Recenzentka

Wpis

środa, 03 czerwca 2015

Entuzjaści i nudziarze krytyki literackiej

Gdy prowadziłam debatę o zarobkach pisarzy z udziałem Wita Szostaka i Alicji Palęckiej jedna z osób na widowni powiedziała, że nie potrafi oceniać literatury, bo nikt jej nie nauczył krytycznego podejścia do tekstu literackiego, tego jak i jakimi narzędziami badać tekst. Zainspirowało mnie to, żeby na blogu zainaugurować szkołę krytyki literackiej. Postanowiłam w prosty i przystępny sposób, bazując na dostępnych publikacjach, najnowszych i tych starszych, pokazać, na czym polega analiza krytyczna tekstu literackiego. W jaki sposób literaturę poddawano analizie kiedyś i jak się to robi dzisiaj.


 

Lekcja nr 1: Literatura i nauka o literaturze

 

Na warsztat biorę trzecie wydanie „Teorii literaturyRené Welleka i Austina Warrena z roku 1962. Co i w jakim stopniu zmieniło się w krytyce literackiej od czasu ukazania się ich książki zobaczymy z czasem. Wellek proponuje zacząć od ustalenia, czym jest literatura i nauka o literaturze. Więc zacznijmy. Różnica pomiędzy nimi jest prosta i czytelna: literatura to twórczość, sztuka. Nauka o literaturze to badanie, wiedza. To, że to jest takie oczywiste nie oznacza, że zawsze wszyscy z takim podziałem się zgadzali. Niektórzy teoretycy uważali, że literaturę może zrozumieć jedynie osoba, która ją tworzy, co wciąż zresztą pokutuje w złośliwych komentarzach pisarzy dotkniętych zjadliwą krytyką. Zdarzają się wśród nich tacy, którzy wyzywają krytyków i czekają aż napiszą powieść wszech czasów, czego nie robią, bo jak uważają, krytykiem zostaje pisarz, który nie miał wystarczająco dużo talentu, żeby pisać, więc wyżywa się na tych, którzy go mają. Niewątpliwie dla co niektórych takie postawienie sprawy byłoby wygodne: nie potrafisz napisać powieści, więc nie potrafisz ocenić jej wartości. Rzecz w tym, że krytyk ma inne zadanie niż autor kryminału, czy romansu. On nie ma tworzyć porywającej fabuły i pisać powieści. Krytyk, jak powie René Wellek, ma „swoje przeżycia (…) przekładać na kategorie intelektualne i podporządkowywać spoistej konstrukcji, która musi być racjonalna, jeżeli pretenduje do miana wiedzy”.

 

Twórcza krytyka

 

Niektórzy teoretycy odmawiający studiom nad literaturą miana wiedzy, zalecali: „twórczość drugiego stopnia”, „twórczą krytykę”. W efekcie powstawał np. opis Mony Lizy u Waltera Patera, co dzisiaj uważa się za niepotrzebne powtarzanie, tłumaczenie jednego dzieła na drugie, zwykle gorsze. Niektórzy teoretycy wyciągali dużo bardziej skrajne wnioski uważając, że dzieła literackie w ogólne nie mogą być naukowo badane, co najwyżej można je czytać, oddawać się przyjemności lektury i ją ocenić. Problem w tym, że takie ocenianie oderwane całkowicie od prawdziwej nauki, rządzące się indywidualnymi upodobaniami nie powie nam nic o obiektywnej wartości danego dzieła. Tymczasem krytyk powinien nie emocjami, nie własnym widzimisię, lecz intelektem brać w ryzy literaturę.

