Recenzentka

Wpis

wtorek, 09 grudnia 2014

Pod okupacją. Listy - Spotkanie wokół książki

Niektóre spotkania literackie to wchodzenie w środek historii literatury. Tak było teraz. Wydawczyni „Zeszytów Literackich” i prof. Marta Wyka w jednym miejscu. A spotkanie z nimi przecina się ze spotkaniem z dr Anną Pekaniec i Anną Arno (Niebezpieczny poeta, Okna). Mam wrażenie, że historia lubi się powtarzać, a przynajmniej jej część. Po spotkaniu ubieramy się i pada propozycja, żeby przeciągnąć je i pogadać jeszcze razem w Nowej Prowincji. Ania dopytuje, czy odebrałam mail o konfiturze brzoskwiniowej w earl grey, na co odzywa się Ania Pekaniec, że moja czarna porzeczka w marcepanie jest fenomenalna. Odnotowuję, bo to chwile kulinarnego triumfu. Dołącza do nas prof. Marta Wyka, która dopytuje, czy Ania czytała jej recenzję „Niebezpiecznego poety” w „Nowej Dekadzie Krakowskiej”. Wychodząc spotkam Jana Bińczyckiego, wkłada zabawną dzianinową czapkę z daszkiem, wsiada na rower. Dziękuję mu w przelocie za interwencję i przysłanie książek, na które czekałam z Ha!artu. Rozmawialiśmy niedawno o kulturze chłopskiej a pretekstem były teksty Grzegorzewskiej i Muszyńskiego w listopadowym Miesięczniku ZNAK. Niedługo na blogu ukaże się zapis naszej rozmowy. Tymczasem my, w towarzystwie jeszcze dwóch osób, których nazwisk nie zapamiętam, idziemy w stronę Brackiej. Zajmiemy duży stół na pięterku, które uwielbiam. To tam przeprowadzę rok temu wywiad z Anną Arno, stremowana wówczas przeraźliwie. Zamawiamy czekoladę, ja z wiśniówką. Ania Arno czerwone wino i cytrynową tartę. Gadamy o jej stażu w Metropolitan Museum of Art, o życiu, o finansowaniu nauki i znowu mam wrażenie, że przed chwilą Tomasz Fijałkowski i prof. Maciej Urbanowski właśnie o tym opowiadali: o zwyczajnościach, codzienności, które przecież zawsze są częścią tworzenia literatury i nauki. I wsłuchuję się w rozmowę Ani Pekaniec z Anią Arno, ciesząc się, że mogę rozpieszczać je moimi domowymi konfiturami.

 

 

Na zdjęciu od lewej Anna Arno, dr Anna Pekaniec, prof. Marta Wyka

 

Ale wróćmy do spotkania, od którego wszystko się zaczęło. Tomasz Fijałkowski o książce „Pod okupacją. Listy”, powie „niezwykła”, bo możemy dotknąć czasu okupacji nie we wspomnieniu, nie w opisie tylko w na bieżąco pisanej korespondencji, odzwierciedlającej czas bezpośrednio a potem doda, że jej tytuł nie jest do końca ścisły, bo zaczyna się chronologicznie od listów Jerzego Andrzejewskiego jeszcze sprzed wybuchu wojny a kończy się dramatycznymi listami Stefani Baczyńskiej, matki poległego w Powstaniu Warszawskim Krzysztofa Kamila, wysłanymi już po wojnie. Tomasz Fijałkowski przypomni jedną z książek z dorobku Kazimierza Wyki „Życie na niby”, zbiór szkiców o życiu w Generalnym Gubernatorstwie i powie, że książka „Pod okupacją. Listy” mogłaby się nazywać „życie naprawdę”, bo nie traktuje o mechanizmach narzuconych przez okupanta a o życiu duchowym, takim, jakie wówczas było, o dziwnym archipelagu ludzi, połączonych wspólną myślą o kulturze, o przyszłości literatury i kultury polskiej. W tej rozmowie, jak zaznaczy, uczestniczą przedstawiciele kilku pokoleń, począwszy od Karola Irzykowskiego urodzonego w latach 70. XIX wieku, pokolenie Kazimierza Wyki, Jerzego Andrzejewskiego, Czesława Miłosza i Jerzego Turowicza, wreszcie Tadeusz Gajcy - jako jedyny obecny tu słowem poeta pokolenia wojennego i Krzysztof Kamil Baczyński, który jest w tych listach bardzo obecny, chociaż nie ma żadnego jego listu.


