Recenzentka

Wpis

środa, 24 września 2014

Czy leci z nami Mariusz Szczygieł?

Mariusz Szczygieł napisał, że proszenie o opinię na temat własnej twórczości jest „jak błaganie o seks, kiedy nikt się nie kwapi, żeby cię zaspokoić” („Książki. Magazyn do Czytania”, 3/2014). Mocne słowa. I kto je powiedział? W 1989 Mariusz Szczygieł ma 23 lata. Za chwilę rynek się obudzi, zasysając każdego, kto ma choć odrobinę talentu. Startują komercyjne media, tworzy się pierwsza ekipa „Gazety Wyborczej”. To wówczas zaczynają ci, którzy dzisiaj odcinają kupony od tych złotych czasów. Pamiętam rozmowę Pawła Goźlińskiego, o ile się nie mylę z Pauliną Wilk a’ propos jej Znaków szczególnych, podczas której szczerze przyznał, że wówczas praktycznie od razu zostawało się szefami, kierownikami. Rzucani na głęboką wodę, uczyli się w błyskawicznym tempie. Od najlepszych! Inaczej niż teraz. Zamiast długiego okresu bezpłatnych praktyk, staży, szlifowania kiepskich redakcji, trafiali niemal od razu tam, gdzie chcieli albo przynajmniej wysoko. Wśród nich Mariusz Szczygieł.

Robiliście błyskawiczne kariery, ucząc się od mistrzów w zawodzie. Dostawaliście szanse, które kolejne pokolenia muszą okupić ciężkim haraczem. Dzisiaj, nikt nikomu nie otwiera żadnych drzwi. Dobra praca jest poprzedzona ciężką harówką i latami walki. A i tak, żeby osiągnąć sukces trzeba dostać kopniaka wsparcia od dobrych znajomych albo dobrodusznych nieznajomych. Widziałam w blogosferze ludzi latami czekających na swoje pięć minut i o niewielu mogę powiedzieć, że wszystko sobie zasługują. Niestety, przeważnie po drodze dostali rekomendację kogoś znanego, rozpoznawalnego. Kogoś, kogo nazwisko wiąże się z gwarancją sukcesu.

Dlatego ludzie proszą o opinię na temat swojej twórczości. Dlatego ludzie zwracają się o tę opinię nie do anonimowego Jana Nowaka, tylko do Mariusza Szczygła (Láska nebeská, Gottland). I gdyby było inaczej to na okładce książki Magdaleny Grzebałkowskiej Beksińscy. Portret podwójny. byłby blurb autorstwa Jana Nowaka a jest rekomendacja Mariusza Szczygła. A dlaczego? Bo nikogo nie obchodzi, że jakiś Jan Nowak kupił sobie kiedyś album Beksińskiego.

Gdy od tak dawna jest się na samej górze, można stracić poczucie rzeczywistości. Podobnie do polityków, którzy żyjąc powyżej średniej krajowej, nie mają bladego pojęcia, co to znaczy żyć za 1300 netto miesięcznie.

Dość długo pracowałam na uczelni, napatrzyłam się na rażące przypadki nadużyć władzy i dla odskoczni od tego chorego środowiska, czytałam i pisałam o książkach. Sądząc, że środowisko literackie to świat idealny. Nic bardziej błędnego. Tyle samo tu nepotyzmu, kolesiostwa i cwaniactwa. Tylko branża inna. Otarłam się o opinię, że nawet z gniota da się zrobić dobrą książkę. Kosztuje to redaktora sporo pracy, ale jest do zrobienia. I tak wyciąga się za uszy debiuty tych, którzy nie mają talentu, ale mają ambicję, żeby pisać. No i mają mocne nazwiska. Na przykład w rodzinie. Przypadkowy Kowalski ma niewielką szansę na takie wsparcie i jego debiut musi bronić się sam. Spójrzmy na rynek i wielkie domy wydawnicze. Kto tu debiutuje i ile wśród tych nazwisk jest osób kompletnie nieznanych a ile: dziennikarzy, żon dziennikarzy, wnuczek powstańców, córek poetek, itp. Czy każdy ma szansę? Nie, Panie Mariuszu. Nie każdy.

Studia kończył ze mną chłopak, dla którego nie znalazło się stypendium doktoranckie. Wyjechał do Szwecji i to tam opublikowano mu magisterkę, i to tam robił doktorat. Dlaczego? Bo był TYLKO zdolnym chłopakiem.

Gdybym napisała książkę, którą sygnowałby swoim nazwiskiem Mariusz Szczygieł, pewnie otarłabym się o literacką nagrodę a jeśli nie, to przynajmniej oglądałabym pochód tej książki przez liczne rekomendacje. Proszę zaryzykować i wydać coś anonimowo. Może gdyby posmakował Pan porażki odrzucenia, gdyby zobaczył, jak bez magii nazwiska książka znika, nikogo nie interesuje, jak ginie w walce na półkach i jak szybko ląduje z powrotem w magazynach, czekając na przemielenie lub drugie życie w „taniej książce”, może wtedy otrząsnąłby się Pan i nie napisał takich głupot.

