletonu i mierzy się, choćby ze szwedzkim publicystą tureckiego pochodzenia Mustafą Canem, który zasłynął w Szwecji z tego, że nazwał pisarkę Dilsę Demirbag-Sten wiedźmą i napisał opowiadanie pornograficzne „Siv och jag” o norweskiej liderce Partii Postępu Siv Jensen.

 


Karl Ove Knausgård, którego powieść Krzysztof Varga nazwał „niezwykłą nie tylko ze względu na doniosłość literacką”, wywołany do tablicy na łamach „Dagens Nyheter” żalił się nad sobą, że został w szwedzkiej prasie przedstawiony jak jakiś kryminalista, a przecież jedynym przestępstwem, jakiego się dopuścił było napisanie powieści. „Dlaczego w Szwecji jest tyle nienawiści i strachu?” – grzmiał na „kraj cyklopów”, jak nazwał Szwecję, oburzony, że został określony literackim pedofilem i posądzony o homoerotyczne relacje ze swoim najlepszym przyjacielem. Co pomyślą jego dzieci, jak przeczytają ten tekst, martwił się niepogodzony z krytyką. Karlowi Ove Knausgårdowi nerwy tak dalece puściły, że dostało się nawet „premierowi cyklopów”, pisarz konsekwentnie tak nazywa Szwedów, pisząc, że Szwecja to kraj, w którym obowiązuje jedna wersja oglądu rzeczywistości i wszyscy, którzy się z nią nie zgadzają zostają wrogami. Karl Ove Knausgård poszedł nawet dużo dalej i stwierdził, że skandalem jest nazywanie partii wybranej w demokratyczny sposób, która w drażliwej kwestii (chodzi o imigrantów) wypowiada się inaczej niż większość, za neofaszystowską, co było bezpośrednim przytykiem do takiego określania partii Sverigedemokraterna przez szwedzkiego premiera Stefana Löfvena. W tym miejscu pisarz mieszkający od 13 lat w Szwecji okazał się sporym ignorantem, bo nie można zaprzeczyć korzeniom SD, partii jawnie rasistowskiej, antyimigranckiej, której członkini trafiła w swoim czasie na łamy gazet zdjęciem ze swastyką. Ale rozgoryczenie pisarza było tak duże, że postanowił rozprawić się też z wizją literatury i stwierdził, że pisarze szwedzcy boją się zajmować wyraźnego stanowiska w kluczowych kwestiach, wytknął, że „cyklopi” lubią tylko ten rodzaj literatury, który zgadza się z ich wyobrażeniem dobra i zła, a coś takiego według pisarza nie jest literaturą, tylko czymś co ją przypomina, bo on pisząc o relacji erotycznej dorosłego mężczyzny z dzieckiem po prostu próbuje zrozumieć, co oznacza bycie człowiekiem tu i teraz, w naszych czasach. Krytyka nie powinna zabraniać takiego opisu i dodaje, że powieść może np. szukać piękna w nazizmie, krytyk może powiedzieć, że nazizm nie jest piękny, ale nie może mówić, że powieść nie powinna szukać piękna w nim, bo nazizm był również piękny, inaczej ludzie nie daliby mu się skusić, kończy Knausgård.

 

Karl-Ove Knausgård IMG 7397 C

 

Karl Ove Knausgård, Targi Książki w Åbo, 2011 / Autor: Anneli Salo (Praca własna) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], Wikimedia Commons

Niekonsekwencję w jego toku rozumowania celnie wypunktowała publicystka Elin Cullhed, która na łamach „Dagens Nyheter” zauważa, że skoro Knausgård pisze w Szwecji to, co chce, to nie jest tak źle ze szwedzką otwartością i debatą, ale coś jest nie tak z otwartością pisarza, który odmawia wolności pisania krytykom. Dalej Cullhed zauważa brak logiki, bo skoro pisarz obawia się konsekwencji, jakie na jego dzieci może wywrzeć tekst o nim, w którym padło słowo pedofil, to dziwi, że nie dostrzega konsekwencji, jakie na innych czytelnikach wywiera jego pisanie o wykorzystywaniu seksualnym dziewczynek. Brak logiki wychwycił też wspomniany duński literaturoznawca Claus Elholm Andersen, pracujący przez wiele lat w USA, ostatnio na University of California, związany z Uniwersytetem Helsińskim, wybrany w 2014 przez studentów najlepszym wykładowcą roku. Andersen zauważa słusznie, że gdyby w Szwecji panował taki szlaban na seksistowskie wypowiedzi, jak twierdzi Knausgård, to przecież nikt by nie opublikował jego słów.

 

 

