Recenzentka

Wpis

wtorek, 20 stycznia 2015

Dlaczego Zygmunt Miłoszewski ma rację, a Jan Hartman myli się

„Gospodarka i kultura są jak ying i yang życia społeczeństwa. Odpowiadają na pytania: za co i po co żyć”, napisał w 2006 na łamach „Rzeczpospolitej” Jerzy Sosnowski, dodając dalej, że początek lat dziewięćdziesiątych był w Polsce spóźnionym buntem mas, które pozbawione wstydu, bez zażenowania upominały się o realizowanie własnego wyobrażenia kultury, kierując się zasadą woli większości. Nastał czas słupków oglądalności, czas reklamodawców, czas Radia Maryja a w szkole czas testów. Sosnowski stwierdził, że jeśli tendencja się utrzyma „w ciągu dwóch pokoleń będziemy źródłem taniej siły roboczej dla bardziej kulturalnych krajów świata” i chyba nie przypuszczał, że jego słowa ziszczą się tak szybko.

 

Z prognoz na 2015 rok wynika, że zatrudnienie w outsourcingu wzrośnie w całej Polsce do 160 tys. osób. Liderem już jest Kraków, w którym zatrudnienie w tego typu usługach do tej pory znalazło 33,5 tys. osób, a miasto zajmuje 9. miejsce w zestawieniu „2015 Tholons Top 100 Outsourcing Destinations”. To wyśmienite prognozy dla ok. 170 000 krakowskich studentów, którzy niedługo opuszczą mury uczelni i po pięciu latach studiów przeniosą się do open space'ów, żeby spędzać osiem godzin dziennie na odtwórczej, nudnej i nierozwojowej pracy polegającej na odbieraniu telefonów, czy obsłudze elektronicznego obiegu dokumentów. Po kilku latach, gdy zdobyte w czasie studiów wiedza i umiejętności pójdą w niepamięć, obudzą się z przysłowiową ręką w nocniku, stwierdzając z przerażeniem, że nie mają już siły tego ciągnąć, będą wypalonymi, znudzonymi trzydziestoparolatkami, bez możliwości zaoferowania czegokolwiek na rynku pracy, oprócz swojego znużenia.

 



Jan Hartman niedawno na swoim blogu stwierdził jednak, że „dla rządu kultura nie jest i nie może być priorytetem. Byłoby to zresztą niezdrowe, dziwne”. Mnie wydaje się dziwne, że słyszę takie farmazony z ust profesora nauk humanistycznych i filozofia. Wypowiedzi Hartmana i Sosnowskiego dzieli niemal dziesięć lat i widać niewiele się w tym zmieniło, że tak dzisiaj, jak i wówczas naukowcy potrafili zadziwiać. Gdy Sosnowski wróżył, że niedługo nie będzie, z kim sensownie rozmawiać, stało się to z przytupem, gdy niedługo potem odpowiedział na jego artykuł Jacek Wierzchowski z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie: „nazywanie prostakami wszystkich ludzi, którzy nie wiedzą o Castorpie w Gdańsku (czyli mnie także!), jest obraźliwe i niemądre”. Chociaż osobiście uważam za niemądre przyznawanie się do niektórych braków i to publicznie, w ogólnopolskiej prasie.

Gdy w Chinach zmarł Mao Zedong, rewolucja kulturalna zebrała niewyobrażalne żniwo. Jak napisze Jian Ma udało jej się „zniszczyć tradycję, wyrwać z korzeniami duchowe i etyczne wartości, rozerwać więzy łączące rodziny i lokalne społeczności”. Według autora „The Noodlemaker” i „Red Dust” doświadczenia przeszłości i sposób sprawowania władzy współcześnie, sprawia, że dla Chińczyków obojętność stała się środkiem przetrwania a przyjęte gorącym aplauzem słowa „Niech żyją ci, którym wszystko jedno!” wykrzyczane w telewizyjnym programie przez malarza Hana Meilina, ofiarę rewolucji kulturalnej, gorzką ceną spokoju.