Coraz częściej dostaję prośby od wydawców, autorów o opinię ich książki. Przysyłają swoje teksty, bo chcą wiedzieć, co sądzi o nich autorka bloga. Nie jakiś Jan Kowalski, który idąc do księgarni w ciemno kupuje książki Mariusza Szczygła, a długo waha się i zastanawia nad nieznanymi sobie tytułami. Tylko konkretna Anna Dutka, niezależna recenzentka, autorka bloga - coraz bardziej popularnego medium, po które coraz częściej w promocji sięgają wydawcy i pisarze, mając świadomość, że blogerzy mają wpływ na decyzje zakupowe swoich czytelników. Na rynku książki rozgrywa się nierówna walka. Zwyciężają ją samograje. Gdy szukam książek na prezenty, nie kupuję tytułu autora, którego nie znam. Kupuję za to nieznany tytuł autora, którego znam. Pana książki kupuję w ciemno. Inni nie mają tak łatwo w walce o moją uwagę a zwłaszcza pieniądze. Gdy mam do wyboru kolejny zbiór opowiadań Alice Munro a opowiadania debiutanta, to muszę mieć rekomendację zaufanej osoby, że warto tego początkującego pisarza kupić. I nie chodzi tu nawet o pieniądze a o nasz, czytelników czas, bo skoro rocznie wydaje się ponad 30 000 tytułów, to mamy w czym wybierać. I musimy wiedzieć, że wybieramy coś wartego naszej uwagi. Szukamy rekomendacji. Czasem jest nią wydawnictwo. Książki Czarnego, Karakteru, niektóre serie W.A.B. czytam w ciemno. Co do innych upewniam się wśród znajomych, sprawdzam opinie ulubionych blogerek, bo skoro jest tyle dobrej literatury, to nie chcę marnować czasu na tę kiepską. I dlatego, gdy dostaję rekomendację Mariusza Szczygła, to wiem, że tę książkę nie warto a należy przeczytać.

Gdy widzę nachalną promocję książki. Wciskanie mi tytułu. Mówienie, że ktoś jest kimś, kim nie jest. Gdy widzę kółko różańcowe kolegów, którzy wzajemnie się promują, to z obrzydzeniem odwracam się od takiego autora i jego twórczości. Ale ja sporo czytam. Wiem, co się wydaje. Żyję literaturą. Zanim coś wezmę do czytania, mam pewność, że warto się nad tym pochylić, stąd tak rzadko jestem czymś rozczarowana. Przeciętny Kowalski, który czyta z doskoku, nieco powyżej średniej krajowej, nie ma tego rozeznania. Nie ma czasu na czytanie czasopism literackich, czy opinii krytyków literackich. Idzie do księgarni i kupuje to, o czym mówi się w internecie, w mediach głównego nurtu a najczęściej to, co akurat dostało jakąś nagrodę literacką, co jest mocno promowane i ma wykupiony face okładki na półce.

Bycie pisarzem to luksus dla znanych osób. I dla osób, które znają znane osoby. Nigdy nie odmówiłam przeczytania książki początkującego pisarza. Zdarzało mi się nie pisać o takich debiutach, gdy były kiepskie. Gdy Jerzy Pilch napisze coś słabszego, wszyscy z nostalgią i rozczuleniem pochylą się nad nim, bo to stary dobry Pilch. Za znanymi pisarzami stoi ich dorobek, uwielbienie czytelników, duży wydawca i przychylność mediów. Debiutant, zwłaszcza ten nikomu nieznany, musi bronić się sam a ja nie mam siły, żeby dobijać leżącego. Gdy dostaję książkę do recenzji, odpisuję, że zastrzegam sobie niezależność opinii i prawo do krytyki, bo zdaję sobie sprawę, że i w blogosferze zdarzają się chore praktyki pisania pozytywnych opinii każdej otrzymanej książce. Do tej pory tylko dwóch autorów zrezygnowało z przysłania egzemplarza powieści, co tylko potwierdza moje przypuszczenia. Ale zawsze z radością i bardzo pozytywnie reaguję na zapytania, czy chciałabym przeczytać czyjąś książkę. Czytam i piszę o książkach Mariusza Szczygła oraz innych autorów, którzy zaczynają teraz, w czasach więcej niż okrutnych dla rynku książki. Bo uważam, że każdy zasługuje na szansę.

Może następnym razem, gdy ktoś zwróci się do Mariusza Szczygła z prośbą o opinię, nieco łaskawszym okiem na to zareaguje. Gdy pisze się kolumnę zatytułowaną „Z lotu Szczygła”, to trzeba wiedzieć, dokąd się leci. Mariusz Szczygieł lata bardzo wysoko, ostatnio doleciał najwyraźniej w miejsce, w którym go oślepiło, tak bardzo, że niestety stracił na chwilę ostrość widzenia.