Tekst Knausgårda o kraju cyklopów został opublikowany również w Norwegii i Danii, a w mediach społecznościowych przeżył istną nawałnicę, krótko po publikacji udostępniony ponad 10 000 razy. Niektórzy winszowali autorowi odwagi w krytyce Szwecji, w tym norweski pisarz Erlend Leo i artysta Alexander Bard. Co akurat nie powinno dziwić, bo sąsiedzi na półwyspie lubią obdarzać się uszczypliwościami. Rune Lykkeberg, szef działu kultury w duńskiej „Politiken” powiedział, że zgadza się z obrazem Szwecji przedstawionym przez Knausgårda i uważa, że rzeczywiście w Szwecji panuje swojego rodzaju niepisana cenzura, która sprawia, że w pewnym drażliwych kwestiach powinno się mieć tylko jedno stanowisko. Wypowiedź Lykkeberga też nie powinna dziwić, bo oba kraje poróżnił już dawno temu stosunek do imigrantów odmiennie dyskutowany i traktowany w obu krajach. Premier Szwecji np. zaprasza uchodźców wypowiadając się publicznie, że imigranci budują też siłę Szwecji, władze Danii przeciwnie wykupiły ogłoszenia w prasie syryjskiej z informacją o pomniejszeniu świadczeń socjalnych dla uchodźców. Szwedzki politolog Ulf Bjereld napisał, że ziewał czytając tekst Knausgårda, a współpracownica „Dagens Nyheter” Szwedka Jenny Lindh stwierdziła, że pisarz zrobił w swoim tekście wrażenie pastora na lekkim rauszu. Ale byli i tacy, których wkurzył, w tym pisarza Jonasa Gardella, który raczej nie wybaczy Norwegowi wzięcia w obronę najbardziej znienawidzonej w Szwecji skrajnie prawicowej partii Sverigedemokraterna. Szwed na łamach „Expressen” odpowiedział użalającemu się nad sobą Knausgårdowi, że w Szwecji mieszka wystarczająco dużo zranionych heteroseksualnych białych mężczyzn, żeby eksportować kolejnego z Norwegii i dodał, że kobiety, geje i osoby trans nie mają czasu na użalanie się nad sobą, bo muszą prowadzić walkę, w przeciwieństwie do tych zajętych jej sprzedażą. Ogarnij się! – radzi Jonas Gardell Norwegowi, który trudno nie zauważyć, ale stracił wyraźnie poczucie rzeczywistości posługując się w swoim tekście o cyklopach argumentami, z których słyną szwedzcy neonaziści uważający, że kwestia imigracji jest tematem tabu, który jak słusznie zauważa Gardell nie schodzi z mediów, jako nieustannie tocząca się dyskusja.

 Karl Ove Knausgård

 

 Karl Ove Knausgård / Autor: Soppakanuuna (Praca własna) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0) lub GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html)], Wikimedia Commons

Karl Ove Knausgård swoją wypowiedzią wsadził kij w mrowisko, bo od słowa do słowa, debata zaczęła się wymykać i przekształcać w nordycką awanturę, w której dawno zgubiło się clou problemu. Pisarz norweski Erlend Loe odpowiedział na zarzuty Gardella w norweskiej „Aftenposten”, że tenże wykorzystuje swój wysoki społeczny status znanego geja, żeby zamknąć buzię białemu heteroseksualnemu mężczyźnie, a jego komentarz, że Knausgård może wskoczyć w strój ludowy i paradować podczas święta narodowego, świadczy o nieprzepracowanej winie Szwedów z drugiej wojny światowej, coś z czym Norwedzy według Loe najwyraźniej mają mniejszy problem, stąd z niepohamowaną radością mogą wywijać flagą norweską, co w Szwecji uchodzi za nacjonalizm, a wręcz za ekstremizm.

 


Sytuacja zaczęła przybierać nieco kuriozalną postać, co świetnie wychwycił pisarz norweski Jan Kjærstad próbując przywołać kolegę po piórze do rozsądku, podkreślając, że wspomnieni „cyklopi” żyją we wszystkich zakątkach świata, jednowymiarowe patrzenie na rzeczywistość nie jest specjalnością Szwedów, tylko duchem czasu, w którym obowiązuje jedna definitywna prawda. Pisarz przypomniał też Knausgårdowi, że wbrew jego zarzutom, szwedzcy pisarze uczestniczą w debatach publicznych i wymienił choćby wkład Vilhelma Moberga w krytykę kolektywizmu, czy głos Larsa Gustafssona ostrzegającego przed nadmierną biurokratyzacją społeczeństwa. Nie ma tygodnia w szwedzkiej prasie, żeby jakiś pisarz nie wypowiedział się na temat bieżących problemów i wymienia tych, którzy najwięcej ryzykowali nazywając je po imieniu: Göran Greider, Åsa Linderborg, Ola Larsmo, Stina Oscarson, Bengt Ohlsson, Jonas Hassen Khemiri, Jonas Gardell.


Karl Ove Knausgård 2010-09-17 (img01)

 

Karl Ove Knausgård / Autor: Kjetil Ree (Praca własna) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], Wikimedia Commons

 

I gdy emocje sięgnęły zenitu w słowo weszła szefowa działu kultury w szwedzkim „Expressen” Karin Olsson, stwierdzając, że debata w świecie kultury coraz częściej przypomina walkę MMA, w której wszystkie chwyty są dozwolone. To nic innego jak robienie rozrywki z przemocy słownej przez osoby, które określają się mianem intelektualistów, spuentowała, dodając, że w słynnej sprzeczce wokół Augusta Strindberga, dowiedzieliśmy się też w sumie sporo o Heidenstamie rzucającym w pisarza najcięższego kalibru epitetami. Żadne słowa lepiej nie podsumowałyby tego, co na przełomie maja i czerwca tego roku miało miejsce w spokojnych zazwyczaj szwedzkich mediach.

 

Źródła: www.dn.se, www.dn.se, www.expressen.se, www.dn.se, wyborcza.pl, męskie pragnienie homospołeczne, www.dn.se, www.dn.se, www.expressen.se, www.dn.se, www.dn.se, www.expressen.se, www.dn.se, www.dn.se

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
poniedziałek, 21 września 2015 17:11

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014