Pozbawiona niezależności kultura łatwo staje się narzędziem sprawowania władzy pisał we wspomnianym artykule Jerzy Sosnowski, ale, żeby tak się stało, dodał, „musi najpierw zniknąć zrozumienie, o co tak naprawdę w kulturze chodzi. Dopiero zlekceważona, może stać się służką polityki: nareszcie do czegoś się przyda”. Guy Sorman, autor „Rok Koguta. O Chinach, rewolucji i demokracji” powie w 2006 roku w rozmowie z Dariuszem Rosiakiem dla „Rzeczpospolitej” o Chinach, że schedą po rewolucji z lat 60. jest „brak współczucia, obcość ludzi wobec siebie” oraz brak przejawów żywej współczesnej kultury. Edukacja w Chinach, a Polska weszła na tę drogę, poszła w tym kierunku, żeby rozwijać umiejętności odpowiadania na pytania według z góry założonego interpretacyjnego klucza. Dzieci i młodzież nie są zachęcane do stawiania pytań, burzenia zastanego porządku. Nie potrafią samodzielnie myśleć, bo są do tego zniechęcane. Następstwem takiej edukacji jest odtwórczość i umiejętność kopiowania innych, w czym brylują Chiny a Polska zaczyna brylować.

Jest wiele niebezpiecznych symptomów, że Polska zmierza ku kulturalnej pustyni, z rzadkimi intelektualnymi wykwitami w postaci zagranicznych przedruków. Gdy sięgam po magazyny, coraz częściej czytam tłumaczone z obcojęzycznej prasy artykuły. W telewizji dominują programy zagraniczne w najlepszym razie spolszczone formaty. Na rynku książki częściej można się spotkać z literaturą obcą a w prasie literackiej najwięcej miejsca przeznacza się na prezentację światowych nowości wydawniczych.

Gdy Tadeusz Boy-Żeleński studiował medycynę, oczywistym było, że już jako student swobodnie poruszał się w repertuarze teatralnym, operowym, potrafił zachwycić się literaturą. Jego obycie kulturalne nie przejawiało się w bywaniu, pokazywaniu się na premierach, tylko na czynnym uczestnictwie: przekładaniu literatury, pisaniu tekstów krytycznych, publicystycznych, angażowaniu się w działalność edukacyjną, inicjowaniu i wspieraniu akcji prospołecznych. Był też świetnym lekarzem. Z Collegium Medicum – Uniwersytetu Jagiellońskiego, miejscem, gdzie studiował  w latach 1892-1900 i doktoryzował się Boy-Żeleński jest związany Jan Hartman. Ten sam Hartman, który pisze u siebie na blogu: „Siedzę ja sobie pod krawatem bordo w pięknej sali Teatru Wielkiego, na pięknej gali Paszportów POLITYKI. Na scenie eleganckie państwo, wokół pachną dekolty, nade mną sam prezydent z małżonką, tudzież nawet Schetyna i różne panie ministrantki. Aż tu nagle wyskakuje na scenę jakiś obdartus, co to nie musi garnituru, bo on wielkim młodym (względnie) artystą jest. I nuże pyskować na zgromadzoną władzę, bo mu wolno. A kto mu co zrobi? Przecież, k…a, wolność mamy w kulturze, nie?” Piotr Paziński na swoim profilu facebookowym zastanawia się: „nie wiem, po jakie licho Jan Hartman napisał ten felieton, bo myli się tak bardzo, że aż ręce opadają” a ja dodatkowo pytam: kto panu Hartmanowi dał tytuł profesora i kto dopuszcza, żeby ten pan miał do czynienia ze studentami?

Zygmunt Miłoszewski na swoim fanpage’u wytłumaczył skąd jego strój, który wzbudził takie kontrowersje: „Niektórzy z Państwa poczuli się dotknięciu moim wyjątkowo nieformalnym strojem na gali. Nie była to manifestacja, w wyniku rodzinnego zawirowania musiałem jechać prosto z miasta i miałem wybór: iść jak stoję, albo nie iść wcale. Za chwilę premiera filmowego Ziarna prawdy, będą mogli Państwo zobaczyć na zdjęciach, że posiadam marynarkę”. W moim odczuciu Zygmunt Miłoszewski w ogóle nie musiał się tłumaczyć. Pobyt w Szwecji pamiętam, jako nieustanny szok kulturowy. Podczas pierwszego razu w sztokholmskiej operze spotkałam ówczesnego sekretarza Akademii Szwedzkiej z synem: w dżinsach i bluzie z kapturem. Następczyni tronu Wiktoria Bernadotte była tak skromnie ubrana a przemknęła przez korytarze tak dyskretnie, że o jej obecności dowiedzieliśmy się dopiero, gdy aktorzy wyszli złożyć jej ukłon, co jest zwyczajem w takich sytuacjach. Zwyczajem było również spotkanie ówczesnego premiera Görana Perssona idącego do riksdagu na piechotę i bynajmniej nie w garniturze a w sweterku. Gdy zwiedzałam budynek parlamentu szwedzkiego uderzył mnie jego wystrój: funkcjonalny, minimalistyczny. W Polsce w tym czasie rozpisywano przetargi, w których znalazły się zamówienia na bujane fotele.

