Recenzentka

Wpis

poniedziałek, 06 lipca 2015

Samotność Portugalczyka - Iza Klementowska

Mariusz Szczygieł powiedział o Izie Klementowskiej, że to ten rodzaj reportażystki, której ludzie wszystko opowiedzą. Ale jej reportaż nie tylko dlatego jest wart przeczytania, że rekomenduje go sam Szczygieł. To jedna z tych książek, która powstała w ramach ucieczki. Iza Klementowska oszczędnie o tym informuje, ale daje do zrozumienia, że w pewnym momencie życia chciała uciec od czegoś i idealnym miejscem do tego okazała się Portugalia. W literaturze popularnej jest co najmniej kilka doskonałych przykładów takich zwrotów życiowych, które przyniosły niespodziewanie dobre, rezultaty, tak było w przypadku „Pod słońcem Toskanii” Frances Mayes, czy Ceny wody w Finistère Szwedki Bodil Malmsten. Co dzieje się, gdy ucieka reporterka? Czy można w sobie stłumić wewnętrzną pasję i ciekawość ludzi? Czy jest to coś tak osobnego, że w każdych okolicznościach nawet turystkę zamieni w czujną obserwatorkę? Co ma w sobie Iza Klementowska, że przypadkowi ludzie dzielą się z nią tak intymnymi przeżyciami, otwierając przed nią swój świat i ujawniając tym samym niuanse portugalskiej rzeczywistości?



Na „Samotność Portugalczyka” składają się 24 osobne teksty. Biorąc pod uwagę, że książka w sumie ma 196 stron, wychodzi średnio nieco ponad 8 na tekst. W literaturze jednak nie chodzi o ilość, a o jakość. No i tutaj wypada powiedzieć, że mamy do czynienia z wyśrubowanym poziomem narracji: ogromną dyscypliną wewnętrzną, połączeniem czujnej obserwatorki, wyczulonej na niespodziewane zbiegi okoliczności i zaskakujące historie. To ten rodzaj reportażu, w którym twist z opowieści i puenta składają się na poruszająco doskonały finał. Sztuka to wielka, żeby znaleźć drogę do historii, która dawałaby TAKĄ dawkę nieoczekiwanych rozwiązań i emocji. A wspomniana ucieczka do Portugalii przyniosła Izie Klementowskiej TEMAT, coś za czym reporterzy chodzą całe życie i nie zawsze znajdują.

Można w „Samotności Portugalczyka” zaobserwować, jak z osoby wpadającej w obcy język i kulturę wychodzi rasowa reporterka. Jak daje sobie czas, żeby cierpliwie przekraczać granice obcości, zanurzać się coraz głębiej, patrzeć na kraj szerzej. Z tekstu na tekst wyłania się coraz bogatszy, coraz pełniejszy obraz kraju, który nauczył Anglików pić herbatę, który zawiózł chili do Indii, bez którego nie byłoby curry. Najdłużej istniejącego imperium świata, kraju najstarszej księgarni na świecie. Ludzi, którzy wymyślili kompas, żeglowanie, solonego dorsza, karty prepaid do telefonów komórkowych. Kraju, którego nigdy nie udało się zdobyć Napoleonowi, jedynego w Europie, w którym nie spalono ani jednego templariusza. Kraju, który był w chińskim Makau ponad 446 lat, czyli o 290 lat dłużej niż Brytyjczycy w Honkongu. Kraju Portugalczyka, który za swoją pracę u ważnego hinduskiego sułtana otrzymał Bombaj. Kraju Estoril, gdzie został wymyślony James Bond i Cascais, gdzie znajduje się prawdziwe Casino Royal.

Dopieszczone w każdym detalu historie to mikroreportaże składające się na historię Portugalii, którą Iza Klementowska rozpoznaje przez historie zwykłych ludzi uwikłanych w najważniejsze wydarzenia swojego kraju. Innym razem pokazuje jak zwykłych ludzi przypadek, jakiś zbieg okoliczności winduje na główne karty historii albo pierwsze strony gazet. Temperatura tych reportaży jest wysoka. Iza Klementowska to mistrzyni reporterskiego suspensu. Zaczyna opowiadać w najmniej spodziewanym miejscu, historia wydaje się być zwyczajna, ale już za chwilę nabiera rozpędu. Autorzy thrillerów mogliby się od Klementowskiej uczyć stopniowania napięcia, śrubowania zagadki i mam wrażenie, że to będzie znakiem rozpoznawalnym Klementowskiej; ona swoimi reportażami rozwiązuje zagadkę świata, ludzkości. Podchodzi do rzeczywistości jak detektyw, węszy najlepsze stories, zapuszcza się w najmniej oczywiste rejony i wyciąga z nich smakowite historie. Esencję życia, pasji, namiętności.