 

Na zdjęciu od lewej: Barbara Toruńczyk, Tomasz Fiałkowski, prof. Marta Wyka, prof. Maciej Urbanowski

 

Książka została znakomicie opracowana przez prof. Macieja Urbanowskiego, ma świetny wstęp prof. Marty Wyki a przypisy wraz ze wstępem doskonale pomagają rozszyfrować teksty, ułatwiając ich czytanie współczesnemu czytelnikowi. Na sali jest kilka pań, które jako małe dziewczynki pojawiają się w korespondencji, w tym prof. Marta Wyka, która wywołana do odpowiedzi powie, że czuje się zażenowana, bo jest i świadkiem i dzieckiem epoki, której nikt na sali nie pamięta, a która odbija się w tej korespondencji. Te listy są dla niej przypomnieniem świata dziecka i przyjrzeniem się, czym wówczas żył świat dorosłych. Autorem wszystkich jej fotografii z dzieciństwa jest Jerzy Turowicz, dokumentujący swoje dzieci i dzieci przyjaciela Kazimierza Wyki, które nazywają go czarnym panem. Każdorazowo dzieci cieszą się, że do Krzeszowic przyjedzie czarny pan i będzie robił zdjęcia. W listach można znaleźć informacje o pisanej wówczas literaturze dla dzieci, książeczkach i zbiorach wierszy. Prof. Wyka wymieni opowieść o termometrze „Raz termometr zachorował”, którą do Krzeszowic przywiózł Tadeusz Kwiatkowski, publikujący ją pod pseudonimem, jako Jan Trzaska. W tych latach powstaje jedna z najlepszych powieści dla dzieci i młodzieży Wojciecha Żukrowskiego „Porwanie w Tiutiurlistanie”, jak podkreśli prof. Wyka nie tylko dla dzieci i młodzieży. W tych latach, jak doda, Marian Piechal napisze dla niej wierszyk „Trudne słowa” z takimi łamańcami jak w chrząszcz brzmi w trzcinie, chrabąszcz źdźbło dżdżu żuje. W tej korespondencji jest też drugi świat, o którym nie dowiadujemy się wszystkiego a na pewno nie wszystkiego tego, o czym dzisiaj wiemy. Dla trzech korespondentów, którzy mówią o sobie, że są triumwiratem: Andrzejewski, Miłosz i Wyka, który będzie po wojnie wyznaczał losy polskiej kultury i literatury, można, jak podkreśli prof. Marta Wyka powiedzieć, że on nie przetrwał w takim kształcie, jak w korespondencji był zamierzony. To wielkie napięcie intelektualne towarzyszące tym listom, wielkie lektury w nich wymieniane, zamierzone książki, z których duża część nie została nigdy napisana, ten nurt listów świadczy o tym, że poczucie obowiązku intelektualnego było silniejsze niż wszystko, co działo się w świecie otaczającym korespondentów. Tymi listami jak powie prof. Marta Wyka, próbuje się przywrócić naszej pamięci małopolską część Generalnej Guberni, niewielki skrawek ziemi pomiędzy Goszycami, Rudawą, Krzeszowicami, który miał swoje ujścia w Warszawie, gdzie mieszkali Miłosz i Andrzejewski, którzy przyjeżdżali do Krzeszowic z wizytą.