Szwecja jest krajem o małym „dystansie władzy”, Polska przeciwnie. Ten termin wprowadzony przez psychologa społecznego Mauka Muldera zrobił furorę dopiero, gdy inny Holender Geert Hofstede zbadał i opisał różnice wydajności pracowników IBM w różnych krajach. W książce, która była efektem jego badań „Kultury i organizacje” opisał, że w krajach o małym dystansie władzy, takich jak Szwecja dąży się do zmniejszenia nierówności społecznych. W krajach takich jak Polska społeczeństwo silnie się polaryzuje na niewielką grupę zamożnych i sporą osób biednych. W Szwecji uważa się, że każdy powinien mieć równe prawa. W Polsce system sprzyja bogatym, co widać choćby w systemie podatkowym. W Szwecji źle widziane są wszelkie ostentacyjne przejawy statusu, stąd urzędnicy rezygnują z formalnych atrybutów władzy. Na ulicy można spotkać rodzinę królewską bez obstawy, czy premiera idącego na piechotę do pracy. W Polsce prezydent Krakowa Jacek Majchrowski kupuje służbowego lexusa za 155 000 zł, mnoży swój prywatny majątek, a spotkać można go najczęściej podczas przecinania wstęg, bo z pewnością nie w tramwaju, czy zapchanym niemiłosiernie autobusie. W Szwecji nie tylko zamieszanie w skandal, ale niepoprawna politycznie wypowiedź kończy politykowi karierę. W Polsce nikogo nie dziwią skandale polityków, podobnie jak fakt ich tuszowania, co widać w wypowiedzi Jana Hartmana, gdy pisze: „Pomimo wybryków z finansowaniem Watykanu ze środków na kulturę państwo i samorządy są dla kultury coraz hojniejsze i traktują kulturę coraz poważniej”.

Odbierając Paszport POLITYKI Zygmunt Miłoszewski upomniał się o polską kulturę. Żeby kogoś było stać na takie wystąpienie musi być człowiekiem nieobojętnym, niezależnym, wolnym od rządowej ręki, „która głaszcze, karmi”, ale też wymaga pokory i siedzenia cicho. Jan Hartman pisze, że „od tego warszawskiego dobrobytu poprzewracało się co poniektórym we łbach”. Problem w tym, że wspomniany przez niego warszawski dobrobyt, jak odpowiada Janowi Hartmanowi Piotr Paziński „dla wielu twórców, o których upomniał się Miłoszewski oznacza, być może tego nie wiesz: zarobki poniżej przeciętnej (nie mówiąc już o przeciętnej sejmowej), notoryczne nerwy, chałtury, szukanie roboty, niepewność jutra, bardzo niski prestiż społeczny, poczucie olania ze strony władzy (która, owszem, chętnie od wielkiego dzwonu pojawia się na galach), systematycznie zmniejszające się bądź nie rewaloryzowane dotacje na czasopisma, śmiesznie niską pulę stypendiów twórczych, o które można się ubiegać, poczucie zmarnowanego życia, świadomość, że wyjście na prostą i skupienie się wyłącznie na twórczości, choćby przez jakiś czas, jest celem absolutnie nieosiągalnym itd. itp. To tyle a propos Twojego stwierdzenia, że "mimo [niedociągnięć] postęp jest ogromny i kultura w agendzie władzy zajmuje coraz wyższą pozycję". Nie, nie zajmuje”.

Anna Dutka

 

POLECAM RÓWNIEŻ:

Zygmunt Miłoszewski walczy o polską kulturę

Kogo trzeba przelecieć, żeby dostać Paszport POLITYKI?

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
wtorek, 20 stycznia 2015 15:43

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość krzysiek napisał(a) z 78.10.129.* komentarz datowany na 2015/01/21 10:05:10:

    Bardzo słuszne słowa. Pan Hartman po raz kolejny udowadnia, że bycie profesorem wcale nie oznacza dużego ilorazu inteligencji. Przykre.

