Recenzentka

Wpis

piątek, 01 sierpnia 2014

Katarzyna Targosz - Wiosna po wiedeńsku

Katarzyna Targosz podczas spotkania autorskiego zadeklarowała, że chce pisać lekkie, rozrywkowe powieści i taka jest „Wiosna po wiedeńsku”. Jest jak domowy lekki krem czekoladowy, jogurtowy shake, czy owocowe ciastko. Daje krótkotrwałą chwilę endorfinowego upojenia bez wyrzutów sumienia. I w kuchni, i w literaturze szukam teraz jednak nowych wrażeń. Pamiętam swoje początki i literackie i kulinarne, to rzucanie się na smaki i książki, stawianie sobie za wysoko poprzeczki albo sięganie po coś zbyt banalnego. Dzisiaj, gdy mam do wyboru maliny to wolę zrobić z nich mus z dodatkiem kardamonu. Czarną porzeczkę mieszam z marcepanem, borówki z anyżkiem a wiśnie z chilli i czekoladą. Podobnie mam z literaturą. Wyrosłam z jej wersji podstawowej i szukam zaskakujących połączeń fabularnych, czegoś nieoczywistego i flow, które przenosi mnie w inny wymiar.


Wiosna po wiedeńsku” jest taką literacką bazą, do której wróciłam, wspominając swoje pierwsze samodzielne nastoletnie lektury. Czytałam wówczas po raz dwudziesty ósmy „Pięty w chmurach” Zbigniewa Wróblewskiego i gdybym dzisiaj miała tyle lat, co wtedy, to pewnie zaczytywałabym się z taką samą pasją w Katarzynie Targosz. Przypomina mi nieskomplikowane powieści, które czytało się nieustannie. Miały być zabawne, przygodowe i lekkie. Z czasem koniecznie z wątkiem romantycznym. Chyba niewiele różniłam się pod tym względem od przeciętnej nastolatki.

 

Fabularnie to zaproszenie do grona szalonej paczki przyjaciół, która mieszka w Wiedniu. Trójkę z nich połączyło wspólne mieszkanie, które dzieli Katarina, Polka robiąca w Austrii karierę dobrze zapowiadającej się projektantki mody i dwóch mężczyzn, wieczny artysta zwany Wujem i Wiktor, który właśnie stał się Wiktorią. Czasami zagląda do nich długonoga, piękna blondynka Karol  - „zwierzę towarzyskie” i jej przeciwieństwo Yvonne „jakieś sto dwadzieścia kilo, przy wzroście siedzącego psa”, psycholożka, tropiąca wszędzie dysfunkcyjne zachowania. Podobnie, jak w amerykańskich sitcomach przyjaciele mieszkają w przestronnym, nietuzinkowym mieszkaniu, mają swoje stałe bary, do których wpadają a to na pierogi a to na ulubioną kawę, ciastko, czy lunch. Łączy ich poczucie humoru, wolność od wszelkich zobowiązań, frywolny stosunek do życia i chęć dobrej zabawy. Przeważają tutaj partie dialogowe, wszystko dzieje się szybko, jak w sprawnie skrojonym serialu. Gdy więc Katarina po raz kolejny wplącze się w tarapaty, na ratunek zostanie zaprzężona cała paczka. Nie zabraknie tu zabawnych sytuacji, nieco nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, przerysowanych ucieczek i napadów gangsterskich, wszystko jak w komediach z wątkiem kryminalnym, gdzie ma być zabawnie a nie strasznie. Nie zabraknie tutaj wątku romantycznego. Komisarzem, który próbuje rozwiązać tajemnicę morderstwa w parku jest Martin Pettersen, były chłopak Katariny. Dodatkowo kręci się wokół niej niezwykłej urody Włoch, Leonardo Moretti, którego Pettersen podejrzewa o konszachty z rosyjską mafią. Katarina sama nie wie, czy bardziej podoba jej się Moretti, czy jednak wolałaby wrócić do Pettersena. Wplątuje się dodatkowo w zabawne i niedwuznaczne sytuacje, które komplikują i tak jej zakręcone życie miłosne.


