Recenzentka

Wpis

środa, 15 stycznia 2014

Mariusz Wollny - Sklep historyczny - Kraków - Plac Mariacki 3

Wytropił w polskiej historii najbardziej sensacyjne wydarzenia i kryminalne wątki. W swoich powieściach opisuje historię Krakowa z taką wiernością prawdy, że został mianowany nieoficjalnym przewodnikiem przewodników miejskich, detronizując tym samym Michała Rożka. Ślązak z urodzenia, Krakowianin z wyboru. Popularyzator Krakowa i historii, inicjator powstania krakowskiego Jarmarku Średniowiecznego. Wspólnie z żoną prowadzi sklep historyczny.

Urodzony w 1958 r. we Wrocławiu. Dziadkowie pochodzą ze Śląska Opolskiego. Jego rodzina ma niemieckie korzenie. Mieszkał 10 lat w Gliwicach, gdzie chodził do podstawówki i szkoły średniej. Zapomniał jednak już o swojej śląskości. A o przyjeździe do Krakowa mówi żartobliwie „Drang nach Osten”; wyjechał z Wrocławia, przez Gliwice i zatrzymał się ponad ćwierć wieku temu w Krakowie. Etnograf z wykształcenia a z zamiłowania historyk. O historii mówi, że jest fantastyczna. Zaczął od pisania serii książek popularnonaukowych „Był sobie król”; zbierając do nich materiał coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że polska historia jest nie tylko niesamowicie interesująca, ale też sensacyjna i kryminalna. Zawiera mnóstwo wątków, które można rozwinąć w interesujące powieści.

 - Chociażby historia słynnej i głośnej sprawy wywołania ducha Radziwiłłówny. To nie była zwyczajna sztuczka czarnoksięska, tylko znakomicie przemyślana i przeprowadzona afera polityczna. Czy afera za Zygmunta III Wazy, na początku jego panowania, kiedy król potajemnie, jak to się wówczas mówiło praktykował z Austriakami. Chodziło o sprzedanie polskiej korony któremuś z Habsburgów za pół miliona dukatów, do czego planowano jeszcze dorzucić rękę Anny Wazówny, ale się nie dało, ponieważ była zatwardziałą protestantką. A żaden arcyksiążę nie zgodziłby się na żonę protestantkę, więc sprawa upadła, niemniej ciągnęła się przez kilka lat, obfitując w sceny, z których dałoby się zrobić świetny film szpiegowski – a kończąc dodaje, że gdybyśmy byli Francuzami, to filmów płaszcza i szpady byłoby u nas na pęczki.

W młodości był rozdarty między przyrodą, geografią a historią. Szukając klucza na połączenie ich w jedno, skończył etnografię. Potem to rozdarcie przeniosło się na literaturę i czytanie powieści awanturniczych, historyczno-przygodowych i kryminalno-sensacyjnych. Z gatunków literackich zawsze lubił kryminał i sensację, więc spróbował połączyć je z historią. I tak zaczęły powstawać jego pierwsze powieści. Pisząc książki historyczne stał przed dylematem: czy być bardzo wiernym językowi z epoki, jak np. w Rękopisie zagubionym w Jeleniewie Igora Strumińskiego i Jerzego Socały, gdzie autorzy, fani baroku, przenieśli żywcem język epoki do powieści przygodowej. Czy skłonić się bardziej ku pisaniu powieści historycznej językiem współczesnym, co jest zabiegiem najprostszym i z pewnością dla najszerszego odbiorcy. Jest to jednak szkoła pozbawiająca opowieść kolorytu języka, a przez to i częściowo ducha epoki. Można też pójść trzecią drogą, uciekając się do stylizacji. I na tę się zdecydował. Sporządza, zatem słownik, wybiera do niego, co smakowitsze słówka z epoki, które zanikły, a warte były ocalenia i wrzuca je co jakiś czas do tekstu. W książkach o Kacprze Ryxie jest mnóstwo szesnastowiecznych słów, z których niektóre wyszły z użycia już w siedemnastym wieku.

 

- Turbacja, czyli zakłopotanie w XVI wieku była słowem bardzo popularnym a w XVII już zanika. Podobnie iściec, czyli świadek, czy szlakować, rozumiany, jako śledzić, szpiegować kogoś. U Paska, z którego korzystał Sienkiewicz te słówka już zanikły. A u Reja, który używał mocno staropolskiej polszczyzny, czy u dużo nowocześniejszego od niego Kochanowskiego zdarzają się, oczywiście u Kochanowskiego rzadziej -  dalej wyjaśnia też, jak szukał pomysłu na nazwanie swojego renesansowego detektywa. Steven Saylor w serii „Roma Sub Rosa” nazwał średniowiecznego detektywa poszukiwaczem. On swojego inwestygator, bo to wspólne słowo dla badaczy-naukowców, jak i dla śledczych, detektywów, ma źródłosłów łaciński i prawdopodobnie było w użyciu w renesansie.