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2015/01/21 15:38:01:

    @krzysiek Przykre też jest to, że takie osoby jak On najchętniej sięgają po przysłowiowe pióro i wyrażają swoje opinie. Wolałabym więcej spokojnych, merytorycznych i wyważonych głosów...

  • Gość krzysiek napisał(a) z *.dynamic.gprs.plus.pl komentarz datowany na 2015/01/22 07:29:26:

    Cóż, takie mamy czasy. Liczy się donośność głosu i wywołanie skandalu, kliknięć na stronie. Merytoryczne argumenty dawno już przestały być użyteczne, bo są po prostu nudne.

  • Gość a220 napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2015/01/22 13:21:30:

    Ze zdziwieniem czytam to potępienie prof. Hartmana i gloryfikowanie przedstawiciela "kultury" w osóbce Miłoszewskiego. Ze zdziwieniem czytam również bezsensowne porównywanie zwykłego spektaklu operowego w Szwecji, z oficjalną galą wręczania Paszportów Polityki. Jakoś nigdzie, na innych tego typu galach, nie widziałem nikogo w wymiętej wyciągniętej psu z gardła koszuli z wystającym spod niej podkoszulkiem. Co do skromnego ubioru występującej prywatnie księżniczki, to chyba nie przyszła w wymiętej sukienczynie z wystającą u dołu nie pierwszej świeżości halką?
    Ale sprawa ubioru jest drugorzędna. Ważne są słowa tego krzewiciela kultury nic nie wyjaśniające, a tylko obrażające oficjalnych gości z prezydentem Polski na czele.
    I ma całkowitą rację prof. Hartman pisząc, że kultura nie jest priorytetem dla rządu. Chyba każdy zna piramidę potrzeb Maslowa. Jeżeli te podstawowe potrzeby nie zostaną zaspokojone, to potrzeba samorealizacji nie zaistnieje w ogóle. I to jest oczywiste dla ludzi mających chociaż słabe pojęcie o funkcjonowaniu społeczeństwa.
    Społeczeństwo syte, zasobne, zdrowe, bezpieczne i dobrze wyedukowane, będzie automatycznie aktywować potrzeby estetyczne i poświęcać im coraz więcej uwagi. I w takim społeczeństwie kultura będzie miała możliwości swobodnego funkcjonowania i rozkwitu, nawet bez mecenatu państwa.

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2015/01/22 14:41:38:

    @krzysiek tym bardziej powinniśmy zwracać uwagę, zwłaszcza takim osobom jak Jan Hartman, że oczekuje się od nich rozważnej, merytorycznej dyskusji a nie tanich komentarzy...

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2015/01/22 15:08:22:

    @ a220 Skromność nie jest u nas docenianą cechą. Są jednak kraje, w których ocenia się człowieka nie po ubiorze a po tym, co sobą reprezentuje.

    Dla mnie słowa Miłoszewskiego były bardzo w punkt i na temat. I zrozumiałam o co mu chodzi...

    Niestety kraje, w których kultura jest na ostatnim miejscu wśród priorytetów, staczają się, umierają śmiercią głupszego, mniej kreatywnego. Najbardziej innowacyjne kraje a wśród nich Szwecja stawiają na kulturę, rozwój czytelnictwa, bo stawiają na człowieka samodzielnie myślącego, wrażliwego, przez to kreatywnego.

    To, co stało się z Chinami wskutek rewolucji jest praktycznie nieodwracalnym procesem a jego efekty są wciąż odczuwalne. A na ewentualne zmiany trzeba popracować przez kilka pokoleń. Tak jak u nas dość szybko wychowaliśmy nowe pokolenie, które nie czyta, bo nie rozumie literatury, nie potrafi jej docenić. Pytanie, czy chcemy w Polsce mieć fabryki z tanią siłą roboczą, czy przeciwnie chcemy tworzyć nowe technologie, wprowadzać własne marki, produkty na rynek?

    Inżynier wymyślając nowy model samochodu nie myśli wyłącznie o skrzyni biegów i o tym, co jest pod maską, równie ważna jest estetyka wykonania. Zadziwia mnie jak długo dziennikarze motoryzacyjni potrafią rozmawiać o kształcie kierownicy lub deski rozdzielczej: estetyka, estetyka, estetyka. Ale, żeby coś innowacyjnego a do tego ładnego wymyślić, trzeba być kreatywnym i wrażliwym na piękno . Dlatego MUSIMY inwestować w kulturę....

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014