Recenzentka

Wpis

niedziela, 30 marca 2014

Szkice o literaturze skandynawskiej - Jarosław Iwaszkiewicz -

Pisząc o literaturze skandynawskiej Jarosław Iwaszkiewicz jest bezkompromisowy, ironiczny, ma cięty język. Potrafi być prostacki, z pewnością jednak nie nudny. Wyciska z literatury, pisarzy, wydawców, tłumaczy ostatnie soki, bez pardonu wytykając im błędy, zaniechania, potknięcia. Jego wielkie ego krąży nad światem literackim. Potrafi się bardzo pomylić. Jest jednak zawsze sobą; w „Szkicach…” świetnym recenzentem, który z krytyczną swadą daje kapitalny obraz literatur skandynawskich. Zapisze się na zawsze, jako najlepszy popularyzator literatury skandynawskiej swoich czasów.

 

 

Jarosław Iwaszkiewicz pokocha w dzieciństwie kraj pięciuset wysp za sprawą bajek Andersena. Potem nauczy się języka duńskiego, często będzie gościł w Danii, stając się z czasem ambasadorem nie tylko literatury duńskiej, ale skandynawskiej w ogóle. Pierwszy tekst poświęcony literaturze skandynawskiej napisze w wieku 30 lat, jest wówczas już od dwóch lat sekretarzem marszałka sejmu Macieja Rataja, w tym roku został też członkiem polskiego PEN Clubu. Sześć lat wcześniej zwiąże się z grupą literacką występującą w kabarecie „Pikador”, następnie wejdzie w skład grupy „Skamander”. Miał już za sobą publikacje w „Zdroju”, „Kurierze Ilustrowanym”. Zdąży też założyć teatr eksperymentalny „Elsynor”. Rozpoczyna współpracę z „Wiadomościami Literackimi”. W latach 1925 - 1932 Iwaszkiewicz zostanie sekretarzem poselstwa polskiego w Kopenhadze.

 

We wstępie do Szkiców o literaturze skandynawskiej Iwaszkiewicz wyjaśnia, że nie są rzeczą nową a zebranymi przez Matyldę Wiśniewską jego „artykułami i artykulikami”, pokazującymi jego stopniowe wrastanie w krwiobieg literatur krajów Północy, do których żywi „szacunek, żywe zainteresowanie i chwilami podziw prawdziwy”. Powie wręcz, że bardzo wiele zawdzięcza piśmiennictwu skandynawskiemu. Będą to teksty publikowane przez Iwaszkiewicza w m.in.: „Wiadomościach Literackich”, felietony z „Życia Warszawy”, coroczne przeglądy tłumaczeń z literatur skandynawskich w „Roczniku Literackim”, regularnie ukazujące się w latach 1955 - 1977. „Szkice” dają niepowtarzalny obraz stopniowo rosnącej popularności literatury skandynawskiej na polskim rynku wydawniczym.

 

Wśród recenzji znajdzie się m.in.: „Gösta Berling” Selmy Lagerlöf, bajka „Za tysiąc lat” H. Ch. Andersena z 1852, „Kon-Tiki” Thora Heyerdahla, twórczość Duńczyka Hansa Kirka, powieści Norwega Tarjei Vesaasa. W „Szkicach” przedrukowano wstęp Iwaszkiewicza do „Bojaźni i drżenia” oraz „Albo – albo” Sörena Kierkegaarda. Dużo miejsca poświęci Norweżce Sygrydzie Undset, Islandczykowi Halldórowi Kiljanowi Laxnessowi, Karen Blixen, o jej „Pożegnaniu z Afryką” napisze „niepospolite zjawisko”. Daleko mu jednak do pobłażliwości, jest w swoich krytykach czasami niedyplomatycznie ostry, wręcz złośliwy. Bywa i prostacki, co sam zaznacza. Potrafi wytknąć tłumaczowi niedoróbki stylistyczne w taki sposób, że na jego miejscu już nigdy nie próbowałabym przekładu. Do tematu tłumaczeń powróci wielokrotnie, krytykując przekłady literatur skandynawskich na polski z niemieckiego, co według niego jest kuriozalne, biorąc pod uwagę nieprzystawalność składni języków skandynawskich do składni niemieckiej. Uważa, że prędzej przekład z języka angielskiego oddałby lekkość, prostotę i zwięzłość tych języków. Rok 1962 uważa pod względem działalności tłumaczeniowej za przełomowy, to wówczas pojawia się grupa osób władających językami skandynawskimi, świetnie popularyzujących literatury Północy: Józef Giebułtowicz z duńskiego i norweskiego, Maria Kelles-Krauz z duńskiego i Zygmunt Łamanowski ze szwedzkiego. Iwaszkiewicz pozwala sobie też na nonszalanckie uwagi pod adresem autorów, np. Selmie Lagerlöf wytknie braki w kompozycji „Gösta Berling”. O „Krzaku gorejącym” Sygrydy Undset napisze: „naiwna w swym schemacie”. O powieściach noblisty Laxnessa, że są „nużące w czytaniu”, styl „ciężki” a narracja „nie pozbawiona jest sztuczności”. Zastanawia się, czy koniecznie trzeba zamęczać czytelników dramatami Strindberga i jego wiecznym kompleksem niskiego pochodzenia. „Darunga” Artura Lundkvista trąci według niego prymitywnym moralizatorstwem. Polskim dramaturgom sugeruje czytanie Ibsena, żeby się „trochę nauczyli, jak się robi prawdziwy dramat”. Dostanie się Ossolineum, którego przekład „Sagi o Frithiofie” Esaiasa Tegnéra nazwie „skandalem literackim”, czy Stanisławowi Sawickiemu – zamordowanemu przez Niemców przedwojennemu tłumaczowi bajek Andersena. Krytyka nie ominie przekładu Wandy Kragen, w którym znajdzie „krzyczące mnóstwo błędów i nieporozumień”. Tłumaczowi „Dzikiej kaczki” zarzuci „rozrzewniające braki erudycji”. Wybucham śmiechem, gdy Iwaszkiewicz skomentuje tłumaczenie Heddy Gabler, w którym raz stół się przykrywa kilimem, innym razem narzutą, co spuentuje: „To jeszcze wiek XIX. "Ładu" ani "Cepelii" nie ma, wystarczy po prostu serweta i w jednym, i w drugim wypadku”. Wychwala Sygrydę Undset, której „Krystyna córka Lawransa” jest tak świetna, że „odnosi raz po raz tryumfy, przedzierając się przez przekłady dość szarego tłumaczenia”. O przekładzie Marii Szypowskiej „Dzwonu Islandii” napisze „piękny”.

