Recenzentka

Wpis

sobota, 16 maja 2015

O tym, jak wiersze wstrzymały prace na budowie, czyli drugi dzień Festiwalu Miłosza

Drugi dzień Festiwalu Miłosza zaczynam wywiadem z Ruth Padel, praprawnuczką Karola Darwina. Zanim jednak się z nią spotkam pędzę na Rajską wrzucić relację z poprzedniego dnia na blog. W Pałacu pod Baranami mimo wczesnej pory zaczyna się ruch. Ruth Padel przegląda książki w księgarni festiwalowej.



Ruth Padel

Podczas, gdy Ruth Padel udziela wywiadu Katarzynie Hagmajer-Kwiatek z Dwójki zagaduję panią z księgarni festiwalowej o hity czytelnicze. Najlepiej sprzedającymi się książkami są:

Ruth Padel  „Sztuka Kintsugi” (PIW 2015)
Robert Hass „Skrzydlate i ciemne” (Znak 2015)
Kornelijus Platelis „Oda na pękniętą wazę i inne wiersze” (KEW 2015)
Charles Simic „Blues o śnieżnym poranku” (Znak 2015)

Porozmawiam też z Alicją Kubów, pilotką Ruth Padel po Krakowie, która opowie o ich wspólnej wizycie w Bibliotece Jagiellońskiej, gdzie Ruth Padel koniecznie chciała obejrzeć manuskrypty Beethovena, bo przygotowuje nowy tomik wierszy inspirowany jego twórczością. Alicja jest w trakcie studiów magisterskich z krytyki literackiej i właściwie żyje życiem festiwalowym; będzie pilotką gości zagranicznych podczas tegorocznego festiwalu w Gdyni a pomagała już przy realizacji np. festiwalu filmowego w Pradze opiekując się gośćmi z Polski, m.in. Rafaelem Lewandowskim reżyserem „Kreta”.



Od lewej: Ruth Padel, Alicja Kubów

O 12:00 Robert Hass ma wywiad z Barbarą Gruszką-Zych dla „Gościa Niedzielnego”. Zanim jednak przyjdzie wpadam na chwilę do sali, gdzie za chwilę rozpocznie się spotkanie z Marie Lundquist. Justyna Czechowska, która poprowadzi rozmowę napisała w festiwalowym „Almanachu” o poetce: „Idealnie byłoby posiadać trzy miejsca do pisania: niewielką pracownię na parterze, sypialnię na trzynastym piętrze z widokiem na osiem wież kościelnych i stare biurko w domu otoczonym pruskim murem, na końcu wiejskiej drogi. Mimo, że wszystkie one do Marie Lundquist należą, poetka zawsze zaczyna pisanie w czwartym: w pustce. Po kimś lub po czymś, kogo lub czego już nie ma, bądź w miejscu, które dopiero zostanie przez kogoś lub coś wypełnione”. Sala powoli zapełnia się i wypatruję wśród widowni Annę Arno, autorkę biografii „Niebezpieczny poeta. Konstanty Ildefons Gałczyński” i małej prozy „Okna” oraz dr Annę Pekaniec, młodą badaczkę literatury, o której z przekonaniem mogę powiedzieć, że odmieni oblicze polskiej humanistyki.



Od lewej: Anna Arno, dr Anna Pekaniec

Lada moment ruszy wywiad z Robertem Hassem, który zaraz po nim nagra swój wiersz dla kodów miasta.



Od lewej: Barbara Gruszka-Zych, „Gość Niedzielny”, Robert Hass, Bożena Kuchta, tłumaczka.

Katarzyna Hagmajer-Kwiatek prosi o wstrzymanie prac budowlanych na św. Anny, inaczej nici z nagrania. Biegnę truchtem na dół i szukam kierownika budowy. Okazuje się, że ma przenośne biuro na końcu Wiślnej. Wracam, bo go tam nie ma i widzę Katarzynę Hagmajer-Kwiatek w oknie machającej rękami, przekrzykującej niesamowity rumor i błagającej ekipę o pięć minut ciszy. Panowie przestają kopać. Problem w tym, że dwadzieścia metrów dalej ryczy jakiś agregat, który już należy do innej ekipy. Tymczasem dzwoni Ania, że Charles Simic zaraz też będzie nagrywał kody i przydałoby się pięć dodatkowych minut ciszy. Dostaję od pracowników telefon do ich szefa i opowiadam, że mamy jedyną i może niepowtarzalną okazję, żeby nagrać wiersze dwóch poetów, którzy zaraz opuszczą Polskę i potrzebujemy pięć minut ciszy, żeby mieć czyste nagranie. Mówię o festiwalu, o Miłoszu. Jest zgoda i gdy zapada cisza kawałek dalej rozpoczyna się wiercenie asfaltu, więc gonię poprosić o ciszę, ale to kolejna budowa. Dopadam przemiłego archeologa i dostaję pięć kolejnych minut ciszy. Opowiadam mu o festiwalu a tu na drugim końcu rozpoczynają znowu wiercenie, więc pędzę z powrotem i błagam o jeszcze dwie minuty a panowie ze śmiechem, że wiersze zostały uratowane, bo właśnie ktoś im dał z okna znać i w tej chwili dostaję też smsa od Ani, że udało się wszystko nagrać.