To, co dodatkowo sprawia, że „Samotność Portugalczyka” jest tak satysfakcjonującą lekturą to zabiegi, po które z taką premedytacją sięga Iza Klementowska. Opowiada o najważniejszych sprawach Portugalii: o dyktaturze Salazara, o kolonializmie, o Rewolucji Goździków, o potędze imperialnej i współczesnej biedzie, o prawach kobiet i mężczyzn, o portugalskich pisarzach, o portugalskiej neutralności w czasie drugiej wojny światowej, ale wywracając perspektywę, niejako z zamysłu skupiając na tym, co obok, niby w tle. Wybiera bohaterów, których losy wpisują się w najważniejsze dekady historii Portugalii i to tam, w ich opowieściach zasadza się miejsce przecięcia napięcia i kumulacji wydarzeń. Nawet, jeśli w danym momencie Iza Klementowska opowiada o spotkaniu z Tavarasem, o którym José Saramago podobno powiedział, że ma ochotę go utłuc, bo nikt nie ma prawa pisać tak dobrze w wieku trzydziestu pięciu lat, to mam wrażenie, że chce nam opowiedzieć tak naprawdę o mentalności Portugalczyków, o mężczyznach w Portugalii. O portugalskiej pruderii opowiada Iza Klementowska z perspektywy procesu, jaki wytoczono w 1973 trzem autorkom „Nowych listów portugalskich”, książki oskarżonej jako „szkodliwa dla moralności społeczeństwa i rozpowszechniającej treści pornograficzne”. Encykliki Kościoła katolickiego odbijają się w konstytucji z 1933 ustalając miejsce kobiet, której naturą „jest przebywać w domu, rodzić i wychowywać dzieci i w pełni oddawać się gospodarstwu domowemu”. Propaganda António de Oliveiry Salazara doda: „kobiety stoją po stronie natury, mężczyźni zaś po stronie kultury”. Tymczasem Maria Teresa Horta, Maria Isabel Barreno i Maria Velho da Costa piszą w swojej książce o sprzeciwie wobec „patriarchalnego ułożenia świata, wobec wojen kolonialnych i brutalności mężczyzn, wobec podrzędnej roli kobiet i ich wykorzystywania, wobec kazirodztwa i wymuszonych stosunków seksualnych dokonywanych w zaciszu sypialni, ale w świetle prawa, bo pomiędzy małżonkami”. O małżeństwie w Portugalii mówi się: „miłość, poród i płacz”. O braku wielkich kobiet w historii Portugalii, powie nam w „Samotności Portugalczyka” subtelna wzmianka o tym, że babcia Marii Teresy Horty była jedną z pierwszych kobiet, które posłano do szkoły. Hipochondria kobiet w Portugalii wszystko mówi o ich sprzeciwie wobec traktowania ich przez własnych mężów. Model państwa żyjącego w symbiozie z Kościołem katolickim, długo utrzymujący się analfabetyzm w narodzie wyjaśnia wszystko o politykach, którym łatwiej manipulować nieoświeconym i zabobonnym narodem. Efekt jest uderzający, bo mamy wielopoziomowy obraz kraju i jego najważniejszych, przełomowych momentów historycznych, a z drugiej strony wytłumaczenie, co one dla normalnego życia, przeciętnego Portugalczyka oznaczały. Wyobrażam sobie jakiej dyscypliny wymagało takie pisanie, żeby oddać esencję, a jednocześnie umieć spojrzeć na to co najważniejsze nieco z boku. Widać też, jak z rozmysłem Iza Klementowska sięga po słowo, tutaj w gotowości, wyprężone, w każdej chwili zdolne do ostatecznego ciosu. Język w ryzach, niczym domy w lizbońskiej dzielnicy Bairro „stoją w szeregu jak żołnierze połączeni ramieniem”.