 

Znajduję usprawiedliwienie dla jego miejscami zjadliwych komentarzy, bo przemawia przez Iwaszkiewicza pisarz rozkochany w literaturze skandynawskiej, w jej nastrojach, półtonach, w jej prostocie, specyficznej miejscami naiwności. Odczytując teksty innych literatur, doszukuje się w nich pokrewieństw, czy wręcz naśladownictwa stylu skandynawskiego. „Lakonizm wypowiedzi, słynne dialogi Hemingwaya, które już tu i ówdzie w krajach europejskich znalazły ślepych naśladowców, wywodzą się wyraźnie z Hamsuna, Hermana Banga czy nawet … Selmy Lagerlöf”, napisze w jednym z artykułów. Uważa zresztą Hamsuna za ojca współczesnej literatury amerykańskiej, wymieniając jego naśladowców: Caldwella, Steinbecka, Sherwooda Andersona i po części Thorntona Wildera. Iwaszkiewicz protestuje przed upraszczającym podsumowaniem literatury skandynawskiej, jako dekadenckiej, co według niego mogło być słuszne w okresie Strindberga, ale absolutnie nie pasuje do całości obrazu.

 

Miejscami jest niekonsekwentny w swoich uwagach krytycznych. Raz wytknie Marii Dąbrowskiej jej tłumaczenie „Nielsa Lyhne”, którym nie potrafiła oddać „przedziwnej muzyki Jacobsenowskiego języka”. W innym miejscu napisze, że jej przekład jest „małym klejnotem stosunków literacko-skandynawskich”, noszącym te cechy pióra Dąbrowskiej, które najlepiej pasują do arcydzieła Duńczyka. O przekładach Beaty Hłasko w jednym miejscu napisze „doskonałe”, w innym, powie, że są „surowe, odznaczające się pewną sztywnością, brakiem miękkości i swobody w spolszczaniu tekstów”. Potrafi się też bardzo pomylić w swoich opiniach. Lagerkvista oceni, jako przelotne zjawisko mody.

 

Poświęci też wiele miejsca literaturze popularnej i skandynawskim kryminałom, które już w latach sześćdziesiątych przecierają ścieżki ugruntowując sobie miejsce w Polsce. O szwedzkich kryminałach napisze, że są zręczne, o fabule możliwie najmniej brutalnej, interesująco zaznajamiające czytelników z codziennością Szwecji.

 

Dla skandynawistySzkice” to rzecz absolutnie niepowtarzalna. To gratka też dla tłumaczy, teoretyków przekładu i krytyków literackich. Wyśmienicie wpisuje się ta książka w bieżącą dyskusję, o jakości promocji czytelnictwa. Iwaszkiewicz spędza dużo czasu w Danii, przywożąc nie tylko nowinki wydawnicze, ale też ciekawostki o czytelnictwie w ogóle. Opowiada o otwartych na czytelnika bibliotekach, właściwie wielkich ośrodkach kultury. Napisze o nietypowych formach finansowania m.in.: czytelnictwa przez browary Carlsberga i Tuborga. Okazuje się, że dochody z tych browarów przeznaczano wówczas (ciekawe, czy nadal) na fundusz kultury i sztuki (Carlsberg) i na instytuty naukowe (Tuborg). Iwaszkiewicz w swoich felietonach poczyna sobie różnie i z pisarzami, i z wydawcami, i z tłumaczami, udowadniając, że o książkach można pisać frapująco, miejscami kontrowersyjnie, zawsze ciekawie.

 

Jarosław Iwaszkiewicz, Szkice o literaturze skandynawskiej, Czytelnik, Warszawa 1977. Wydanie I. Opracowanie graficzne: Andrzej Heidrich. 358 stron. Książka zawiera: Indeks nazwisk i tytułów, wstęp autora.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
szwecja11
Czas publikacji:
niedziela, 30 marca 2014 13:17

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • kiljan.halldorsson napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/30 13:54:13:

    Tak, to istotnie niepowtarzalna i bardzo cenna książka...

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014