Anna Dutka

POLECAM RÓWNIEŻ:

Odpowiedź na komentarze Mariusza Szczygła pod wpisem Czy leci z nami Mariusz Szczygieł?


Recenzja książki Láska nebeská - Mariusz Szczygieł

Krakowska premiera 100/XX - Antologia polskiego reportażu

Recenzja książki Gottland - Mariusz Szczygieł

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
recenzentka.blox.pl
Czas publikacji:
środa, 24 września 2014 16:50

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Mariusz Szcz. napisał(a) z *.static.chello.sk komentarz datowany na 2014/09/24 23:52:29:

    Kłaniam się.
    Bardzo przepraszam, ale Pani w ogóle nie zrozumiała mojego felietonu.
    Piszę o tym, że ja sam nie jestem w stanie spytać nikogo, czy podobała mu się moja książka? Pod ziemię bym się zapadł.
    I drugi temat felietonu: poeci dają mi swoje wiersze a ja nie umiem odpowiedzieć, czy mi się podobało, ale znalazłem środek uspokajający poetów.
    I trzeci temat: współczułem producentowi filmu, który musiał spytać, jak mi się podobało, w związku z czym sam go uprzedziłem i od razu powiedziałem, że mi się podobało.
    O tym jest ten felieton.
    Nie ma tam w ogóle rzeczy, o których Pani pisze. Wciska mi Pani dziecko w brzuch, naprawdę.
    Jeśli Pani czyta rzeczywiście dużo, to powinna Pani zauważyć, że najcenniejsze na polskim rynku są książki, na których NIE MA mojego polecenia (zwanego blurbem). Ponieważ jestem już na tylu, że słowo Szczygła staje się bardzo tanie. Polecam książki wielu reporterów, piszę blurby wielu debiutantom. W wielu książkach non-fiction znajdzie Pani podziękowania za pomoc przy pracy. Wydaje mi się, że robię dużo dla dla innych, choć nie dla wszystkich (na przykład nie polecam beletrystyki, bo uważam, że moja przestrzeń to non-fiction). Dostaję nawet maile od swoich czytelników, że już rozmieniam się na drobne i polecam także książki słabe. I nawet ostatnio jedna z czytelniczek mi napisała, żebym skończył z litością (co nie jest prawdą). Chyba ma Pani małą orientację w rynku literatury non-fiction.
    Ale! Autorzy i wydawcy, którzy proszę o blurba, NIGDY nie pytają: I jak podobała ci się moja książką (a o tym był ten felieton, naprawdę!, proszę go przeczytać jeszcze raz). Wydawcy i autorzy proponują: "Przeczytałbyś i napisał coś na okładkę...". To nawet nie jest pytanie. I tyle. A to zupełnie inna dziedzina niż to bezwstydne pytanie: I jak ci się podoba?
    Bardzo proszę, żeby była Pani sprawiedliwa.
    Polecam przy okazji książkę debiutantki Izy Klementowskiej "Samotność Portugalczyka", która wyszła niedawno - bardzo dobra - w której reporterka twierdzi na końcu, że w ogóle nie byłoby tej książki, gdyby nie nasz kontakt. Nie żebym się chwalił, jaki jestem cudowny (bo np. poezji nie znoszę i z poetami nie umiem rozmawiać), ale o sprawiedliwość osądu mi chodzi.
    Zapraszam do Wrzenia świata, kiedy będę, zobaczy Pani jak polecam książki osobiście klientom.
    Pozdrawiam serdecznie, Mariusz Szczygieł

  • Gość Mariusz Szcz. napisał(a) z *.static.chello.sk komentarz datowany na 2014/09/25 00:05:07:

    P.S.
    Przepraszam, ale jakoś mnie to ruszyło. Właśnie przyszedł mail od kolejnego młodego reportera z prośbą o rekomendację do stypendium ministra kultury i uświadomiłem sobie pewną rzecz. Jeśli przejrzy Pani wszystkie wnioski do Ministerstwa Kultury i Sztuki, które składali w ostatnich pięciu latach młodzi reporterzy, to 80% z nich ma moje rekomendacje i to są obszerne uzasadnienia. Nikomu nie odmówiłem. Większość debiutanckich książek finansowanych przez ministerstwo miało moje pozytywne opinie. Więc trochę się czuję jak wierna przez całe życie żona, która raz uśmiechnęła się do jakiegoś faceta i to na neutralny temat, a jest podejrzewana, że zdradza. O!

  • recenzentka.blox.pl napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/26 11:33:04:

    Dzień dobry,
    moja odpowiedź na Pana komentarze:
    recenzentka.blox.pl/2014/09/Nowe-szaty-Mariusza-Szczygla.html

    pozdrawiam serdecznie
    Ania Dutka

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014