Recenzentka

Wpis

piątek, 07 sierpnia 2015

Lewą ręką przez prawe ramię - Selma Lønning Aarø

Urodzona w 1972 Norweżka Selma Lønning Aarø od debiutanckiej powieści zbiera nagrody. Za „Den endlige historien” (1995) otrzymała nagrodę wydawnictwa Cappelen dla najlepszego debiutu roku, a przełomowa w jej dorobku powieść „Vill ni åka mera?” (2003) nominowana była do prestiżowej nagrody literackiej Bragaprisen. Przez trzy lata pisarka redagowała wspólnie z Nilsem-Øivindem Haagensenem „Signaler”, antologię debiutantów w wydawnictwie Cappelen. Ma na swoim koncie również książki dla młodzieży i literaturę faktu. Pochodzi ze Stord w Hordaland.

 


Teoretycznie „Lewą ręką przez prawe ramię” powinno się udać i to z wielu względów. Helen ma 25 lat wyjeżdża na Alaskę. Będzie pracować przez dekadę w niewielkiej rybackiej osadzie. Nie wiemy, co ją skłoniło do opuszczenia Norwegii i dlaczego zaszyła się w miejscu wiecznych wiatrów, odosobnionym, gdzie kilku rybaków od czasu do czasu urządza smutne libacje w barze, w którym się zatrudnia. Na takim bezludziu trudno o konkurencję, dziewczyna zostaje pięknością miasteczka, podobnie, jak wcześniej inne dziewczyny, z jakiegoś powodu zaszywające się na tym północnym bezludziu. Helen poznajemy dziesięć lat później. Do Norwegii wraca w ciąży, przekonana, że urodzi i sama wychowa dziecko. Wraca też z opowieściami rybaków, które opublikuje. Mija dziesięć lat i tu ją poznajemy dowiadując się, że znowu jest w ciąży, tym razem z żonatym mężczyzną, z którym ma romans. Znając sukces swojego kolegi po piórze Larsa Saabye Christensena, Selma Lønning Aarø mogła podejrzewać, że może jej się udać powtórzyć jego wyczyn na nieco mniejszą skalę. Perypetie kolejnych postaci zadziwiająco podobne przeżywają dramaty i chociaż autorka Lewą ręką przez prawe ramię nieco inaczej komplikuje im życie, myśl, że uważnie czytała Półbrata nie opuszcza do końca.

Akcja rozegra się na kilku planach. Z jednej strony obserwujemy Helen. Z drugiej śledzimy rozwój wypadków wczytując się w pamiętnik dziewczynki o imieniu Elvira, spisywany w formie listów do zmarłej młodszej siostry. Selma Lønning Aarø wykorzysta ciekawy zabieg opóźniający rozwój wypadków; najpierw przedstawia jakieś wydarzenie, żeby do niego powrócić i opowiedzieć jeszcze raz z innej perspektywy. W założeniu takie przenoszenie uwagi ponownie do wydarzeń z przeszłości miałoby sens, gdyby towarzyszył im odpowiedni ładunek napięcia, emocji, czy czegokolwiek, co przyciągałoby na tyle zainteresowanie, żeby chcieć wiedzieć, co się tam faktycznie podziało. Niestety tym razem zabrakło fantazji, która dynda smętnie jak balonik ze spuszczonym do połowy powietrzem. Nie chcemy wiedzieć, co się w rzeczywistości stało, bo mamy na tyle wyobraźni, żeby sobie pewne rzeczy dopowiedzieć, a od literatury wymagamy tajemnicy, nie sprawozdania sądowego. To ma być finezja rozgrywająca się pomiędzy pisarką a jej czytelnikami i nie zabijamy jej odbierając im przyjemność zgadywania. Źle, bardzo źle sobie Selma Lønning Aarø z nami poczyna.