Trwa spotkanie z Marie Lundquist, wpadam na salę akurat w chwili, kiedy poetka opowiada o początkach swojego pisania. Z wykształcenia jest bibliotekarką i przez parę lat, zanim zadebiutowała pracowała w bibliotece, co sprawiło, że mogła przebywać w kręgu pisarzy, chociaż sama jeszcze do niego nie należała. Zupełny przypadek sprawił, że opublikowała swoje wiersze. Wyjechała na Jutlandię do duńskiej Folkhöhskoli na wakacyjny kurs, gdzie poznała duńską poetkę Pię Tafdrup, obecnie członkinię Duńskiej Akademii, której wspomniała w rozmowie, że pisze wiersze. Pia Tafdrup zapytała Marię, czy mogłaby przeczytać je i gdy się z nimi zapoznała poleciła, żeby Marie wysłała je do duńskiego czasopisma literackiego „Den Blå Port”. Marie Lundquist nigdy wcześniej nie publikowała swoich wierszy, więc gdy je wysłała i przez około pół roku nie otrzymywała odpowiedzi zupełnie zapomniała o sprawie, aż pewnego dnia znalazła w skrzynce pocztowej numer pisma, w którym ku jej zdumieniu odkryła 10 swoich wierszy w przekładzie na duński, można powiedzieć poety guru Poula Boruma. Marie Lundquist powie, że początki jej pisania mają źródło w poczuciu obcości, jakie niósł ze sobą fakt, że zadebiutowała nie w swoim rodzinnym i kraju i w obcym, chociaż bardzo do szwedzkiego podobnym języku.


Od lewej: Justyna Czechowska, Marie Lundquist

Odprowadzam Roberta Hassa na wywiad z Katarzyną Hagmajer-Kwiatek z Dwójki i wracam po Marie Lundquist, która za chwilę ma wywiad z Barbarą Gawryluk dla Radia Kraków. Panie nie potrzebują tłumacza, bo Barbara Gawryluk, notabene świetna pisarka literatury dla dzieci jest jednocześnie tłumaczką języka szwedzkiego. Pożegnanie z Marie Lundquist przedłuża się, więc umawiamy się z Barbarą Gawryluk, że wcześniej porozmawia ze Zbigniewem Kruszyńskim, który przełożył wiersze Marie Lundquist.



Od lewej: Barbara Gawryluk, Zbigniew Kruszyński, dr Anna Marchewka

Rozmowie z Marie Lundquist przysłuchiwał się  m.in. Michał Sobol, autor rewelacyjnych „Pulsarów” (Nisza 2014).



Michał Sobol

Za chwilę Barbara Gawryluk spotka się z Wiolettą Grzegorzewską, która jadąc na Festiwal Miłosza dowiedziała się, że jej „Guguły” zostały nominowane do Nagrody Literackiej NIKE i do Nagrody Gdynia.



Wioletta Grzegorzewska

Tymczasem czekamy na wywiad z Krzysztofem Siwczykiem z najsympatyczniejszym panem od kultury, czyli Łukszem Wojtusikiem z TOK FM. Z Łukaszem Wojtusikiem porozmawialiśmy o zębach (sic!), miłości do dentystki (sic!!) i pytaniach, jakie dziennikarze zadawali pisarzom w 1929 roku, co niniejszym przebiło w kategorii „surrealistyczne” wspólne śpiewanie hymnu polskiego po szwedzku w windzie z Andersem Bodegårdem.



Od lewej: Łukasz Wojtusik, TOK FM, Krzysztof Siwczyk.

Dzisiejszy dzień kończymy wywiadem Krzysztofa Siwczyka  z Arkadiuszem Łubą dla Deutschland Radio. Zanim zacznie się, chwilę rozmawiamy, niestety Krzysztof Siwczyk jest nieludzko przystojny, co bardzo utrudnia skupienie się na tym, co mówi.



Od lewej: Arkadiusz Łuba, Krzysztof Siwczyk.

Ciąg dalszy nastąpi.

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
sobota, 16 maja 2015 11:13

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość marta fox napisał(a) z *.pat.umts.dynamic.t-mobile.pl komentarz datowany na 2015/05/17 09:00:55:

    Swietnie Pani opisuje te klimaty. Pozdrawiam.

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/17 12:37:32:

    @ marta fox Dziękuję :-* Ludzie wychodzą ze spotkań jak zaczarowani, to magia miejsca :-)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014