Ale mam wrażenie, że ta książka nie czytałaby się tak dobrze, gdyby nie jeszcze jedna rzecz. Iza Klementowska odwołuje się do znanych, zakorzenionych w kulturze i popkulturze historii z Portugalią w tle.  Gdy pisze o wielkich portugalskich majątkach ziemskich powtórzy słowa Karen Blixen, które napisała w „Pożegnaniu z Afryką”. Opowiadając uderzającą historię uciekinierów, którzy próbowali ratować życie próbując dostać się podczas drugiej wojny światowej do Portugalii zacznie od przypomnienia sceny z filmu „Casablanca”. A na czym polega pełne zrozumienie Portugalii dopowie słowami Wima Wendesa z „Lisbon Story”.

Muszę też koniecznie wspomnieć o reportażu „Dni, w których osiwiał konsul Mendes”, który powinien być czytany bezpośrednio po lekturze W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa Elisabeth Åsbrink. Wiemy, że neutralność wielu krajów podczas drugiej wojny światowej była tylko pozorna. Szwedzi współcześnie odkrywają tę część swojej niechlubnej historii. Na jej tle szlaban, jaki Salazar nałożył na granice państwa może nie robi wrażenia, podobnie jak to, że neutralność nie przeszkadzała mu „w sprzedawaniu wolframu III Rzeszy ani udostępnianiu aliantom bazy wojskowej na Azorach”. Historia o konsulu Mendesie bardzo przypomina historię o Raoulu Wallenbergu. Konsul Aristedes de Sousa Mendes sprzeciwił się zakazowi Salazara i w ciągu kilkunastu dni czerwca 1940 wystawił ponad 30 000 wiz uciekającym przed niemiecką opresją, w tym ponad 10 000 Żydom. Podobnie zachował się Raoul Wallenberg, od 1944 sekretarz Ambasady Szwedzkiej w Budapeszcie. Wystawił szwedzkie paszporty ok. 10 000 Żydom, kilkaset osób zatrudnił w ambasadzie. Zorganizował rozbudowaną sieć kontaktów, dzięki której uratował życie w sumie ok. 100 000 osób. Przewrotność historii polega na tym, że dzisiaj wszyscy pamiętają szwedzką akcję z tzw. białymi autobusami Folke Bernadottego, w ramach której wiosną 1945 uwolniono ok. 20 000 więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, co tylko potwierdza, że dobry PR, potrafi odwrócić uwagę międzynarodowej opinii publicznej od wyrachowanej polityki rządu szwedzkiego, z zamysłem zamykającego granice kraju przed Żydami. Salazarowi, który w trybie pilnym pod groźbą kary kazał Mendesowi skończyć z jego działaniami, niesubordynacja konsula przyniosła dobrą prasę, a „Life Magazine” 29 lipca 1940 napisał o nim „największy Portugalczyk od czasów Henryka Żeglarza”. Portugalski rząd, jak kończy Klementowska, zrehabilitował Mendesa dopiero w 1988 roku.

Iza Klementowska napisała, że „podróżnik zawsze tylko prześliźnie się po ciele obcego miejsca, rzadko kiedy trafi na nerw, który poprowadzi go głębiej. Pozostaje przyglądanie się”. Skromność wpisana w tę puentę mówi więcej o autorce niż jakakolwiek deklaracja. Jej nie wypada, ale ja to powiem: Iza Klementowska nie trafiła na nerw, lecz odkryła cały układ nerwowy. Przechadza się po Portugalii nieoczywistymi szlakami, każdy z nich przykuwa, zapada w pamięć, porusza. Obok Magdaleny Grzebałkowskiej to drugie bardzo ważne nazwisko na polskiej mapie reportażu. Czuję podskórnie, że Iza Klementowska zatrzęsie nieźle polskim reportażem.

PS „Samotność PortugalczykaIzy Klementowskiej została zgłoszona do 6. edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki.

Recenzja Samotność Portugalczyka, Iza Klementowska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014. Opieka redakcyjna: Łukasz Najder. Redakcja: Tomasz Zając. Konsultacja merytoryczna: Marcin Sarna. Korekty: Anna Brynkus-Weber / d2d.pl, Magdalena Kędzierska-Zaporowska / d2d.pl. Redakcja techniczna: Robert Oleś d2d.pl. Projekt okładki: Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka. ISBN 978-83-7536-830-7. Stron: 196. Książka zawiera bibliografię. Twarda okładka. Cena okładkowa: 39,90.

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
poniedziałek, 06 lipca 2015 14:09

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014