Recenzentka

Wpis

piątek, 31 lipca 2015

Półbrat - Lars Saabye Christensen

Półbrat został napisany tak jak pisano książki w złotych czasach powieści, z epickim rozmachem. To wielopokoleniowa, poruszająca historia rodzinna, intryga wszyta sprawną ręką, pozostawione tropy, które jak w dobrym kryminale przykuwają uwagę, dobrze rozłożone napięcie, realistyczna kreska, wycięte jak z rzeczywistości postaci. Trudno posądzać Larsa Saabye Christensena, że z premedytacją pisał bestseller, ale zabierając się za swoją powieść użył wszystkich możliwych narzędzi, które musiały się finalnie złożyć na sukces czytelniczy. Warsztatowe cudeńko, wyszlifowane sprawną, świadomą ręką. Głos, jakim wybrzmiewa robi wrażenie rzeczy napisanej jednym tchem, a nie sześć lat, chociaż to właśnie tyle czasu pracował Christensen nad powieścią.  Wielka retrospektywa, bo właśnie tak jest skonstruowana ta powieść, fraza opierająca się na wspomnieniu niemal natychmiast przywołuje Jasne dni Zsuzsy Bánk, dla których Półbrat mógłby być rewersem. Bo kolega z Północy wybrał głównie drogę zasianą cieniem, półmrokiem i tajemnicą.



Lars Saabye Christensen pracował przez jakiś czas dla filmu pisząc scenariusze i nikogo nie powinno dziwić, że książka właściwie ogląda się, zresztą została niebawem z powodzeniem adaptowana w postaci serialu i sprzedana i w krajach nordyckich, i poza nimi. Klarowne, efektowne obrazy nakierowują uwagę czytelnika/widza precyzyjnym ruchem pióra/kamery. Najpierw scenka z dzieciństwa wprowadzająca głównych bohaterów, chwilę później otwiera się nowy plan i poznajemy jednego z nich współcześnie. Barnum, młody scenarzysta filmowy, budzi się gdzieś w berlińskim pokoju hotelowym. Skacowany, nieprzytomny, robi wrażenie człowieka kompletnie tracącego kontrolę nad życiem. Dowiadujemy się, że Peder jest agentem Barnuma, który próbuje sprzedać jego scenariusz o wikingach Amerykanom. Jakkolwiek Lars Saabye Christensen odżegnuje się od pisania prozy autobiograficznej, o tyle jak podkreśla w wywiadach pisze z życia i książkowe sceny z rozmowy z potencjalnymi producentami filmu wydarzyły się naprawdę. Podobnie, jak naprawdę padła propozycja, żeby przerobił swój pomysł na historię o wikingach w kosmosie. Atmosferę powieściową podgrzewa gorączka festiwalowa, której cynicznym obserwatorem jest Barnum wychwytujący z ironią fasadę życia i mieszankę pozerstwa, kamuflażu i pustki, jakimi podszyte jest życie ludzi filmu. Wprowadzi Christensen prawdziwe postaci, m.in.: Spike’a Lee, Lauren Bacall, Seana Connery'ego, czy Cliffa Richarda, z nordyckim poczuciem humoru, łamiąc stereotyp gwiazdy, która u niego podejdzie bliżej czytelnika bez fleszy i czerwonego dywanu. Taki ukłon w stronę masowego czytelnika, niewątpliwie zwiększy temperaturę emocji i odbiór. Bo od światowego sukcesu „Forresta Gumpa” Winstona Grooma (1986), który doczekał się bardzo dobrej ekranizacji w reżyserii Roberta Zemeckisa w 1994, dopiero Christensen z przytupem i z pewnością dużo ambitniej niż kilka lat potem Jonas Jonasson, pobawi się fikcją, która zagości w rzeczywistości. Świetna jest na przykład scena, w której Barnum jako chłopiec włócząc się ulicami Oslo z przyjaciółmi Pederem i Vivian spotyka Pera Oscarssona na planie zdjęciowym do głośnej nordyckiej ekranizacji „Głodu” Hamsuna, w którym trójka przyjaciół zresztą zagra.