 

Emocje w krytyce literackiej

 

Czy tak jest jednak zawsze? Czy da się powstrzymać na wodzy emocje, gdy górą biorą sympatie lub antypatie? Weźmy dla przykładu Rówieśniczki Katarzyny Tubylewicz. Sławomira Raczyńska w „Zadrze” (nr 3-4/2014) napisze o powieściowych postaciach, że „są sportretowane schematycznie i karykaturalnie jednowymiarowo”. Wypunktuje też „słabości stylistyczne i banalne rozwiązania fabularne”. Według Sławomiry Raczyńskiej „Rówieśniczki” Katarzyny Tubylewicz to „powtórka z patriarchalnej lekcji”, podczas której czytelniczki dowiedzą się, że nie ma siostrzeństwa pomiędzy kobietami i cokolwiek nie zrobią i tak skończy się to dla nich źle. W tym tonie o książce wypowiadała się też Bernadetta Darska, ale jej recenzja zniknęła z internetu. Z kolei Kinga Dunin podobnie, jak Katarzyna Tubylewicz związana z „Krytyką Polityczną” napisze o książce przychylnie, odbijając piłeczkę od krytycznych recenzji i powie, że powieść Tubylewicz pokazuje właśnie przewrotnie, że kobietom jest potrzebne siostrzeństwo, które im nie wychodzi, bo są właśnie patriarchalnie zaprogramowane do rywalizacji, a ich problemy przypominają „kłopoty barona Münchausena, który próbował sam wyciągną się za włosy z bagna”. I gdy o jednej książce pojawiają się tak polemiczne głosy robi się ciekawiej. Powieść Katarzyny Tubylewicz wzbudziła skrajnie odmienne emocje, podzieliła krytyków, którzy przymierzając te same narzędzia, wyciągają odmienne wnioski, zachęcając nas tym samym do samodzielnego myślenia i zastanawiania się i nad jakością powieści, a w tym przypadku również nad jej aspektami genderowymi.

W swoim czasie o współczesnej krytyce Krzysztof Varga napisał "żadnej zajadłej dyskusji nie uświadczysz". Oczekiwanie, że będzie ostro i emocjonalnie jest jak widać i to nawet u źródła.  O blogerach literackich Krzysztof Varga w tym samym tekście napisze ironicznie: grasujący w internecie "entuzjaści, którzy z czystej miłości do literatury epatują nas swymi zachwytami". René Wellek przypomina, że brak wiedzy teoretycznej plus emocje to bardzo niepożądane połączenie. Dobry tekst krytyczny z tego się nie urodzi. A zatem tak, entuzjasta bloger, któremu wydaje się, że jest krytykiem, to porażka, ale jest nią również krytyk, którego teksty pozbawione są emocji. Gdy czytam recenzje dyżurnego krytyka „Gazety Wyborczej” dr. hab. Dariusza Nowackiego, dostaję suche, drewniane omówienia, które zabijają przyjemność ich czytania już w pierwszym akapicie, a do czytania literatury jako takiej metodycznie zniechęcają. Można, zatem mieć świadomość narzędzi literaturoznawczych, można się po pojęciach teoretycznych poruszać ze swobodą akademika i można zostać naczelnym nudziarzem polskiej krytyki. Nie sądzę, żeby równie biegle jak dr hab. Dariusz Nowacki, po zjawiskach literackich poruszał się mgr Ignacy Karpowicz, pewnie miałby trudność w wyrecytowaniu z pamięci definicji porządkujących świat krytyki, pewnie nie pamięta, co który teoretyk literatury i kiedy powiedział, ale po przeczytaniu recenzji „Zjadanie zwierząt” Jonathana Safrana Foera autorstwa Ignacego Karpowicza przestajemy z dnia na dzień jeść mięso. Podsumowując: widzimisię i entuzjazm pozbawiony wiedzy krytycznej – źle robi krytyce, ale emocje zaprzęgnięte do krytyki to jest właśnie ta krytycznoliteracka słodka bita śmietana, w której czytelnicy z taką rozkoszą i tak bezgranicznie się zanurzają.