Autorka Lewą ręką przez prawe ramię ściągnęła od Christensena nadwyżkę dramatów, co akurat odbieram jako słabość „Półbrata”, inaczej bardzo udanego. Na 205 stronach nie dało się odpowiednio uzasadnić wprowadzenia tych tragedii, które trawią poszczególne rodziny. W jednej, matka rodziny ucieka z młodszym o dziesięć lat logopedą, co mogłoby być odświeżające literacko, po ciągu romansów podstarzałych tatusiów z młodszymi od siebie sekretarkami, ale jednak Selma Lønning Aarø nie skorzystała z potencjału takiej historii, dusząc w zarodku szczęście, które kończy się porzuceniem i utratą palca (sic!). W innej rodzinie kobieta ratuje swoje dziecko w pożarze, oszpecając się na całe życie, potem straci drugie dziecko, które umrze na raka. Do tego zestawu złego losu dochodzi Alzheimer w rodzinie, trzyletni romans jednego z ojców i nieszczęśliwy zbieg okoliczności, który doprowadzi jedną z postaci do śpiączki, dobijając i tak nieszczęśliwą i tragicznie doświadczoną jego żonę. Jedna z bohaterek padnie ofiarą obgadywania i ostracyzmu. Jeden z sąsiadów zostanie posądzony o pedofilię. Wniosek? Ktoś się tutaj naoglądał brazylijskich tasiemców.
 
Tak, jak napisałam Lewą ręką przez prawe ramię miało potencjał, żeby uwieść, bo Selma Lønning Aarø  ma ciekawe pomysły. Weźmy motyw książki, którą napisze Helen, ukradnie z biblioteki Elvira, żeby zostawić w duńskiej księgarni, potem kupi dawny kochanek Helen, próbując odszukać kobietę. Świetnie poszczególne postaci wkraczają wzajemnie w swoje życie, pokazując, że wszystko kotłuje się w naszej najbliższej obecności, że niemal ocieramy się o siebie, nic o sobie nie wiedząc, nadmiar jednak tych zbiegów umniejsza wymiar takiego ich prowadzenia po fabule. Pozostając w sferze niedomówień, żonglując naszą uwagą, Selma Lønning Aarø osiągnęłaby lepszy efekt całości. Rzecz, dla której warto byłoby zmęczyć tę powieći, to ogniskująca zmowa milczenia, rzecz oczywiście świetnie przeczytana u Christensena w „Półbracie”. Ludzie ze sobą nie rozmawiają, a jeśli już to z obcymi, którzy są chwilę w ich życiu. Czasem coś wykrzyczą, ale nie zapoczątkuje to większego zbliżenia. Ponownie wraca motyw niewyartykułowanych emocji. Zapatrzenie w „Półbrata” źle jednak zrobiło książce Selmy Lønning Aarø, która jest równie nieprzemawiająca, jak opisane w niej postaci. Trzeba to było ograć inaczej i sprzedać w ciekawej historii. Ta jest naciągana. W rezultacie dostajemy taką sobie rzecz, powtórkę z „Półbrata”, bez jego rozmachu, z zabitym napięciem. Do tego coś zgrzyta w redakcji. W jednym miejscu Elvira kradnie książkę z biblioteki. W innym martwi się, że dostanie upomnienie za jej wypożyczenie. Do tego autorka koniecznie chciała wprowadzić elementy edukacyjne, czym jest wtręt o Wergiliuszu i pogrzebie muchy, historia z 21 koncertem Mozarta, aluzja do książki Ibsena, czy opery Leoncavallo. Niestety widać, że upakowane w fabułę na siłę, tak jak postać Małgosi, emigrantki sprzątającej u Almy, która posłużyła do opowiedzenia wydarzeń z punktu widzenia zdradzanej kobiety.

Nie wiem, skąd pomysł, żeby nieznaną w Polsce autorkę wprowadzać tak słabą książką. Skoro Selma Lønning Aarø była nominowana do najważniejszej norweskiej nagrody literackiej, to może należało zacząć od przekładu tej nominowanej powieści. Czasem jak widać po docenionej książce pojawia się słabsza, czego dowodem jest Lewą ręką przez prawe ramię.


Zdjęcie: Selma Lønning Aarø / Wikipedia (Autor: Bjarne Thune)

 

Recenzja Lewą ręką przez prawe ramię, Selma Lønning Aarø, Smak Słowa, Sopot 2009. Seria z przyprawami. Stron:205. Przekład: Milena Skoczko. Tytuł oryginału: Venstre hånd over høyre skulder (2008). Edytor: Anna Świtajska. Redakcja i korekta: Anna Mackiewicz, Andrzej Karmoliński. Projekt graficzny i skład książki: Agnieszka Wójkowska. Projekt okładki: Agnieszka Wójkowska. ISBN 978-83-928234-3-8. Miękka okładka. Cena okładkowa: 30 zł.

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
piątek, 07 sierpnia 2015 13:07

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014