Każdy ruch w Półbracie jest przygotowany z zamysłem i wykonany z przytupem. Gdy tylko opuszczamy współczesność i świat filmu, co przecież wyłącznie podkręca i tak już bardzo rozbudzoną ciekawość, cofamy się do Oslo i dnia ogłoszenia końca drugiej wojny światowej. Nie tylko autentyczne postaci, ale również historyczne wydarzenia zagrają tutaj swoją rolę. Historia jest jednak potraktowana u Christensena bez większych ambicji, jest raczej atrakcyjnym wabikiem, czymś, co ma podnieść walory powieści. Autor nie szuka też kontrowersji. W kamienicy, w której mieszka Barnum, zostało mieszkanie po Rakeli, przyjaciółce Very matki Barnuma. Temat Zagłady został potraktowany delikatnie i czule. Motyw ten powróci w uderzających scenach jeszcze kilka razy. Magdalena Grzebałkowska przypomniała niedawno w 1945. Wojna i pokój, że koniec wojny był dramatycznym początkiem pokoju, co Christensen spuentuje „wojna jest cicha, pokój to hałas”. Pisarz przywraca pamięć tych dni, które w historii i Norwegii, i rodziny Barnuma będą znaczącym zwrotem. „Wypuszczono więźniów z Grini, a generał Rediess, szef gestapo, zamknął za sobą drzwi na piętrze wiejskiej rezydencji królewskiej w Skaugum, wsunął pistolet do ust najgłębiej jak się da i nacisnął spust”. Pojawią się na stronach powieści fakty, daty, miejsca budujące obraz Norwegii. W domu Barnuma płonął dzieła zebrane Noblisty z 1920 Knuta Hamsuna, który zhańbił się swoimi sympatiami z nazizmem niemieckim, za co został dotkliwie ukarany w swoim kraju po wojnie. Podczas berlińskiego festiwalu ma miejsce projekcja „Niebezpiecznego życia rybaka”, czterominutowego filmu z 1908 roku, „kamienia węgielnego norweskiej melancholii”. Stara, prababka Barnuma przenosi się do Norwegii w roku, w którym Haakon zostaje królem Norwegii, umiera tego samego dnia co król, 21 września 1957. Dowiadujemy się, że „121 fiutków wyrzeźbił Vigeland”. Barnum z Pederem wypożyczają w bibliotece m.in. „ostatnią książkę młodego długowłosego pisarza, który się nazywał Ingvar Ambjørnsen”. Christensen przenosi nas z wielkomiejskiego Oslo do jednej z rybackich wysp na Lofotach, rozpisując wyrazistymi pociągnięciami uderzające różnice tych miejsc w czasie. Objawi się w Półbracie jako krytyk współczesnej Norwegii: „będą dorastali w dobrobycie, którego w końcu będą miały dość, który rzuci im się na rozum, na jakiś czas odwrócą się plecami do tego zbytku i zwrócą ku naturze i udawanemu ubóstwu, by później odebrać sobie to, co utracili, i z jeszcze większą zachłannością czerpać z bufetu prywatnego życia”. Norwegia w tle rozrasta się do dużej, czasowej panoramy, zamykając w błyskotliwej klamrze powieściowe wydarzenia.

Przede wszystkim jednak Półbrat jest historią tajemnic rodzinnych, które kładą się cieniem na losach kolejnych pokoleń. Nienazywanie spraw po imieniu, krążenie wokół problemów, strach przed wyartykułowaniem prawdy zabiera im dzień po dniu: pomniejsza radość, zabija pasję, przenosi w te rejony samotności, gdzie już nie ma możliwości ukojenia. Chowają się w niedosłownościach, przemilczają najgorsze, a rozmawiając zaledwie spełniają konieczny obowiązek dzielenia się ze sobą informacjami. Ten dotkliwy brak wynikający z niemożliwości wypełnienia zadry po koszmarach z przeszłości upośledza emocjonalnie. W życiu każdego z nich pojawia się pewien rodzaj słabości, eskalujący coraz dotkliwiej. Próbują ratować się nieudolnie. Barnum odznaczający się niewielkim wzrostem staje się jego niewolnikiem, nieustannie szukającym sposobu na dodanie sobie kilku centymetrów. Brak ojca u Freda eskaluje nienawiścią do ojczyma, zamienia się w wyobcowanie, w końcu w ucieczkę. Boletta musi pokonać społeczny ostracyzm, z jakim traktowano w czasach jej młodości pannę z dzieckiem, skończy na symbolicznym Biegunie Północnym. Vera nie opowie, co się wydarzyło na strychu. Jej matka Boletta podejrzewając najgorsze, nigdy tego nie nazwie. Stara nie opowiada o swojej przeszłości filmowej. Arnold, ojciec Barnuma nie mówi, że wynajmuje pokój hotelowy. Fred będzie milczał przez 22 miesiące po śmierci prababki. Vera nie odezwie się przez całą ciążę z Fredem. Ojciec Pedera gra rolę szczęśliwego męża i ojca, choć w rzeczywistości nie potrafi sobie poradzić z chorobą żony. W domu Vivien nikt nie wraca do koszmaru przeszłości, nikt nie wierzy w szczerość uczuć, wszyscy pielęgnują w sobie zgodę na zamknięcie się przed innymi, ucieczkę od życia publicznego. Czy życie jest wirusem przekazywanym sobie z pokolenia na pokolenie, z całym ciężarem przeszłości? Mąż nie powie żonie, że nie może mieć dzieci, zostanie z tą świadomością zastanawiając się, czyje dziecko wychowuje. Opowieści rodzinne, które przekazujemy sobie to uciążliwy bagaż lub cenna nadwyżka. Potencjał lub przygniatająca wiedza.