4 lata temu zaproponował prezydentowi Krakowa Jackowi Majchrowskiemu zorganizowanie imprezy historycznej w okolicach nocy Kupały i tak powstał Jarmark Świętojański. Organizacją wydarzenia zajmuje się Krakowskie Biuro Festiwalowe. Scenariusz imprezy pisze żona pisarza a on jest jego konsultantem historycznym. Wprawdzie nie wiadomo jeszcze, czy przedłożony Radzie Miasta pomysł planowanej na czerwiec 2014 roku imprezy spotka się z akceptacją, ale robi imponujące wrażenie. W złożonej propozycji planowane są 3 dni różnych epok. W piątek: wczesnohistoryczna, czyli Wanda, wojowie, czasy legendarne aż do wczesnego średniowiecza. Na sobotę późne średniowiecze XIV i XV wieku, czyli czasy Kazimierza Wielkiego, Jadwigi, Jagiełły, Zawiszy Czarnego; planowany jest udział ekipy konnej. Mariusz Wollny zadeklarował się wystąpić tym razem w roli trzech kronikarzy. Kadłubka w pierwszym dniu, Długosza w drugim i Bielskiego w trzecim. Będzie przeprowadzał wywiady ze znanymi osobami, np. z Zawiszą Czarnym, z Jadwigą o jej pożyciu z Jagiełłą. Jak wyjaśnia, w Krakowie nigdy nie było jarmarku świętojańskiego, odbywały się wprawdzie trzy słynne jarmarki w roku, ale świętojański jarmark miał miejsce wyłącznie na Kazimierzu. W czasie Jarmarku organizowane są gry plenerowe, warsztaty edukacyjne, szczególnie lubiane przez dzieci.

Dzielone wspólnie z żoną pasje historyczne i ich zaangażowanie w działalność grup rekonstrukcyjnych, zaowocowały też pomysłem na sklep historyczny. Gdy Muzeum Historyczne Miasta Krakowa zwolniło lokal na Placu Mariackim 3, zainteresowali się nim i tak powstał sklep z księgarnią z książkami Mariusza Wollnego. Miejsce idealne dla takich pasjonatów, ponieważ mieści się w zabytkowej Kamienicy Hipolitów. Na piętrach odtworzone jest życie mieszczańskiej rodziny a piękna sień gotycka, brama wejściowa, okno, sklepienie a nawet drzwi z zamkiem z epoki, tworzą niepowtarzalny klimat. W swoich książkach Mariusz Wollny nieraz wspomina okolice Kościoła Mariackiego, czy okalającego go ongiś cmentarza, na który patrzymy wprost z wnętrza sklepu.



Dla fanów Kacpra Ryxa, to w tej chwili jedyne miejsce, w którym można kupić książki Mariusza Wollnego, bo ich nakład w całym kraju się wyczerpał. Książki i gadżety związane z inwestygatorem. Jest tu m.in. kalendarz Kacpra Ryxa z nieistniejącymi obiektami z XVI w., scenkami rodzajowymi np. w łaźni Czeczotki i artystycznym planem XVI wiecznego Krakowa. Już niedługo będzie można zwiedzać Kraków szlakiem Kacpra Ryxa, bo Mariusz Wollny planuje wydanie przewodnika po renesansowym Krakowie. Wszystko to, o czym pisał w powieściach, wszystkie prawdziwe wydarzenia, miejsca, sprawy kryminalne, afery polityczne zostaną rozwinięte w przewodniku.

 

W sklepie oprócz książek, królują też klimaty średniowieczne. Gdyby ktoś miał taką ochotę, to może zamienić i swoje mieszkanie i własną garderobę na średniowieczną, bo można się tutaj i zaopatrzyć w stroje i w przedmioty użytkowe z epoki. Przedmioty wykonywane są przez rekonstruktorów historycznych. Dla przykładu są tu naczynia dłubane w technice, która się nie zmieniła od tysiąca lat. Każdy przedmiot zawiera informację o pochodzeniu, opis, z czego został wykonany, jakimi technikami. W zależności od zainteresowań, można tu kupić repliki, kopie lub stylizacje. Repliką, która w każdym detalu wierna jest oryginałowi, łącznie ze złoceniami jest np. zbroja Batorego spod Pskowa.

 

Oglądam miecz spod Grunwaldu, być może taki właśnie Ulrich von Jungingen przesłał Jagielle. Wszystko jest tu dokładnie odtworzone, zrobione tymi samymi technikami, z tego samego materiału. Kopie nie są wierne oryginałowi we wszystkim. Pisarz pokazuje szablę, która jest kopią odlaną w metalu i zaznacza, że w przeciwieństwie do mieczy spod Grunwaldu, nie da się nią pojedynkować. Za chwilę zobaczę różnicę pomiędzy repliką latarni obciągniętej pęcherzem bydlęcym, szytą ręcznie, jaką używano właściwie przez całe średniowiecze a stylizowaną latarenką gotycką. Podziwiam jopulę, rodzaj dłuższego kaftana, którą np. nosił Jagiełło. Etnografowie prowadzący sklep historyczny, promują też artystów ludowych. W kolekcji Państwa Wollny znajdują się wyroby najsłynniejszej żyjącej artystki ludowej, ceramiczki Władysławy Prucnal, pochodzącej z okolic Rzeszowa. Można np. kupić książkę „Sztuka z ziemi zrodzona”, dwujęzyczną monografię w języku polskim i angielskim poświęconą artystce i jej ośrodkowi w Medynie Głogowskiej.

 

Sklep Historyczny Kacper Ryx, Plac Mariacki 3. Strona www
Jarmark Świętojański - Strona www
Przeczytaj też recenzję książki Mariusza Wollnego Oblicze Pana



Przygotowane na podstawie spotkania autorskiego z 11.12.2013 r. w Śródmiejskiej Bibliotece Publicznej w Krakowie, ul. Studencka 19 oraz rozmowy z pisarzem.



Tekst autoryzowany.

 

Chcesz być na bieżąco z informacjami? Zamów newsletter i polub Fanpage

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
szwecja11
Czas publikacji:
środa, 15 stycznia 2014 15:49

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Statystyki od: 8.03.2014