Jak na tak lekką i zabawową fabułę przystało, towarzystwu mija czas na drinkach, spontanicznych wypadach do kawiarni i klubów. Seks jest jak porcja lodów w upalny dzień, pałaszowany chętnie, bez zahamowań i wyrzutów sumienia. Katarina nawet w największym ferworze wydarzeń będzie się starała o odpowiedni wygląd, dobierając botki, szpilki, malinowe kurtki i płaszcze w kolorze bakłażana. Mężczyźni to chodzące ciacha do schrupania, z seksownymi uśmiechami i zachęcającymi do igraszek nagimi torsami. W takiej bezpruderyjnej, wyzwolonej atmosferze przechadzamy się po wiedeńskich uliczkach a Targosz udowadnia, że nie tylko zna Wiedeń, ale i kocha uczuciem odwzajemnionym, bo miasto nadało powieści powiew świeżości i innego, otwartego świata, gdzie wszystko jest łatwiejsze, ciekawsze, bardziej intrygujące.


Od razu widać, że autorka, rocznik 1982 jest pokoleniem oderwanym już od siermiężnej atmosfery PRL, pokoleniem, które dojrzewało w największym konsumpcyjnym boomie i wyrosło na telewizyjnych sitcomach. Ta literatura nie ma w sobie znamiona ciężkich czasów, przeciwnie pokazuje ludzi, którzy bez zahamowań i bez kompleksów jeżdżą po świecie, granice państw są dla nich umownym znakiem, znają języki obce, poruszają się w środowisku międzynarodowym z lekkością właśnie osoby młodej, smakującej wyłącznie w wolności, urodzonej już w części globalnej wioski. O tym, że główna postać jest z Polski dowiadujemy się dzięki telefonom mamy do Katariny, gdzie ta beszta dziewczynę za lekkomyślność, brak męża i dzieci. 


Jak na debiutantkę, mogę pogratulować pomysłu na książkę, utrzymanego tempa i równego poczucia humoru. Na początku w dwóch miejscach coś mi zgrzytnęło językowo, potem jednak historia się rozkręciła, w odpowiednich miejscach piętrzyły się kłopoty, znikali i pojawiali się nowi znajomi. Zakończenie zapowiada jak sądzę ciąg dalszy, znając Katarinę, jeszcze nie raz wpakuje się w kłopoty. Nie jest to wyrafinowana pozycja dla wyrobionego czytelnika, ale sama autorka powtarza, że chce bawić swoim pisaniem i nie zamierza zostać drugim Mickiewiczem. Wczoraj w „Kole kultury” Radia Kraków omawiano „Hopeless” Colleen Hoover a pod adresem tej książki padły słowa, które mogłabym powtórzyć teraz pisząc o „Wiośnie po wiedeńsku”. Jest to prosta literatura, nieskomplikowana językowo, raczej dla młodych ludzi, raczej na początku swojej samodzielnej czytelniczej drogi. Naczytałam się jako nastolatka sporo takiej literatury, dziś sięgam po zupełnie inne książki, ale właśnie tego typu powieści pokazały mi, że czytanie jest „fajnym”, przyjemnym preludium do późniejszych poważniejszych i trudniejszych lektur. 


Książka w czytelniczych rankingach na najbardziej gorący tytuł lata zajmuje wysoką lokatę, co tylko potwierdza, że ludzie szukają w literaturze rozrywki a ja mogę powiedzieć, że świetnie, że właśnie w literaturze a na dodatek dobrze, że czytają polskie autorki. 

 

Katarzyna Targosz, Wiosna po wiedeńsku, Wydawnictwo JanKa, Pruszków 2014. Redakcja i korekta: Janina Koźbiel, Jan Koźbiel. 188 stron.

 

POLECAM RÓWNIEŻ:

Ałbena Grabowska - Lot nisko nad ziemią

Ałbena Grabowska-Grzyb - Coraz mniej olśnień

Anna Jörgensdotter - Córki gór

Jeffrey Eugenides - Przekleństwa niewinności

Ingvar Ambjørnsen - Elling mamusin synek

Nancy Milford, Zelda - Wielka miłość F. Scotta Fitzgeralda

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
szwecja11
Czas publikacji:
piątek, 01 sierpnia 2014 13:32

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014