Z tego braku rodzi się czułość. Barnum i Fred dbają o siebie, w chłopacki, najczęściej szorstki sposób, ale mogą na siebie liczyć, nawet wówczas, gdy Fred oznajmia, że nie stanie w obronie Barnuma, jeśli uzna, że nie zasłużył. Przyjaźń Barnuma i Pedera rozwija się jak przypadkowa sekwencja wydarzeń, o tym, że ma jakieś znaczenie dla nich dowiemy się dopiero z nostalgicznych wspomnień Barnuma. Przyjaźń, a potem miłość, która podzieli Barnuma, Pedera i Vivian rozpisana jest w scenach, w których bliskość jest nieartykułowana, wyraża się w gestach fizycznego zbliżenia; to dotyk ręki, tarmoszenie się na trawie, wspólne wypady. Jakiś rodzaju emocjonalnego braku łączy ze sobą domy Nilsenów, rodziny Pedera, czy Vivien. Każdy naznaczony swoją tajemnicą, własną pielęgnowaną wyłącznie w swoim gronie tragedią, wokół której zawieszona jest niebezpiecznie blisko zgoda na milczenie. Zmagając się z nim uruchamia Lars Saabye Christensen cały katalog wątpliwości, mnoży pytania.

Czy jesteśmy w stanie podnieść się o własnych rękach, opuścić bezboleśnie koszmar przeszłości? Pogodzić ze znamieniem rodzinnych tajemnic? Rozpocząć własne życie bez skazy pokoleniowej? Okazuje się, że nie. Nosimy i pielęgnujemy w sobie tę pokoleniową przeszłość, jak bohaterowie Półbrata list męża Starej, Wilhelma Jebsena, duńskiego odkrywcy i ratownika, którego posłano na Grenlandię z akcją ratunkową, gdzie zaginął, wysyłając list, który dociera do domu już po jego śmierci. Wydarzenia z przeszłości wracają we wspomnieniach, wywoływane z zakamarków minionego czasu. Nadajemy im własne życie, potrafią ewoluować jak pamięć pokoleń. Czasem wykreślamy z nich nieakceptowaną prawdę, żyjemy jej częścią, tą, która daje ukojenie, pozwala zasnąć, iść dalej. „Czas zamraża rany i zamienia je w otwarte blizny”, powie Christensen. A ponieważ chcemy być oszukiwani, to sami w sobie pielęgnujemy ten obraz przeszłości i tę jego część, która domyka wygodniejszą do zniesienia część prawdy. „Kiedy wspomnienia wyszlachetnieją, obrazy ulegną procesowi rafinacji  cieczy dystansu”, dodaje Christensen, a szukanie źródeł, docieranie do prawdy może być przekleństwem, bo czasem lepiej nie wiedzieć.

Recenzja Półbrat, Lars Saabye Christensen, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015. Z norweskiego przełożyła: Iwona Zimnicka. Tytuł oryginału: Halvbroren (2001). Wydanie pierwsze: Izabelin 2004. Opieka redakcyjna: Anita Kasperek. Korekta: Weronika Kosińska, Anna Pawlikowska, Joanna Zaborowska. Opracowanie graficzne: Marek Pawłowski. Redakcja techniczna: Bożena Korbut. ISBN 978-83-08-05434-5. Stron: 917. Oprawa twarda. Cena okładkowa: 69,90 zł.

 

Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu?  Dołącz do 1517 osób i zamów bezpłatny newsletter lub polub fanpage Recenzentka.blox.pl. Post wydał Ci się wartościowy? Podziel się nim i go udostępnij! Masz własne zdanie? Wyraź je w komentarzu.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
piątek, 31 lipca 2015 13:02

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014