 

Nauki  ścisłe a krytyka literacka

 

Był jednak czas, kiedy uważano, że wyłącznie sięgając po metody stworzone przez nauki przyrodnicze da się obiektywnie zbadać dzieło literackie. Szukano źródeł i przyczyn pewnych zjawisk literackich, przyglądano się różnego rodzaju czynnikom społeczno-gospodarczym, politycznym, które mogły mieć wpływ na dane dzieło literackie. Większość tych, którzy chcieli w analizie literackiej sięgać po metody nauk ścisłych jednak poległo, bo sprawdziły się one w niewielkim stopniu. Ciekawie metodę pracy przyrodnika zobrazował w 1883 Wilhelm Dilthey wyjaśniając, na czym polega praca przyrodnika, a na czym praca historyka. Przyrodnik tłumaczy dany fakt faktami wcześniejszymi, które są z nim powiązane związkiem przyczynowym. Historyk chce zrozumieć sens danego faktu. I dodajmy - ten konkretny historyk, co bardzo wiąże się z subiektywną oceną danego faktu. W 1884 Wilhelm Windelband również zauważył, że przyrodnicy ustalają prawa ogólne, podczas gdy historycy skupiają się na faktach jedynych w swoim rodzaju i niepowtarzalnych. A. D. Xénopol uważa, że nauki przyrodnicze badają fakty powtarzające się, a historycy fakty następujące po sobie.

 

Krytyk literacki na rozdrożu

 

Gdyby podsumować te rozważania okaże się, że mamy do wyboru dwa krańcowo różne rozwiązania: albo zbierać fakty i ustalać jak najbardziej ogólne prawa, albo odczytywać literaturę osobiście, zakładać indywidualność i jednorazowość każdego dzieła literackiego. Licząc się z tym, że osobiste odczytanie to skazanie się na subiektywizm. Trzeba też pamiętać, że każde dzieło literackie jest zarazem ogólne i szczególne. Dzieło literackie, podobnie, jak każdy z nas ma swoje rysy szczególne, lecz dzieli z innymi utworami wspólne cechy ogólne. Podobnie człowiek ma coś typowego tylko dla siebie i wiele wspólnego z całą ludzkością, ze wszystkimi osobnikami swojej płci, narodowości, zawodu. Krytyka literacka ma scharakteryzować to co indywidualne w dziele, twórcy, okresie albo literaturze narodowej. Żeby tego dokonać trzeba się posługiwać terminami ogólnymi. Przyjemność i kontakt emocjonalny to wstęp do badania literatury, ale też, co właśnie udowodniłam, światło wyciągające krytykę literacką z odmętów nudziarstwa. René Wellek swoje rozważania o literaturze i teorii literatury kończy stwierdzeniem, że nauka o literaturze to nie jest tylko sztuka czytania, która należy do ideałów kultury osobistej – pożądana - ale nie może zastąpić literaturoznawstwa, rozumianego jako tradycja ponadindywidualna. Pod czym podpisuję się rękami i nogami.

W następnym odcinku opowiem o istocie literatury.

Na podstawie i wszystkie cytaty z: René Wellek i Austin Warren „Teoria literatury”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa. Przekład pod redakcją i z posłowiem Macieja Żukowskiego. Tytuł oryginału” Theory of Literature. Third edition (1962).



PS W komentarzach na stronie facebookowej Recenzentka.blox.pl Katarzyna Tubylewicz napisała pod linkiem do tego tekstu: "Kinga Dunin (którą cenię bardzo!) i ja piszemy w Krytyce Politycznej, to jak dotąd nigdy się nie spotkałyśmy, więc nazywanie nas koleżankami jest jednak nadużyciem (i chyba trochę insynuacją w tym kontekście)". Postanowiłam przeredagować wpis na blogu. Pierwotny zapis "Z kolei Kinga Dunin koleżanka Katarzyny Tubylewicz z „Krytyki Politycznej” napisze o książce przychylnie" zamieniłam na "Z kolei Kinga Dunin podobnie, jak Katarzyna Tubylewicz związana z „Krytyką Polityczną” napisze o książce przychylnie".

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
środa, 03 czerwca 2015 13:37

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014