 


Prof. Maciej Urbanowski edytor listów, powie, że są ważne nie tylko, jako świadectwo, dokument czasów, ale ciekawe też, jako rodzaj literatury i wielopłaszczyznowej opowieści o okupacji, odsłaniające te jej aspekty, o których mało lub nic się nie wiedziało. Z tych listów wybrzmiewa nie tylko życie duchowe okupacji, ale też życie codzienne, podkreśli prof. Urbański, dodając, że miejscami to jest sielska, a z pewnością zupełnie inna twarz okupacji. To, co go najbardziej w nich porusza to zarysy i projekty twórczości, z której nigdy nic się nie wyłoniło: nienapisane eseje, zaczęte i niedokończone książki, pomyślane utwory. Prof. Urbanowski wspomni esej Kazimierza Wyki o głupocie, krążący w tej korespondencji a dzisiaj nie wiemy, co się z nim stało. Jest tam konspekt nienapisanej książki Karola Irzykowskiego. To, co go zaskoczy, to niezwykła niemal biznesowa aktywność pisarzy w tamtych czasach i troska, żeby zapewnić sobie byt materialny. Są tam zapisy rozmów o instytucjach projektowanych na czas po zakończeniu wojny. A jako najbardziej fascynujące podkreśli Urbanowski momenty chwytania historii literatury, takie jak wówczas, gdy Jerzy Andrzejewski pisze do Kazimierza Wyki, że poznał ciekawego młodego poetę Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Wszystkie te momenty, kiedy szyfrowanym językiem Andrzejewski pisze do Wyki, że ten dzielny chłopiec, który tak dziwnie grał w ping-ponga zniknął a dzisiaj wiemy, że mowa jest o Andrzeju Trzebińskim, który został aresztowany przez Niemców a wkrótce przez nich rozstrzelany. To są te niezwykłe momenty, kiedy widzi się tych ludzi jeszcze żywych, wkraczających do naszej historii.



Wydawczyni „Pod okupacją. Listy” Barbara Toruńczyk powie, że czasy okupacji wydają jej się decydujące dla tego, co później dzieje się z naszą świadomością kulturalną i wymagają nowej interpretacji. Kluczem do tej książki i do świadomości politycznej, historycznej, życiowej tych ludzi, których poznajemy w korespondencji, jako młodych, trzydziestoletnich mężczyzn są ich codzienne wydarzenia, doświadczenia, opisywane w tych listach. To jest niespodziewany obraz kształtowania się, przełamywania świadomości, jej labilność, mglistość a jednocześnie ogromna potrzeba znajdowania sensu i drogi dla własnych dążeń, podkreśli Barbara Toruńczyk. To są trzydziestoletni mężczyźni, z małymi dziećmi, z rodzącymi się obowiązkami rodzinnymi, którzy już w tym wieku czuli się ogromnie odpowiedzialni za losy kultury polskiej. Robią wszystko, żeby nie zmarnować czasu w czasie okupacji, troszczą się o utalentowanych ludzi, uczą młodzież, organizują komplety i dążą do spełnienia się w druku. Szczególnie wybija się Wyka, który zwróci uwagę m.in. na Baczyńskiego, zaraża swoim entuzjazmem dla jego talentu swoich kolegów. Niesamowita jest skala działalność domów wydawniczych in spe, o czym dowiadujemy się właśnie dzięki zapiskom w listach. Mimo okupacji, ci młodzi ludzie potrafili w podziemiu znaleźć wydawcę dla swojej twórczości. Dzięki Mitznerowi do dzisiaj zachowały się niektóre poematy m.in. Miłosza, współcześnie wydane przez Wydawnictwo Literackie na podstawie zachowanych wówczas maszynopisów. Istnienie ludzi, którzy prowadzili działalność wydawniczą, skupowali prawa do sprzedaży utworów od Miłosza, czy Andrzejewskiego, dając im środki do życia, z myślą, że po wojnie wydadzą ich twórczość, świadczy też o ogromnej nadziei i wierze, że wojna musi się skończyć. Wielu spośród tych wydawców prowadziła podwójną działalność: podziemną i oficjalną, jak zaznaczy Tomasz Fiałkowski. Stefan Kamiński wydawał legalnie podczas okupacji książki dla dzieci. U niego publikowała swoje powieści Maria Kędziorzyna, Kwiatkowski pod pseudonimem wydawał u niego właśnie, jako Jan Trzaska. Jednocześnie wydawca zamawiał dzieła na powojnie. Dobrym przykładem tego jest Irzykowski, wchodzący już w takie szczegóły jak nakład książki, a mówimy o rzeczy, która pozostała w listach jedynie w konspekcie i nigdy się nie ukazała, chociaż z pewnością chcielibyśmy przeczytać krytyczną, może nawet złośliwą historię literatury widzianą jego oczami. Ciekawe są projekty Andrzejewskiego, jedne niezrealizowane a jeszcze inne zrealizowane jak powieść psychologiczna miłosna, która zaginęła i nie wiemy, co się z nią stało. Tomasz Fiałkowski wręcz zachęca do spojrzenia na historię literatury polskiej i zastanowienie się nad jej alternatywnym obrazem, który wyłania się z tych niezrealizowanych projektów lub zaginionych utworów opisywanych w listach. Maciej Urbanowski podkreśli, że ta korespondencja prywatna i intymna nie jest obciążona koniecznością reagowania na bieżące wydarzenia według jakiejś konwencji, przeciwnie jest w niej swoboda i wolność myślenia o sobie i kulturze.

 


Barbara Toruńczyk opowie, że po przygotowaniu „Pod okupacją. Listy” wróciła do książki Marty Wyki „Miłosz i rówieśnicy”, która według niej jest najlepszą interpretacją tych listów, pokazując przełamanie się świadomości, pokazując jak trudne jest w poszczególnych okresach czasu wyrabianie sobie zdania o tamtym okresie. Marta Wyka w tej książce daje świadectwo temu, jak my z czasem zmieniamy swój pogląd na tamten czas. Wręcz Toruńczyk powtórzy za Miłoszem, że do zrozumienia Andrzejewskiego trzeba czytać jego okupacyjne listy, eseje, bo są zapowiedzią jego późniejszych wyborów. I to, co dla Barbary Toruńczyk wydało się najważniejsze w „Pod okupacją. Listy” to podkreślenie jak wówczas ci wtedy jeszcze młodzi intelektualiści postrzegali najważniejsze dla Polski sprawy a była nią kultura i dbanie o nią. Wszyscy oni byli zaangażowani w działalność konspiracyjną, przede wszystkim w obszarze kultury; Gajcy, czy Baczyński są przedstawicielami pokolenia wojennego w sensie ścisłym. Piszą, tworzą, jeżdżą pomiędzy Krakowem a Warszawą, przewożąc teksty. Tomasz Fijałkowski powie, że ogromne wrażenie zrobiło na nim jak Kazimierz Wyka, gdy niemal w tonie żartobliwym pisze o tym, że właśnie został awansowany na zakładnika, co jakby się wczytać było sytuacją potworną, bo w Krzeszowicach w Pałacu Potockich rezydował generalny gubernator Hans Frank a władze niemieckie, żeby się zabezpieczyć przed ewentualnym zamachem na jego życie, stworzyły listę zakładników, osób które zostaną zabite w przypadku próby zabicia Franka. I na tej liście był Kazimierz Wyka. Na koniec spotkania prof. Marta Wyka przeczyta list Kazimierza Wyki do Jerzego Turowicza z 17 października 1944, który Wyka kończy słowami „Marta już chodzi do szkoły i weszła znów w bardzo dobry okres psychologiczny, jest chętna i pilna, co bardzo nas cieszy”.

 


Na zdjęciu od lewej prof. Maciej Urbanowski, prof. Marta Wyka, Anna Dutka.


Spotkanie wokół książki „Pod okupacją. Listy”, Zeszyty Literackie. 8 grudnia 2014 r., Wojewódzka biblioteka Publiczna w Krakowie. Wysłuchała i zanotowała: Anna Dutka.

 

POLECAM RÓWNIEŻ:

Anna Iwaszkiewicz w rozmowie z Anną Pekaniec

Czy w tej autobiografii jest kobieta

Okna - Anna Arno

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
wtorek, 09 grudnia 2014 17:23

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014